sobota, 15 sierpnia 2015

Chcę opowiedzieć ci pewną historię. Niektórzy mówią, że jest to opowieść Sufich, inni, że pochodzi z Chin:
W pewnej wiosce mieszkał stary człowiek. Był bardzo skromny i biedny. Jego jedyną własnością był przepiękny biały koń. Nawet król mu zazdrościł tego rumaka i oferował za niego wielkie sumy. Ale stary człowiek odmawiał, mówiąc: „Kocham mojego konia. To mój przyjaciel. Nie sprzedaje się przyjaciół”.
Pewnego ranka wszedł do stajni i nie zastał tam konia. Wieśniacy powiedzieli: „Ty stary głupcze. Powinieneś był sprzedać tego konia. Ale nieszczęście.” A stary człowiek odpowiedział: „Nie jest to ani dobre ani złe. Po prostu jest. Nie oceniajcie tego. Po prostu powiedzcie, że w stajni nie ma konia. To tylko fragment. Nie znamy pełnego obrazu.” Ale mieszkańcy śmieli się ze starca.Po kilku dniach biały koń wrócił a wraz z nim całe stado dzikich koni. Wieśniacy znowu się zgromadzili: „Starcze, miałeś rację – to nie było nieszczęście, że biały koń uciekł. To było wielkie błogosławieństwo.” A stary człowiek odpowiedział: „Nie jest to ani dobre, ani złe. Po prostu powiedzcie, że koń wrócił.” Nic mu na to nie odpowiedzieli. Ale wiedzieli, że nie ma racji. Stary człowiek miał jedynego syna, który zaczął ujarzmiać dzikie konie. Któregoś dnia spadł z konia i złamał obydwie nogi. Wieśniacy zebrali się i powiedzieli: „Starcze, miałeś rację. Konie okazały się nieszczęściem – twój jedyny syn został kaleką, nie będziesz miał żadnej pomocy na starość”. A stary człowiek odpowiedział: „Jak możecie tak mówić. Nie znamy całego obrazu. Czy znacie całą książkę po przeczytaniu jednej strony?” Po jakimś czasie w królestwie zaczęła się wojna i wszyscy młodzi chłopcy z wioski zostali powołani do wojska. Wszyscy, za wyjątkiem syna starego człowieka. Wioska była pogrążona w żałobie. Królestwo przegrywało wojnę i pewne było, że większość młodych ludzi nigdy nie wróci do domu. Powiedzieli starcowi: „Znowu miałeś rację – to było szczęście, że twój syn został zrzucony z konia. Jest kaleką, ale przynajmniej jest z tobą”.A starzec odpowiedział: „Nie jest to ani dobre, ani złe. Nie oceniajcie, bo nie znacie pełnego obrazu.”....i tak dalej i tak dalej historia kołem się toczy. NIE ZNAMY PEŁNEGO OBRAZU.
Od Ewy Foley
‪#‎ewafoley‬

czwartek, 6 sierpnia 2015

Nić porozumienia miedzy kobieta a mężczyzną


Czy porozumienie między kobietą a mężczyzną w ogóle jest możliwe? Gdy zaczynamy budować prawdziwy związek, różnice charakterów, które do tej pory nas uwodziły i zachwycały, w codziennym życiu stają się powodem wzajemnych rozczarowań, a czasem i rozstań.
Od dawna wiadomo, że świat kobiet i mężczyzn jest inny. Ale kiedy te różnice zaczynają uwierać, trudno je zrozumieć i zaakceptować, bo często przynoszą osobiste tragedie, rozczarowania, żal, a nawet wołanie o pomoc. Dowodzą, że życie we dwoje, ramię w ramię, jest chyba najtrudniejszym zadaniem na świecie. Bo bycie razem to nie tylko romantyczny zawrót głowy, kino, spacer czy namiętny seks. To przede wszystkim proza życia, codzienne dzielenie obowiązków, humory jej i jego, złe nawyki, kłótnie, ciche dni i totalne niezrozumienie, które zamiast wzmacniać poczucie bliskości, bardziej nas obciążają i oddalają od siebie. Padają pytania: "dlaczego on mi to robi", on dziwi się – "dlaczego ona taka jest", a deklaracje typu: "zawsze będziemy razem" zaczynają być dla nas przebrzmiałą bajką.
Zderzenie światów
Zastanówmy się, dlaczego tak trudno nam się porozumieć. Zdaniem Marianne J. Legato, autorki książki Dlaczego mężczyźni nigdy nie pamiętają, a kobiety nigdy nie zapominają, wynika to z odmiennych procesów chemicznych, z różnic w budowie mózgu i jego funkcjonowaniu. W tym półtorakilogramowym narządzie mieści się wszystko, co czyni nas ludźmi: nasze pasje, przemyślenia, postrzeganie świata – czyli całe życie intelektualne i emocjonalne. Owe różnice sprawiają, że używamy zupełnie odmiennych systemów do filtrowania i rozwiązywania problemów. Są dla nas sygnałem zwiastującym brak porozumienia, którego czasami doświadczamy. Bowiem funkcjonowanie mózgu do tego stopnia warunkuje nasze zachowania, że oddziałuje na nasz sposób życia, także w związku.
Badania dowodzą, że mężczyźni inaczej niż kobiety przetwarzają każdą sytuację. Inaczej słyszą, rozumieją i formułują wypowiedzi. Tę fizjologiczną przepaść można jednak pokonać. Marienne Legato zdradza wiele sposobów, które pozwalają nauczyć nas myśleć i reagować jak płeć przeciwna, a tym samym unikać najczęstszych spięć i konfliktów. To, czy uda nam się wspólnie zbudować silną życiową konstrukcję, czy tylko chwiejny domek "z kart", zależy więc w dużej mierze od nas samych. Od tego, jak szybko zauważymy i wyjaśnimy sobie różnice między nami. Mamy wtedy szansę uniknąć toksycznych relacji i życia według smutnego scenariusza: "nie wiem, o co jej chodzi", "on mnie nie kocha, nie rozumie". Umiejętność słuchania i mówienia to bez wątpienia priorytet oraz gwarancja partnerskiego związku, narzędzie pomocne w znajdowaniu właściwej drogi.
Dialog półkul mózgowych
Rzeczywistość zmusza nas do opracowywania strategii, mających wpływ na jakość naszego życia uczuciowego. Zrozumienie dzielących nas różnic ułatwia nam to zadanie. Pomaga wypracować wszelkie możliwe kompromisy. Uczy dostrzegać specyficzne dla każdej płci obszary oczekiwań. Warto więc uświadomić sobie, że podczas czterech najważniejszych funkcji: słuchania, mówienia, myślenia i zapamiętywania, mózg kobiety i mężczyzny działa inaczej:
  • Kobiety mają zdecydowanie więcej połączeń między półkulami mózgowymi. Sieć włókien łączących lewą i prawą półkulę jest gęstsza, a to wyjaśnia odmienną interpretację przez kobiety i mężczyzn tego samego problemu. I chociaż pojedyncze słowa, mózg kobiety i mężczyzny przetwarza podobnie, finalna interpretacja jest inna. Według badań u mężczyzn uaktywnia się wtedy pewien obszar tylko jednej półkuli, a u kobiet dwóch.
  • U kobiet w lewej półkuli mózgu, odpowiedzialnej za zdolność posługiwania się mową, znajduje się więcej komórek nerwowych niż u mężczyzn. Uaktywniają one lepszą pracę mózgu, a w związku z tym zdrowsze reakcje na problemy.
  • Kobiety i mężczyźni przyznają w życiu pierwszeństwo innym sprawom i inaczej o nich rozmawiają.
  • Kobiety w czasie kłótni są głośniejsze, bardziej pamiętliwe, egzaltowane, drażliwe i drobiazgowe. Zbadano, że przyczyną tak jaskrawych, nieco przerysowanych reakcji, jest pewien podstawowy proces zachodzący w ich mózgu. W czasie sprzeczki zwiększa się aktywność ciała migdałowatego – zespołu komórek w kształcie orzecha włoskiego podstawy mózgu, odpowiadającego za emocje, a zmniejsza aktywność kory czołowej – obszaru odpowiedzialnego za rozsądne analizowanie i rozwiązywanie problemów. Uniemożliwia to często prowadzenie sporu w sposób uporządkowany. Ośrodek logicznego myślenia staje się przytłumiony. Emocje biorą górę i zaczynają destrukcyjnie wpływać na związek.
  • Mężczyźni nie pamiętają na ogół istoty kłótni. Wspomnienia dawnych konfliktów są żywsze i bardziej szczegółowe u kobiet.
  • W porównaniu z mężczyznami – kobiety są bardziej podatne na zapamiętywanie stresujących wydarzeń i rejestrowanie ich. Dzieje się tak, ponieważ w sytuacji kryzysowej organizm kobiety uwalnia znaczną część estrogenów, uaktywniających większą ilość komórek mózgu – neuronów. Samo wspomnienie negatywnych doznań może wywołać i odtworzyć wzburzenie z przeszłości. Warto więc nauczyć się "wyrzucać" stare oskarżenia, starać się nie rejestrować ich.
  • Kobiety bardziej niż mężczyźni zapamiętują usłyszane informacje. Przechowują pewne sytuacje w pamięci po to, by w odpowiednim momencie je odzyskać i wykorzystać. Zdolność tę zawdzięczają zwiększonemu dopływowi krwi do mózgu, która systematyzuje to, co usłyszy.
  • Kobiety mają większą zdolność koncentracji niż mężczyźni. Dzieje się tak dzięki wyższemu poziomowi dopaminy – neuroprzekaźnika, odpowiedzialnego w mózgu za mowę i zapamiętywanie. Jeśli więc chcemy przekazać partnerowi ważną informację, musimy skupić większe pokłady jego uwagi.
  • Bardzo się różnimy pod względem wrażliwości na mimikę, ton głosu, przejawy smutku, gniewu, lęku czy agresji na twarzy. Sygnały niewerbalne bywają źródłem wielu konfliktów, ponieważ mężczyźni nie potrafią ich interpretować tak dobrze, jak to robią kobiety.
  • Kobiety mają bardziej podzielną uwagę niż mężczyźni, pozbawieni zdolności wykonywania kilku czynności jednocześnie. Rozmowa w nieodpowiednim momencie z góry skazana jest więc na fiasko.
  • Mężczyźni rozwiązują swoje problemy szybciej. Są tak zaprogramowani. Natomiast kobiety rozważają, medytują, potrzebują więcej czasu na uporanie się z kłopotami. Nie należy zaczynać rozmowy od słów: "nigdy mnie nie słuchasz". Lepiej powiedzieć: "mamy problem, ale wierzę, że wspólnie go rozwiążemy". To działa. Mężczyźni muszą mieć świadomość, że chcemy poznać ich punkt widzenia.
Na dobre i na złe...
Problem umiejętnego porozumienia w związku jest bardzo ważny. Pozorna obojętność wcale nie musi oznaczać, że partnerowi już na nas nie zależy, czy nas nie słucha. Takie wnioski są często błędne. Dlatego umiejętność pokonywania barier, jakie powstają z powodu różnic między nami, tego, co czujemy, myślimy i przeżywamy, może nam pomóc zbliżyć się do siebie. Przecież każda płeć ma coś ciekawego do zaoferowania.
Fragment z książki
Marianne J. Legato " Dlaczego mężczyźni nigdy nie pamiętają, a kobiety nigdy nie zapominają"

środa, 5 sierpnia 2015

,,Nawyki umysłu są jak magnes, który przyciąga do ciebie określone rzeczy, ludzi i sytuacje. Musisz osłabić zły nawyk unikając wszystkiego, co wywołuje go lub pobudza, bez skupiania się na nim w swym zapale, by go unikać. Następnie zwróć umysł ku jakiemuś dobremu nawykowi i kultywuj go stale, aż stanie się on niezawodną częścią ciebie".
– Paramahansa Jogananda „Prawo sukcesu”
Kochana 5 miesięcy temu zmarł Tomek. Dokładnie rok temu zdiagnozowano u niego raka. Byliśmy osiem lat małżeństwem i kochaliśmy się jak szaleńcy o czym wiedzą wszyscy, którzy spotkali się z nami w ramach warsztatów Projektu Egoistka. To miejsce w którym jesteś również jest owocem naszego związku - stworzyliśmy je jako świadomą odpowiedź na to co chcemy dać światu - naszą filozofię życia "pozytywny egoizm" czyli życie w zgodzie z tym co wewnątrz Ciebie a nie na zewnątrz. Inaczej życie świadome zamiast automatyczne.
Chcę się z Tobą podzielić 19 lekcjami, które odebrałam od życia wraz z nagłym odejściem Tomka.
1. Zamiast generować plany B, C i D skup się na doświadczeniu chwili, bo za chwilę może się okazać, że Twoje plany nie są aktualne.
Miałam wiele koncepcji i planów "awaryjnych" dotyczących terapii Tomka. Byłam absolutnie pewna, że któryś musi zadziałać. Jednak nie zadziałał. To była najcenniejsza lekcja, która uświadomiła mi to co w punkcie drugim: nie jestem aż tak wszechmocna jak mi się wydawało . Oraz to, że sztywne koncepcje w umyśle powodują, że zamiast skupić się na teraz skupiasz się na przyszłości, która i tak jest zmienna. W konsekwencji marnujesz cenny czas.
2. Przyjmij, że są rzeczy na które nie masz wpływu. Uważanie, że możesz wszystko to przejaw dumy, pychy i narcyzmu.
Są rzeczy silniejsze i bardziej potężne od Ciebie. I nie jest to myśl przygnębiająca lecz wręcz odwrotnie uwalniająca. Skoro bowiem nie masz wpływu na wszystko nie musisz zajmować się wszystkim! Możesz zająć się tym na co masz wpływ - na swoje wybory, nastawienia czy zawartość swojego umysłu (myśli, emocje). Zyskujesz więc czas na rzeczywistą pracę, która buduje poczucie wewnętrznej mocy.
3. Nie podejmuj ważnych decyzji gdy Twój umysł jest zmącony i zakłócony wątpliwościami.
Gdy nie masz przejrzystego umysłu lecz wypełniony jest on lękami, wątpliwościami, oczekiwaniami - każda decyzja, którą podejmiesz będzie rodziła pomieszanie! Jeśli więc chcesz podjąć ważną życiową decyzję rozpocznij od oczyszczenia umysłu, uspokojenia i wyciszenia. Nigdy nie podejmuję decyzji gdy czuję presję! Nie pozwalam też by ktoś ją na mnie wywierał. Daję sobie tyle czasu ile potrzebuję by rozwiązanie się pojawiło - mam zaufanie do przestrzeni i szacunek dla siebie.
4. Nie pozwól by ktoś odebrał Ci nadzieję i przekonanie o wartości tego co robisz
Wiele razy w trakcie terapii ludzie (w szpitali i nie tylko) starali się odebrać nam nadzieję. Dzięki temu, że nie utraciliśmy przekonania i pewności co do własnej ścieżki, doświadczenie choroby i śmierci nas transformowało. Zachowaliśmy radość życia, miłość i bliskość między sobą. Nie daliśmy się wciągnąć okolicznościom zewnętrznym. Pisaliśmy, spacerowaliśmy, oddychaliśmy, prowadziliśmy warsztaty i budziliśmy się z energią na to by stawić czoło temu co przed nami. Dzisiaj zaś jestem tutaj pełna sił i uśmiechu zamiast pogrążona w rozpaczy odziana w czarne sukno...
5. To czego najbardziej się lękasz może stać się Twoją największą siłą.
Mój największy lęk dotyczył tego, że stracę Tomka a wraz z nim zdolność odczuwania miłości. I straciłam Tomka lecz nie miłość. To doświadczenie ukazało mi dwie rzeczy po pierwsze, budowałam poczucie bezpieczeństwa nie w sobie lecz w Tomku. Po drugie jeśli Ty nie zamkniesz własnego serca nic tego nie uczyni. Dzisiaj buduję poczucie bezpieczeństwa na miłości do siebie i zaufaniu, że sobie poradzę w każdej sytuacji. I tak jest. Przekroczenie własnego lęku dało mi niewyobrażalną siłę. Zawsze gdy się zmierzysz z tym czego najbardziej się lękasz uzyskasz wolność - znikną bowiem Twoje demony i nie masz przed kim uciekać, przed czym się zabezpieczać
6. Ustal życiowe priorytety nim życie zrobi to za Ciebie.
To ważne by poświęcać czas na to co kochasz i co dla Ciebie priorytetowe właśnie po to by nie powiedzieć, że coś straciłeś czy przegapiłeś. Jak mawia mój buddyjski przyjaciel: "Nie ma na świecie takiej instytucji do której możesz pójść i poprosić o zwrot czasu, który zmarnowałeś." Czas jest zatem cenniejszym dobrem niż pieniądze, sukcesy i wszystko co dostępne w świecie zewnętrznym. Zanim życie pozbawi Cię tego co cenne zadbaj o to  Spędzaliśmy z Tomkiem 24/h na dobę, zawsze byliśmy blisko. Mam poczucie, że wykorzystałam każdą daną nam chwilę.
7. Nie myśl, że jesteś niezniszczalny. Jesteś człowiekiem a nie robotem.
Jeśli myślisz, że możesz żyć na kredyt nie dbając o swoje ciało czy energię to się mylisz. Widziałam jak po kolei wyłączają się narządy Tomka - wtedy zdałam sobie sprawę jak skomplikowanym układem jesteśmy i jaki powinniśmy mieć głęboki szacunek do własnego ciała. Każdy organ jest połączony z innym i ma swoje zadanie do wykonania - jeśli mu w tym przeszkadzasz zaburzasz równowagę w Twoim organizmie. Bez życiowej energii i tak nic nie dasz światu.
8. Wykorzystaj każdą chwilę swojego życia - nie wiesz kiedy się skończy.
Cieszę się każdą chwilą i odkryciem. Korzystam z tego by doświadczać świat zmysłami - nie wiem bowiem kiedy przestanę  Nie odkładam nic na jutro - jutro bowiem nie istnieje. Bardzo wyraźnie to sobie uświadomiłam gdy po pogrzebie wróciłam do domu i zobaczyłam otwarty komputer Tomka z urwaną w pół zdania książką... Nie dostaniesz drugiej szansy by skończyć to co zaczęłaś lub też zrobić to o czym marzyłaś. Rób to od razu. Jak tak żyję i nie tracę czasu na narzekanie, czy użalanie się nad sobą wiem, że to nie jest dobra inwestycja.
9. Bądź żywy a nie martwy za życia. Będziesz martwy gdy Twoje życie się skończy.
Będziesz leżał i doświadczał bierności gdy zabraknie Ci życiowej energii - póki ją masz korzystaj! Pamiętam, że najtrudniejszym doświadczeniem było dla nas to, że na koniec mimo iż Tomek chciał tworzyć, biegać i uprawiać wiele aktywności - brak życiowej energii mu to uniemożliwiał. Cierpiał z tego powodu, czuł jak uchodzi z niego życie, które zawsze tak kochał - zawsze przecież uprawiał sport, pracował z ludźmi, pisał, czytał, jogował. Naprawdę dziwię się gdy widzę kogoś w pełni sił kto zamiast wykorzystać swój potencjał leży i gnuśnieje narzekając jak to mu się nie chce ruszyć...
10. Pamiętaj, że jesteś tutaj na chwilę i w jakimś celu - odkryj w jakim.
Mamy określony czas na to by odkryć swoją ścieżkę a następnie wyrazić siebie dzieląc się tym co wartościowe z innymi. To Twój wybór czy to zrobisz czy będziesz żył jak w hipnotycznym śnie odtwarzając bezrefleksyjnie schematy z domu lub też dając się zniewolić opinii innych. Tomek stworzył wartościowe projekty, które pomogły tysiącom ludzi, napisał książki, pomnażał miłość. Odkrył swój potencjał i go wykorzystał w dobrym celu. Wtedy nie czujesz, że odchodzisz zmarnowawszy swoją szansę, lecz jesteś pełny.
11. Nie ważne jak długo żyjesz lecz jak żyjesz.
Nie rozumiem gdy ktoś mówi mi, że ważne jest by przedłużyć swój żywot. Możesz mieć 90 lat i być tak znudzony i zmęczony życiem, że i tak zamiast z niego korzystać jesteś bierny. Nie ważne jest jak długo żyjesz lecz jak Twoje życie wygląda. Nie zależy mi na tym by żyć długo lecz by zdążyć urzeczywistnić swój potencjał i wykonać zadanie z którym tutaj przyszłam  Wiem, że będę żyła tyle by to zrobić. Niektórzy wykonują je wcześniej więc wcześniej odchodzą. Codziennie czynie swoje życie wartościowym. To jest wybór.
12. W życiu nie ma dobrych i złych zdarzeń są tylko zdarzenia to Ty nadajesz im wartość.
Nic nie jest "dobre" lub "złe" doświadczenia są neutralne a to Ty w procesie interpretacji nadajesz im wartość. Możesz więc wybrać jak odbierzesz daną sytuację. Nic nie musi Cię złamać. Warto zatem pracować nad nastawieniem a nie nad zdarzeniami.
13. Twoje oczekiwania staną się Twoim największym oprawcą. Porzuć je!
Oczekiwania nigdy nie wytrzymują zderzenia z rzeczywistością. Jeśli doświadczamy czegoś niezgodnego z naszymi oczekiwaniami będziemy wikłać się w zakłócających myślach i emocjach (frustracja, poczucie starty, żal) które odbierają nam świeżość życia. Wtedy kierujemy wzrok w przeszłość i tracimy z pola wiedzenia teraźniejszość, która realnie może wpłynąć na przyszłość.
14. Życie ma niewiarygodną siłę transformacji jeśli nie stawiasz mu oporu.
Opór rodzi ból. Zmiana niesie rozwój. Zamiast się buntować otwieram się na to co przynosi życie. Przeszłam tę lekcję wraz ze śmiercią Tomka. Teraz niewiele rzeczy generuje mój opór a gdy się on pojawia wiem, że gdy puszczę doświadczę lekkości. Już raz tego doświadczyłam więc wiem co zyskuję gdy się nie opieram.
15. Miłość to najbardziej twórcza z emocji dostępnych na ziemi. Odblokuj jej przepływ.
Nie ma nic cenniejszego ponad doświadczenie miłości. Miłość jest wszechobecna lecz jeśli nie potrafimy się dostroić do obierania jej mamy wrażenie, że jesteśmy jej pozbawieni. Gdy zwolnimy blokady (oczekiwania, sztywne koncepcje, lęki) zaczniemy ją odczuwać.
16. Każdy koniec rodzi początek nowego.
Nowe zawsze jest interesujące. Stare już znasz i wiesz czego możesz się spodziewać - stare nas usztywnia. Nowe rodzi elastyczność i świeżość. Zamiast więc wciąż tkwić w starym wyjdź do nowego. Zmiana sama w sobie jest wartością pozwala Ci lepiej zrozumieć siebie i świat, Twoje lęki i ograniczenia a następnie je przekroczyć. Rozwój nie odbywa się na szkoleniach czy w domu z książką lecz w życiu gdy mierzysz się z nowymi sytuacjami. Najwięcej nauczyłam się gdy życie mnie nie oszczędzało
17. Niewiedza nie uchroni Cię przed trudnym doświadczeniem. Wiedza pozwoli Ci uczynić z trudnego doświadczenia lekcję.
Niewiedza nas nie usprawiedliwia i nie gwarantuje bezpieczeństwa. Strategia strusia polegająca na "chowaniu głowy w piasek" to wyłącznie ucieczka. Dlatego zawsze lepiej wiedzieć i podjąć świadomy wybór - świadomie tworzysz wtedy skutki własnych działań. Dotyczy to wyboru pracy, rodziny czy własnego zdrowia.
18. Nie traktuj "osobiście" niczego co Cię spotyka, nawet siebie!
Zamiast się obrażać na świat i ludzi, walczyć o swój wizerunek po prostu przestań traktować wszystko osobiście. Nawet gdy ktoś Cię obraża to przecież od Ciebie zależy czy to przyjmiesz czy nie. Nikt nie może Cię skrzywdzić jeśli mu na to nie pozwolisz. Przestałam tak poważnie traktować siebie i życie gdy zrozumiałam, że wszystko co nas spotyka jest interesujące i cenne dlatego, że możemy tego doświadczać. Zresztą uważanie, że wszystko dzieje się z Twojego powodu to skrajny egocentryzm! Ktoś jest zły, zdenerwowany bo odczuwa takie stany (są one w jego umyśle) a nie dlatego, że Ty się pojawiłaś 
19. Nie użalaj się nad sobą - żal rodzi poczucie bycia ofiarą. Zacznij wybierać.
Bycie ofiarą pozbawia Cię mocy sprawczej. Masz wpływ na to co Cię spotyka a na pewno na to jak to odbierzesz. Zacznij więc zmieniać warunki zamiast się nad nimi użalać. Jeśli nie masz na coś wpływu to zaakceptuj to i odpuść - żałowanie i tak nic da. Nie marnuj życiowej energii! Nie skorzystałam z pokusy użalania się nad sobą gdy stałam się 27 letnią wdową. Zamiast tego wybieram życie i jestem szczęśliwa.
ŻYCIE TO WYBÓR!
Najważniejszą dziedziną, w której człowiek może coś dać człowiekowi, nie jest sfera rzeczy materialnych, lecz ściśle ludzkich. Co daje jeden człowiek drugiemu? Daje siebie, to, co jest w nim najcenniejsze, daje swoje życie. Nie musi to oczywiście oznaczać, że poświęca swoje życie dla drugiego człowieka, lecz że daje mu to, co jest w nim żywe; daje swoją radość, swoje zainteresowanie, zrozumienie, swoją wiedzę, humor i swój smutek. W ten sposób, dając swoje życie, wzbogaca drugiego człowieka, wzmaga poczucie jego istnienia, wzmagając zarazem poczucie własnego istnienia. Nie daje po to, aby otrzymać; dawanie samo w sobie jest doskonałą radością.
— Erich Fromm, O sztuce miłości.
M.
(foto. Harold Villaflor)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Świadome związki

Warto zadać sobie pytanie jak ja funkcjonuję w związku z Sobą samym i innymi ludźmi. Być może zauważymy analogie pomiędzy nimi. Nawiązywanie relacji międzyludzkich to istotna część naszego życia, z której czerpiemy radość, przyjemność i wiedzę płynącą z doświadczania, wspólnego bycia ze sobą. Praktyczna i najważniejsza umiejętność społeczna, która pozwala nam funkcjonować razem - w związku małżeńskim, rodzicielskim, przyjacielskim, w grupie społecznej, zawodowej, w firmie. W każdym związku poznajemy Siebie wzajemnie, uczymy się od Siebie i rozwijamy, zyskując wyższą świadomość, która prowadzi nas do jedności.

Każdy związek może być udany, jeśli będzie się opierał na czystych intencjach jego założycieli, jasnych, przejrzystych i zrozumiałych dla wszystkich zasad, celów i zadań. Wzajemnym szacunku i współpracy, współdziałaniu i określeniu odpowiedzialności względem pozostałych, otwarciu się na innych i na nowe pomysły itd. Zasady, że wszyscy w danym związku idą w tą sama stronę, mają wspólne cele i wyznają wspólne wartości sprawdzą się równie dobrze w związku piłkarskim jak i małżeńskim. W każdy związek jego udziałowcy muszą zainwestować energię, uwagę, wytrwałość, w każdym muszą być prawdomówni i uczciwi, wtedy wszyscy bez względu na rolę, którą pełnią będą czuli radość z przynależności do niego.

Wyobrażenia na temat partnerskiego czy małżeńskiego związku mogą się różnić w szczegółach, ale z pewnością dla wielu osób ważne będą takie jego cechy, jak: wzajemny szacunek i akceptacja, równe traktowanie siebie, podział obowiązków zgodny z kompetencjami i chęciami poszczególnych osób, umiejętność dzielenia się czy też dążenie do osiągania porozumienia w sprawach ważnych dla każdego z partnerów. Do stworzenia związku partnerskiego potrzebna jest nie tylko chęć obojga i wspólna decyzja o byciu razem, ale otwartość, zaangażowanie i powierzenie się sobie wzajemnie z pełnym zaufaniem. Potrzebna jest też umiejętność wznoszenia się ponad poglądy własne i przekonania, podziały i ograniczenia, poprzez znajdowanie wyższych wartości wspólnych dla obojga. Umiejętność wybaczania zanim się stanie, cierpliwe zainteresowanie i uważność na partnera. Te i inne cechy, jak również permanentny rozwój każdego z partnerów, równowaga w dawaniu i braniu, określenie swojego terytorium i wspólnej przestrzeni jak również podział finansów tak, żeby każdy czuł się w tej relacji swobodny i odpowiedzialny to zarazem swego rodzaju wyzwania, które jawią się przed każdą parą, która chce stworzyć harmonijny związek oparty na zaufaniu i miłości.

Każda relacja jest odwzorowaniem naszych wcześniejszych doświadczeń( pokoleniowych, rodowych, przejętych informacji na nieświadomym poziomie i jako dziecko) oraz naszych własnych wyobrażeń, myśli i przekonań o nas samych i innych ludziach.  Relacje, więc jak lustro czy papierek lakmusowy pokazują nasze wzorce funkcjonowania. Jeśli związki niosą radość i spełnienie, rozwijają każdego, to cieszmy się, pogłębiajmy i pielęgnujmy te relacje.

Zyskując świadomość poznajemy system głębokich połączeń, które posiadamy z innymi ludźmi z całym światem i samym sobą.  Uczymy się z każdej relacji, korzystamy ze swoistego pola informacji dla własnego rozwoju i możemy zdecydować o wyjściu ze starych, nieoptymalnych przekonań i zachowań w stosunku do Siebie samego i innych ludzi. 
  

Dostrzegasz czy Twoje związki się rozwijają, a Ty w nich ?


Jeśli któryś z nich, albo jakaś ze sfer fizyczna, psychiczna, duchowa nie funkcjonuje tak jakbyś chciał, to znaczy, że należy się zatrzymać, uświadomić Sobie źródło problemu i na tym poziomie uwalniać się od tego w Sobie, co wprowadza dysharmonię, dyskomfort i stres.

Świadome Związki to związki, które dzięki osobistej przemianie jednostek ewoluują i przemieniają potencjał w rzeczywistość.
  
Świadome Związki partnerskie prowadzą do celu, jakim w związku jest szczęście. Różnica między związkiem szczęśliwym, a nieszczęśliwym polega na tym, że w związku szczęśliwym oboje partnerzy są świadomi tego, co się z nimi samymi dzieje oraz jak rozwija się ich partnerska relacja.

Dzięki tej świadomości oboje mają wpływ na zbliżenie się do Siebie i rozwój relacji.

W szczęśliwym związku oboje:


•    Mają czyste intencje tworząc związek.
•    Pozostają w zgodzie z samym Sobą i potrafią żyć w zgodzie z partnerem.
•    Biorą całkowitą odpowiedzialność za swoją część funkcjonowania w związku..
•    Są asertywni i uważni, rozpoznając na bieżąco:
- wyniesione z rodu wzorce i przekonania dotyczące Siebie samych i funkcjonowania w związku.
 - podejmują działania uwalniające z ich podświadomości, wzorce traumatycznych zdarzeń zapisanych na poziomie pamięci komórkowej, przebaczają Sobie osąd, poczucie winy, wstydu, złości, projekcje na partnera, odpuszczają, jednają się z wykluczonymi i stają się coraz bardziej szczęśliwi.
•    Rozumieją, że zachowania innych ludzi zależą od poziomu ich świadomości, na którym funkcjonują, a nie od ich pobożnych życzeń czy chęci.
•    Zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się w parze i dobre relacje przedkładają nad racje.
•    Robią to, co jest do zrobienia na bieżąco z miłością.
•    Akceptują Siebie i partnera wraz z ich rodzinami, przodkami, poprzednimi partnerami bez warunków i zastrzeżeń.
•    Kochają Siebie całym sercem i dzielą się z innymi miłością nie oczekując niczego w zamian.
•    W imię miłości zajmują się Sobą i swoim rozwojem, ponieważ wiedzą, że zmiana w Sobie powoduje zmianę w relacjach ze wszystkimi. 

 W nieszczęśliwym związku:


•     Wchodzą w związki oparte na nieczystych intencjach, dlatego w relacji opartej na fałszu często pojawia się uzależnienie od partnera czy środków.
•    Nie rozmawiają ze sobą otwarcie i szczerze.
•    Grają innych niż są naprawdę, nie znają Siebie samych i swojej wartości, ulegają presji oczekiwań, opinii publicznej czy rodziny.
•    Funkcjonują na niskim poziomie wibracji, kłócą się, awanturują, używają przemocy, szantażu, manipulacji, wykorzystują siebie wzajemnie, itd.
•     Nie mają wiedzy jak Sobie i związkowi pomóc i nie proszą o nią, często sądząc, że jedynym wyjściem jest rozstanie, a tego się boją.
•    Obwiniają Siebie lub innych za wszelkie niepowodzenia.
•    Użalają się nad Sobą lub partnerem.
•    Ograniczają się wzajemnie.
•    Rozwiązania szukają na zewnątrz Siebie, a nie w Sobie.
•    Mają roszczenia względem partnera i życzeniowe nastawienie płynące z postawy pożądliwości.
•    Nie rozwijają się i nie poznają Siebie. W związku z tym nie dokonują zmian w Sobie oczekując bezpodstawnie od partnera innych zachowań i reakcji.
Małgorzata Przygońska

W POSZUKIWANIU ŹRÓDŁA PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI - Małgorzata Przygońska

 
 
Przed wielu laty mój znajomy, zirytowany zapewne moim ciągłym powtarzaniem, że szukam miłości przerwał mi wypowiedź tymi słowami:

- "Przestań wreszcie szukać swego szczęścia, po prostu bądź szczęśliwa. Nie możesz całe życie tylko szukać i szukać." - złościł się.

To proste zdanie tak mnie zszokowało, że w jednym momencie mój cały proces myślowy uległ zmianie i stwierdziłam, że to genialna uwaga i postanowiłam - jestem szczęśliwa. Nie będę, nie wtedy kiedy coś się wydarzy, a okoliczności się zmienią, ale natychmiast, tu i teraz, bo tylko
w teraz mam moc. I choć jego uwaga nie była wprost, bo dotyczyła szczęścia, a nie miłości to jednak uczyniła cudowną zmianę w moim życiu za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Poprzez zmianę sposobu myślenia zasadniczo, całkowicie, do końca, bez wahań i zastrzeżeń, bez "ale", w pełnej determinacji, przestałam szukać i s t a ł o się.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam i jestem szczęśliwa.

Żyję więc w tym stanie i powtarzam sobie, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie i tak się czuję. Stało się. Od tamtego momentu jestem szczęśliwa, a zamieniłam zaledwie jedno słowo - szukam na jestem. Choć różnica tych sformułowań może Ci się wydawać niewielka to jest jednak zasadnicza, gdy się nad tym zastanowisz.

"Jestem szczęśliwa"- oznacza, że cieszysz się tym stanem i doświadczasz go. Bóg dla Ciebie jest wszędzie i we wszystkim obecny, Twoje spojrzenie na życie jest doskonałe, znajdujesz się na poziomie pokoju i wszystko co Cię otacza i wydarza się jest jednym wielkim oświeceniem.

"Szukam szczęścia".- niesie ze sobą informacje, że nie jesteś szczęśliwa(y), ciągle oczekujesz i na nic nie masz wpływu. Widzisz innych, którzy lepiej się mają. Czasami nawet im zazdrościsz, chcesz, a nie możesz i masz wieczny niedosyt wszystkiego, w tym przeżyć i doznań. Masz do siebie lub innych ciągłe pretensje i zastrzeżenia. Powtarzasz wielokrotnie toksyczne słowa, że "inni tak mogą, ale Ciebie nie stać, Ty nie masz szczęścia, nie potrafisz się tak zmienić, nie wierzysz, że zmiana myślenia coś pomoże itd., itp", a słowa i myśli realizują się dla Ciebie, tak jak na nieświadomym poziomie sobie zaplanowałeś. Ot wszystko co trzeba zrozumieć, żeby świadomie kreować swoją rzeczywistość i brać za nią pełną odpowiedzialność. 
Świadomość pozwala nam zrozumieć na abstrakcyjnym poziomie ruch myśli i energii, które płyną z Twego wnętrza i tworzą. Słowa stają się rzeczami, a decyzja jest kluczowym i najważniejszym elementem w procesie tworzenia. Od momentu decyzji rzeczy się dzieją i następują zmiany prowadzące Cię do celu. Wszechświat odpowiada na Twój poziom wibracji przyciągając do Twojego życia okoliczności, ludzi i wydarzenia, które powodują, że doświadczasz szczęścia częściej niż mogłeś sobie wcześniej wyobrazić.

Tak samo jest z miłością. Miłość to stan, w którym bywasz. To wysoki poziom wibracji, w którym Bóg jest miłościwy, a Ty spokojny. Jesteś w uniesieniu i procesie objawienia. Wszystko Cię zachwyca i cieszy. Radość rozpiera Twoją duszę, a Ty żyjesz w tym uniesieniu i bez względu na to czy masz nadwagę czy nie czujesz się lekki i promienny. Emanujesz miłością. Nie potrzebujesz obiektu do kochania bo kochasz cały wszechświat, wszystko i wszystkich, każdy kamyk i pędź ziemi. Czujesz się tak jakbyś wszedł do wielkiej wanny, w której kąpiesz się w miłości, a ona obmywa Cię i pieści, wnika w każda komórkę Twojego ciała, w każdy punkt Twojego jestestwa
i po prostu stajesz się Miłością.

Z tego poziomu przyciągasz właściwego partnera i idziesz z nim przez życie prostą drogą, żyjąc radośnie i szczęśliwie. 
Każdy z nas sam tworzy przyczynę jako stwórca własnych warunków życia. Myśl niesie ze sobą największy potencjał odpowiedzialności. Życzę więc moim słuchaczom i czytelnikom wzniosłych myśli, miłości, łaski poznania i wszelkiej pomyślności.

Ot całe źródło. Brzmi jak bajka z pięknym zakończeniem. Moja historia, którą spisałam w książce "Dotyk serca - droga do poznania siebie" pokazuje proces przemiany i wzrastania. Dla mnie
i wielu ludzi, którzy się rozwijają i idą w kierunku poznawania siebie, rzeczywistość się zmienia bo my wchodząc na wyższy poziom wibracji tworzymy ją z nowej przestrzeni używając nowych słów. Bóg w Tobie to źródło, to kontakt z Twoim wyższym Ja, to poznanie siebie w prawdzie, to wyższa świadomość i przemyślane myślenie.
 
Małgorzata Przygońska
 
Artykuł opublikowany w COO LTURA POLISH WEEKLY MAGAZINE w sierpniu 2007r

DOTYK SERCA - Anna Frankowska

tekst Anna Frankowska

"Nasze prośby o miłość zostały wysłuchane, bądźmy gotowi na jej pojawienie się
w naszym życiu."
Gdy Małgorzata Przygońska dwa lata temu wyciągnęła kartę anielską z takim przesłaniem, była przekonana, że Anioły pomyliły adres...

Z pierwszym mężem się rozwiodła, drugi zmarł. Trzeci związek nieformalny- zakończył się rozstaniem. Ze zranionym sercem, niechętna nowym znajomościom, zapomniała, że Anioły nigdy się nie mylą. Miłość przyszła szybciej, niż przypuszczała. Czysta jak kryształ, wspaniała, tak jak wspaniały okazał się mężczyzna, który pewnego dnia stanął w drzwiach jej mieszkania.
Szukał miejsca gdzie grupa przyjaciół mogłaby się spotykać na medytacje. Ponieważ Małgorzata mieszkała wówczas sama w świetnym punkcie Warszawy, wspólna znajoma zapytała: "Może u ciebie? Umówię was, zastanów się...", kiedy go ujrzała,od razu wiedziała, że to On. A ponieważ zna się na ludzkiej psychice i energiach, wiedziała też, że przeznaczenia nie można poganiać; są sprawy,którym należy pozwolić, by działy się same. Po pierwszym spotkaniu długo nie mieli szans na następne.
Małgorzata prowadziła coś w rodzaju dziennika uczuć - zaczęła pisać, kiedy szukała porozumienia z młodszym synem. Jego ojciec, drugi mąż Małgorzaty, zmarł nagle na zawał serca, kiedy chłopiec miał 12 lat. Zaskoczenie, cierpienie,ból, a syn był bardzo wrażliwy. - Czułam jego cierpienie - wspomina Małgorzata.- Wiedziałam, co przeżywa, jak się męczy i byłam zupełnie bezradna. Tak jak wtedy, gdy zmarła moja matka, a ja miałam 17 lat. Tak naprawdę nie pogodziłam się z jej śmiercią, więc nie potrafiłam właściwie reagować i pomóc synowi. Zaczęły się kłopoty syna w szkole i nie tylko... Gdy skończył 18 lat, wyprowadził się z domu, rozpoczął życie na własny rachunek (dziś studiuje, dobrze sobie radzi).
Zamiast prawić kazania, robić awantury, Małgorzata intensywnie pracowała nad swoimi emocjami. Jedną ze skutecznych metod okazało się pisanie m.in. listów do syna. Rok później dołączyła do nich kronikę ostatniej miłości i tak powstał "Dotyk serca - droga do poznania siebie." Książka- wiwisekcja duszy, zapis docierania do prawdy o sobie, lekcja budowania związku z mężczyzną. Piękna i prawdziwa, choć te dwie wartości trudno się łączą.

Prawdę - mówi Małgorzata Przygońska - stawiam bardzo wysoko w hierarchii wartości. Skonfrontowanie się z nią wymaga wielkiej odwagi, ale tylko prawda uzdrawia. Tylko żyjąc
w prawdzie, możemy przejść na wyższy poziom wibracji, ruszyć w życiu do przodu, rozwijać się w świecie ducha i materii. Kładzie na stole kartkę, rysuje pośrodku kreskę. - Nazwijmy ją poziomem zero - mówi. - Ludzie, którzy zgłaszają sie do mnie po pomoc są poniżej tej kreski. Czują się źle, mówią źle o sobie i o innych, są zranieni, zawiedzeni, w depresji. Oni oczekują, że ratunek przyjdzie z zewnątrz, że pomoże im psycholog, lekarz, masażysta. A to nieprawda.
Wszystko musimy zrobić sami, sami wziąć odpowiedzialność za każdą chwilę swego życia i każdą decyzję. Kiedy ktoś zjawia się u mnie na terapię, ja go tylko prowadzę, pomagam "oświetlić" problem? Przychodzi np: dziewczyna i mówi, że nie cierpi swego szefa. - A jakie cech cię w nim drażnią? - Pyta Małgorzata.- Jest potwornie mściwym sknerą. - No to zastanów się teraz, w jakich momentach życia ty jesteś mściwa, a w jakich jesteś sknerą.- Sugeruje terapeutka, a dziewczyna odpowiada: "ależ ja taka nie jestem".

Pierwszą reakcją w podobnej sytuacji prawie zawsze jest zaprzeczenie, a tymczasem ludzka psychika funkcjonuje w ten sposób, że to, na co reagujemy u innych, istnieje w nas! Gdy odkryjemy tę prawidłowość i ją zaakceptujemy, będziemy wdzięczni np: "złemu szefowi" za to, że dzięki niemu poznaliśmy prawdę o sobie, że - sam tego nieświadomy - dał nam szansę, abyśmy zmienili siebie. Dopiero teraz, konfrontując się z własna mściwością i skąpstwem, możemy przetransformować je w pokój, wybaczenie czy hojność.
Wiele kobiet żali się, że nie wytrzymują z matką lub córką. - Dzieje się tak dlatego, że mają identyczne cechy charakteru jako osoby, które je drażnią- wyjaśnia Małgorzata. - Gdy dostrzegą u siebie te cechy, zaakceptują, podejmą decyzję o zmianie postawy, zaczną się w ich życiu dziać małe cuda: spotkają człowieka, którego szukały całe życie, wpadnie im w ręce najpotrzebniejsza w danej chwili ksiązka, życie ruszy do przodu. Bo dopiero, kiedy człowiek rozliczy się z przeszłością, może zacząć budować przyszłość.


Terapia Małgorzaty polega właśnie na tym, że za pomocą rozmowy i pracy
z podświadomym umysłem w stanie relaksu, wizualizacji, "podpowiedzi" anielskich kart
i innych nie konwencjonalnych metod prowadzi pacjenta do prawdziwego źródła jego cierpienia. A potem już wszystko idzie z górki, skoro wiadomo, że uzdrowić przyczynę można tylko poprzez miłość, akceptacje i zgodę na to, co było.

Najpierw zetknęła się z terapią odwykową pracując w wiezieniu. Bo jako świeżo upieczona magister pedagogiki Małgorzata podjęła pracę w kobiecym więzieniu
w Fordonie. Potem - za drugim mężem - przeniosła się do Warszawy. Kiedy w więzieniu przy Rakowieckiej, otwierano dla więźniów - alkoholików specjalny oddział odwykowy została zastępcą naczelnika, żeby wprowadzić ten nowatorski wówczas system pracy z uzależnionymi?
Nietypowa kariera dla kobiety. Z jednej strony gęste od twardych słów narady, na których często była jedyna kobietą, z drugiej - skomplikowane ludzkie losy i problemy, trafnie rozwiązywane dzięki jej intuicji. - Czułam się rozdwojona - wspomina. - Piastowałam posadę naczelnika i byłam formalnie po przeciwnej stronie, ale umiałam wczuć się w dusze więźnia i z łatwością porozumiewałam się z tymi, do których innym trudno było dotrzeć.


Znalazła też odpowiedź na pytanie, które zaprowadziło ją do pracy w więziennictwie: dlaczego ludzie popełniają przestępstwa? Odpowiedź okazała się zaskakująco prosta, bo nie byli kochani
i akceptowani przez najbliższych, więc szukali uznania w innym środowisku, a potem już tylko się staczali. Albo, dostali miłość w wypaczonej formie: nadopiekuńczości, pieniędzy, braku wymagań ze strony dorosłych. Nieraz podczas rozmowy z młodocianym myślała: nie on tu powinien siedzieć, ale jego rodzice. 

Wiedzę o ludzkiej psychice i duszy zdobywała na różnych kursach, warsztatach - gdzie ją przyciągało. Sama też wielokrotnie poddawała się terapiom, energetycznemu oczyszczaniu, medytowała. Mając 35 lat wróciła do Boga, z którym rozstała się w dzieciństwie. Jako córka silnej matki, indywidualistki i ateistki, ochrzczona została dopiero w wieku dwóch lat. Pewnie, dlatego, że na skutek skrętu jelit w szpitalu ledwie ją uratowali. Do pierwszej komunii świętej też przystąpiła inaczej niż wszyscy. W miasteczku był zwyczaj, że sakrament przyjmowało się trójkami: dziecko, tata i mama. Jej niewierzący rodzice nie zamierzali przyjmować komunii wiec stanęłli dalej od ołtarza. Ksiądz dobrze znał sytuacje rodziny, mimo to głośno zapytał: "A ty, dziecko, nie masz rodziców?" Wylękniona dziewczynka odparła "nie mam" i to była trauma, która na wiele lat oddzieliła ją od wiary.

Do kościoła trafiła ponownie za sprawą drugiego męża. Wspaniały człowiek, mądrze wierzący, prosił od czasu do czasu, żeby wybrała się z nim na mszę. Któregoś lata pojechała jako wychowawczyni na obóz. W południe wpadła na chwile do swojego domku, żeby coś zabrać. Nagle - można tak to określić - modlitwa słynęła na nią jak strumień łaski. Przez godzinę nie mogła ruszyć się z miejsca, modliła się tak gorąco jak nigdy przedtem. Od tamtego doznania rozpoczął się jej świadomy rozwój duchowy.

Aby być skutecznym terapeutą musi najpierw uporządkować siebie, przejść własną terapię. Jako jedną z pierwszych prawd o sobie Małgorzata odkryła tę, że wciąż jest uzależniona od nieżyjącej dawno matki. Na powierzchnię świadomości wypłynęła taka scena: nastoletnia Małgosia pyta: "Mamo, za koleżankami biegają chłopcy, a za mną nie. Czy ja jestem brzydka?" Mama przyjrzała się jej uważnie i powiedziała: Nie, córeczko nie jesteś brzydka, jesteś przeciętna".
- Długo nie byłam świadoma jak to stwierdzenie wpłynęło na moje życie - wyznaje Małgorzata. -
A więc łażenie z chłopakami po drzewach, zawód "klawisza", różne szalone decyzje, na przykład wyjście za mąż po trzech dniach znajomości, to było udowadnianie sobie czy komuś, jak bardzo jestem wyjątkowa i nieprzeciętna. Jaka to była ulga, gdy rozstałam się z tym wzorcem działania, gdy zaczęłam o sobie decydować naprawdę sama?

Kolejnym milowym krokiem w wewnętrznym rozwoju była odpowiedź na pytanie, dlaczego mimo tak wielu zalet, wykształcenia, urody, tak niefortunnie układały się jej związki z mężczyznami. Otrzymała ją , gdy pracowała metodą konstelacji rodzinnych Berta Hellingera. Obcy ludzie "wsłuchując się w energię pola wiedzy, która podczas ustawień się ujawniła, stwierdzili, że jej ojciec nie jest jej ojcem..."
Zszokowana pojechała do rodzinnej miejscowości, ktoś z żyjących jeszcze starszych krewnych potwierdził: Małgosia jest owocem miłości swojej mamy do pewnego mężczyzny, którego zresztą jako dziecko nieraz widywała. Wreszcie zrozumiała gdzie miało początek poczucie odrzucenia, które towarzyszyło jej w kolejnych związkach. Bo choć ten ojciec, który ją wychowywał, bardzo ją kochał, wspierał i akceptował, energetyczny ślad odrzucenia przez biologicznego ojca zaowocował poczuciem bycia odrzuconą przez wszystkich kolejnych mężczyzn. Podświadomy umysł pamięta każde zdarzenie, emocję, przeżycie, więc im wcześniej dowiemy się całej prawdy o swoim życiu (także płodowym), tym lepiej. Każdy wzorzec można przecież uzdrowić i uwolnić się od niego. Małgorzata jest tego najlepszym przykładem: gdy uzdrowiła przeszłość, pojawił się w jej życiu mężczyzna, z którym tworzy harmonijny szczęśliwy związek.
- Wcześniej było to niemożliwe, bo nie mogłam w pełni otworzyć się na miłość- podkresla.
Jeśli kobieta ma nieuporządkowaną relację z ojcem, nie może mieć dobrych relacji
z innymi mężczyznami
- mówi i po chwili dodaje: - Ale cena, jaką zapłaciłam warta jest nagrody, jaką dostałam.

Tekst zamieszczony w "Feniksie" w marcu 2006r.


ABC SZCZĘŚLIWEJ PARY

Oto kilka ważnych spostrzeżeń Małgorzaty, które mogą pomóc znaleźć właściwego partnera i utrzymać harmonijny, szczęśliwy związek.

* Dobry związek mogą stworzyć tylko osoby, które są otwarte na wspólne życie i każda z nich jest niezależną pełnią. Jeśli szukasz "drugiej połówki", najpierw umocnij się wewnętrznie - Zaakceptuj siebie takim, jakim jesteś, zrezygnuj z ograniczeń i uwierz w siebie, naucz się o sobie decydować, żyć w samotności, być swoim przyjacielem.

* Zapytaj siebie, co masz partnerowi do zaoferowania, a nie - co chcesz od niego wziąć. Jeśli jesteśmy z kimś, dlatego, że potrzebujemy od niego prestiżu, seksu, podziwu, dóbr materialnych itp. To jest to relacja uzależniająca nas i partnera.

* Jedyną intencją do dzielenia z kimś życia jest - miłość bezwarunkowa.

* Nie wolno blokować rozwoju drugiej osoby i nie wolno też nikogo przez życie "ciągnąć za uszy". Zmieniać można wyłącznie siebie.

* Między kolejnymi związkami dobrze jest zrobić przerwę. Po to by uwolnić się od starych wzorców myślenia i działania. W przeciwnym razie istnieje obawa, że przyciągniemy takiego samego partnera jak poprzedni.

* Wszystkie związki trzeba kończyć z szacunkiem.

* Z byłymi partnerami trzeba się rozstawać NAPRAWDĘ. A wiec nie chować po szafach
i szufladach sukien, welonów, garniturów, obrączek z poprzednich ślubów, pamiątkowych fotografii, listów, biżuterii, prezentów od "byłej" czy "byłego" - choćbyśmy je bardzo lubili, choćby były kosztowne. To wymóg absolutnie konieczny! Z każdą rzeczą jesteśmy złączeni i my
i ofiarodawca czy tez osoba, która w inny sposób "zainwestowała" w przedmiot swoje emocje. Jeśli takich pamiątek mamy dużo, tworzy się energetyczna pajęczyna, w której nowy partner czy partnerka nie mają szans czuć się dobrze. Optymalnym rozwiązaniem dla dwojga "po przejściach" jest rozpocząć nowe życie w nowym mieszkaniu (choćby wynajętym) z nowymi przedmiotami, tworząc nowe zwyczaje korzystne dla obojga.

Feniks - nr3(10) marzec 2006

SŁOWA STAJĄ SIĘ RZECZAMI - Małgorzata Przygońska

 

- Jest Pani autorką książki pt. "Dotyk serca - droga do poznania siebie" - dla kogo przeznaczona jest ta książka?


- Skierowana jest do wszystkich zainteresowanych własnym rozwojem i szczęśliwym życiem, do poszukujących prawdy i najlepszych rozwiązań, słowem do ludzi otwartych, którzy chcą czerpać 
z wiedzy płynącej z doświadczenia, w tym przypadku mojego i osób mi bliskich.

Pani po siedemdziesiątym roku życia napisała do mnie, że żałuje iż nie przeczytała jej 50 lat temu, bo wtedy jej życie wyglądałoby inaczej. Poleca ją szczególnie młodym, którzy po jej przeczytaniu mogą uniknąć wielu błędów. Ja polecam tym, którzy decydują się być szczęśliwi.


- Czy poznać siebie jest naprawdę tak trudno i czy rzeczywiście tak prosto jest zamienić frazę "szukam szczęścia" na "jestem szczęśliwy/a"?


- Poznawanie siebie to proces całego życia, w którym krok po kroku zdobywamy większą świadomość siebie. Kiedy stajemy się świadomi siebie, zyskujemy moc i łatwość kreowania rzeczywistości oraz dokonywania właściwych wyborów.
Słowa stają się rzeczami dla każdego, tylko nie każdy o tym wie. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, im szybciej to zrozumiemy i będziemy stosować, tym częściej ta prawda będzie nam się objawiać w postaci pozytywnych rezultatów. Wszystko jednak zaczyna się od decyzji. Każda niesie określone konsekwencje więc naprawdę trzeba wiedzieć czego się chce, zdecydować się na to i pozwolić sobie, żeby się dla nas zadziało. Np. dać sobie prawo do bycia szczęśliwym, być godnym szczęścia i miłości, zasługiwać na to co najlepsze dla nas itd.
"Szukam szczęścia", oznacza że jestem w nie zakończonym procesie szukania, i zawsze będę poszukiwać. Natomiast "jestem szczęśliwa" oznacza, że już się stało, czuję to, odbieram, cieszę się z tego szczęścia i wszystkich doznań z tym związanych. 
Niby niewielka różnica, ale zupełnie inne intencje, które prowadzą nas w różnych kierunkach. Energia płynąca w pierwszym sformułowaniu przynosi też efekt, tyle że niespełnienia, natomiast energia zawarta w słowie jestem niesie realizację. 


- W swojej pracy terapeutki zajmuje się Pani uzdrawianiem i kreowaniem związków.
Co jest tajemnicą udanego i szczęśliwego małżeństwa?


- Bycie dorosłą i dojrzałą istotą, świadomą siebie, własnych możliwości i ograniczeń, otwartą na miłość i bliskość, gotową na dzielenie się z drugim człowiekiem tak naprawdę wszystkim. Tych dwoje ludzi potrzebuje ufać sobie i powierzyć się sobie wzajemnie w miłości, pełnej wolności, 
z zachowaniem osobistej przestrzeni. Konieczna jest też świadoma decyzja kochających się partnerów i wcześniejsze uporządkowanie własnych relacji w rodzinie pochodzenia tak by móc z pełną otwartością przyjąć do swojego życia partnera z całym jego dorobkiem życiowym i płynącymi z tego konsekwencjami. W tej decyzji trzeba też umieć trwać i rozwiązywać pojawiające się w trakcie problemy z akceptacją, wzajemnym zrozumieniem i poszanowaniem partnera. Im więcej otwartości, prawdy w relacjach partnerskich, tym większy komfort w byciu razem. Czasami małżeństwo błędnie rozumiane jak "prawo własności do partnera" wyklucza możliwość pełnej realizacji w związku. Trzeba pamiętać, że podobne przyciąga podobne wiec jeśli chce się być z idealnym partnerem samemu trzeba stać się idealnym partnerem. 


- Wkrótce będzie Pani gościć w Londynie, aby poprowadzić warsztaty pt.
"Cud świadomych związków". Z jakim przesłaniem Pani do nas przyjedzie?


- Że, życie z miłością, bycie miłością, kochanie siebie i bliskich jest możliwe dla każdego, 
w każdych warunkach i na całym świecie.

O miłości, szczęściu i spełnieniu będą te warsztaty, które każdemu z uczestników pozwolą wziąć pełną odpowiedzialności za jakość swojego życia i swoją część funkcjonowania w związku. Oczywiście każdy zdecyduje o tym indywidualnie.


- Dziękuję za rozmowę.


Artykuł opublikowany w COO LTURA POLISH WEEKLY MAGAZINE w sierpniu 2007r

O PZEBACZENIU - Małgorzata Przygońska

Tekst: Małgorzata Przygońska

Uświadom sobie, że to co dana osoba zrobiła było dla niej „jedynie dostępnym”  w tym momencie „najlepszym” ze znanych jej sposobów reagowania. (Zachowanie, słowa, gesty, były na jego( jej) ówczesnym etapie rozwoju emocjonalnego, psychicznego i duchowego.)

Zauważ, że ta osoba czyniła to z najniższych pobudek, z miejsca, w którym  przebywała: Własnego wstydu, poczucia winy, lęku czy chęci rozładowania złości i agresji. To wszystko są najniższe poziomy wibracji, a ona wówczas na nich funkcjonowała.

Uświadom to sobie, zobacz i zrozum, że będąc tak nisko nie można się inaczej zachowywać
Zastanów się też nad stwierdzeniem.
  
Nie ma niewinnych ofiar. Uświadom sobie swój ówczesny stan, emocje, słowa, itd., a spostrzeżesz, że to co się wydarzyło w jakiś nieznany Ci jeszcze, bo nieuświadomiony sposób przyciągnąłeś(aś) do siebie poprzez: lęk i obawy, że mogą się wydarzyć. We wszechświecie panuje równowaga. Jeśli  bałeś(aś) się czegoś, to właśnie doświadczenie przyciągnąłeś do swojego życia, ponieważ na nim skupiałeś(aś)energię i uwagę. 
Wybaczając komuś pamiętaj również o sobie.

Osoba, której chcesz wybaczyć nie musi wiedzieć, że to czynisz, nie ma też znaczenia czy utrzymujesz z nią kontakt i czy żyje. Po wybaczeniu Wasze relacje ulegną zmianie bo poczuje jednak zmianę energetyczną, która się zadzieje między Wami. Może nawet zobaczysz namacalne tego efekty w postaci listu, telefonu, czy spotkania.

Za decyzją popłynie energia dla dokonania procesu wybaczania i uwolnienia się w ten sposób od traumy i przeżyć związanych z tą osobą, czy osobami. Najważniejsza jest Twoja chęć, wola i decyzja, że chcesz to zrobić.

Pomyśl o tym spokojnie, popatrz na wszystko co z tym związane z dystansu (tak jakbyś oglądał(ała) stary, czarnobiały film puszczony ze starego projektora na małym ekranie). Przeznacz na ten proces kilka minut lub więcej, aż w ciele i duszy poczujesz spokój i wyciszenie emocji. Możesz też wykonać ćwiczenie, które bardzo Ci polecam, a które pozwoli Ci poznać myśli i uczucia drugiej strony i dokonać wybaczenia.

Ćw. Przygotuj 2 krzesła:  jedno dla Ciebie, a drugie dla osoby, której wybaczasz.
Możesz na nim położyć kartkę z jej imieniem. Usiądź najpierw na jej miejscu i stań się nią. Możesz głośno, lub w myśli wypowiadać słowa, które ona ma Ci do powiedzenia. Daj sobie wystarczająco dużo czasu. Potem usiądź na swoim miejscu naprzeciw osoby, której wybaczasz i patrząc jej w oczy, wypowiedz głośno słowa przebaczenia i skieruj je do niej (wyobrazisz sobie,że trzymasz ją  za ręce lub podajesz dłoń na zakończenie, albo przytulacie się do siebie serdecznie.)
 
Stan ulgi i lekkości, który Cię ogarnie po wybaczeniu będzie dla Ciebie fantastyczną nagrodą.
Kiedy zapomnisz o tym wydarzeniu, to będzie znak, że „odpuściłeś(aś)”, a wtedy zaobserwujesz różne pozytywne zmiany w sobie takie jak: zdrowienie, radość, harmonię, spokój, kreowanie rzeczywistości takiej o jakiej marzysz.

Wybaczając sobie i innym, sam(a) wychodzisz z niskich, ciężkich wibracji i wkraczasz na poziom: akceptacji i zrozumienia, świadomości przyczyn i skutków, mądrości, która z tego płynie.
Na tym poziomie bezwarunkowa miłość otuli Was i poczujesz, że umiesz kochać i jesteś kochany(a).
Stań się miłosierny(a). 

                                                                                           Z miłością Małgosia

RAZEM CZY ODDZIELNIE - Małgorzata Przygońska


Psychoterapeuta i doradca duchowy. Prowadzi warsztaty dla par, jej pasją jest przygotowywanie ludzi do szczęśliwych i harmonijnych związków oraz uzdrawianie istniejących już relacji partnerskich. Napisała przejmującą książkę ”Dotyk serca- droga do poznania siebie”, która jest opowieścią o życiu, własnych zmaganiach i rozwoju osobistym. 

Razem czy oddzielnie?


Odpocznij, zanim się zmęczysz! Tej znakomitej maksymy powinni trzymać się wszyscy, którzy kochają i szanują siebie, swoich bliskich, chcą żyć długo i szczęśliwie.

Maksyma maksymą, a życie – życiem. Czasu brakuje, stresów jest aż nadto, zmęczenie narasta. Czekamy na urlop z nadzieją, że wreszcie odpoczniemy, naprawimy relacje rodzinne, okażemy partnerowi, jak jest dla nas ważny. Ale bywa i tak, że z lękiem myślimy o wspólnych wakacjach, 
o konieczności dostosowywania się do wymagań drugiego człowieka. I marzy nam się tylko jedno: święty spokój. Najlepiej w samotności.
Razem czy oddzielnie? Takie pytanie nasuwa się wielu parom. Mamy wyjechać we dwójkę czy każde z nas w inną stronę, pytają. Jeśli mają dzieci w różnym wieku, to sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, bo trzeba uwzględnić w swoich planach również opiekę nad nimi, a także, a raczej przede wszystkim – ich potrzeby i marzenia. Nim więc pokłócimy się z partnerem o to, gdzie jechać i co robić, poszukajmy odpowiedzi na następujące pytania:

• Czemu nasz najbliższy urlop ma służyć i co dla każdego z nas jest ważne?
• Czy chcemy poświęcić ten czas na poznawanie siebie, pogłębianie wzajemnych relacji i zbliżenie,
czy też potrzebujemy od siebie odpocząć i w samotności zastanowić się nad sobą, swoim życiem
i dotychczasowym funkcjonowaniem w związku?
• Jaką formę wypoczynku każde z nas preferuje w te wakacje, aktywną czy bierną, wczasy czy wyprawę rowerową? A może marzymy o podróży w nieznane?
• Urlop w kraju czy za granicą?
• Sam(a) czy w gronie przyjaciół i znajomych, z dziećmi czy tylko we dwoje?
• Czy wziąć pożyczkę na urlop i potem spłacać ją przez rok, czy też zaplanować go ciekawie, ale mniej kosztownie?

Pamiętajmy: każda decyzja rodzi określone konsekwencje!


Razem znaczy więcej


Najważniejsze jest, żeby każde z Was znało odpowiedź na postawione sobie pytania, a potem żebyście nawzajem poznali swoje potrzeby i znaleźli takie rozwiązanie, które zadowoli oboje. To, że poprzedniego lata spędziliście czas na wspólnej wędrówce po górach i było fajnie, nie oznacza, że tego roku oboje macie chęć na podobny wypad. Poinformuj więc partnera, że wolisz leżeć na leżaku,opalać się, czytać i po prostu nic nie robić, albo wręcz przeciwnie – marzysz o wielkiej podróży.

Uwaga: ta zasada dotyczy nie tylko urlopu – zawsze należy otwarcie i szczerze mówić o swoich potrzebach. Musi wam stale towarzyszyć wola porozumienia i uwzględnienia potrzeb wszystkich zainteresowanych. Tylko wtedy negocjacje przebiegną pomyślnie. Kiedy włączycie w nie starsze dzieci, staną się dla nich doskonałą lekcją szacunku dla potrzeb drugiego człowieka. Nauczą się, jak być otwartym, elastycznym i jak zamieniać problemy w niekonwencjonalne rozwiązania. Jeśli umiecie na co dzień żyć z drugim człowiekiem bez narzucania mu swoich racji, to prawie na pewno wybierzecie wspólne spędzanie urlopu, bo wiecie, że razem bawicie się lepiej niż oddzielnie.

Razem znaczy wielokrotnie więcej niż w pojedynkę, bo wtedy wszystko się pomnaża, zwiększa
i upiększa, a związek na tym zyskuje. To ważne, żeby rodzina, partnerzy dzielili ze sobą również to, co najlepsze, a nie tylko trudy dnia codziennego. Ważne, żeby łączyły i zbliżały ich wspólne przeżycia, wspomnienia, przygody, które pozwalają im się jeszcze lepiej poznać i bardziej siebie pokochać.


Kiedy samotność


Sam fakt wspólnego wyjazdu nie pomoże rozwiązać trudnych problemów, naprawić wzajemnych relacji, odkryć partnera na nowo. Jeśli ludzie kłócą się na co dzień, najprawdopodobniej powielą ten model na wakacjach. Jeśli czujemy, że coś w naszym związku zgrzyta, lepiej nie sklejać go na siłę i wyjechać na samotny urlop. Znaleźć czas na udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie, co potrzebuję w sobie zmienić, żeby poprawiły się moje relacje z partnerem, dziećmi, rodziną, kolegami z pracy? I zastanowić się, co Was łączy, jakie są Wasze wspólne wartości i cele, za co możecie być partnerowi wdzięczni. To dobra pora na poszukanie w sobie szczerej odpowiedzi na pytanie, po co ze sobą jesteście. Trzeba jednak pamiętać, że taka rozmowa z sobą samym wymaga odwagi i szczerości.

Jeśli tej szczerości zabraknie, nie zobaczymy własnych ograniczeń i nie zrozumiemy popełnianych błędów. Taka szczerość to najlepsza recepta na dobre życie! Każdą zmianę należy zaczynać od siebie, ponieważ tylko od nas samych zależy to, co nas kształtuje: nasz nastrój, emocje, myśli i kreowanie rzeczywistości.

Problemy najczęściej biorą się stąd, że partnerzy ograniczają się wzajemnie i poprzez to oboje tracą możliwość cieszenia się życiem, sobą i upragnionym odpoczynkiem. W kulejącym związku często jest tak, że jedno chce spędzać czas razem, a drugie oddzielnie i żadne nie chce odstąpić od swoich racji.

Doskonałą tego ilustracją jest historia pewnej pary małżeńskiej. On marzył o podróży do Meksyku, ona nie chciała się z nim wybrać. Kiedy jednak pojechał sam, była bardzo niezadowolona i rozżalona. On czuł się winny i nie mógł cieszyć się wymarzoną przygodą i dla obojga był to czas stracony, który przyniósł im głównie rozczarowanie sobą.


Warto się uczyć


Co więc zrobić, by czas wspólnego urlopu można było celebrować razem i z radością?

Jeśli już wyjechaliście lub właśnie się na urlop wybieracie i klamka zapadła, to po prostu zaakceptujcie istniejący stan i siebie takich, jakimi jesteście. Kiedyś zdecydowaliście się na bycie ze sobą, więc szanujcie ten wybór i siebie wzajemnie. Jeżeli jednak podjęliście decyzję o samotnym urlopie, to wykorzystajcie ten czas na rozpoznanie własnych problemów, bo rozpoznanie to 80 proc. sukcesu w drodze do uzdrowienia. Jeśli postanowicie się zmienić, to zawsze znajdziecie specjalistę, książkę, grupę wsparcia, warsztaty i kursy rozwojowe, które pozwolą na dokonanie pozytywnych zmian w sobie. To korzystnie wpłynie także na relacje z partnerem, ponieważ będąc razem, wpływacie na siebie wzajemnie pod każdym względem. Jeśli partner wyrwał się na samotny „wypad”, to zaakceptuj to i ciesz się tym, że zadowolony i pełen wrażeń wraca do Ciebie. Jeśli zostałeś(aś) sam(a) w domu lub też włóczysz się gdzieś samotnie, to dbaj o sprawianie sobie przyjemności. W końcu masz czas tylko dla siebie i możesz robić z nim, co ci się żywnie podoba. A kiedy już wrócicie do domu, rozmawiajcie ze sobą. Dzielcie się przeżyciami. Wszystkiego można się nauczyć, jeśli się chce – otwartości, szczerości, asertywności, umiejętności wyjaśniania nawet najtrudniejszych spraw. Uwierzcie mi, to jest możliwe!

Artykuł opublikowany w lipcowym numerze miesięcznika  EDEN, 2008r
 

Żyć w wolności bez oczekiwań i zobowiązań - Małgorzata Przygońska

 

Wyobraź sobie przez moment, albo przez dłuższą chwilę, że jesteś na ciepłej plaży. Wolno marzysz niczym nieograniczony(a). Nic nie robisz – jesteś – nigdzie się nie spieszysz – jesteś, nikt Cię nie woła i nic Cię nie goni. Jeszcze chwila takiego bycia. Skup się tylko na sobie i sobie zadaj pytanie, co dla Ciebie jest ważne w życiu, a co najważniejsze.


Z tych rozważań wyłoni się Twoja hierarchia wartości. Zapamiętaj lub stwórz ją później świadomie, zadając sobie kolejno pytania: dom czy kariera, rodzina czy wolność myślenia, praca czy swoboda tworzenia, zdrowie czy pośpiech? itd. itd., wykluczając kolejno to, co okaże się mniej ważne tak długo, aż będziesz wiedzieć.

Z tego rozmyślania wyłoni się cały szereg rzeczy ważnych i ważniejszych. Twój system wartości, który jest jak latarnia morska wskazująca drogę do domu. Być może zdziwisz się, że podróże, spokój ducha, poznawanie świata, nawiązywanie nowych przyjaźni okaże się ważniejsze od przekopania ogródka, zadowolenia mamy czy męża oraz ich ambicji. Być może dowiesz się, że tak naprawdę to, czego pragniesz, to swoboda działania, wolność poglądów i myśli, życie takie jak chcesz wieść i z kim chcesz je wieść.

Dopóki nie oddzielisz się od symbiotycznej zależności od innych, rodziców, rodu, partnera i nie zamienisz jej na JEDNOŚĆ, nie zauważysz że właśnie tego, co najważniejsze dla Ciebie, nie masz. Masz natomiast męża, dzieci, bliskich, którzy mówią Ci jak żyć, myśleć, ubierać się i co wypada robić bądź nie. Kiedy pozwalasz się zniewalać, ograniczać, przerywasz rozpoczęte działania pod czyimś wpływem, to czujesz ból istnienia i dyskomfort, a Twoja dusza płacze. Nasuwają się więc pytania, dlaczego tak się dzieje, że podporządkowujesz się innym i komu to służy? Otóż potrzebujesz zdać sobie sprawę z tego, że nie służy to nikomu, nawet jeśli się tak nam i otoczeniu dotychczas wydawało. 

Stworzeni zostaliśmy na obraz i podobieństwo Boga i obdarzeni darem wolnej woli, a okazuje się, że niewielu z nas umie z niej korzystać. Ciągle obawiamy się opinii społecznej, sąsiadów, rodziców, partnerów, a nawet własnych dzieci. Zadajemy sobie pytania, co powiedzą, co pomyślą, a tak naprawdę kogo to może interesować oprócz nas, co my robimy z własnym życiem? Każdy z nas pisze opowieść o swoim życiu, dokonując lub nie dokonując właściwych wyborów. Pozwalamy natomiast naszym bliskim ingerować, wtrącać się, udzielać zbawiennych rad, gdy nikt ich o to nie prosi i sami robimy to w stosunku do innych, naruszając prawo nieingerencji. Czasami też ulegle przychylamy się do zdania innych, chcąc uniknąć nagabywania i złośliwych uwag. 

Ogarnięci jesteśmy myśleniem o sobie w liczbie mnogiej, ja i moja rodzina, ja i moje dzieci, ja i mój partner, ja i moi rodzice, lub jeszcze gorzej, oni i ja. A przecież, każda z tych wymienionych osób ma swoje życie i przeznaczenie. Podłączanie się pod tę wspólnotę powoduje współ - uzależnienie i nikt z tego grona nie bierze odpowiedzialności za siebie, a wszyscy o wszystkich się martwią, odbierając sobie wzajemnie energię do życia i działania. Stawianie granic to sztuka, której pozbawieni są Ci, którym od dziecka wmawiano, że głosu nie mają. Dlatego też jako dorośli nie potrafią sami o sobie stanowić.
 
Teraz, kiedy jako ludzkość stajemy się bardziej świadomi, dorastamy, dojrzewamy i rozwijamy się duchowo, warto i trzeba uwolnić się od więzów swoich rodziców, rodzin, partnerów i dzieci. Dać sobie zgodę na inność i swobodny wybór. Mamy już bowiem świadomość, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, i że w życiu chodzi o to, by być szczęśliwym. Podkreślam, że uwolnienie z więzów nie oznacza zerwania kontaktów albo utratę miłości. Wręcz przeciwnie: oznacza jedynie zmianę jakości i swobodny jej przepływ bez ograniczeń. 

Kurczowe trzymanie się tego „co mamy, posiadamy” też nas ogranicza i nie pozwala zrobić kroku do przodu. Przypominam sobie czas, kiedy posiadałam działkę. Efekt tego był taki, że choć przyjemnie, każdą chwilę spędzaliśmy tam właśnie. Po dwóch latach od sprzedaży stwierdzamy, że nasze życie tak poszło do przodu, iż dziś nie mielibyśmy czasu z niej korzystać. To tylko materia, ale wiele osób powstrzymuje ona przed jedyną słuszną decyzją – zmianą pracy, trybu życia czy rozstaniem. Ludzie boją się straty, więc pozostają w starych układach za cenę życia z tyranem, osobą, która już od dawna nas nie kocha i nie szanuje, a nasze trwanie przynosi obojgu upokorzenie i ból. Zachowując dobra materialne i status żony, myśląc że dzięki temu jesteśmy bezpieczni. Prawda jednak jest taka, że wszystko, w tym bezpieczeństwo, możemy odnaleźć tylko w sobie.

Trzeba więc podjąć jedyną słuszną decyzję i zrobić to, co jest do zrobienia. Czasami wystarczy zaakceptować to, co jest, by postawić granice, poza które nikomu nie wolno wejść lub podjąć radykalne decyzje, ale zawsze potrzebna jest świadomość rzeczywistości i zobaczenie siebie i otoczenia w prawdzie. Prawda bowiem uzdrawia, wskrzesza, daje energię do działania i wyzwolenia z ograniczeń i wzorców.

Nie jest ważne, kto uwolni się pierwszy, rodzic czy dziecko, mąż czy żona, pracownik czy pracodawca. Niech zrobi to ten, kto czuje, że się dusi, że się nie rozwija, że jego życie stanęło w miejscu, niech zrobi to ten mądrzejszy, bardziej świadomy. Niech intencją przewodnią będzie wolność i dobro wszystkich w ten proces zaangażowanych. Kiedy zrobimy to z miłością, wszyscy odczują ulgę, radość i przypływ energii. Kochajmy siebie, dbajmy o siebie, doceniajmy i szanujmy.

Odczuwanie szczęścia jest możliwe tylko w wolności, miłości, samoakceptacji i poczuciu jedności ze Wszechświatem.

SZTUKA KOCHANIA BEZ POSIADANIA

-  Małgorzata Przygońska 

W związku dwojga ludzi zachodzi ustawicznie proces energetycznej wymiany. Raz daje jeden z partnerów, raz drugi. Gdy równowaga zostaje zachowana, energia płynie niczym niezmącona. Kiedy w związku, jedna ze stron zaczyna udawać, grać, zmuszać się do jakichś zachowań, lub wycofywać się, blokuje siebie i partnera, a energia płynąca z poziomu serca zastyga. Płynie ona wtedy z poziomu ego i zamiast być chcesz mieć.
cid dada98e6d8ca4fe2ad8362c9e3a8191daniakomputer
W tytule pojawiło się słowo sztuka, przy którym warto się na chwilę zatrzymać, jak w galerii przy obrazie lub rzeźbie artysty. Sztuka zawsze przejawia się w określonych warunkach, takich jak: wolność, naturalność, szczerość i miłości w akcie tworzenia. Nigdzie podobnej definicji nie znalazłam, ale mimo to wiem, że sztuka kochania to właściwa metafora, oparta na tych samych naturalnych potrzebach twórczych.
Bycie sobą - prostym, prawdziwym i naturalnym, czyni z nas istoty zdolne do miłości  i funkcjonowania w związku.

Moje doświadczenia zawodowe i życiowe pokazują, że bez wolności i naturalności nie ma miłości, a związki się nie udają. Wiele osób nie wie, że najlepszym sposobem wyjścia z samotności jest wzniesienie się na poziom miłości. To jest, w takie miejsce, gdzie wędrujesz ścieżkami miłości, gdzie kochasz i jesteś kochany, a akceptacja wszystkiego co jest dodaje Ci skrzydeł. To miejsce, w którym wybaczyliśmy sobie samym i naszym krzywdzicielom, odpuściliśmy, zgodziliśmy się na rzeczywistość taką, jaką sami sobie stworzyliśmy, żyjemy w spokoju i harmonii. Kiedy jednak pozwoliliśmy sobie na zranienie i nie wzięliśmy na siebie pełnej odpowiedzialności za to co się z nami i między nami działo, to powoli tracimy wiarę w siebie, nasze związki niespodziewanie się kończą, a my mówimy o sobie singel lub singelka bojąc się kolejnego rozczarowania. Zaglądamy z nadzieją i oczekiwaniem na strony samotnych serc szukając ponownie rozwiązania na zewnątrz siebie. Niektórzy w poczuciu zranienia zamykają przed sobą wszystkie drzwi - i wtedy życie i związki się nie udają.
Czasami wydaje się nam, że musimy robić nadzwyczajne rzeczy: operacje, zabiegi upiększające, stosować zaklęcia. Nadmierne skupienie się na: muszę, chcę, potrzebuję - też nie działa, a wręcz odwleka proces, bo niesie w sobie niskie wibracje energii chciejstwa i pożądania. Prawo przyciągania mówi, że w momencie, w którym wiemy już czego chcemy, musimy puścić nasze cele, marzenia i dać sobie czas na realizację, ponieważ wszystko zadzieje się dla nas wtedy, gdy będziemy otwarci i gotowi do zmiany.
Kiedy patrzymy na ogród, w którym wszystko rozkwita, to wiemy, że wymagało to od nas najpierw uporządkowania i usunięcia starych liści, śmieci i uschniętych gałęzi, a następnie przygotowania gleby pod tegoroczne zasiewy, w odpowiednim miejscu i czasie, by słońce i deszcz mogły zasilić rośliny cudowną energią, dzięki której wszystko wzrasta.
Analogicznie podobnych zabiegów wymaga nasze życie. Oczyszczenia, wybaczenia, odpuszczenia sobie i innym, by stworzyć odpowiednie warunki do wykiełkowała miłości w naszych sercach. Kiedy to już się stanie, trzeba uważnie o nie dbać, nawozić, podlewać, usuwać chwasty, by dać przestrzeń miłości, która zakwitnie i będzie pomnażać swą moc dzieląc się z innymi kolorem, zapachem i pięknem. Słyszałam taką teorię, żeenergia słońca, to energia skumulowanej miłości naszych serc. Bardzo mi się ona podoba,  bo jest prawdziwą metaforą sprawdzającą się w życiu codziennym i partnerstwie.
Póki co, potrzebujemy:
Dokonać wglądu w siebie, by odpowiedzialnie zająć się sobą. Zobaczenie siebie w   prawdzie może być bolesne, ale warto, bo prawda zawsze wznosi i wszystko uzdrawia.
Stać się świadomi swoich uczuć, pragnień i dążeń. Pozwolić sobie wyrazić i nazwać uczucia, które odczuwamy, zobaczyć ich całą głębię, złożoność i zgodzić się na nie, takie jakie są. Tylko wtedy będziemy mogli odpuścić to czego nie chcemy i wybierać to czego potrzebujemy.
Zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy. Z dystansu spojrzeć na swoje życie i życia naszych przodków, by rozpoznać wspólne wzorce i sposób naszego funkcjonowania w związkach, zaakceptować to, co sobie uświadomiliśmy, by puścić i odpuścić stare schematy     i programy partnerskich relacji.
Z miłością puścić przeszłość, by poczuć naturalną wolność. Zadać sobie pytanie: jakim chcę się stać, żeby przyciągnąć do swojego życia właściwego partnera? Okazuje się, że ten samotny czas jest czasem ofiarowanym nam i zarezerwowanym dla nas na nasze wzrastanie.
Świadomie wybrać własną drogę. Nie ma zmiany, bez zmiany i o tym potrzebujemy pamiętać. Jeśli chcemy zachować dotychczasowe status quo nic nowego się nie wydarzy.
Otworzyć się na nową jakość relacji i funkcjonowania w związku w równowadze z szacunkiem i w miłości.  
Zacząć z miejsca, w którym jesteś patrząc do przodu. Wtedy będziesz mógł zostawić przeszłość za sobą czerpiąc całą mądrość z dotychczasowych doświadczeń.
Kiedy pokochasz i zaakceptujesz siebie, takim jakim jesteś, będziesz mógł pokochać innych. Dopiero wtedy ludzie będą Cię postrzegać jako źródło miłości. I to jest pierwszy etap budzenia prawdziwej relacji. Kiedy dwie istoty znajdą się na tym samym poziomie wibracji, to najważniejszym jest, by pozostali w związku, prawdziwi, tacy jacy są, bez udawania i grania kogoś lepszego lub innego. To pozwoli każdemu z nich zachowywać się swobodnie i naturalnie przez cały czas. Będąc w bardzo bliskiej relacji, możesz jednocześnie kochać i czuć się wolnym. Taki stan pozwoli obojgu przejawić się w pełni.
W związku dwojga ludzi ustawicznie zachodzi proces energetycznej wymiany. Raz daje jeden z partnerów, raz drugi. Gdy równowaga zostaje zachowana, energia płynie niczym niezmącona. Kiedy w związku, któraś ze stron zaczyna udawać, grać, wymuszać na partnerze czy zmuszać się do określonych zachowań, lub wycofywać się, blokuje siebie i partnera, a energia płynąca z poziomu serca zastyga. Kiedy nie ma przepływu,  związek przechodzi okres stagnacji co naturalnie prowadzi do powolnego umierania.
Sztuka kochania bez posiadania to największa umiejętność bycia z drugą osobą blisko, bez uzależnienia i w wolności jednocześnie. Osiągnięcie tego stanu jest możliwe, dla każdego z nas poprzez wzrost świadomości siebie i osobistą  przemianę.   To najlepszy scenariusz na życie dla tych, którzy chcą wziąć odpowiedzialność za jego jakość, zdają sobie sprawę z tego, że najpierw muszą poznać i odnaleźć siebie, by wykreować związek jaki chcą tworzyć, poczuć energię płynącą ze źródła, a potem z zaufaniem położyć się swobodnie na fali i pozwolić się nieść prądowi życia, bez wysiłku i zbędnej szarpaniny, w zgodzie z sobą i naturą, mając bezustanne poczucie, że zawsze mogą kochać jeszcze bardziej.