Krokodyle, [tzw. symbionty], uzależnienia
Oto obciążenie, za którym ludzie wzdychają
Krokodyl to typ obciążeń [link do innych], jeszcze bardziej niezwykły niż wejścia. Jednak nie rzadszy.
To obciążenie dotyczy osób, które NIE WYGLĄDAJĄ na obciążone!
Więcej – zwykle mają duże osiągnięcia i przyciągają uwagę.
Są
doceniani, zauważani, roztaczają charyzmę, są rozpoznawani,
zapamiętywani. Niektórzy są bardzo sławni. Często są bogaci, albo nie
przejmują się o pieniądze – brak lęku, brak trosk, to też ich cecha.
Inni ludzie próbują im dorównać!
Jak więc myśleć o takich osobach, że mają jakieś kłopoty?
Często widzę ludzi, którzy raczej by powiedzieli:
„To JA mam taki kłopot,że nie umiem tak dobrze sobie radzić jak on [ona]… :(„
– mówią tak, kiedy porównują się z osobą mającą symbionta.
Ale nawet tego nie mówią, bo się wstydzą…
Wstydzą się, że im w życiu nie wychodzi, że nie umieją doścignąć tych
„naprawdę dobrych”. Tych, którym „wychodzi”, którzy brylują, którzy mają
realne kariery zawodowe, osiągnięcia.. Żeby wiedzieli, co jest podstawą
takich dużych osiągnięć…, jaka jest ich cena.. to by może inaczej
mówili.
Jakby wiedzieli, że ci którzy tak świetnie prosperują często nie
zawdzięczają tego samym sobie.. Nie chodzi tu w większości o
umiejętności umysłowe [wzorce]. Te, osoba z kr. potrafi ładnie nabywać i
używać.
W takim
dobrze sobie radzącym typie człowieka chodzi o energie z ciemnej strony,
które go wspierają. To w nich się zawiera ta niezwykła przewaga, którą
posiadają ci „brylujący” w towarzystwie, w pracy. Tych energii sam
człowiek nie wytwarza, przychodzą z zewnątrz. Sam człowiek nie jest w
stanie wytworzyć takich, niekiedy mniej, niekiedy bardziej „nadludzkich”
energii. A to się czuje, wyczuwa, zarówno na górze drabiny społecznej,
jak i na nizinach, jak i po środku. Gdziekolwiek, ktoś mający symbionta
[krok.] rozsiewa nie do podrobienia niezwykłą energię, pociągającą,
przyciągającą, w niektórych przypadkach zachwycającą, powodującą w
pierwszym odruchu zawierzenie się mu, oddanie, chęć pomocy.
Tu mamy
osoby robiące kariery, osoby doskonale sobie radzące w życiu. Hmm..
doskonale, jak doskonale.. Doskonale, to one się maskują i robią
doskonały wizerunek osoby dobrze sobie radzącej. Nie mówię, że to są
zupełni łgarze, nie, umieją wiele, wiele. Wygrywają konkursy, osiągają
dobre i doskonałe wyniki w testach.
Ale jak grzebniesz głębiej już tak sielsko nie jest. Po prostu symbiont
ładnie wygładza kanty i buduje z pomocą swojej energii „cudowną” aurę. A
i owszem, energie te są naprawdę wysokie, więc ludzie się istotnie
zachwycają. Tyle, że nie są to energie związane ze sferami boskości, a z
istotami, które „rękami i nogami” bronią się przed Bogiem. Tak samo i
nosiciel owego symbionta, ten sam człowiek ma spore deficyty. Których,
jako żywo, się nie spodziewamy!!!
Posłużę się cytatem z piosenki:
A ON BYŁ DLA NIEJ JAK MŁODY BÓG,
ŻEBYSZ ON JESZCZE KOCHAĆ MÓGŁ…
Nie można
powiedzieć – symbiont dostarcza naprawdę dodatkowych umiejętności. I
dzięki nim taka osoba pnie się po szczeblach kariery i daleko zachodzi.
Sama z siebie też wiele robi. Jednakże takie umiejętności w sporej
części nie są zasługą nosiciela.
A co w
zamian? Co prawda sam krokodyl nie bierze części pensji w firmie, ale …
on sobie już dobrze odbierze „w naturze”, w energiach to, co
zainwestował. Nie przypadkiem tak wiele osób psioczy na nieludzkich
szefów – ktoś, kto potrafi zastraszać, wyniszczać, mobować, upokarzać –
tu się kryje pobieranie energii przez kr. Taki szef ma na
dziewięćdziesiąt kilka procent symbionta, a kr. dobrze wie, jak z
pracownika „wycisnąć” jedzonko.
Często nikt
nie przypuszcza, że za tym jakże atrakcyjnym wizerunkiem, za wielką
furą, dużym domem, sporym majątkiem kryją się kłopoty osobiste.
Obciążenie typu krokodyle [tzw. symbionty -link]
– daje zdecydowanie więcej mocy i swobody niż ma przeciętny
śmiertelnik. Ale też degraduje Duszę. Osoba taka zwykle jest odgrodzona
od emocji, a tym bardziej od uczuć.
A degradacja Duszy oznacza życie bez celu, bez wartości, często bez
łączności z Bogiem [zamiast tego jest łączność z Opiekunem kr.]
Im bowiem więcej symbionta, tym mniej
właściciela, tym świadome Ja ma mniej do powiedzenia. Tu również
mieszczą się uzależnienia. Osoby takie łatwo oszukują innych, omotują [krokodyl obiecuje wiele – link]
Gdy po iluś
wcieleniach przychodzi karma to taki ktoś może się „obudzić” niemal w
rynsztoku. I tu widzimy nosicieli kr., którzy są z drugiego krańca
spektrum społecznego. Symbiont nie odszedł, uzależnienie np. od alkoholu
nadal jest, a już majątku nie ma [to efekt działania karmy – przychodzi
pokuta za agresje i rozboje]. Wtedy mamy widok dziwny – ktoś taki niby
wydaje się atrakcyjny i pociągający, a może być zwykłym kloszardem,
łapserdakiem, bez uczciwej pracy, człowiekiem ubogim ale nadal hardym,
który ma nadal dostęp do silnych, manipulacyjnych energii. A jaki ma
honor! Jakie mniemanie o sobie! A jak wspaniale w kręgach kolesi jest w
stanie zaistnieć!
Nadal ma symbionta i czuje się jak panisko!
To, co widać [zniszczone życie] nie przystaje do tego, co czuć [a nadal czuć energie symbionta – energie „zwycięzcy”].
W takich oto
życiowych „zwycięzcach” zakochują się panny, które później wystają pod
więzieniem, próbując pogadać przez kraty ze swoim lubym. Niestety, tacy
„przechodzeni” nosiciele symbionta mają bowiem kłopoty z prawem. Ich
umysł, moralność są tak przeżarte krokodylizmem, że działają dosyć
często przeciwko swoim bliźnim, mając ich za nic, za obiekt, który można
wykorzystać, okraść, a nawet unicestwić.
Dziwaczna nazwa
Nazwa „kr.”
jest nazwą umowną [często skracam nazwę tego obciążenia, aby nie
epatować samą nazwą]. W pierwszym przybliżeniu można by nazwać kr. jako
„obciążenie x” i dalej je badać, dokładniej je określać… Nazwa
„obciążenie x” nie przeszkodziłaby w badaniach ani w osiąganiu
rezultatów badań i analiz.
Wiem, że niektóre osoby irytuje samo określenie.
Jeśli jesteś
Chrześcijaninem możesz to nazywać tak, jak Kościół to przyjął –
zniewoleniem. Kościół dokładnie rozpoznaje to obciążenie, natomiast
który z wiernych wie, co to jest? Mało kto.
Jeżeli taka
szumna nazwa „kr” Ci przeszkadza, w momencie napotkania jej zamień ją
sobie na słowo „socjopata”, albo „osoba o osobowości nieprawidłowej” i
myślę, że może to dać ulgę umysłowi nastawionemu naukowo. Jestem zdania,
że wiele osiągnięć naukowych jest bardzo wartościowych, i że warto ten
punkt widzenia rozszerzać, poznawać w obszarze ezoteryki. Wszak
opisujemy jedną i tą samą rzeczywistość, uważam, że psychologowie mają
wiele świetnych rozpoznań w tym temacie i to od lat. Ale dociekania
ezoteryczne, energetyczne dodają tu jeszcze więcej w obszarze
świadomości i możliwości obrony.
Kiedyś
doszedłem do wniosku, że zarówno naukowcy jak i ezoterycy trochę się na
siebie boczą i efektem są jakby „dwa światy”, różne światy ich poznania.
A przecież chyba chodzi o badania jednej realności, czyż nie? Warto
się wspierać, nie toczyć bitwy między osobami, którzy są w tak bardzo
podobnej sytuacji.
Jednak nazwa
tego obciążenia nie jest tu przypadkowa! Z czasem można zrozumieć, iż
Awiessałom Podwodnyj miał dużego czuja, żeby tak to nazwać. Bo to on
pierwszy, o ile wiem, napisał o tym typie obciążeń. I nie napisał wiele –
w książce „Rozwój duchowy” ok. 10 stron, jeśli dobrze pamiętam.
Natomiast z
moich obserwacji, jest to temat o wiele obszerniejszy i warty
mocniejszego zainteresowania, przynajmniej dla osób mających z tym do
czynienia. Moje dywagacje są więc zdecydowanie szersze od opisu
Podwodnego. Czerpię w nich z bogatych odkryć psychologii, psychiatrii i
oczywiście ezoteryki. Przypatrywałem
się długo temu zjawisku, robiłem własne badania wahadłem, nauczyłem się
czuć energie [bioterapia] i dzięki tym umiejętnościom odkrywałem
działania energetyczne przy tym obciążeniu. Zresztą moje zadanie na to
wcielenie jest właśnie takie – rozpatrzeć zagadkę krokodyli i mojej
relacji z nimi. Możesz się domyślić, iż moje obciążenia są
komplementarne – typu yin, też o tym dalej napiszę.
Struktura
Obciążenie symbiontem, według mojego bieżących rozeznania składa się z kilku elementów:
- z samego symbionta, czyli podłączenia energetycznego, „wtyczki” umieszczonej w danym ciele subtelnym,
- z Opiekuna kr., do którego przekierowywana jest pobierana energia,
[jest to istota niewcielona, która odpowiada poziomowi Wyższej Jaźni
człowieka. Współpraca osoby z kr. oznacza częściowe poddanie się jego
Opiekunowi zamiast całkowitego poddania się własnej WJ, jakby to było w
sytuacji zdrowej]
- z wzorców osobowościowych, które taki człowiek przyjmuje, wytwarza w swoim życiu, a które współpracują z kr.
[wzorce te buduje sobie osoba od dzieciństwa, a od momentu wzięcia kr.
budowane są wzorce osobowości typu egoistycznego, cynicznego,
nadużywania itp. Nie są one może jedyne, tak więc u takiego człowieka
można znaleźć w miarę poprawne wzorce współpracy, rozliczania się.
Jednakże wzorce współpracy z kr. są specjalne ponieważ wspomagane są
wysokimi energiami niepochodzącymi z samego człowieka. Ten element można
oczyścić osobistą pracą nad sobą, przez wzrost świadomości tego, co się
z człowiekiem dzieje. ],
- łączy
energetycznych do ciemnej strony, które utrzymują osobę w obrębie
wpływów sił ciemnej strony, to jest to, co Awiessałom Podwodnyj
[odkrywca kr.] nazywa „inwoltacjami do Gagtungra”.
[takie zależności dają mniejsze lub większe ogólne degradowanie się życia swojego i osób bliskich].
- Ostatnia sprawa, ale nie najbardziej
błaha, to funkcjonalny cel uzależnienia, które jest wspierane przez siły
kr., np. lgnięcie Duszy do swoich przodków, próba powtórzenia ich
losów.
[opiszę nieco ten ostatni punkt:
Psychologia konwencjonalna, wywodząca się z kręgów akademickich zwykle nie jest w stanie dotrzeć w te rejony.
Dopiero podejście systemowe i za razem duchowe, obejmuje te obszary, te cele. Takim podejściem jest terapia systemowa ustawień rodzinnych
[in. ustawienia Hellingerowskie, konstelacje], lub jej modyfikacje.
Można posłuchać o uzależnieniach i ich systemowym sensie w bardzo
ciekawym wykładzie Ewy Cyzman [tu łącze do wykładu].
Taki cel dla Duszy zwykle jest ukryty
przed światem i przed samym uzależnionym. Może to być np. lgnięcie Duszy
do przodków, chęć powtórzenia ich losów [zwykle chodzi o tragiczne
losy]. Jest to jakby pragnienie zbliżenia się do nich – Dusza może
chcieć być wobec przodków lojalna, aby w ten sposób ich uszanować, a
także może niewystarczająco duchowo ich znać i dlatego chcieć się do
nich przybliżyć.]
Oczyścić można energie zarówno kr, jak i połączenie z siłami ciemności i z połączeniem z opiekunem
[ tu łącze do oczyszczenia modlitwą wstawienniczą]
Natomiast nie sposób zmienić komuś osobowości poprzez modlitwę. Albo
też nie sposób komuś oczyścić jego kłopotliwej postawy jego Duszy wobec
Dusz jego przodków, do których Dusza np. ciągnie, lgnie, chce pójść ich
śladem lub ma inne pomysły, które przekładają się na dysfunkcje osoby z
krokodylem.
Zachowane jest tu prawo do własnych wyborów. Osobowość stanowi zespół własnych wyborów.
Kr. jest skutkiem zgody na nieuczciwą propozycję,
na niegodziwą propozycję z ciemnej strony,
skutkiem przekrętu, oszustwa.
A jednocześnie odpowiada na ważne potrzeby Duszy
w obrębie pola Dusz, w przestrzeni rodu,
np. Dusza idzie w kierunku zmarłych.
To dla tej dwu zadaniowości symbiont jest tak trudny do uchwycenia, oczyszczenia przez terapie konwencjonalne.
I tak cenne jest jego branie dla Dusz.
A tu mamy prawo Wszechświata, że możemy dochodzić swoich praw i
możemy odzyskiwać również prawa, dobra, władze nad życiem dla innych.
Odzyskiwać od kłamców, oszustów, manipulatorów, jakimi są istoty z
ciemnej strony.
Różnice w obciążeniach są znaczące
Owo obciążenie jest bardzo zróżnicowane – kr. mogą być małe, średnie i duże.
Osoby z
małymi kr. są zwykle przyjazne, szukające kontaktu, uwagi, przyjaźni.
Potrafią być O WIELE bardziej otwarci niż inni ludzie, bywają wylewni,
opowiadają czasami godzinami [byle nie o swoich uczuciach i emocjach].
Skupiają na sobie uwagę niemal zawodowo, więc do mediów są przygotowani
od razu i tam oczywiście brylują.
Wydają się
idealnymi znajomymi. O ile by nie byli tacy męczący po dłuższym czasie. O
ile by nie prowokowali energietycznie i nie kradli enerigi. Mogą sobie
średnio radzić w życiu, mogą się rozwijać duchowo, albo tego chcieć. U
wielu osób takie małe kr. są spuścizną po poprzednich inkarnacjach. W
obecnym życiu już tak nie brylują, ale są i aktywnie interferują w życiu
takiej osoby, zwykle podgryzając znajomych i partnerów życiowych.
Oczywiście nosiciel jest pełen „dobrych chęci”. Gdy szukamy u niego
niechęci, agresji – nie znajdziemy jej.
Osoby z
średnim kr. zwykle są dobrze dopasowani do „Systemu”, dobrze wpasowują
się w realia pracy, firmy, zarabiają „dobre”, albo „godziwe” pieniądze.
„Godziwe” pieniądze zwykle pojawiają się z powodu sporego uruchomienia
umiejętności krokodyla [albo dwóch – trzech mniejszych]. Ludzie
zazdroszczą owych zarobków, natomiast najczęściej nie wiedzą, jaka jest
ich cena.
Osoby z
dużym kr. są zwykle już bardzo niehumanitarne: brakuje im empatii, są
zwykle agresywne i egoistyczne. Jak widzimy takiego „kogoś” na chodniku,
nogi same chcą przejść na drugą stronę [o ile mamy zdrowe instynkty].
Kr. mogą być
na niskich ciałach subtelnych, bardziej związanych z ciałem, z
codziennym życiem, emocjonalnością na wyższych, związanych z myśleniem,
umysłowością i na najwyższych, już dotykających poziomów, które
przyjęliśmy nazywać jako „boskie”.
Tak więc
proszę nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków – tekst jest długi, bo
staram się opisać zjawisko dokładnie, aby przedstawić wiele jego
aspektów. Niestety, jest to jeden z nielicznych zwartych, integralnych
opisów całości. Np. psycholodzy, psychiatrzy, socjolodzy – wszyscy oni
„coś wiedzą” o cząstce tego zjawiska, natomiast wypowiadając się w
zakresie redukcjonistycznej nauki nie są w stanie przedstawić zwartej
całości. Zwykle bardzo dobrze sobie radzą z postrzeganiem krokodyli
dużych, już w takich stadiach, gdzie żadne „Boże” nie pomoże. Ale już
stadia średnie i małe – o, jakby do tego się dobrali i by byli rzetelni,
to by światek naukowców pokazywał na dużą część siebie samych, że .. są
obciążeni, że atakują, że są niehumanitarni, nieetyczni. I by musieli…
ale nie, nie zrobią tego. Nie mają na tyle odwagi, aby to pokazać – za
dużo by stracili. Nie ma co liczyć, żeby system sam się oczyszczał, żeby
sam nabierał świadomości duchowej.
Ludzie tacy
jak ja i ty będąc źle poinformowani o tym przykrym zjawisku symbiontów,
nie mając odpowiednich umiejętności życiowych – cierpimy na potęgę.
Jednak myślę, mam nadzieję, a także wiem z relacji moich czytelników, że
moje opisy dobrze się przysłużyły i bardzo wiele wyjaśniły spraw, które
były „nie do ruszenia”. Może nie podaję jakichś końcowych zaleceń, nie
daję panaceum, ale podaję tekst, który niesie ulgę. To wiem.
Osoby z krokodylem zwykle zabiegają o uwagę, opiekę i energię innych osób.
Wyszarpnięcie uwagi równa się wyszarpnięciu energii.
Krokodyle
mocno na sobie skupiają uwagę, ponieważ energia podąża za uwagą [jest to
jedno z praw hawajskiego systemu Huna]. A kr. są uzależnione zarówno od
cudzej uwagi [nadęte ego] jak i cudzej energii. Żywią się bowiem tymi
energiami.
Ale nie
biorą owej energii bez wiedzy ofiary. Subtelnie prowokują swoją
„doskonałością”, aby owa ofiara chciała na nich zawiesić swoją uwagę, a
wtedy już ją mają. Tak więc nie warto oskarżać nosicieli, że „coś mi
zrobili”. To Dusza, moja własna Dusza zechciała się na nich gapić jak
wół na malowane wrota! A jak ktoś do nich linkuje, to oni ochotnie
spijają tą energię, i ciągną jej jeszcze więcej, ile można.
Osoby z
symbiontem potrafią dobrze „dogadzać” swoim ofiarom – potrafią im
przypochlebić tak, że nikt inny takich komplementów [bez poczucia
wstydu] nie powiedziałby. Człowiek zdrowy mityguje się w swoich
wypowiedziach. Chwali to, co zasługuje na pochwałę. Ewentualnie, gdy
jest pełen miłości przez pochwały wspiera i umacnia w życiu swoich
bliskich.
Można to pomylić z chwaleniem przez nosiciela. Te pochwały są mocno
energetycznie zabarwione, „cudownie” zabarwione. Nie wyglądają jak
marchewka, wyglądają jak super batonik z kolorowym opakowaniem i
słodziutkim, klejącym się wnętrzem. I tak samo, jak cukier – są owe
pochwały niezdrowe. Dusze bowiem nie rozróżniają energii i istot [nie
mają tzw. świadomości rozróżniającej]. Dla Duszy słodziutki, miękki,
oblany czekoladą batonik jest kilka razy smaczniejszy od zwykłej,
czerwonej, dosyć twardej marchwi, którą trzeba jeszcze pogryźć, aby coś
niecoś zakosztować umiarkowanej słodkości. Dusza nie wie, nie
przywiązuje wagi do „wartości zdrowotnej” takiego czy innego pokarmu
[jeśli nie jest tego wyćwiczona]. I żre ten cukier a potem
hiperglikemia, cukrzyca.. I co? Dusza się martwi? Nie – będzie następne
wcielenie, następne okazje. Człowiek może umrzeć przez cukrzycę, a Dusza
nic sobie z tego nie zrobi. NIE MA BOWIEM REFLEKSJI.
Podobnie
jest z krokodylimi pochwałami. Dla Duszy są słodkie jak miód w batonie,
ona to kocha. Dlaczego? Bowiem oprócz wsparcia argumentem ma jeszcze
dodatek – cudowną, przekonującą, wysokowibracyjną energię wysyłaną przez
symbionta. Mniam! A że symbiont mówi przyjaźnie, pochwalnie, to nie
liczy na przyjaciela, tylko na obiad, na posiłek, który ofiara
przyniesie w darze – swoje zaangażowanie, swoją energię.
Jak ktoś
pięknie powiedział: „on/a tyle potrafi obiecać, że nikt tyle nie potrafi
dać”. Tak przekonująco to mało kto potrafi chwalić. Nosiciel kr. uważa,
że „niewinne kłamstewka” istotnie są niewinne – moralność? a co to
takiego? Nie bez przyczyny ludzie są tak sceptycznie nastawieni do
pochlebnych opinii. Nie umiejąc rozpoznać KTO to mówi: czy ktoś zdrowy,
czy ktoś zakrokodylony, dmuchają na zimne. Nie chcą żadnych pochwał,
żadnego wsparcia w skrajnych przypadkach. Nie chcą się obudzić z chorą
zależnością od jakiegoś nieżyczliwego, acz narcystycznego typa.
To jest tak jak zaprzestanie picia wody po tym, jak się usłyszało, że
ktoś się zachłysnął wodą i zmarł. Efekt niby jest poprawny, już nie
umrzemy z powodu zachłyśnięcia wodą. Jednakże może się bardzo chcieć
przez to pić! Brak umiejętności szkodzi ewidentnie.
Nosiciel
symbionta swobodnie powie ‚co trzeba’ aby zyskać przychylność Duszy,
którą chce omotać – co mu szkodzi. Niestety, dzieje się to tak, jak z
mrówkami i mszycami. Mrówki „polerują”, drażnią mszyce, a wtedy mszyca
wydziela słodką wydzielinę, którą karmi się mrówka. Ot, i cały
mechanizm. Dopóki twoje ego, Dusza są łase na pochwały, łase na bycie
„zauważonym przez boską istotę”, dopóty twoja Dusza będzie nabierała się
na prowokacje krokodyla i linkowała do niego. Na szczęście można z
Duszą pogadać, pokazać jej, na co się nadziewa i z pomocą jakiego
mechanizmu. I wtedy powoli da sobie z tym spokój.
Jak to
Leszek Żądło mówi: podświadomość [czyli tu: Duszę] można wychować. Można
nabyć świadomości rozróżniającej [część Świadomego Ja] i ją ćwiczyć i
rozwijać w praktycznych sytuacjach życia codziennego. Teksty na witrynie
mają ten właśnie cel.
Oto pytanie w serwisie randkowym postawione przez jakiegoś pana pani 35 lat, Skorpion, wykształcenie średnie, blond, z Warszawy:
Pytanie: „Najbardziej pociągają mnie osoby…”?
Odpowiedź pani: „pewne siebie, umiejące bronić swoich racji w każdej sytuacji”
Czyli wypisz wymaluj profil osoby z
krokodylem.. Zwykli ludzie bowiem nie zawsze potrafią bronić swoich
racji… zwykli ludzie są niedoskonali. A ci z kr. – wydają się takimi
być.
Krokodyl rulez!
.. czyli kr. rządzi.
Rządzi,
czyli zarówno posiada, jak i zarządza. Tak jak kiedyś książę: zarówno
posiadał ziemię i poddanych i nimi zarządzał. To, co przedstawia sobą to
obciążenie, to coś więcej niż bycie dyrektorem. To raczej jak bycie
właścicielem niewolników.
Dla
porównania weźmy osobę z innym obciążeniem: osoba z wejściem też próbuje
manipulować, zarządzać. Natomiast nie ma poczucia, że posiada kogoś.
Próbuje manipulować, jednakże czuje, że ma do czynienia z innymi ludźmi.
Nosiciel kr. tego nie ma – rządzi jak swoim. Tak jakby ludzie byli
przedmiotami, a kr miał prawo do przestawiania tych przedmiotów. Warto
tu odróżnić samego nosiciela symbionta od obciążenia. Tak, jak w innych
obciążeniach – jest tu dwa aspekty człowieka. I nosiciel może zachowywać
się nawet przyjaźnie, natomiast jego kr. będzie żerował bez
zażenowania.
TO DLATEGO
ludzie w kontaktach z takimi osobami mają szok poznawczy – myślą, że
kontaktują się z kimś pojedynczym. Wręcz SZUKAJĄ cech jednorodnych,
które by pochodziły z jednolitej osoby. Chyba cała psychologia na tym
stoi. A tu – kłopot. Ktoś może być zarówno przyjazny, jak i może być
bezwzględny bądź nie liczący się z innymi. Dopóki psycholodzy nie
przyznają, że są obciążenia i że dają one rozdwojenie cech, dopóty będą
się gubić w powierzchownych opisach, nieskutecznych terapiach, pozornie
odkrywczych wnioskach.
I znowu
porównajmy inne obciążenie: Osoba z wejściem widać, jak czuje się
pokrzywdzona, pełna poczucia skrzywdzenia. Czuje się skrzywdzona, nie
akceptuje otaczającego świata. Ale siebie owszem – akceptuje w pełni,
potrafi sobie sama kłamać ile wlezie. Byle nie widzieć realności,
realnych warunków w których żyje. Bo by musiała przyznać, że coś z nią
jest nie tak, a przecież tak ładnie się maskuje…
Z tego poczucia krzywdy, zranienia powstają argumenty, że inni powinni na jej rzecz pracować.
Kr. zaś nie
czuje wiele, nawet nie czuje specjalnie lęku. Ma takie poczucie, że ot,
po prostu „ma” innych i oni powinni chodzić jak im się każe. [chociaż
kr. przyjmuje tą postawę nieświadome – nie interesuje go to że tak jest,
nie jest świadomy tego, że podchodzi do ludzi z pozycji: „no co bratku,
mam cię, posiadam ciebie i twoje energie”. Po prostu ma taką postawę z
samego bycia symbiontem połączonym ze swoim opiekunem. Nie stara się o
to, same wysokie wibracje, postawa dominacji na tych energiach sprawia,
że ludzie mu się usłużnie poddają, czując „boską” przewagę.]. Nie kłamie
sobie!!! Nie, także nie kałamie innym ludziom, po prostu mówi, „co
akurat potrzeba” powiedzieć. Nie kłamie, ponieważ symbiont energiami
swoimi tak dobrze tą osobę nosiciela przekonuje, że akurat nic złego w
tym nie ma. Proszę popatrzeć na skazanych w sądzie nosicieli – są
bezwzględnie przekonani o swojej niewinności. A że inni ucierpieli – to
ich problem – właśnie stali na ich drodze – to frajerzy. A frajerów
właśnie swobodnie można: atakować, nadużywać, poniżać, upokarzać, itp.
Tak mówi św. Opiekun krokodyli. Święty, bo jego wyroki tak dobrze w
życiu nosiciela się spełniają…
Niejednego szefa w pracy miałem takiego. Niby wszystko ok, poprawność
super, nic złego niby nie można o nim powiedzieć. Ale jak czasami
przywali jakimś słowem – to normalnie nie wiadomo gdzie się tak naprawdę
jest. Czasami zastanawiałem się, czy aby przypadkiem nadal jestem
człowiekiem, nie zaś świnią w chlewie – bez praw i mogącą być upodlaną,
upokarzaną. No niestety, krokodyle tak właśnie spoglądają na rodzaj
ludzki.
Miałem taki
przypadek: znajoma mojego taty ma sporego krokodyla [albo nawet dwa,
jednego na pewno przyczynowego, takiego od poziomu organizowania spraw].
Zachowuje się ona dosyć często jak udzielna księżna i to taka, która
posiada wszystko wokoło w promieniu 50 metrów [wliczając ludzi]. Widzi
ludzi, jak mówią, rozmawiają między sobą, widzi, jak myślą, jak mają
swoje preferencje – ale nie przychodzi jej do głowy, że są to osobne
ludzkie jednostki, które NIE MUSZĄ jej służyć. W głowie jej nie ma, że
ktoś „może nie chcieć spełnić jej życzenia”. W jej wyobrażeniu ludzie
mają jej być posłuszni, chociaż, trzeba przyznać, że nie jest
niegrzeczna. Jest niezwykle miła, wręcz wylewna – mało kto się
powstrzyma przed kontaktem z tak miłą, wydawałoby się przyjazną osobą.
To jest owa słynna krokodyla poprawność polityczna.
No i się
zaczęło: chciała zaprosić mego tata z jego przyjaciółką do siebie na
imprezę. Fajnie, mówię. [zaproszenia latały na lewo i prawo, jak ona to
nie jest świetna, że tak zaprasza do siebie!! jaka będzie super
impreza!! kr. roztacza cudowne nadzieje! obiecuje! – ale jakie jedzenie
SOBIE szykuje, jaką sytuację towarzyską, w której będzie miała schwytane
Dusze jak muchy w sieci pajęczej – to mało kto się orientuje..]
Gdy
przychodzi dzień imprezy jestem akurat zupełnie gdzie indziej, ponieważ
tamto towarzystwo zupełnie nie jest mi po drodze. Oto ta pani dzwoni do
mnie niemalże z pretensjami, że „gdzie ja jestem” i „dlaczego nie u
niej!!” Tu warto podkreślić energie, na jakich to było mówione. Nie były
to manipulacje, wymuszanie takie z bezsilności, o nie [tak by było,
jakby działała z pozycji uruchomionego wejścia].
Ona miała
uruchomione energie wysokie, presje, ale z wysokimi energiami,
wysokowibracyjnymi [jak to u kr. – nie były one czyste. czyste by były,
gdyby dawały swobodę, wolność, uszanowanie dla czyichś celów].
No i ta pani jak nie zacznie mnie brać pod sierść, tak jakby czesała kota pod włos. Bo to ona :
1. ma rację że powinenem tam być, a nie
bycie u niej na jej zaproszenie jest przekroczeniem jakichś totalnych
reguł [bo ona przecież zechciała mnie u siebie widzieć]
2. jej energia nie znosi sprzeciwu, jest, jak opisałem zdecydowanie ponad ludzka, a jednocześnie swobodna i taka „na luzie”.
[Osoba z wejściem w takiej sytuacji nie jest tak silna, raczej czuje się oszukana, ograbiona z czegoś, bolesna.Osoba z wejściem pokazuje nie tyle swoją wyższość, ale to, jak ktoś ją zranił i jaki jest podły przez to.]
Pani jest zawiedziona, ale cała wina jest po mojej stronie, i to JA mam się wytłumaczyć, dlaczego nie przybiegłem na paluszkach porzucając własną swobodę i wolność wyboru.
Kr. w żadnym momencie ONA NIE JEST OFIARĄ! Jeśli ktoś jest w takiej relacji ofiarą, to ten, z kim kr. właśnie rozmawia.
Ja mówię do
tej pani przez telefon [naiwnie myśląc, że mogę ją przekonać argumentem
kolokwialnym, społecznym] – „na Rynku jestem, dobrze się bawię, mam co
robić, dziękuję, ale nie czułem się zapraszany. Mój tato ma swoje
towarzystwo, ja mam swoje.”
Pani na to,
że następnym razem koniecznie mam [rozkaz] przyjść. Tak, to, co mówiła
była trybem rozkazującym, ale też wysokowibracyjnym, nieznoszącym
sprzeciwu. Ale jakże bezwzględnym, jakże nieczystym.. Współczucie?
Empatia – co to są za słowa?? – w takich momentach brzmią one jak nie z
tego świata. Świat większych krokodyli nie jest światem uczuć, to świat
poleceń.
Jej słowa, komendy są bezwzględne. To naprawdę są śladowe argumenty, to jest natychmiastowy przymus.
Przecież,
jeśli mam relację, kontakt z nią, to przecież jestem „jej”, jestem jej
własnością. Ktoś, z kim się kr. kontaktuje, jest jego i tyle, tak mówi
prawo z wysokiej półki gdzie rezyduje opiekun kr.
Kr. ma taką
postawę bezwzględności na wysokich wibracjach. Mnie niestety, ciągle i
nadal zatyka na takie chamstwo i nie wiem co powiedzieć. Zatyka, bo to
są takie wysokie a nieczyste energie. A moja Dusza łapie karpia – O!
[mówi mi Dusza], widzisz, oto masz boskie wibracje, zobacz, jakie są
wspaniałe, oto Bóg mówi, pochyl się, poddaj się temu, usłuż sobą! no, na
co czekasz!? [wychodzenie z takiej wiernopoddańczej postawy,
perspektywy zajęło mi kilka dobrych lat…]
Co bym nie powiedział [a próbowałem różnych ripost], to kr. dobrze „swoje wie”. Jest jak czarna dziura
– zagina przestrzeń wokół siebie a ja czuję, że tam wlatuję. Jakiego
bym nie użył argumentu – wchłonie go i nadal ON/A ma rację!!!
Krokodyl nie
zniża się zwykle do „obsobaczania”, do wymawiania, że ona to tak się
starała a ja taki niewdzięczny. Nie musi, bo ma specjalne, wysokie
energie [od swojego Opiekuna], które smagają jak biczem.
A u kr. jest tak, że nie znosi sprzeciwu, ale nie wysila się zupełnie przy tym,
nie ma głosu udręczonego, tonu głosu ofiary [to odróżnia kr od wejścia,
które się boczą, oskarżają, budują krok po kroku poczucie winy].
Jedynym przypadkiem, gdy ustępuje, jest konfrontacja z silniejszym od
siebie krokodylem. Wtedy usłużnie wchodzi do tamtego na służbę – poczuł
silniejszego od siebie, więc i służba u niego jest traktowana jako
przywilej i związanie się z większymi siłami, na czym może tylko zyskać.
Kr. jest jednoznaczny, natychmiastowy i bezwzględny –
to jego cechy. Nie mamy, jako obserwatorzy nawet czasu na refleksję
„kiedy” on coś robi. Gdy coś postanowi, już jest „po jego stronie”. I
tylko my budzimy się zdziwieni, że znowu zostaliśmy ograni bez naszej
świadomości. Jakbyśmy zasnęli twardym snem na kilka minut albo na cały
dzień.
Na dzień
dzisiejszy jedynym sensownym ratunkiem dla mnie jest odseparowanie się,
oddalenie od owej czarnej dziury. To, że to czuję, że jestem świadomy,
że oto rozmawiam z nosicielką krokodyla nic mi nie pomaga w
bezpośredniej wymianie zdań.. nic a nic, nadal tak samo tężeję jak
kiedyś. Miejmy nadzieję, że to się zmieni, ale to, że to może się
zmienić nie zwalnia mnie od zastosowania już na dzisiaj skutecznej
strategii we własnej obronie. [po kilku latach pracy nad sobą mogę na
dziś napisać, że mam o wiele lepiej, już nie bronię się i nie ciągam z
kr. One żyją sobie, ja sobie. Dodatkowo mamy możliwości proszenia WJ o
oczyszczenie kr., co powoduje, że z nosicielem daje się wytrzymać, tak,
jak kiedyś się nie dawało. Nie ma co prawda sielanki, ale jest o wiele
lepiej.]
Tu znowu
mogę napisać: panie mają tutaj trudniej, aby się uwolnić, jako, że je
ciągnie do takich „silnych gości”, którzy umieją powiedzieć „to jest
moje!”. CIĄGNIE je w paszczę lwa! Kobieta uważa, że jeśli ona się nie
może powstrzymać, to jest to i inni ludzie będą tak się podporządkowywać
jemu, jej partnerowi. I tu ma rację.
I uważa też pani że zmieni go swoją miłością.
To typowa postawa pań współuzależnionych. Aby gruboskórnego choć miłego
chama „zamienić tą silną miłością którą w sobie czuje”w przyjaznego
człowieka. I tu nie ma racji. Bo to nie skutkuje. hmmm… nigdy nie
skutkuje..
Dzieje się
tak przez proste, prozaiczne, prymitywne dostosowanie ewolucyjne:
mężczyzna, który umie dbać o swoje posiadłości, będzie dobrym mężem i
ojcem, ponieważ zapewni dobrobyt domowi. I panie wpadają jak w sieć
pajęczą w łapy nosicieli symbiontów, ponieważ są oni władczy i
posiadający ot tak, z samego bycia „sobą”. No niestety, nie są wtedy
sobą!! bo akurat są w władzy symbionta. Ale która z pań to wie? Niemal
żadna..:(
Kr jest to
obciążenie bardziej niezwykłe niż wejścia, ponieważ osoby [albo mające
to obciążenie, albo związane z takim kimś] nie mają prostego ludzkiego
doświadczenia. Jeśli przywołać „nadczłowieka”, to taki ktoś z krok. ma
doświadczenia jakby ponadludzkie [bardziej lub mniej]. Jednakże w tym
samym czasie jego świat jest mocno zaburzony, nierzadko pełen
cierpienia, niepokoju, który „niewiadomo skąd przychodzi”. Wiem, że mało
kto z obciążonych kr. chce prawdziwie sobie uświadamiać te sprawy.
Ale też to obciążenie degraduje Duszę. Im bowiem więcej symbionta, tym mniej właściciela, tym świadome Ja ma mniej do powiedzenia. Tu również mieszczą się uzależnienia – osoby nadmiernie pijące mają zwykle kr.
Dobry obiekt do obwiniania
Oprócz tego,
że osoba z krokodylem jest interesująca i dobrze sobie radząca, to
zwykle często rani otoczenie. Dlatego też wydaje się bardzo dobrym
obiektem, wobec którego mamy pretensje. Niekiedy bardzo duże pretensje i
z dużym gniewem wyrażane. O tym też będzie.
Jednakże proszę nie oceniać negatywnie krokodyli i ich nosicieli!!!
Jest to stan, przypadłość, która
najczęściej nie jest skutkiem wyboru tego człowieka, którego widzimy.
Najczęściej pochodzi z wcześniejszego wcielenia i decyzję o tym podjęła
wcześniejsza osobowość, której już nie ma. A obecna osobowość może też
nielicho się trudzić z owym obciążeniem [oprócz odnoszenia korzyści].
Alkoholicy z
reguły są nosicielami kr astralnego. Ilu ich jest w Polsce sam/a wiesz,
więc wiesz ile może być w Polsce kr astralnych. Większa część zachowań
alkoholika nie jest z niego samego – jest albo od krokodyla, albo w
odpowiedzi na „uścisk” krokodyla. Nosiciel przyzwala, a symbiont działa.
Rozumiem dobrze osoby pogryzione przez kr. – sam tego mocno
doświadczyłem. Jednakże możemy się zastanowić: czy rzeczywiście jesteśmy
sami tacy święci? Czy z równym zaangażowaniem będziemy oskarżać osobę
chorą na cukrzycę?- pytają terapeuci.
Moja odpowiedź jest taka:
Jeśli będę miał kontakt z osobą z kr. [np. uzależnioną],
to może będę na nią wściekły, że tak zaniedbała swoje życie.
A na pewno będę wściekły za te ataki energetyczne krokodyli na mnie.
Ludzie z cukrzycą są chorzy, ale nie mają
nadludzkich atakujących sił na pokładzie, przez co OGROMNIE się różnią
od cukrzyków. Dlatego porównanie terapeutów, chociaż z gruntu
humanitarne, nie działa, nie jest adekwatne do sytuacji. I „zwykli
ludzie” to czują, ale jak widzą TERAPEUTĘ, kogoś „znającego się na
rzeczy” – ulegają presji jego stanowiska. I zawierzają w nieprawdziwe
stwierdzenie. Chociaż oczywiście terapeuta „chce dobrze”.
Metafora „chory na cukrzyce jest podobny
do chorego na alkoholizm” ma znaczenie jeśli patrzymy się na bezradność
tej osoby wobec choroby.
ALE ktoś, kto przychodzi z narzekaniami
na alkoholika, zwykle jest srodze pogryziony [zob. pogryzienia]. I taki
ktoś jest zafiksowany na SWOICH ranach w aurze. I nie ma zbytnio chęci
aby patrzeć życzliwie na kogoś kto mu/jej ostro zalazł za skórę.
No niestety, dla takiej osoby terapeuta i jego wytłumaczenie, które jest
współczujące dla agresora są po prostu niewspółczujący dla ofiary.
Dlaczego? Ponieważ bagatelizują cierpienie osoby pogryzionej – ona
przecież nie stoczyła się aż tak jak osoba uzależniona, więc to
uzależnioną trzeba objąć współczuciem. Ofiara nie ma wg. wielu
terapeutów wystarczającego współczucia dla swojego agresora. ALE
przecież ją też bardzo boli!
Dopiero przedstawienie pełnego obrazu
zarówno osoby atakującej, jak i pokrzywdzonej ofiary może wg. mnie
przynieść ulgę. Nie widziałem chyba żadnej osoby, której takie
tłumaczenie nie pomogłoby, by nie zluzowało napięcia. Dlatego tu, na
stronie tak dokładnie ten temat tłumaczę. Ale zwykle terapeuci złapani
są w pułapkę niecałkowitej wiedzy – prezentują niecaly obrazek, a klient
ma im uwierzyć i ta półprawda ma rozluźnić sytuację. Sam byłem w takich
sytuacjach, jako klient terapeuty. Czułem się podle, manipulowany na
sposób: „my ci przedstawiamy prawdę i tyle ile ci mówimy, musi ci
wystarczyć i powinieneś się rozluźnić, jak to słyszysz. I nie powinieneś
zadawać dalszych pytać, bo i tak ci nic nie powiemy. Zwłaszcza nie
powiemy, że nie wiemy nic więcej. Bo to jest nasze prawo nie wiedzieć, a
pomagać mimo to. To my tu ustalamy o co możesz nas pytać. Powinieneś
powstrzymać swój ból i swoją Duszę przed dalszym drążęniem co ją tak
pogryzło.”
Chyba rozumiesz, że czułem się podle na tej terapii DDA, gdzie tak było to przedstawiane.
Dusza nosiciela tonie
Jednakże na dzisiaj mam argumenty, że jednak nosiciel krokodyla nie jest jednoznacznie negatywną postawą.
Gdy przyjrzymy się duchowemu wymiarowi tej przypadłości możemy zobaczyć,
że taka ucieczka od realiów życia, taka podpórka życiowa, jaką jest kr.
ma swoją duchową przyczynę.
W obrębie terapii ustawień Hellingerowskich [in. ustawień rodzinnych,
konstelacji rodzinnych] widoczne jest, jak Dusza takiej osoby podąża za
swoimi przodkami. Podążanie za przodkami równa się zwykle podążaniu za
ich trudnym czy tragicznym losem
Można to
porównać do samodzielnego, dobrowolnego wyskoczenia z płynącego
transatlantyku na środku oceanu. Taki ktoś wyskakuje z tego statku, bo
widzi, że jego rodzina już tam w tych odmętach oceanu jest, że tonie. I
taki ktoś nie zastanawia się, że jest ciemno, że szanse na uratowanie
ich są znikome, że sam, jak wyskoczy, to najprawdopodobniej straci
życie. W porywie Duszy idzie za swoimi bliskimi. Jest bliżej nich, o
wiele bliżej. Ale jednocześnie jest o wiele dalej od życia, realnego
życia.
Duchowo taki
ktoś czuje się lepiej – jest bliżej swoich przodków. I tylko TO się dla
Duszy liczy. To, że osobowość, ciało cierpi, że cierpią bieżące związki
jest mniej ważne – ważniejsi dla Duszy, w systemie są przodkowie.
Dlatego Dusza chce powtarzać ich losy: te trudne, czasami tragiczne.
Robi to, aby wesprzeć przodków, aby wziąć na siebie część ich losu, aby
im ulżyć. Chociaż nie jest w stanie tego realnie dokonać, to jednak
stara się. Nie patrzy na obecne życie.
To my, jako
osobowości, jako Świadome Jaźnie żyjemy tu i teraz. A Dusza [silniejsza
od nas] nie za specjalnie jest na naszych usługach. Raczej to my, jak
widać możemy być nieświadomymi graczami na szachownicy, którą zawiaduje
DUsza.
Jedno wiem –
dopiero po wejściu rozumowaniem na obszary, gdzie zrozumiałem
zależności karmy, reinkarnacji i postawy Wyższej Jaźni, wtedy dopiero
zacząłem przestawać oskarżać krokodyle i nosicieli. Nie wcześniej. Nie
przemawiały do mnie nakłaniania terapeutów psychologicznych – czułem się
mocno pogryziony, skatowany wręcz przez krokodyle: [tu link do strony o pogryzieniach przez krokodyle].
Bardzo łatwo
zauważyć osoby z linii ewolucyjnej, mające kr astralnego – to one
właśnie przeklinają na ulicy. Wiele, wiele razy patrzyłem, czy ktoś inny
to może jest? Ale nie, niemal wyłącznie tacy ludzie [mężczyźni, rzadko
kobiety] tak się zachowują. Możesz sobie odebrać od nich agresywny
przekaz energetyczny, nauczyć się jak to konkretnie wygląda, uświadomić
sobie, że ta wibrująca energia często wściekłości pochodzi od kr.
Nosiciel [czyli ten człowiek] sam z siebie jest o wiele słabszy.
Co ciekawe, jak będziesz wrażliwy, to przed uruchomieniem się agresji,
ataku kr. astralnego można przez ułamek sekundy [bardzo krótko] zobaczyć
prawdziwą postawę tego kogoś [czyli nosiciela]. Wygląda ona zwykle tak,
jakby chciałby on być zbity – jest to wyrażenie poczucia jego niskiego
poczucia własnej wartości. To trwa kilka razy krócej od czytania tych
zdań. I zaraz nagle włącza się krokodyl ze swoją przemożną energią i
tamto spostrzeżenie odpływa do przeszłości. I można się zastanawiać –
czy ja to dobrze widziałem, że ten hardy gość pokazał jak się czuje
upodlony, do niczego? Można mieć wątpliwość, zarówno z powodu tak
krótkiego momentu owego „show”, jak i z powodu tak przytłaczającej mocy,
która zaraz przychodzi „na ratunek” od kr.
ALE odczucie tego krótkiego momentu było prawdziwe – on rzeczywiście czuje się podle, mały i nieważny!
Jak to oczyścić?
Mam pytania
od osób, które stwierdziły, że mogą mieć takiego symbionta u siebie. Że
owszem, mają łatwość w tym i tamtym, ale rozpoznają, że może to być np.
jakieś magiczne, nie ich. Przeczytawszy o niecnotach krokodylich zwykle
mogą się nawet przestraszyć!
„Jeśli mam krokodyla, to jest tragedia!”
Ja bym tak nie panikował. Po pierwsze,
[mówię do tych osób]: nie jesteś sam/a taki/a na świecie. Codziennie
spotykasz się z mnóstwem takich osób, które mają takiego, czy innego
gada na pokładzie. I co? Panikujesz? Oskarżasz na lewo i prawo? Albo czy
reszta świata panikuje, czy rwie włosy z głowy, że ileś osób jest
obciążonych? Nie.
A więc może i do siebie zastosować trochę spokojniejsze podejście.
Nie należy negatywnie oceniać siebie w
takim przypadku. Owszem, to prawda, symbiont z łatwością nadużywa,
wykorzystuje, powoduje cierpienie. To prawda. Natomiast jego nosiciel jest SKRAJNIE wrażliwy na krytykę, wręcz drażliwy.
Zwykle związane jest to z niskim poczuciem własnej wartości lub/i
niskim poczuciem bezpieczeństwa. Krokodyl świetnie to maskuje, nie bój
nic, ale te cechy są i są widoczne dla kogoś, kto umie przejrzeć poprzez
to obciążenie.
Co przyjdzie po rozdmuchiwaniu poczucia
winy w sytuacji, gdy ktoś ma niskie poczucie własnej wartości? Pomyśl
racjonalnie – wtedy można dołożyć drugi problem do już istniejącego
pierwszego. A przecież nie o to chodzi.
Potrzeba tu konkretnych, racjonalnych
działań. Na kajanie się za krzywdy wyrządzone też może przyjdzie pora,
ale póki co, na początek trzeba jasno powiedzieć sobie, potrzebuję
pracować z:
– poczuciem własnej wartości,
– poczuciem bezpieczeństwa.
Co konkretnie robić?
A. Zrozumieć, dlaczego wzięło się dziadygę na pokład
B. Świadomie zrezygnować z korzyści, jakie płyną z posiadania odpowiedniego kr.
[patrz: ideały kr. kr. na poszczególnych ciałach]
C. Przekonać Duszę, że „już tego nie potrzebujemy” i że można
symbiontowi podziękować i dalej żyć samodzielnie, bez takiego wsparcia.
1. Naucz się stosować afirmacje z
odpowiedziami, pisz afirmacje dotyczące powyższych dwóch deficytów i
zapisuj odpowiedzi. W Google szukaj konkretnych porad jak to robić.
2. Poniżej przeczytasz wiele spraw
dotyczących tego obciążenia. Starając się nie oskarżać siebie spróbuj
zdiagnozować się samodzielnie. Nieprzyjaciel poznany jest mniej groźny.
Spróbuj odcyfrować na jakich poziomach masz obciążenia, czy są one duże
małe, czy średnie.
3. Zobacz sekcję idee kr. oraz motywacje
[intencje] do wzięcia kr. Zdiagnozuj, które z tych postaw dotyczą
ciebie. Jeśli jakaś negatywna, obciążająca intencja dotyczy ciebie,
przerób ją na afirmację i pracuj z tym. Rozpoznawaj w czasie afirmowania
różne aspekty tej postawy.
4. Praca z afirmacjami jest świetnym
początkiem, podstawą do pracy w sesjach terapeutycznych. Możesz
oczekiwać, że potrzeba będzie ci wrócić do dalekiej przeszłości, aby
odkryć i oczyścić przyczyny wzięcia, przyjęcia takich postaw. Można
stosować modlitwy i regresing.
Praca nad oczyszczaniem obciążeń to nie
kaszka z mleczkiem. Ale też nie jest to coś nie do ruszenia. Jeśli masz
intencje do oczyszczenia, zawsze mówię – pełne oczyszczenie jest tylko
kwestią czasu [a w tym twojego zaangażowania oczywiście].
[dopiero osoby po wielu wcieleniach z
krokodylami, gdy Dusza jest już wystarczająco stara i doświadczona
zauważają, że „coś tu nie tak” i że może by poszukać tu czegoś ukrytego,
jakiegoś obciążenia.. Młodsze Dusze lecą na tym krokodylim dopalaczu
zwykle ile mogą, ile fabryka dała i mało ich co obchodzi. Bo przyznać
trzeba, że taki ktoś może więcej.]
Tu wstawiam tekst z komentarza:
Coś mi się
zaczyna przypominać z okresu 10-11 lat temu kiedy to pozbyłem się
krokodyli, miałem dużego astralnego i małego przyczynowego. To był dla
mnie dość dobry okres , była joga – sztuka oddychania, mittingi AA ,
ognisko plastyczne i sporo pracy nad sobą.
Piszę o tym bo jakiś czas temu dostałem analizę od bardzo życzliwej osoby :) i ją przerabiam by zrozumieć.
U mnie
wychodzi że pozbyłem się moich krokodyli w 6-tym roku leczenia mojego
alkoholizmu , wydaje się że znam finalny , rozstrzygający moment
ostatecznego rozstania ale jednak zdaję sobie sprawę że moje leczenie i
inne moje ścieżki rozwojowe naprowadziły mnie na to jak się pozbyć
krokodyli i mimo że nie byłem tego świadomy to teraz dużą radość i
wzmocnienie poczucia własnej wartości czuję że udało mi się to osiągnąć i
każdy kto tylko szczerze chce to może to zrobić – a tu na tych stronach
jest pomoc – szczerze polecam potrzebującym :)
Pracowałem
wtedy też z lusterkiem, patrzyłem sobie w oczy i mówiłem: ” ja Heniu
kocham siebie”, takie afirmacje ,coś w tym stylu.
Pewnego dnia
leżałem na łóżku zacząłem dotykać swojej twarzy, tak “intuicyjnie” ,
takim bardzo delikatnym dotykiem, czoła przede wszystkim i czułem jak mi
coś schodzi ze mnie , przepływa energia, że mi ten dotyk bardzo
przynosi ulgę , i nogi mnie też bolały i to samo , też mi przynosiło
bardzo wielką ulgę,jak by samoleczenie,i ręce i przedramiona i całe
ciało, tak z miłością, z ciepłym uczuciem pełnym troski.
I jakoś mi
się tak dobrze zrobiło , stał segment na przeciw łóżka i było w nim
lustro i w pewnym momencie wstałem i popatrzyłem sobie prosto w oczy i
poczułem aż mrowienie na głowie i potem na całym ciele i było to dość
przerażające ale jednak miałem wtedy jakąś siłę wewnętrzną i dalej
patrzyłem i zacząłem jak by intuicyjnie mówić patrząc prosto sobie (czi
może nie sobie) w oczy coś w rodzaju : ” wyłaź diable , nie chcę ciebie
tutaj , skończyło się, idz sobie gdzie chcesz ale tu u mnie już dla
ciebie miejsca nie ma ” nie było to ze złością, ale z siłą i
zdecydowaniem, i tak w tym stylu parę razy i też z odniesieniem do Boga,
i że się oczyszczam ze wszystkiego, już tak dokładnie nie pamiętam,
piszę co pamiętam , i po jakimś czasie te dreszcze-ciarki na ciele
znikły,nie wiem ile to trwało,może z 5 minut ta moja mowa i patrzenie
się prosto w oczy ,aż już przestałem się bać patrzeć sobie w oczy, bo
wcześniej był lęk , i mineło , przyszła ulga.
Za jakiś czas, nie wiem, kilkanaście minut ,
pół godziny poszedłem wymiotować i jakąś taką czarne coś zwymiotowałem,
taka zbita była w taką czarną kulę ale takie gdzieś jak piłeczka
pingpongowa – tej wielkości ,i tylko to zwymiotowałem, nic więcej.
Dziś byłem na jodze,bardzo intensywne oddychanie i mam jak by lepszą pamięć :)
lepszą kondycje wewnętrzną :) ale też zadałem sobie te pytanie jakiś czas temu i je ponawiałem co jakiś czas, od momentu gdy dostałem analizę.
Teraz druga
sprawa ,tego nie wiem które z tych zdarzeń było tym kluczowym ,ale to
też jakoś w tym okresie było, medytację pustki robiłem,ale to chyba z 8
miesięcy trwało , długo, by wyciszyć umysł i tylko być, obserwować myśli
aż wygasną i wygasły pewnego dnia, leżałem,miałem oczy
zamknięte,pojawiło się takie błogie narastające ciepło w całym ciele i
narastające światło i była tam też taka wiedza w jednej dawce, o
reinkarnacji o życiu wiecznym , trudno tą wiedzę opisać bo była ona jak
by poza słowami, to ciepło było takie leczące dla ciała-to od razu
czułem , i dalej coś było , Boskie to wszystko było ,ale dalej nie
doszedłem bo włączył się umysł,ego i lęk się pojawił i wszystko w jednej
chwili znikło. Do tej pory nie powtarzałem tej medytacji ciszy
umysłu,może kiedyś to zrobię gdy poczuję się na to w pełni gotowy.
Oba te wydarzenia dzielił jakiś okres
czasu, ale zdaje mi się na dziś że nie wielki, może z pół roku i te dwa
wydarzenia przychodzą mi do głowy z okresu sprzed 10-11 lat kiedy to
pozbyłem się krokodyli.
Które z tych wydarzeń zadecydowało , zdaje
mi się że te pierwsze opisane ale pewnie oba miały w całokształcie
jakieś znaczenie ( a w jakim porządku co się działo to na dziś już nie
wiem co było pierwsze , czy światło czy lustro)
Myślę że
warto poruszać takie tematy pt. :” jak to było ze mną , jak pozbyłem się
krokodyli”. Co prawda u mnie się to zadziało jakoś “samo ze mnie” bo o
krokodylach to ja wiem dopiero od kilku miesięcy że w ogóle istnieją :) i od jakiegoś czasu widzę je i jeszcze nie bardzo jestem z tym oswojony.
Tak się
przyglądam krok. z różnej perspektywy , i tak mi przyszedł do głowy
cytat z Pisma Świętego, może nie dokładnie ale tak to mniej więcej
brzmi: ” błogosławieni cisi albowiem oni posiądą Królestwo Boże “.
I tak z perspektywy kościoła wzięcie krok.
pasuje trochę do podpisania paktu z ciemnymi siłami , a bycie “cichym” i
pokornym, niezachłannym – sprzyja rozwojowi i tu pięknie to widać ,
prawda odzwierciedla się w wielu źródłach.
Zjawisko krok. i wejść wydaje mi się być
bardzo powszechne , w tym życiu miałem z krk. do czynienia od dziecka ,
“widziałem” je tylko nigdy tego nie mogłem zrozumieć co to jest i o co w
tym chodzi.
Tutaj jednak na stronach Świata Ducha
zrozumiałem , dociera to do mojej świadomości, tak ważne ,tak powszechne
sprawy a tak mało były opisane .
Pozdrawiam Wszystkich .
——————————-
Jak odróżnić osobę mającą aktywne krokodyle?
Osoby
obciążone przez krokodyla nazywam nosicielami. Można by je nazywać
„gospodarzami”, o ile by miały jakiś wpływ na to obciążenie. Okazuje
się, że wpływ ten jest jednak bardzo nikły.
Symbiont to
zaś typ pasożyta, który coś w zamian daje. Kr. jak się dowiemy, daje
dużo, ale bierze też dużo, chyba nawet czasami więcej. A na pewno na
początku daje więcej a mniej bierze – żeby zachęcić do „współpracy”,
natomiast z czasem więcej i więcej nosiciel traci niż zyskuje.
Pytanie:
> Z Pana opisu raczej odniosłem
wrażenie, ze te krokodylki to całkiem sprytne istoty a nie ‚błędne
oprogramowanie’. Może sama nazwa krokodylki mi to sugeruje.
Dobrze pojąłeś, że bardziej to jest istota niż oprogramowanie [czyli wzorce]. To taka pół-istota.
Jak odróżnić
osobę mającą krokodyla? Jest to dosyć proste. Najłatwiej znaleźć takie
osoby, jeśli zgadza się opis charakterystycznych cech – wystarczy ledwie
kilka cech z poniższego wyliczenia. Osoby, obciążone krokodylem, można określić jednym [bądź kilkoma] z wielu znanych i używanych określeń, jak na przykład [określenia te są zebrane w kategorie]:
jest to osoba ponadprzeciętna pod jakimś względem:
osoba
przebojowa, rozśmieszająca towarzystwo [w młodym wieku szczególnie –
bez niego/bez niej impreza jest „nudna”, „nie udaje się”]
to osoba aktywna, zaradna [często wybierana albo pchająca się na kierownicze stanowiska]
bardzo niekiedy umiejętna, umiejąca dokonać czegoś, czego inni nie są w stanie dokonać!
Poniżej macie kąpiel w
niecce nad wodospadem. Mężczyzna czarnoskóry i białoskóry mają
krokodyle, biały ma dużą czakrę podstawy [mówię, jakby komuś to
imponowało, niech wie :)]:
[troszkę adrenaliny naszło po tych filmach?]
Wniosek: osoba z krokodylem
szczerze NIENAWIDZI nudy.
A tu,
potwierdzenie mojego spostrzeżenia – wykwit pozostawiony przez nosiciela
symbionta na płocie [przekleństwa, te codzienne, jak najbardziej,
należą do repertuaru symbionta, zwłaszcza astralnego, mało
zaawansowanego]:
Przebywanie
z samym/ą sobą, bez aktywności, bez tego, żeby adrenalina skakała jest
dla niej/niego trudne. Trudno takiemu komuś wytrzymać długotrwały
spokój. Widziałem wiele, wiele osób, które nie umiały usiedzieć w
spokoju, planowały „coś”, co niekoniecznie było mądre, ale aktywności
było w tym dużo.
w
powyższym filmie dwóch „dżentelmenów”- nosicieli straszy ludzi w
mieście głośnym trąbieniem. Co ciekawe, oczywiście pokazują się efekty
tego:
– kilku chłopców jest bardzo zainteresowanych i akceptujących [3:30] – sami albo aspirują albo mają kr
– większość ludzi reaguje uruchomieniem ciała bolesnego
–
pod koniec filmu [9:00] znajduje się ktoś, kto podąża za tym autem i aż
uderza w nie, krzycząc aby się zamknęli [ma uruchomione mocno ciało
bolesne i najprawdopodobniej duże, aktywne wejście. nasi „bohaterowie”
spoglądają na niego jako na ofiarę losu, na naiwniaka. jednym słowem
znana postawa: olewać frajerów.]
Silny krokodyl mało kogo pozostawia bez reakcji.
I
tego właśnie symbiont chce – chce uwagi [i energii, która płynie za
uwagą]. Bez uwagi, bez zainteresowania skupionego na sobie taka
narcystyczna osobowość symbionta nie może liczyć na energie, które
zbiera, którymi się odżywia. Stąd wniosek – jeśli chcesz, żeby ktoś z
symbiontem nie pożerał ciebie, twoich energii, żeby nie krzywdził? –
oddal od niego swoją uwagę, swoje zainteresowanie. Może być to trudne,
bo przecież on/a cały/a jest jakby „zbudowany/a z atrakcyjności” i mocno
przyciąga uwagę podświadomości, Duszy. Jednak można przekonać, nauczyć
podświadomość, Duszę, że w takiej relacji więcej tracę niż zyskuję i nie
życzę sobie już być nadużywany, wykorzystywany tam, gdzie liczyłem na
przyjaźń.
Cechy kr
Po pierwsze, opisuję całą gamę osobowości, a więc pamiętaj:
Poniższe cechy nie występują wszystkie, czasami występuje kilka u danego człowieka.
Cechy poniższe nie występują cały czas, zwykle pojawiają się na jakiś czas, w cięższych przypadkach trwają dłużej, ale nie cały czas.
Cechy te nie muszą występować w wielkiej intensywności, niektóre mogą być ledwie zaznaczone. Czasami się jednak mogą nasilić, bo mają źródło.
Ogólnie mówiąc, szukając osoby z krokodylem nie spodziewaj się, że to musi być od razu karykatura człowieka. Przeciwnie – ludzie się za nim oglądają, cenią go, wręcz zazdroszczą mu. W tym zasadza się ów paradoks.
Są to osoby z inicjatywą, ambitne,
idące przez życie przebojem, czasami zupełnie nie mająca strachu, ale też czasami nie mająca rozumu :),
prostego rozsądku.. on gdzieś przepada. Bo jak inaczej określić
zawieszanie się na słupkach autem w nadziei, że „mnie to jednak się
uda”?:
tu łącze do filmu, jeśli go nie widać w tekście: [link]
Mówi się, że można
znaleźć go na szczycie, albo leżacego pod płotem – nosiciel kr czasami
nie wytrzymuje i stacza się. Ale zwykle potrzeba do tego jeszcze
zatrucia od wejścia, intencji, aby „się poddał”. Jeśli nie ma takiej
intencji to mało kto może mu coś zrobić.
Wniosek: osoba z krokodylem jest przekonana [niemal zawsze, na dzień dobry], że zasługuje na jakieś wyjątkowe traktowanie. Już sama ta jedna cecha może być wystarczająca, aby rozpoznać kr.
Jest to taka osoba, która nie odczuwa często lęków
[często więc potrafiąca więcej znieść stresu, ale do czasu], nie
wyobrażająca sobie skutków własnych działań, osoba mająca siłę
przebicia,
osoba politycznie poprawna,
o dobrych manierach, niekiedy bardzo dobrze wyglądająca, wybijająca się z tłumu..
„mająca gadane”,
czarująca, czaruś, uwodziciel, uwodzicielka, kusicielka, ..
osoba ponadprzeciętnie atrakcyjna [o tym później będzie], jednym słowem bardzo może się podobać przeciwnej płci
tu cytat z sieci, ze strony rebirthing.pl [wytłuszczenia moje]:
Aleksander
Lowen – znany psychoterapeuta, twórca bioenergetyki poruszał w swoich
tekstach min. ciągle aktualny temat psychopatii.
Charakter psychopatyczny
„Psychopata może robić lub mówić rzeczy, które ranią innych i być przy tym nieświadomym rezultatu tego, co robi. Wrogość nie jest zamierzona i prawdopodobnie dlatego osoba psychopatyczna nie dostrzega w swoich działaniach żadnej wrogości.
W uzasadniony sposób będzie zaprzeczała że miała złe intencje, posunie
się jednak dalej i zaprzeczy też oczywistemu sensowi swoich działań”.
„Psychopaci są znani z tego, że z
łatwością potrafią cię zwieść. Zmuszą cię do uwierzenia, że to, co mówią
jest prawdą, być może dlatego że sami w to wierzą albo też dlatego, że
sami nie wierzą w nic. Przekonają cię o własnej niewinności nawet jeżeli
sam byłeś świadkiem, że zrobili coś złego. I przebłagają cię dzięki
swojej niewiarygodnej otwartości„.
„Jeżeli psychopata jest w stosunku do
ciebie niewrażliwy albo obojętny, to dzieje się tak dlatego, że
rzeczywiście dla niego nie istniejesz. Świadom jest ciebie jako obrazu w swoim umyśle,
a jego reakcje są reakcjami na ten obraz, nie na żadną czującą osobę
istniejącą w formie cielesnej. Potrafi cię bezkarnie zniszczyć, bo to co
robi to dla niego jest tylko wymazaniem obrazu ze świadomości”
„Może wyabstrahować swoje uczucia do
poziomu kosmicznego stając się mistykiem. Na tym poziomie będzie
rozprawiał o uczuciach, ale będą to tylko abstrakcje lub duchy, a nie
zwykłe codzienne uczucia przeżywane przez istoty ludzkie, których życie
jest dążeniem do prostych przyjemności i radości”.
koniec cytatu
Te opisy
może są dosyć mocne, ale proszę sobie uświadomić, że zwykle nie ma
przypadków czarno-białych. Jest całe spektrum obciążeń, od niemal
całkowitego zdrowia duchowego, aż do dużego obciążenia. A zwykle
spotykamy osoby gdzieś ze środka skali. Stąd tak często trudno nam
zorientować się, z kim mamy do czynienia. Możemy oczekiwać albo osoby
zdrowej, albo całkowicie zaburzonej – a „na wpół obciążoną” nie jesteśmy
gotowi, przygotowani. A takich właśnie jest najwięcej, więc nic
dziwnego, że orientacja nas może zawodzić i „nie wiemy z kim mamy tak
naprawdę do czynienia”. Wahamy się, a krokodyl już nas konsumuje. Bo o ten moment wahania mu chodzi.
W świecie
duchowym jeśli ktoś nie jest zdecydowany na coś niemalże bezwzględnie,
to jest wiele sił, które już umieją to wykorzystać na niekorzyść.
Tu może
przykład. W Norwegii jest bardzo wysoka skała nad jednym z fiordów.
Ludzie tam chodzą, aby doświadczyć niezwykłego przeżycia – zobaczyć tak
wysoką jednolitą skałę zwieszającą się nad wodą.
Jednakże
niektóre osoby, właśnie posiadające to obciążenie, o którym piszę, mają o
wiele silniejszą potrzebę doznawania skrajnych przeżyć. Dodatkowo brak
lęków przed skutkami popycha te osoby dosłownie na skraj przepaści:
a oto dalsze cechy:
może być to osoba uzależniona [pamiętaj, że niekoniecznie bardzo]:
nałogowiec,
„nałóg” [osoba poddana nałogowi], alkoholik, narkoman [oczywiście jest
to tuszowane, nie jest miło coś takiego słyszeć..]. Proszę pamiętać, że
te stany chorobowe są demokratyczne, zdarzają się na każdym piętrze
drabiny społecznej. Taka osoba może istotnie nie wyglądać jak
nałogowiec, może się np. kryć, może nie przyznawać się do nałogu [to nic
wspaniałego mieć nałóg].
Może to być 2 piwa co
tydzień, intensywność nie gra roli – są alkoholicy, którzy umieją dla
udowodnienia sobie nie pić i pół roku. Potem już mogą mówić „nie jestem
uzależniony”, mimo, iż są – i piją dalej. Kr nie jest sprawą
częstotliwości zachowań, ale „wtyczki” energetycznej, czyli symbionta.
Warto
pamiętać, że nałóg nie jest koniecznym objawem przy istnieniu
symbionta. Widziałem i znam wiele osób, które mają sporego kr. a nie są
anie alkoholikami, ani narkomanami. Natomiast przebywanie w ich
obecności może być równie przykre, gdy symbiont chce się najeść energii.
osoba taka może mieć trudności emocjonalne:
ktoś
bez serca, jeśli chodzi o głębsze relacje, osoba bez empatii [to częste
przy tym obciążeniu – i chyba najbardziej bolesne. Przy dużej
życzliwości takiej osoby napotykamy się bardzo często na brak wyczucia,
co ja mówię!? na brak chęci do zaakceptowania, iż druga osoba w ogóle
coś odczuwa! Zwłaszcza dla pań jest to trudne do zniesienia. I –
paradoksalnie – tym bardziej je to przyciąga do nosiciela-oprawcy. Wiele
kobiet bowiem uważa, iż „ich miłość” to zmieni. Oszukują się, że „w ich
przypadku będzie inaczej” i że „im się uda”. A tak naprawdę chęć zmiany
nosiciela kr. jest skazana na niepowodzenie. Więcej, symbiont i jego
opiekun cieszą się, ponieważ pojawia się osoba, którą będzie można
manipulować, która w swej naiwności przyczepi się na długi czas do
nosiciela i będzie dostarczać swojego czasu, opieki, uwagi, energii.
Tylko tak trzymać! – mówi kr.
kłamca,
oszust, osoba trollująca na forach internetowych. Pewnie wiele razy
spotykasz się na forach z niewłaściwym, raniącym zachowaniem. Spokojnie
większość z tych postów piszą osoby z krokodylem. Jeśli tylko a) czujesz
się pokrzywdzona b) chcesz „uświadomić” tej osobie, że się myli, że cię
skrzywdziła – to jest duża szansa, iż zaraz nadepniesz gadowi na ogon.
ktoś nieczuły/a [osoba bez empatii],
nosiciele
krokodyla są doskonałymi żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o
miłość [jakby się wydawało do grobowej deski], czy też chodzi o kolejne
2 godziny pozostania po pracy. Biorą na litość JAK CHCĄ!! Wywołują
super poczucie winy, jeśli tego czego chcą nie dostają.
Pokazują swoje piękne piórka roztaczając aurę specjalności: jeśli
zostaniesz te 2 godziny, to będziesz mieć spore fory u niego/niej, a to
nie byle co [jak zapewnia język ciała i wysyłana energia]. No niestety,
jeśli się ugniesz, to .. za dwa – trzy dni front może się zupełnie
odmienić, a twoje niedawne wszakże zasługi będą pamiętane tyle co
zeszłoroczny śnieg. „Nie sprzeciwiłeś się, ale też jakaś zasługa?!
Jaka?” Zasługi wobec kr są mało warte, ponieważ kr uważa, że to MU SIĘ
NALEŻY, więc jakaż to zasługa???
Z kolei, jeśli powiesz „nie” to kroko zapamięta tą decyzję dobrze – oto
ktoś, kto się przeciwstawia. Może ew. ją zapomnieć, jeśli jesteś jednym z
bardzo wielu [gubi się w rachubach], ale jeśli jesteś jednym z trzech,
to już nie [ma poczucie osobistej zniewagi i to utrzymuje nieświadomie i
kojarzy].
Przy nosicielu będzie cię skręcać z poczucia winy [że chcesz postąpić po
swojemu] jak bieliznę podczas wyżymania. Zapamiętaj to odczucie i tą
osobę, co wywołuje to odczucie – ona najprawdopodobniej ma sporego
krokodylca!
mimo swoich lat zachowujący się jak rozkapryszone, rozwydrzone dziecko [co prawda nadal będące osobą dorosłą i utrzymujące wszelkie konwenanse związane z dorosłością]
osoba
o osobowości nieprawidłowej, osoba podła [to wiesz dopiero po jakimś
czasie, nie rozpoznasz tej podłości przez „dobre maniery” – symbiont
jest mistrzem zewnętrznej poprawności. Mimo, iż ktoś
jest pokrzywdzony przez kr, to takiemu komuś trudno określić sposób na
który został nadużyty, zwiedziony, oszukany. Naprawdę musi się dobrze
zastanawiać, bo podświadomość ofiary nie wie do końca co się stało..
Stąd więc trudno nazwać kogoś osobą podłą i stąd pojawia się polityczna
poprawność, aby nie używać takich określeń. Po części racja – jeśli
oskarżymy w oczy symbionta to dostaniemy po kościach, oj dostaniemy..]
Jeśli stoisz po jego stronie
Jeśli stoisz po jego stronie, jest do rany przyłóż. Jesteś w jego klubie – masz trochę spokoju. Albo dużo spokoju i dobrą zabawę !!! To może się podobać!
Krokodyl postrzega takiego spolegliwego kolegę, taką koleżankę jako
„należącego do siebie” – będzie go dobrze traktować, ale także subtelnie
wykorzystywać. Tym się różni od wejścia, które jednak dobrze postrzega
drugą osobę.
Kr
nie postrzega osób tak samo jak wejście, można powiedzieć, że postrzega
je jak postacie na filmie, jako coś mało realnego. Stąd nie ma się co
dziwić, że nosiciel kr. jest w stanie np. krzywdzić swoich najbliższych –
nie czuje ich dobrze, nie odczuwa ich „prawdziwości”. Są dla niego
nieco jak postacie z gry komputerowej, w której postacie po mocnym
poturbowaniu wstają i nic im nie jest, gdzie ktoś może spaść z drugiego
piętra, wstaje i się otrzepuje. Do takiej wersji świata przekonany jest
podświadomie nosiciel kr. Natomiast prawda jest inna: prawdziwi ludzie,
którzy spadają z drugiego piętra zwykle łamią ileś kości, a także
umierają i nie wstają już. Człowiek pobity zaś może dochodzić do siebie
ileś miesięcy, a jego psychika zwykle przechowuje to przeżycie latami.
Tego oczywiście kr. nie chce w swojej łaskawości wiedzieć i odpowiednio
zmienia postawę nosiciela: „ale co się stało?!” – zdziwienie… Jakby się
nagle narodził i zupełnie nie był świadomy efektów [zwłaszcza
destrukcyjnych] swojej działalności. To u ofiary może wywoływać furię –
nie tylko mocno zaszkodził, ale w ogóle, na taki prosty, zwykły ludzki
sposób nie ma ŻADNYCH wyrzutów sumienia!! Jakby oglądał sytuację w
kinie.
[o ofiarach link]
Nosiciel
krokodyla lubi być w synchronii z kimś, kto jest mu uległy, ponieważ to
wspiera jego decyzję o posiadaniu symbionta i przekonuje, że bycie
„ponad innymi” jest ok. Taka osoba traktuje znajomych, dom, pracę jako
„swoje rozszerzenia”, z którymi właściwie może robić co chce. Najlepiej
wiedzą o tym żony, zwłaszcza te, chcące mieć swoje zdanie.
Wejście
traktuje ludzi manipulatywnie, ale jednak postrzega ich jako osobne
istoty, do których się odnosi [jakoś]. Kr traktuje ludzi niemal jako
postacie z filmu. Jeśli więc zakochałaś się w osobie z mocnym kr to
biada – będziesz mogła nie czuć się kochana osobiście, bo on nie widzi
konkretnie ciebie jako kogoś do kochania. On widzi postać, jakby z
filmu, z gry komputerowej [porównanie wziąłem z ecoego.pl].
Czy chciałabyś być dla kogoś postacią z ekranu komputera? Czy wobec
postaci z ekranu można mieć naprawdę takie uczucie, jakiego się
spodziewasz? [przy niewielkim obciążeniu to może nie występować – może
tylko będzie odczucie „przyjaźni” zamiast miłości i psycholog będzie
mówić, że taki ktoś ma kłopoty z zaangażowaniem]
Gdy
jesteśmy po jego stronie, to jest ok, zdecydowanie ok! Wręcz i nam
krokodyl sprzyja! [tego właśnie oczekują panie w swoich mężach, dlatego
wychodzą za nosicieli krokodyli].
Jednak
niedługo musimy zacząć akceptować jego aspołeczne, egoistyczne postawy.
W przypadku małego symbionta te postawy są ledwie zauważalne, wręcz
oczekiwane [„to dobrze, że masz tak silne własne zdanie!”], ale owo
„własne zdanie” u dużego symbionta okazuje się władzą absolutną, pod
którą dziwnym trafem się znaleźliśmy…
Jeszcze gorzej jest,
gdy partnerka nosiciela zaczyna mu wymawiać błędy… gdy się nie godzi np.
ze względu moralnego na niektóre jego czyny.
Jeśli
nie zechcemy akceptować postaw aspołecznych, narcystycznych – kr.
spojrzy się na ciebie z głębokim zdziwieniem – „jak to, co ty mówisz!
przecież mam do tego prawo aby postępować raniąc kogoś, zawłaszczając
kogoś, czy też nie biorąc go pod uwagę…”I runie presją subtelnych,
wysokich, przymuszających energii. Znasz szefa, który nie spotyka się z
kontrą, z konfrontacją podwładnych? Ma najpewniej władczego krokodyla
albo więcej niż jednego kr. Do takiego gościa trudno podejść bez
trzęsiawki – energie subtelne to robią, to efekt ich emisji przez kr.
Osoba
z wejściem manipuluje otoczeniem, jednak pozostawiając osobność
drugiego człowieka nienaruszoną, ma podstawowy „respekt”, widzi go,
chociaż nie liczy się z prawami drugiego człowieka.
Nosiciel
kr postępuje inaczej, już nie ma tego „respektu”, on ma poczucie
władczości [te silniejsze typy kr]. Jego zakres posiadania dotyczy
innych osób, które nie mają nic do powiedzenia, kr postrzega swoje
otoczenie jako swoją własność.
Osoby
nie są postrzegane przez symbionta [zwłaszcza dużego] jako osobne byty.
Kr. widzi w innych ludziach.. pożywienie. Nie chodzi tu o samego
nosiciela, jak on/a to widzi, tylko o tą „wtyczkę”, która się od czasu
do czasu aktywuje.
W
przypadku małego symbionta można odczuć jedynie pewną „obcość”, pewien
dystans wobec nosiciela i nosiciela wobec nas, wydawałoby się „zdrowy”
dystans.
Kr
zawłaszcza swoje ofiary bez postrzegania ich praw. Jeśli jest przyjazny
wobec otoczenia, to najpewniej uważa i ma tego dowody, że ofiara jest
pomocna i akceptująca. A ofiara często z kr się zgadza, więc jest z nim
jednością. Śmieszne, ale właśnie tacy ludzie potrafią mówić o „jedności z
Wszechświatem” najbardziej przekonująco. Doświadczają jej bowiem.
Jednakże nie poprzez akt mistyczny, a poprzez działanie mocnego
obciążenia duchowego, przez bycie „zjedzoną”.
Osoba
z kr jest naiwna, wydaje się takiemu człowiekowi, że otoczenie zapomni,
kim jest, co zrobił złego komuś. Powraca do swojej ofiary z tym
„pozytywnym nastawieniem” jakie miał przed zrobieniem krzywdy. Powraca
któryś kolejny raz i mówi z uśmiechem: „to co, już w porządku, już ci
przeszło?” Oczywiście ma w zanadrzu kolejną [zwykle średnio moralną]
propozycję współpracy [czytaj: na dłuższą metę nadużycia].
Nie zauważa że komuś się stała krzywda przez niego/ją. Bardzo chętnie używa argumentu czyjejś odpowiedzialności za swoje życie.
NIESTETY,
wiele osób, zwłaszcza pań, nie chciałoby pamiętać dawnych przewin „tak
wspaniale prezentującego się kogoś”. Zwłaszcza, że on powraca do niej.
Taka pani nie chce pamiętać i przyjmuje „skruszonego” partnera,
okłamując siebie, że on jest „inny”, że „zrozumiał”. Albo, że „on tak
się stara w pracy”, „przecież przynosi pieniądze”. „Kochanie, to nie tak
jak myślisz!” – sugeruje krokodyl. A ona taka „kochająca”, taka
„wybaczająca”, taka dobra dla niego. Dobra w swoich oczach – przecież
nauczono ją, że powinna tak postępować, przecież Jezus nakazywał
przebaczać 77razy! Jakby nie przebaczyła, jakby nie dała z siebie zrobić
szmaty, to by się czuła „zła”, niedobra moralnie. Przecież
krzywdzicielowi trzeba zapomnieć krzywdy! – i oto jak pięknie pasione są
owce idące na rzeź krokodylą.
A
on, co robi, wróciwszy do swojej partnerki po „otrzeźwieniu” z
zaburzonego stanu emocji? Nic od ostatniego ataku nie zrozumiał, nawet
nie próbował. Natomiast sporo zapomniał i dlatego taki jest wesoły.
Znowu mocno przyciąga, bo jest mocno atrakcyjny. I pani kolejny raz
gotowa jest się dać nabrać.
Za kilkanaście dni pani odczuje to na swojej skórze w czasie kolejnego epizodu narcystycznego/psychopatii.
To,
że symbiont zapomni swojej winy, nawet nie będzie chcieć tej winy
poznać to jedno. Będzie ZUPEŁNIE przekonany, że NIC, kompletnie nic się
nie stało. Tutaj mamy przykład ingerencji Opiekuna, przykład, jak bardzo
wysokie energie mogą zmieniać świadomość ofiary, czyli w tym przypadku
dajmy na to partnerki. Symbiont przekonuje z taką pewnością siebie [z
energiami z b. wysokiego poziomu adi], że pani po prostu zaczyna wątpić w
SWOJE wspomnienia. Dlatego tak wiele partnerek, żon, kochanek nie
pamięta złych zdarzeń, nie chce o nich mówić, nie chce raportować
kłótni, pobić, gwałtów na policji. Przykre ale prawdziwe.
Drugie
to to, że za diabła nosiciel nie będzie chcieć kogokolwiek przepraszać.
ON TEŻ jest przekonany z taką samą siłą do tego, że się nic nie stało! Więc dlaczego miałby cokolwiek słuchać o jakichś wspomnieniach, których partnerka jeszcze do tego nie jest zbyt pewna?
Tu warto pokazać, jak
popularna kultura nie zauważając ludzi z symbiontem, rozsyła DO
WSZYSTKICH przekaz o tym, że warto siebie kochać. Zobaczmy obrazek:

Jest to spory paradoks – osoby z krokodylem stosują się do wielu z tych punktów!
Robi dla siebie dobrze? Robi.
Mówi to, co ma na myśli? Tak, bezwsydnie, bezczelnie a nawet i przebiegle.
Nie stara się podobać, kr. za niego to i tak zrobi.
A nawet do ostatniego: „Kochaj!” – oni/onee mówią, że na swój sposób
kochają! I co im zrobisz? Jak nie ma odpowiednio podefiniowanego
kochania, jak osoba tak „kochana” nie jest asertywna, to agresor może
nadal kłamać.
Te wskazania, jak się
domyślam, były pisane do osób z przeciwnej strony – do
współuzależnionych, którzy mają trudności w przyjmowaniu tych postaw.
Jednakże nie jest to napisane do kogo jest to przeznaczone. Ludzie nie
rozpoznają obciążeń u innych i tak leci – osoby z kr. są utwierdzane w
swoich chorych postawach.
Jeśli nie słyszałeś z czyichś ust nigdy słowa „przepraszam”
– to jest bardzo podejrzane! bądź w pogotowiu !!! – taka osoba bowiem
nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami. Jakby miała, miałaby współczucie,
zrozumienie. A to świadczyłoby, że nie ma dużych obciążeń.
osoba
ta widzi winę nie u siebie, a u innych. Osobiście kiedyś czułem się
nadużyty mocno przez to, że pewna pani nadawała godzinami mi przez
telefon o swoim życiu, o kłopotach itp. Po czym zdenerwowała się i
zaczęła mi wymawiać: „tak źle się ze mną obszedłeś, przez godziny całe
tylko mnie słuchałeś i słuchałeś!” – coś takiego mówiła, ja zbaraniałem.
Nie dała mi dojść do głosu, o nic mnie nie pytała, a na koniec
zarzuciła, że źle ją traktowałem. Ale krokodyle mają swoje własne
podejście do sprawy.. mają spore wysokie negatywne energie, które nas
bardzo przekonują, że mimo, iż mamy argumenty, to nie mamy racji…
[przynajmniej energetycznie – taki jest skutek manipulacji energiami].
poniższe cechy pochodzą z tekstu „Jak rozpoznać narcyza zanim będzie za późno” tu link z moimi opisami:
- taka osoba bardzo często uważa, że zasługuje na specjalne traktowanie.
Jeśli parkuje, to nie zważa na trawniki ani, że komuś zajeżdża wyjazd. I
nawet nie przejdzie mu/jej myśl, że czyni coś niecnego. Świat takiej
osoby wygląda inaczej niż zwykłego człowieka. Wyobraź sobie, że oto na
świecie jest o 70% mniej zakazów, z przykazań Bożych zostały 2 w
porywach 3 i to też z przymrużeniem oka. Fajniejszy świat jest? A poza
tym, świat to teren świetnej zabawy! Jesteś tego warta/y – to podświadoma mantra krokodyla. Nic dziwnego, że specjalne traktowane jest w pakiecie.
- Jeśli postawione są na przyjęciu
kanapki, to zjada te najlepsze [jak np. w filmie „Masz wiadomość”]
uważając że TO ON jest właśnie uprawniony do tego. Nawet przez myśl mu
nie przyjdzie, że ktoś inny też by chciał, bądź aby zapytać.O nie –
przecież on tu jest lokalnym bogiem, prawda? [to podświadome
przekonanie] Jest przy tym na tyle skromny :), że nie będzie nikomu tego udowadniał, ba, nawet nikogo o tym nie poinformuje, nadal pozostanie miły i uprzejmy.
- Jeśli żąda pensji, to bez względu na
możliwości pracodawcy. Jeśli ustala plany, to nie widzi pomysłów innych
[owszem, zauważa je, ale traktuje jakby zupełnie nie miały związku ze
sprawą].
- taka osoba stara się „przynależeć”.
Jakże starannie wymawia słowa „witaj w klubie!”. Oczywiście chce
pochwycić kogoś w obrąb swoich zależności energetycznych [czyli do
swojego klubu]. Próbuje się otaczać osobami wartościowymi i wynosić
[zupełnie „naturalnie”, automatycznie ponad nich]. A jak ja nie chcę do
takiego klubu należeć?
- narcyz lubi używać języka pozbawionego
emocji. Taka postawa „kuul”, o, zobacz, jaki jestem zdystansowany, jak
mnie to nie porusza..
Oczywiście podświadomie namawia do tego otoczenie, powodując stępienie emocjonalne i uczuciowe, spłycanie relacji.
Powoduje swoimi energiami zaburzenie relacji, nieuchronne zmniejszanie bliskości [nawet jeśli nosiciel jest sympatyczną osobą!]
Daje to jednocześnie poczucie „radzenia sobie” z trudnymi emocjami, poczucie wychodzenia „ponad” jakąś sprawę.
Niestety są to jedynie ułudy, żadnego
problemu emocjonalnego, uczuciowego, istotnego problemu w związku w taki
sposób nie da się rozwiązać.
- Bycie ogromnie serio na temat siebie
samego. Terapeuci mówią, że takie osoby mają osobowość wykutą w
kamieniu. Oj, nie pożartujesz bracie z takiego człowieka. Nie da ci na
to pozwolenia. Tu zawiera się łatwość z jaką narcyz może być zraniony [a
właściwie jego ego]. To jest tzw. kruche ego, wrażliwe na jakikolwiek
docinek. Okazuje się, że wcale taki „kool”, zdystansowany nie jest.
Przeciwnie – jest drażliwy do przesady, wręcz prowokacyjny na swoim
punkcie, na punkcie swojej ważności. Będzie testował na ile może
„zaistnieć” w środowisku, np. podając obsceniczne kawały albo
przeklinając [no zobaczymy, czy ktoś będzie fikał i mi zwróci uwagę, to
go wtedy zaatakuję pokazując jakim jest frajerem].
Pamiętasz, aby kiedyś powiedział kawał? Zwłaszcza o sobie, żeby siebie poddał wątpliwości?
Jego kruche ego potrzebuje częstego
podtrzymywania pochwałami, schlebianiem. Wchodzi więc w takie kręgi, tak
się pręży, aby to zaspokojenie ego uzyskać. Jakże jednak można być
prawdziwie chwalonym i jednocześnie zupełnym urwipołciem? Nie daje rady –
dlatego narcyz ma tak wiele kłopotów z otrzymywaniem pochwał.
Jednocześnie krokdodyl daje mocne wsparcie – pokazuje prawdziwie
nadludzkie energie. I w stosunku do tych energii zwykli ludzie istotnie
wyrażają zachwyt. To wreszcie daje narcyzowi zaspokojenie, ale i
utwierdzenie, że posiadanie krok. jest bardzo pożyteczne.
- narcyz potrzebuje wysokiego poziomu
stymulacji psychicznej. Dopiero przy odpowiednim natężeniu, nakręceniu
emocji zaczna czuć „żywotność”, przy niższym czuje się na wpół umarły.
Więc do kręćka [nieświadomie] dąży.
Świetnie do tego nadają się różnego
rodzaju napięcia emocjonalne, kłótnie, sprzeczki, „problemy”. „Czemu
więc nie iść ku nim, jak tak dobrze się w nich czuję?” – to podświadome
przekonanie.
To okresowo powtarzające się interakcje z
obiektami swoich konfliktów podtrzymują wewnętrzne zamieszanie,
utrzymują narcyza w gotowości, napełniają go odurzającym poczuciem, że
żyje.
Panie tu mają o wiele gorzej, ponieważ sytuacja „o, coś się dzieje”
rozgrzewa je. Dusza kobiety pragnie, aby się coś działo. Niestety,
socjopata, psychopata jest świetnym generatorem „coś się dziania”.
Problem jest „po” owym wydarzeniu. Okazuje się, że myślenie nie było
zaangażowane i oboje są umoczeni.
- narcyz wewnętrznie często jest
oburzony, ale nawet tego nie chce pokazać. Utraciłby wiele blasku, zna
społeczną cenę ukazywania swoich afektów. Jedynie w sytuacji prywatnej
jest zdolny do rozjuszenia na kogoś, kto nie jest „po jego stronie”.
Może naprawdę zdziwić.
może
być to osoba opisywana przez specjalistów jako psychopata. Psychopatia
to ułomność uczuciowa. Widzisz czarującego faceta, czarującą kobietę.
Myślisz sobie – taka ładna osoba pewnie też jest miła, przyjazna, wręcz
urocza.. A jak się uśmiecha, a jakie ma ruchy ciała! A jaką energię
rozsiewa wokół – pewność siebie, zaradność, radość. Pełny czar.
A tu po jakimś czasie okazuje się – ZONK! Nic z tego – jest tylko ładna,
atrakcyjna, obrotna ale może nie być ani uczuciowa, ani miła, ani
przyjazna, ani co więcej urocza. Szukasz źródła owej specjalnej
[prawdziwie niezwykłej] energii. I – nie znajdujesz w tym kimś!! Ta
energia ją/jego opanowuje, ale odchodzi. I pozostaje znerwicowany,
zalękniony ktoś, kto nie ma pomysłu na życie.
Zwłaszcza, jeśli masz na myśli stały związek. To nie jest zasada, bo i
ładni ludzie są mili i uczuciowo zdrowi, ale często tak jest, że
nabieramy się na opakowanie..
socjopata,
wredny [jest taka książka „Wredni ludzie”], np. szef stosujący
protekcjonalny ton a potem działający na niekorzyść pracownika,
stosujący tzw. mobbing.
wściekły
– są osoby z symbiontem które nie znoszą, iż otoczenie ma inne zdanie. Z
pomocą kr podporządkowują energetycznie swoje otoczenie i narzucają
swoje postawy, przekonania, wybory. W takim domu dzieje się źle,
ponieważ „tylko pan domu” ma rację. Dzieci są wściekłe, ponieważ nie
daje im wzrastać zgodnie z ich wewnętrznymi potrzebami i nawet do spraw,
do których nie ma prawa, wtyka swój nochal – np. do zakupów z własnych
oszczędności dziecka.
czy
wreszcie klinicznie podchodząc może być to osoba opisywana przez
specjalistów jako psychopata, socjopata, – jeśli zastosować terminy
medyczne, psychiatryczne. [tak, tak, medycyna dobrze zna takie
przypadki, chociaż nie opisuje przyczyn ezoterycznych, to jednak
psychiatrzy dobrze są zorientowani w temacie] Ja wiele razy się
zastanawiałem, dlaczego ezoteryka i psychiatria nie schodzą się –
ezoteryka wydawała się „przesłodzona”, natomiast psychiatria nie dawała
wytłumaczeń, tylko opisy.
Jak widać, potoczne lub fachowe określenia, które tu zastosujemy są ogólnie znane. Nie odkrywamy Ameryki jeśli chodzi o opis zewnętrzny.
Te określenia nie muszą występować wszystkie jednocześnie
i zwykle
jest tylko kilka z nich, ale może występować ich kilka z różnych
kategorii, np. „osoba o dobrych manierach, pijąca, nieczuła”.
I określenia
te nie muszą stosować się przez cały czas do danej osoby. Wiele czasu
możemy go/ją obserwować jako „normalnego człowieka”, i to człowieka
atrakcyjnego, przyciągającego swoją osobą, swoim zachowaniem [o tym
później będzie]. Ale np. co dwa tygodnie gościu ma jazdę. Albo ciąg
alkoholowy, albo zaczyna zachowywać się mocno aspołecznie, bezwzględnie.
Ta różnica wydaje się tak ogromna, że przecieramy oczy, czy to
rzeczywiście nadal jest ten nasz miły znajomy?!!
Tu jest ukryty pewien mechanizm – nosiciel krokodyla NIE postępuje ciągle tak samo.
Co prawda w
ostrych przypadkach może taka osoba być bardzo jednoznaczna, np.
niektóre postacie medialne. Pewna osoba, dobrze znana z TV ma wysokie
mniemanie o sobie. Niemalże wszystkich lekceważy, wypowiada się
lekceważąco, a jednocześnie jest obecna w mediach. One niechybnie
zarabiają na jej wizerunku. Łatwo można [jak mój tato] zdenerwować się
na jej sam widok, czy wspomnienie. Natomiast trzeba mieć dużego
krokodyla, żeby tak postępować.
Jak zaobserwować krokodyla?
Jak sobie go wyobrazić? Kiedy on się pojawia?
Weźmy sobie pod uwagę mężczyznę z kr [mężczyźni chyba częściej mają krokodyle]. Przyjrzyjmy się jego osobowości.
Psychologia
mówi, iż osobowość jest zestawem wzorców [można powiedzieć także ról],
które dopasowują nas do realności życia codziennego. A więc poniżej
możemy przedstawić owe role w postaci zestawu pudełek, z których jedno
aktualnie jest uruchomione. Tu ten pan akurat prowadzi samochód,
uruchomione jest pudełko pod nazwą „kierowca”. Przedstawiamy to za
pomocą „dymka” – to ten wzorzec jest w stanie „mówić”, działać zupełnie
autonomicznie i w dużej części automatycznie. Nie trzeba się bowiem
zastanawiać „jak być kierowcą?” jeśli się ma za sobą skończony kurs
prawa jazdy i osiem lat jeżdżenia samochodem. Wsiada i jedzie.
Mój kolega
role osobowości nazywa „fazami”. Można tak powiedzieć, ponieważ
poszczególne role są przyjmowane raz za razem, w kolejności związanej z
potrzebami pojawiającymi się na bieżąco. W życiu naszego pana mamy fazy
jeżdżenia samochodem, bycia sąsiadem, mężem. Powtarzają się też one i
zmieniają między sobą.
Tak to się
przedstawia u osoby zdrowej. Gra ona od czasu do czasu poszczególne role
społeczne, wykorzystując odpowiednie, kompetentne i adekwatne do
sytuacji wzorce.
No pięknie. A gdzie gadzina?
Proste – gad
jest kolejną „fazą”, która się pojawia. Osoby wychowujące się w domu
gdzie np. ojciec był alkoholikiem, wiedzą, że oprócz bycia mężem, ojcem,
kierowcą itd., ów pan bywał również .. kr…
Spróbujmy zawęzić nasze pudełka, aby się ich więcej zmieściło, oglądamy dłuższy okres życia tego kogoś.

Pierwsze
pole – sąsiad – pan rozmawia z sąsiadem. Drugie – zakolegują się, idą na
piwo. Trzecie – pan wraca i rozmawia z żoną [jako mąż]. Żona go
oskarża, że jest pijany. Kr z kratki czwartej sprowokowany zaczyna atak.
Po spaniu i przetrzeźwieniu idzie do pokoju córki i ma relację jako
ojciec. Są więc okresy, gdy człowiek niemal całkowicie oddaje się pod
władanie symbionta. Wtedy istotnie „nie jest sobą”. Oczywiście,
uruchamia mu się ciało bolesne, natomiast nie widać tego, nie
postrzegany jest jako „cierpiący”. Niby nic mu nie jest. Wręcz
odwrotnie, w okresach aktywności kr. nosiciel jest chroniony przez kr i
wtedy osoba taka jest postrzegana jako najbardziej agresywna, władcza,
zachłanna, bez granic. Ta jedna cecha – zawłaszczanie, uznawanie
całkowicie czegoś lub kogoś za swoje jest jedną z podstawowych cech kr.
Podobnie jak u wejścia. Duch wejściujący jest totalnym manipulantem,
uważa, że ma prawo kierować każdym, w każdym obszarze życia i z zupełną
bezwzględnością.
Krokodyle od
wejść różnią się jak zawłaszczanie i manipulacja. Gdy przemyślisz
dokładnie różnice między zawłaszczaniem a manipulacją, będziesz dobrze
odróżniać krokodyla od wejścia.
W tym
przykładzie kr był aktywny raz. Jednakże z czasem symbiont zaczyna się
rozprzestrzeniać w życiu naszego bohatera. Fazy „kr” są z czasem
częstsze, bowiem alkoholizm jest chorobą postępującą [występuje tu kr
astralny]. I oczywiście osoby z otoczenia są coraz bardziej pokrzywdzane
przez symbionta wraz z rozwojem owej choroby.
To jeszcze
nie koniec. Kr nie jest zwykłą „fazą osobowości” – nie jest ludzkiego
pochodzenia, ma podlinkowanie do wysokich, nadludzkich energii. Stąd
pokoloruję tą tabelkę tak:
Już jesteśmy
na końcu prezentacji. Oto mamy fazy [wzorce] osobowości, które
pojawiają się od czasu do czasu, razem z kr. Dodatkowo niebieska
podkreślająca linia oznajmia nam, że wibracje symbionta zawsze gdzieś
tam są obecne, natomiast aktualizują się, pokazują od czasu do czasu
przy bezpośredniej aktywności symbionta.
Jak rozmawiam z takim „kimś” :)
to czuję często bezpośrednio energie kr mimo, że nie jestem atakowany.
Już sam kontakt z tymi energiami może być co najmniej nieprzyjemny. W
czasie rozmowy nosiciel może nie jest świadomy, ale „puszcza” wstawki z
krokodyla. Są to zwroty, odpowiednio dobrane słowa, które „zaczepiają”
za aurę potencjalnej ofiary. Oczywiście niektóre z tych słów są raniące,
i rozmówca słuchający nosiciela, mający np. obniżone poczucie własnej
wartości, albo z uruchomionym ciałem bolesnym zaraz zareaguje: „nie mów
do mnie w ten sposób!” [w domyśle „to mnie rani! czuję się przez te
słowa zraniony”]. Jednak zwykle nosiciel ma w nosie takie uwagi. Zaś
jego kr już wie, że ta osoba jest podatna na ranienie i że będzie można
ją urobić na długookresową swoją ofiarę. I się bardzo cieszy, że
odnalazł kolejne źródło zasilania.
Podsumujmy.
Energie krok. przenikają co raz przez własne energie człowieka –
nosiciela. Są potężne, więc i ten człowiek mocno zyskuje na wizerunku
[co wykorzystuje się w polityce]. Są raniące, więc i ten człowiek
zyskuje miano raniącego [mniej lub bardziej: od nieuważnego, poprzez
irytującego, nieprzyjemnego do chama]. Kto zaś schowa się „pod skrzydła”
nosiciela, uruchomienie kr będzie postrzegał jako „obronę swoich
słusznych praw” [tak zwykle postępują kobiety, biorąc sobie nosiciela za
partnera życiowego].
Kiedy ktoś
uwalnia się od kr, to występują dwa zjawiska. Po pierwsze energie
krokodyla usuwają się [te niebieskie z obrazka powyżej. Po drugie
pozostają wzorce postępowania dostosowane do współpracy z kr. Czyli
bycie kolegą z oczyszczonym kr to nie to samo co bycie kolegą bez kr.
Wzorce zachowania „bycia kolegą” mogą być różne. Można być dobrym
kolegą, albo nieuważnym kolegą, albo słabym, a jednak kolegą. Nosiciel z
kr jest kolegą czasami raniącym, a jednak czuje się, że ów ktoś chce
się kolegować.
Do
ostatecznego oczyszczenia się z kr potrzeba przeprogramowania się na
czyste wzorce [„czystą osobowość”]. Kto nie miał krokodyla, nie musi
mieć we wzorcu przyjaźni koleżeńskiej elementów raniących. Natomiast kto
miał krokodyla ma owe elementy raniące we wzorcu przyjaźni, chociaż
może już się oczyścił z kr. Kiedyś pewna pani zapytała się, czy ona
jeszcze ma kr. po odbyciu pewnego warsztatu oczyszczającego. Sądziła, że
się od krokodyla uwolniła. Miała rację, praca na owym warsztacie
oczyściła ją z tego. Jednakże wywahałem coś, co pozostało z kr., mimo,
iż go już nie było. Na wtedy nie umiałem tego nazwać. Teraz wiem, że
były to nieoczyszczone wzorce osobowości. Ona, jako osobowość jeszcze
miała „chętkę”, tendencję do postępowania jak wcześniej, ponieważ nie
miała wyuczonych innych, zdrowych zachowań. Ale wyuczenie się zdrowych
zachowań wydaje się być o wiele łatwiejsze, niż samo pozbycie się kr.
Osoba o dwóch twarzach
„- Maciek to taki dobry chłopak,
… tylko czasami robi się taki agresywny..”
„Nie jest
ciągle psychopatą! – przecież nie mogę nazwać go chorym psychicznie.
Czasami przecież jest bardzo miły, szarmancki a nawet pociągający.”
A przynajmniej tak to wygląda – i daje wiele, wiele nadziei – co również jest jednym z mechanizmów przyciągającym ludzi do tej osoby.
Takie
wypowiedzi słyszałem wielokrotnie.. Wątpliwości i jeszcze raz
wątpliwości – po prostu ludzie szukają jednego, niezmiennego profilu
osobowościowego. Chcą widzieć dobrze, pozytywnie, przecież mówiono im,
aby przebaczać, aby być dobrymi dla innych. Stąd taki dysonans
poznawczy. Skąd nagle zupełnie inne zachowanie u takiego kogoś?
A tu jest inaczej – są spore zmiany, czasami nie wiadomo z kim się ma tak naprawdę do czynienia – i to też jest symptom.
Np.
alkoholik może być określany jako „dusza człowiek”, ale czasami wyjdzie
z niego zwierzę i weźmie górę nad w miarę przytomnym umysłem. To, jak
bardzo krokodyl przejawia się, zależy od stopnia obciążenia. Stopień ten
może być niewielki, średni albo duży. Potem może przepraszać, korzyć
się, ale co napsuł, tego nie zdoła naprawić.
Kłamca,
oszust może mieć dobre relacje ze znajomymi i być postrzegany jako miły
człowiek, … dopóki nie wyjdzie jakiś jego duży numer.
[najprawdopodobniej samo oszukiwanie też temu człowiekowi nie za bardzo jest miłe, ale traktuje je jako coś .. z zewnątrz,
Nie umie
wziąć za nie odpowiedzialności ani nie chce/nie umie tego zaprzestać.
Tak jak alkoholik nie jest w stanie sam przestać pić.
W jakiś sposób ma rację, ponieważ kłopoty tworzy symbiont, nie nosiciel, który nie czuje się za to odpowiedzialny.
Ale na pomoc
pojawia się owa „polityczna poprawność”, która każe nie nazywać spraw
po imieniu, każe stosować eufemizmy. I sprawa jest zwykle
niezanalizowana – choć nadal jest zagrożeniem.]
Narkoman może być świetnym kolegą… do momentu, gdy wywinie taki numer, że powali z nóg.
[najprawdopodobniej
odurzanie się traktuje ta osoba jako coś.. wręcz potrzebnego, na pewno
pozytywnego, lecz nie umie zidentyfikować się z tym procesem „brania”,
tak jakby były okresy czasu, gdy to ktoś inny bierze.. Gdy nałóg wygra,
taki ktoś potrafi się bez żenady włamać do sklepu albo okraść.]
Narkoman zresztą „nie jest ciągle narkomanem”, ponieważ nie chodzi stale nawalony do pracy czy do szkoły.
[przekonanie o tym, że ktoś jest narkomanem tylko wtedy gdy jest odurzony nie jest prawdziwe]
Alkoholik
może pisać wspaniałe piosenki, ale czy jego rodzina się dobrze ma? Wielu
twórców było i jest alkoholikami. Czy to zmniejsza piękno piosenek?
Nie. Czy to zmniejsza skutki tragedii, których byli owi artyści
przyczyną? Też nie.
[alkoholik często nie umie przestać pić, ponieważ nie wydaje mu się, że to on „zawinił”. jeśli nawet coś się dzieje po alkoholu,
to „nie jest on”, zapytajcie następnego dnia :) . trudno też takiego kogoś oskarżać – mamy przeświadczenie, że istotnie
„coś się z nim stało niedobrego”, i to coś przyszło jakby nie z niego. I to istotnie jest prawda.]
O dwoistości przejawiania się takiej osoby jeszcze będzie napisane poniżej.
.
Różne wielkości
Można
pokazać, że obciążenie symbiontem ma OGROMNIE DUŻĄ rozpiętość. To
zjawisko mocno utrudnia odkrycie obciążeń, ponieważ nosiciele z
niewielkim kr. zachowują się inaczej niż ci, którzy mają dużego kr.
Niemniej
przejście od małego kr do większego jest możliwe, byle tylko było
zapotrzebowanie. Dopiero osoby o starszych duszach, bardziej
zaawansowane duchowo już mogą mieć uśpionego, małego krok. i wtedy nawet
same są zdziwione, że coś takiego może ich dotyczyć.
W przypadku niektórych osób aktywnie
rozwijających się duchowo [np. poprzez jogę] obserwowałem „zasypianie”
krokodylich energii. Nie byli oni więc tak agresywni wobec otoczenia,
energie symbionta były wyciszone.
Obciążenie
to jest [tak jak choroba alkoholowa] dotknięte syndromem zaprzeczeń. Nie
ważne, jak duży czy mały jest kr, to taka osoba będzie raczej nas
uważała za niespełna rozumu, niż sama będzie chciała rozważać coś z
tego, co o niej myślimy. No i będzie dopatrywała się wielu różnych
innych wytłumaczeń swojego stanu [kr nie chce się ujawnić]. Znam ileś
osób, które się sporo denerwują, gdy dopuszczają do siebie myśl, że może
być z nimi coś nie tak..
Wielkość krokodyla ma znaczenie
Osoba z małym kr. jest:
– przyjazna, ale psycholog powie, że ma kłopoty z zaangażowaniem
– może wydawać się „zafiksowana” na jakimś
etapie rozwoju, sama może nawet się zastanawiać, czemu dalej nie
postępuje w rozwoju?
– może być przyjazna i pomocna
– kr już nieco wpływa na postrzeganie
świata, nie na darmo został wzięty. Rozważanie poza obrębem akceptowanym
przez kr jest postrzegane jako co najmniej „dziwne”, jak nie
„niekorzystne”. Lepiej pozostać w swoim obrazie świata, nie zmieniać
postawy.
Osoba ze średnim kr. jest:
– dla świata
interesująca, ale nie wiąże się w głębokie uczuciowe relacje, jest
zdystansowana a inspirująca, wręcz czarująca, cóż za pociągająca
mieszanka!
– przyjazność już tutaj jest zmniejszona,
czuje się dystans, ochłodzenie, specjalnie na tym cierpią dzieci takiej
osoby – przecież one potrzebują bliskości rodzica!
– mogą występować wzmożone postawy
aspołeczne [nie dotyczące grona znajomych, które jest „pod kuratelą”],
np. przekraczanie przepisów ruchu drogowego generujące niebezpieczeństwo
dla innych.
– postrzeganie świata się komplikuje
[patrz część „stworzone światy krokodyli”]. Proste sprawy zostają
zastąpione skomplikowanymi tak, aby krokodyl miał rację bytu [„w tak
skomplikowanym świecie potrzeba mi pomocy, mówi Dusza”]
Osoba z dużym kr. jest:
– mało
przyjazna, nawet odpychająca, albo antypatyczna. Czuć już od niej mocne
negatywne energie, aż można chcieć się odsunąć, albo uciekać, aby nie
oberwać.
– nosiciel powoli jest świadomy, że jest
„ponad światem”, „ponad przeciętnością” i chyba też ponad moralnością.
Może korzystać sobie z tego w miarę dowolnie, organizując sieć powiązań,
mając blisko siebie osoby mniej obciążone symbiontami, niemniej chyba
tylko z nimi może się w miarę dobrze porozumieć.
– postrzeganie świata jest mocno
zmienione, wręcz można powiedzieć patologiczne. Osoby z najcięższymi
obciążeniami oglądają świat jako demoniczny, w którym obowiązują
sztywne, twarde, niewdzięczne, nieludzkie prawa. W ich świecie potrzeba
jest być silnym, niezależnym i bez serca, ponieważ można zaraz spotkać
kogoś równie podłego, albo nawet bardziej i trzeba być na bezwzględną
walkę z nim przygotowanym. Tak działają ekstremalne „stworzone światy
krokodyli”, które oczywiście są demoniczną twórczością, prawdziwą dla
tych, którzy są w nie wplątani.
.
Ideały kr
Gdy nie masz kr nawet gdy wiele osiągniesz, to wyglądasz jakbyś nie osiągnął wiele.
Gdy masz kr. to nawet gdy nie osiągasz wiele, to ludzie patrzą na ciebie jak na zdobywcę, wygranego.
Czyż to nie
piękne i ponętne? Takie by było, jeśli byłoby prawdziwe, jeśli przyczyny
tak dobrego funkcjonowania by miały prawdziwe podstawy, np. osobiste
zasługi, umiejętności. Jednakże jaki pan taki kram – zarówno podstawy
osiągnięć są oparte na fałszywym wsparciu, jak i owo „dobre
funkcjonowanie” jak się przyjrzeć jest mocno nadmuchanym balonem. W
porównaniu do praktycznych, życiowych wartości krokodyle zwykle obiecują
fantazmaty.
Nosiciel kr
realizuje swój „sen o szczęśliwości” [jak np. american dream], nawet
jeśli tego tak nie definiuje. Próbuje osiągnąć cel szczęśliwości zgodnie
z poziomem, na którym jest kr.
Co nosiciele poszczególnych kr postrzegają za cel szczęśliwości?
Kr. astralny: poczucie szczęśliwości, komfortu emocjonalnego
Może pytać się ludzi smutnych: „czemu
siedzisz smutny?” może dodać: „napij się!” – wyciągając flaszkę. Nie
widzi znoju ludzkiego, nie dostrzega postaw uczuciowych innych osób
[także miłości]. Postrzega zaś własny komfort emocjonalny i projektuje
go na zewnątrz. Stąd jest idealnym kompanem do wypitki. Nie zważa na to,
że rani, więc mocno jest zdziwiony, że ktoś ma w ogóle jakieś pretensje
wobec niego.
Kr.
mentalny: osiąganie ścisłości, dokładności, poukładania myślowego. Jeśli
to osiąga – a kr. mentalny dosyć łatwo daje mu to osiągnąć, to się
czuje „w swoim żywiole”. Niestety, emocje, uczucia, relacje z innymi
ludźmi nie należą zbytnio do tego żywiołu, mimo nawet częstych pozorów,
że taki ktoś jest bardzo otwarty.
Kr.
przyczynowy: osiąganie dobrobytu, dobre prosperowanie finansowe,
organizacyjne. I znowu – taki ktoś wydaje się otwarty na ludzi, na
okoliczności. Ale jakby nie miał kr. to by zupełnie inaczej śpiewał.
Czyli: owe super prosperity nie pochodzi z niego samego. I próżno inni
się wysilają, aby go „dogonić”. Nie mając kr. nie zdołają osiągnąć tego
poziomu naturalności w manipulacji otoczeniem.
Kr.
buddialny: specyficznie pojmowana uczciwość, „świat jest dla mnie
przyjazny, piękny, ale ja nie muszę do tego przykładać ręki” – ową rękę
przykłada krokodyl, który „ustawia” świat i ludzi, i po części idea
nosiciela się spełnia. I świat nagle, jakby za dotknięciem różdżki
wokoło takiej osoby nagle zakwita kwiatami, pięknem itp. Oczywiście
najczęściej jest to postrzeżenie energetyczne wywołane przez kr. Taki
nosiciel wydaje się jakby przyleciał właśnie z planety piękna i
subtelności i dla jakichś nieznanych pryzczyn nawiedził naszą Ziemię.
Kr.
atmaniczny: za dużo powiedzieć nie umiem tutaj, ponieważ osób z kr. atm.
jest b. mało. Może to być postrzeganie siebie na zasadzie boskiej,
wszechwładnej istoty. Taki ktoś „przydziela idee”, więc może się czuć
jak „rozdający ludziom losy”, karty w grze w życie.
Kr. witalny: super odczucia, super przeżycia w ciele
Kr.
fizyczny: przekraczanie barier fizycznych, ekstra funkcjonowanie. Tu
raczej już manifestuje się kr fizyczny jako choroba, zwykle
zwyrodnieniowa albo wynikająca z nadmiernego użycia ciała. I już jest to
raczej tylko przyczyną cierpienia – ten kr jest pod tym względem
wyjątkiem.
Każda z idei
krokodylich jest w jakiejś części wymienna z miłością, albo z wyrazami
miłości, ma taki posmak, jakby nosiciela spotkało Boskie
błogosławieństwo. Ale miłością, przeżywaniem miłości samą nie jest. Idee
nosicieli są w części spełniane przez krokodyle, stąd nosiciele mają
silne argumenty za utrzymywaniem swojego poglądu na świat.
Krokodyle profanują energię
Krokodyle
profanują energie na poziomie, na którym działają. Np. kr. astralny
wydaje się idealnym kompanem, radosnym i emocjonalnie mocno [pozytywnie]
działającym. Ale jak się przyjrzeć bliżej, to widać, że moralności w
nim nie ma jakoś dziwnie i jeśli współpracuje z kimś, to tylko na swoich
warunkach, warunkach zachowania ograniczonego krokodylimi celami. Jeśli
osoba współpracująca z kr. zacznie zastanawiać się, kwestionować te
ustalone jednostronnie, niemoralne warunki, za chwilę może stać się
celem niewybrednych ataków energetycznych. Np. jeśli pijemy piwo, to
możemy zostawiać butelki wprost na ulicy, bo co nam kto zrobi!
[tłumaczenie krokodyle z cyklu: „kto bogatemu zabroni”]. A że komuś może
się krzywda przez to stać? Lepiej nie mówić tego nosicielowi, bo się
wkurzy, że mu się wolność ogranicza!
Kr
przyczynowy profanuje energie organizacyjne. Umie zbudować super
strukturę organizacyjną, prowadzić, zarządzać, ale już o poszczególnych
pracowników na tyle dba, na ile są mu poddani. Oczywiście jest w
wizerunku nieskazitelny, ale moralności nie należy u niego szukać.
Potrafi połączyć ogień z wodą w plazmę: nie powie złego słowa
pracownikowi wezwanemu na dywanik, ale ten wychodząc z biura szefa
będzie czuć się jak ostatnia szmata.
Osoba z kr astralnym
Najczęściej dostrzegalna na ulicy, ponieważ przeklina [zwykle robią to mężczyźni z linii ewolucyjnej].
Ma duże
mniemanie o sobie na poziomie emocji – typu „ja wszystko mogę”, „świat
jest dla mnie stworzony”, „zabawmy się”. Istotnie może inspirować. Jest
to energetycznie najbardziej agresywny, najbardziej poruszający z
symbiontów, ponieważ „gra” bezpośrednio na emocjach, czyli szarpie ciało
emocji – ciało emocjonalne.
Kr Mocno
używa uzależnień [alkohol] do zaniżania wibracji nosiciela. Z łatwością
poniża, stosuje poniżające zwroty, humor, odzywki, to wraz z atakiem
energetycznym [tego nie widać] – „zawsze”, czyli najczęściej w relacjach
z mało świadomymi, uległymi osobami udaje mu się wyłgać, że „nic nie
zrobił”. Nic bowiem na zewnątrz nie widać.
A że w środku kogoś emocjonalnie skręca z bólu? To nie jest jego problem.
Osoba z kr mentalnym
Taka osoba
dąży do kontaktu myślowego, do „podyskutowania sobie”. Do „wymiany
interesujących myśli”. I istotnie, ma o czym pogadać, bo jest bardzo
sprawna umysłowo. Aż chce się rozmawiać. Za jakiś czas kr będzie jadł,
ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufania tej zwierzyny którą
wybrał do jedzenia.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą rozmawiać.
Humorystyczny przykład kr. mentalnego
Wydawałoby
się, że chłopcy pojdą na boisko,… ale ta gra jednak rozegra się
wirtualnie, komputerowo, w ich intelekcie [mentalnie].
Osoby z kr.
mentalnym mają tak rozwinięty intelekt, że mogą dowolną działalność
życiową przetransformować „na głowę” i w owej głowie żyć, myśleć,
działać. Mogą wręcz rozwijać swój intelekt, aby się zdystansować od
zagrożeń, odbić od przykrych przeżyć, np. w szkole – „będę lepszy w
nauce, wysunę się na prowadzenie w klasie, będą mnie podziwiać”. I wielu
się udaje tak pogonić kota rzeczywistości, że „ustawiają się w życiu”
wcale sprawnie i komfortowo.
Osoba z kr przyczynowym
Oto urodzony
przywódca, a właściwie przedsiębiorca. Idealny [wysokowibracyjny, ale
ze sprofanowanymi energiami przyczynowymi] zarządca, menadżer. Ktoś, kto
ma niezwykłe umiejętności organizacyjne. A może lepiej powiedzieć – ma
krokodyla, który umiejętnie umie kierować ludźmi. Nosiciel się
oczywiście dostosowuje do tych możliwości, działa w ich ramach, aby
osiągać sukces np. swojej firmy.
Poszukuje
współpracowników, roztacza prorocze obrazy, zachęca do współdziałania.
Za jakiś czas kr będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę
zaufanej zwierzyny do jedzenia.
Panie mają
tu ciężej, bo z natury chcą być inspirowane, wręcz zachwycają się gdy
ktoś im proponuje współdziałanie w realizacji pomysłu.
Osoba z kr buddialnym
To już jest
KTOŚ, nie byle kto. Gdy jesteś w jego obecności mija codzienność,
zaczyna się „coś specjalnego”. Taka jest rozsiewana aura. Chcesz
korzystać z tej aury, brakuje ci czegoś specjalnego w twoim życiu?
Skumpluj się z nosicielem kr buddialnego, albo wejdź na służbę w pracy u
takiego kogoś jako szefa. Będzie istotnie niezwykle, będziesz miał
poczucie obcowania z czymś/kimś wyrafinowanym. Za jakiś czas kr będzie
jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej zwierzyny do
jedzenia.
kr. budd.
jest na poziomie ciała wartości, a więc ma się poczucie, że się obcuje z
osobą o niezwykłej wartości, wyjątkową z powodu jej wyższych
kompetencji, wyrafinowania ogólnego i wyrafinowania smaku, wyższego
sposobu rozróżniania jakości,
Takim hasłem – kluczem mogłoby być tu „wyrafinowanie”.
cytuję za słownikiem: „przymiotnik wyrafinowany
synonimy: doborowy, ekskluzywny, elitarny, luksusowy, pełen przepychu,
uprzywilejowany, wyrafinowany, wyszukany, zbytkowny, żyjący w
luksusie, doskonały”
Co prawda
osobowość nie jest źródłem tej cudownej aury, ale jest w niej skąpana,
więc postronnemu obserwatorowi wydaje się, że osiągnięcie takiego
poziomu to zasługa nosiciela.
To miła osoba, jakby tylko nie konsumowała rozmówcy..
Tu cytaty nt. kr. buddialnego.
Kolegowałem się i czułem
duże zrozumienie, nawet spore inspiracje od tej drugiej osoby z kr.
Jednakże dla nich te wywody niestety nie przekładały się bezpośrednio na
podnoszenie jakości życia i na rozwój osobisty.
Koleżanka jest ”wyrafinowana” i wiele osób czuje się przy niej odrzuconymi. Sporo jeździ im po samoocenie, zaniżając ją.
Wiele ”poważnych” rozmów
przeprowadziliśmy. Sporo w sumie z tego się nauczyłam;). Ale to dziwne –
ma krokodyla, a ja czuje , że jako jedna z nielicznych szybko łapie i
rozumie mój punkt myslenia;) Dla innych gadam bez sensu :P Z nią jednak łatwiej złapać porozumienie.
Panie mają
tu ciężej, bo z natury chcą przeżywać „niezwykłe chwile”. I nie raz to
właśnie ładna młoda pannica bierze sobie takiego kr. ponieważ nie wierzy
we własne siły w takim brutalnym świecie.
Osoba z kr.
buddialnym może być lekko ironiczna, patrząca nieco z góry, zwykle ma
poczucie „stania powyżej innych”. Taki ktoś może być zadowolony, wesoły,
dłużej niż ludzie zwykle są, ponad ludzkie możliwości. Każdy by chciał
być tak zadowolony.
Potrafi
zamotać ludzi na poziomie wartości, przedstawić coś co jest istotne dla
niego/niej jako istotne dla innych, a to, co inni określają jako dla
siebie ważne – zbyć.
Ostatnio
znajomy przysłał mi zdjęcie takiej pani. Pani ładnie zadbana a i
krokodyl buddialny [odpowiadający za modę, stroje, wdzięk ponadludzki]
też ładnie zadbany. Wszystko pasuje. Pani sporo zyskuje na atrakcyjności
i też tajemniczości z powodu kr.
O, ja jak
miałem 20kilka lat, to się kochałem w takiej dziewczynie! Wręcz można
powiedzieć, że moja Dusza ustawiła sobie kryterium atrakcyjności tak, że
na dzisiaj mógłbym to przetłumaczyć jako „posiada symbionta na wyższym
ciele subtelnym”.
Co ciekawe, kr. powoduje, że taka kobieta staje się „tajemnicza, nieodgadniona” i dla mężczyzny i dla samej siebie.
Nie wie, co w niej samej siedzi, a jest to coś istotnie tajemniczego, tyle, że i lubiącego smacznie zjeść.
A tego się mało kto spodziewa. Niektórzy mężczyźni uważają, że taka pani jest „smacznym, smakowitym kąskiem”.
ale to właśnie adorator owym kąskiem się stanie..
jak nie od razu, to tak do miesiąca czasu będzie miał dziury w aurze i
srogie poczucie bycia nadużytym energetycznie przez coś czego nie jest w
stanie dostrzec. A jego wybranka jakimś dziwnym zrządzeniem losu na
wszystko, na wszystkie zarzuty będzie miała co najmniej dobre argumenty
tak, że wyjdzie, iż to jest jego wina.
Ja kiedyś
tak „przyjaźniłem się” z pewną panią, myślałem, że coś więcej z tego
może być, natomiast nasza znajomość [głównie telefoniczna]
przeksztłaciła się w jej monologowanie, po którym dziwnie się słabo
jakoś zawsze czułem. Żeby się zapytać jak człowiek, jak u mnie leci, co
przeżywam? No, nie starczyło .. czego? Intencji, abym w ogóle zaistniał w
jej świecie. Ta pierwsza z kr. o której wsponiałem wcześniej też taka
była – potrafiła 1,5 godziny o sobie nadawać w czasie gdy ja słuchałem. I
ani jej na myśl nie przyszło, że w tym pokoju oprócz niej jest jeszcze
ktoś, kto ma przeżycia i chciałby się nimi podzielić i poczuć się
wysłuchanym.
Na dzisiaj wiem z systemu Human Design co jest podstawą takiej mojej receptywności.
Niestety [dla tych moich koleżanek] nie tłumaczy ich to zupełnie, nie powoduje usunięcie ich agresywnego zachowania.
Osoba u której wiem, że jest symbiont nadal pozostaje agresywnym nosicielem.
Takie ich zachowania tłumaczy w zupełności posiadanie symbionta.
Osoba z kr witalnym
Jest bardzo
ciepła, ale nie, nic z „klejenia się” kr astralnego. Takie ciepło, które
otwiera bramy, które daje poczucie dużej bliskości.. Miło. Niektórzy
ludzie szukają czegoś takiego. Małe dzieci, jako że jeszcze nie mają
zbyt dobrze zbudowanych granic są na to otwarte. Niestety kr witalny
działa na wibracjach seksualności – może dobierać się do twojej
seksualności, jeśli mu pozwolisz. Miałem niegdyś taki przypadek w pewnym
hotelu, taki pan w średnim wieku zaczął się mną interesować, miło
rozmawiać.. do momentu, gdy zorientowałem się, że dąży on do bliskości
seksualnej. Po prostu był gejem i szukał małoletniego partnera. Z
odczuciem zohydzenia się wywinąłem z tego uścisku energetycznego!
Oczywiście dla niego to nic takiego nie było – „nic się nie zdarzyło
przecież..”. Taaa, nic.. dobre sobie.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą, pragną bliskości. I dają się na coś takiego łatwiej nabierać.
Kr atmaniczny
Kr
atmaniczny daje posmak boskości – podobnie jak u Sai Baby. On gotów jest
łaskawie kontaktować się z tymi, którzy do niego się odzywają, jednakże
muszą pamiętać o jego boskiej pozycji. Mniej niż 1-2% osób ma kr.
atmanicznego, nie muszą być to wybitne, znane jednostki. Jednak zawsze
przy nich pojawia mi się poczucie, że ów ktoś rozmawia ze mną z wyżyn
jakiejś boskości. Mogę dostać [jej, jego] łaskę, ale muszę sobie na nią
zasłużyć, odpowiednio poddańczo się zachowując, ustawiając poddańczo
swoje życie.
Kr
atmaniczny pokazuje się jako „przydzielacz pozycji duchowych”. I dlatego
taki ktoś z kr atm. może zakładać nową religię, ma na tyle możliwości
przekonywania przyszłych wiernych. No niestety, taka religia byłaby
nieczysta..
Osoba z kr.
atm. mówi kto jak powinien się zachowywać, „definiuje” i narzuca innym
ludziom postawy ideowe: „masz na to patrzeć tak i tak, twoja postawa
wobec tego zjawiska powinna być taka i taka”. Oczywiście jest to
manipulacja, przymuszanie, ale kr. atm. ma potężnie działające moce na
wysokich poziomach od Opiekuna, i odczuwamy je jako „bezwzględnie
konieczne”. Zwłaszcza Dusza, podświadomość odczuwa, że powinna tak się
zachowywać.
Znałem
sytuację, że pewien ktoś bał się, że jest gejem, ponieważ tak mocno był
do tego przekonywany przez brata, który miał kr. atmanicznego.
Oczywiście siła tego przekonywania nie wynikała z silnego głosu, ani z
podniesionego głosu, ani nie były to zarzuty, ale raczej rodzaj
wyśmiewania się, poniżania. Taka postawa plus wysokie nieczyste energie
bardzo mocno zadziałały na duszę ofiary kr., tak mocno, że osobowość
tego człowieka nie była w stanie się przeciwstawić postawie Duszy – jako
osobowość ten ktoś naprawdę bał się, że jest gejem. A po prostu był
miłym, przyjaznym, serdecznym, wrażliwym człowiekiem, z dużym sercem do
ludzi. Kr. atm. i jego nosiciel wykorzystał tą sytuację, aby zrobić
sobie żerowisko. Wszelkie bowiem niepokoje brata i lęki zasilały ciemną
stronę mocy, której przedstawicielem był kr.
Dwa i więcej kr.
Można mieć
więcej niż jednego kr. Oczywiście osobista „moc” wzrasta. Ale też
wzrasta pomieszanie w życiu tej osoby, a także gwałtownie maleje
możliwość kierowania własnym życiem.
Wahałem niedawno kogoś, kto ma dwa nieduże kr. Nieduże kr, to też cwany zabieg. Znam kogoś, kto ma trzy, ale małe, też sprytnie.
Nieduży kr. nie daje takiego mocnego
ataku, nie nachodzi tak na innych potężnie jak duży, ale jest i sączy
wysokowibracyjną nieczystą energię. A wystarczy niewiele takiej energii,
aby wrażliwa Dusza potencjalnej ofiary chciała się podporządkować. I
taki leciutki „prysznic krokodylej energii” daje z jednej strony
uległość Duszy u ofiary, a z drugiej strony on, jako może być większym
dyspozytorem tej urwanej komuś energii, niżby mógł to robić mając
krokodyla ale dużego. Duży krokodyl byłby nim rzucał, wpychał go w
uzależnienia, powodował bardzo nieprzyjemne sytuacje w życiu. A tak –
kultura i komfort. Są plusy od posiadania krok. ale nie ma aż tak dużej
ceny za bycie nosicielem.
Motywacja do wzięcia krokodyla na pokład
Aby się
oczyścić z krok potrzeba wiedzieć dlaczego Dusza chciała, zdecydowała
się go wziąć, przyjąć do siebie. Mogło się to zdarzyć w obecnym
wcieleniu, ale w większości przypadków dotyczy to przeszłości
[przeszłego wcielenia, niekiedy daleko w czasie]. Czas tu oczywiście nie
odgrywa roli, ponieważ dla Duszy nie jest to istotne, ważny jest fakt,
zjawisko, stan, w którym aktualnie Dusza przebywa.
Jeśli więc Dusza chciała kiedyś wziąć
krokodyla, a ów motyw, dlaczego to zrobiła nie zmienił się od tamtej
pory, to to obciążenie będzie odtwarzać się z uporem maniaka wcielenie
po wcieleniu. Nic dziwnego – obie strony są zainteresowane i obie strony
„pilnują”, aby to się wydarzyło. Czasami potrzeba posiadania takiego
„wsparcia”, „boostera” jest dla Duszy tak silna, że już kilkumiesięczne,
kilkuletnie dziecko wykazuje objawy energetyczne mocno rozsiadniętego
na włościach symbionta.
Przyjmuje się kr zwykle w odpowiedzi na osobiste poczucie jakiegoś niedostatku.
Dowolnego niedostatku.
Kr [dowolny] jest [ma być] kompensacją.
I w dużej części jest, jakby tak nie było, to by ludkowie nie mieli kr przez dziesiątki wcieleń, a mają.
Jeśli chcesz z korzeniami rwać kr. to zastanów się nad głęboko skrywanym swoim poczuciem o jakimś osobistym niedostatku.
np. „jestem niegodna”
„jestem niezdolna wystarczająco”
„jestem porzucony”
„jestem niekochana”
„Jestem niezauważana”
„jestem odtrącana”
„brakuje mi inteligencji”
„brakuje mi fantazji, twórczości, ekspresji”
„inni są lepsi w … „
„chciałabym być tak dobra w … jak .. [kto?]”
itp.
Jak przebiega proces „wzięcia” krok przez Duszę?
Dam
przykład. Wyobraź sobie młodego, 14 letniego chłopca, mieszkającego z
rodzicami w niedużym mieszkanku w bloku, chodzącego do nieco obskórnej
szkoły, wracającego do swojego pokoju o wymiarach 3 na 3 metry. Po
szkole spotyka się z podobnymi mu młodziankami, którzy mają niewielkie
poczucie własnej wartości, chcą „się pokazać”, pokazać co to oni nie są,
wystąpić przed szereg, chociaż tak naprawdę nie bardzo mają z czym.
Próbują więc udawać zachowania dorosłych, palić papierosy, pić alkohol,
ponieważ w ich rodzinach nie dzieje się zbyt dobrze. Gdy wracają do
domu, w telewizyjnych reklamach dodatkowo widzą piękne nowe samochody,
piękne ciepłe kraje z luksusowymi willami. Marzą, aby to stało się ich
udziałem. Albo aby chociaż trochę się upodobnić do tych osób i ich
ekskluzywnego trybu życia. Do podświadomości, do Duszy takie przekazy
reklamowe docierają z siłą wodospadu, dodatkowo młoda osobowość również
mocno do tego prze – „jeśli oni tak żyją, to dlaczego ja nie miałbym tak
żyć? W czym jestem gorszy?” I tutaj oczywiście szkoła naucza, wbrew
stanowi faktycznemu, wbrew zróżnicowaniu pochodzenia Duszy i
zróżnicowaniu jej wieku u różnych ludzi, wbrew ogromnym niekiedy
różnicom w karmie, szkoła uczy, że „jesteśmy wszyscy równi”.
Co się dzieje? Następuje idealny moment
zgodności podświadomości, Duszy i osobowości – wszystkie cząstki chcą
jednego i tego samego. Jeśli byłoby to coś moralnego, zgodnego z
prawdziwymi okolicznościami życia, efekt byłby równie doskonały.
Niestety, wszystkie trzy cząstki się rozmijają z realnością życia,
niejako zakłamują nieświadomie siebie. Efekt? Kreacja, która również nie
do końca jest nieprawdziwa, chociaż jest niesłychanie mocna.
Moment zgodności w człowieku przyciąga
istoty ze światów niewidzialnych. Na początku krok i jego opiekun nie do
końca chcą się zgodzić na związek z człowiekiem, testują na ile on jest
gotów oddać ze swoich zasobów, aby kr mógł być w jego Duszy [jako
wstawka w ciało subtelne]. Zwykle młody chłopak bardzo tego chce i
udowadnia swojemu otoczeniu [w którym już są kr], że zasługuje na ich
zaufanie. Po jakimś czasie sam może „cieszyć się” efektami wzięcia
krokodyla.
Czy osiąga dzięki temu swoje cele? Czy dostaje to, co chciał?
Może w pierwszym wcieleniu nie. Także
następne wcielenia nie są idealne, są koszty posiadania krok i to
niemałe. Jednakże nasz bohater może już cieszyć się o wiele większym
zainteresowaniem, zaczyna być centrum towarzystwa. O to mu zawsze
chodziło, żeby się nim interesowano [rodzice go zaniedbywali]. Chodziło
mu o to, aby mógł wreszcie kierować swoim światem i otoczeniem [rodzice
nim pomiatali]. I to mu zaczyna się udawać. Krok udowadnia światu, że
nasz bohater nie jest takim zwykłym i popełniającym błędy człowiekiem,
za jakiego go uważano. Od tego już blisko do wejścia na wyższe
stanowiska czy to w grupie rówieśniczej, czy to w pracy, czy w polityce.
Symbiont pomaga w każdym przypadku.
Koszty wzięcia symbionta
Jeśli
liczymy, że powyżej przedstawiony proces jest za darmo, i że krokodyl
jest jak kochający Bóg, który chce dla tego człowieka tylko czegoś
dobrego i robi to zupełnie bezinteresownie, to jest to błąd. Zarówno
cierpi otoczenie, jak i sam nosiciel. Na efekty zewnętrzne nie musi
narzekać, często jest na topie, na pewno się wyróżnia, często w łatwy
sposób osiąga coś, co zwykli ludzie nie są w stanie przewalczyć.
Jednakże jest też i koszt – nosiciel od
czasu do czasu spotyka się „sam ze sobą”, okazuje się, że ma lęki, może
też nałóg z którym nie potrafi się uporać. Jego sfera emocjonalna
skurczyła się i zgniła jakoś.. nie jest w stanie wejść w prawdziwie
uczuciowe relacje z otoczeniem, z żoną. Ślizga się po falach życia,
często na szczytach, jednakże nie odczuwa takiego zaspokojenia, o jakim
marzył.
Są też tacy,
którzy stoczyli się: osoba taka jest albo na świeczniku, albo w
rynsztoku. Na rynsztok co prawda trzeba sobie zasłużyć wieloletnim
pobłażaniem sobie, luzowaniem, ale i to daje się łatwo osiągnąć.
Tu bardzo ciekawa relacja bardzo świadomego niepijącego alkoholika, jak to jest mieć symbionta:
Trzeba pamiętać: jeśli np. ktoś pije, ma możliwość zdrowieć:
http://www.alkoholizm.jawnet.pl/
O pochodzeniu krok. w życiu osobistym i w cywilizacji
Nie szukać czegoś na podobieństwo krokodyla!
Proszę wszystkich badaczy, poszukiwaczy, żeby nie szukali w wizjach
istot podobnych do gada nazywającego się krokodyl. Czy to Nilowy czy to
jakiś inny. TO TYLKO NAZWA, to coś nie wygląda jak krokodyl-gad.
pytanie: czy krokodyle mozna widziec jako węze? [w wizji]
odp: kr oczywiście można widzieć w wizji jako węże. To zależy od konwencji w jakiej Dusza przemawia w wizjach
kr osobnego nie widać, ponieważ kr jest częścią ciała subtelnego
człowieka [wstawką, wsuwką] i nie ma osobnej formy. Oto zapis czatu:
Andrzej 23:21:25
to „pół – istota”, mówię – taka wstawka. Tak jak masz białą sukienkę z
bawełny, a wszyłabyś w nią klin z sztucznego białego materiału
Andrzej 23:21:59
to byś nie zobaczyła tego z kilku metrów i byś pomyślała, że cała jest z jednego materiału
ABC 23:22:52
czemu ja ciagle szukalam oddzielnej istoty?
Gotowość do brania, jedzenia
Co ciekawe, osoby z kr są chętne do
kontaktu. Dlaczego? Czasami bowiem kr czuje się głodny i chce się
posilić. Jest gotowy do brania, brania cudzej energii. Za darmo.
Stąd wychodzą takie postawy jak poniżej.
- Osoba z kr astralnym [często jest to osoba uzależniona]
Swoboda w emocjach, uczuciach, brak
„zobowiązań”.. Ma przekonanie, że „mu się należy”, że może brać, że nie
jest tak naprawdę związany zasadami, konwenansami, obowiązkami. Ma
gotowość do brania.
i przykład obrazkowy:
Tak właśnie działa kr. Na zewnątrz –
zapewnienia, a wewnątrz i tak swoje myśli i zrobi. Ma gotowość do
brania, bez względu na zasady, na relacje, na przysięgi [także
małżeńskie].
Inny przykład kr astralnego i jego
otwartości na jedzenie. Tym razem idziemy sobie nad fosą, ścieżką dla
pieszych, trawnik, ławeczki. Widzimy – pięciu panów i.. brak piwa..
Jeden z nich jest bardziej aktywny, jakby czekał na kogoś.
Gdy podchodzisz w pobliże odwraca ku
tobie głowę, próbuje nawiązać kontakt wzrokowy, jest otwarta na
„znajomość” z tobą. Tak ciekawie wygląda. Nie bardzo zachęca co prawda
ubiorem, który może zdradzać niechlujstwo, ale cóż.. Widzisz, że ma
jakieś kłopoty, możeby coś pomóc? – kołacze się myśl w głowie. Jest
„klejący się”, nie sposób odmówić kilku słów rozmowy. Za jakiś czas kr
będzie jadł, ale na początek, musi zdobyć sobie trochę zaufanej
zwierzyny do jedzenia.
Ty też chcesz niezobowiązującej
rozmowy.. ale czy na pewno niezobowiązującej?? Niestety, dla nosiciela
kr zaraz zaczynasz być „swoim chłopem”. Zaraz zaczynasz być starym
znajomym. Może skapnie mu kilka groszy na piwko? A kr astralny już cię
zlinkował i wie, gdzie cię szukać i jak ssać twoją energię.
W trudniejszych przypadkach w parku możesz zostać wręcz zatrzymany i będzie ci się gościu narzucał, że potrzeba mu 50 gr.
Panie mają tu ciężej, bo z natury chcą pomagać.
—
Atrakcyjność – towar poszukiwany
Zdarzało się
wam pewnie nie raz spotkać atrakcyjnego człowieka. Najczęściej
atrakcyjność kojarzy się z atrakcyjnością dla przeciwnej płci. Więc dla
kobiety będzie to atrakcyjny mężczyzna, a dla mężczyzny – atrakcyjna
kobieta.
I co w takim momencie odczuwaliście?
Coś zdecydowanie przyjemnego, prawda? Ciągnie nas ku temu czemuś atrakcyjnemu. Często bardzo mocno ciągnie!
To coś powoduje, że „chcielibyśmy tam być”. Że chcielibyśmy mieć tą osobę za partnera/partnerkę, towarzysza w życiu.
Są osoby,
których atrakcyjność jest spora, a także są tacy, których atrakcyjność
niemalże powala nas na kolana. Panie mówią, że motylki w brzuchu czują,
mężczyźni się prostują i szybciej im bije serce, krew uderza w różne
miejsca.
Taaa…
Piszę te
słowa generalnie do młodych osób, które mają w codziennym doświadczeniu
pragnienie bycia z kimś.. właśnie atrakcyjnym dla siebie. Ale i osoby
będące w związku mogą sporo się dowiedzieć.
Chcielibyśmy
mieć tą osobę za partnera/partnerkę. Pytanie jednakże co dalej. Każdy
wie – coś tam może pójść nie tak. Zwłaszcza, że taka wielka
atrakcyjność.. [i nasza nieprzytomna adoracja] nosi ślady podejrzenia. I
jest na to przyczyna.
Jeśliby
atrakcyjność była równoznaczna z jakością związku, to im piękniejsza
osoba, bardziej ponętna, tym by miała lepszą relację, wspanialsze
małżeństwo. A tak nie jest. Widzieliście pewnie ileś bardzo atrakcyjnych
osób, które miały miałkie albo nieprzyjemne związki [żeby użyć tylko
takich określeń..] Atrakcyjność jest z jednej strony czymś wspaniałym.. a
z drugiej strony.. często atrakcyjne panie się zastanawiają dlaczego
tak nisko skończyły, a panowie dlaczego mają tyle awantur w domu.
Stąd z
jednej strony ciągnieeeee nas niesłychanie do takiej atrakcyjnej osoby, z
drugiej strony.. zaczynamy się mocno zastanawiać.
I chciałbym powiedzieć, iż to zastanowienie jest wartościowe.
Atrakcyjność – w cenie!
W
dzisiejszych czasach atrakcyjność jest towarem o wysokiej cenie.
Wystarczy prześledzić zalecenia dziedzin takich jak Public Relations czy
marketing. Jednym z pierwszych, podstawowych zasad jest to, aby osoba
lub produkt był atrakcyjny. Jest to tak podstawowe, iż mało kto, oprócz
wąskiego kręgu naukowców, zastanawia się nad samą sprawą źródła
atrakcyjności. I wychodzi na to, że byle z jakiego źródła – grunt, żeby
zaabsorbować klientów, ich uwagę, i pieniądze.
Atrakcyjność
działa na tak wielu! To właśnie atrakcyjność przyciąga, to ona jest
atrakcyjna. A – jak zauważysz – z pasażerem „kr.” bywa zwodnicza. Ludzie
o tym własnym napędzie, powodującym chęć zbliżenia się do atrakcyjnego
obiektu niewiele wiedzą. A niemal wszyscy tak działają, to niemal
fizjologia.
W pierwszym przybliżeniu atrakcyjność
jest czymś niesłychanie dobrym i pomocnym. Jest to zespół cech, które
dają gwarancję tego, że nasz zamiar się uda. Jeśli kupujemy atrakcyjny
samochód, mamy podstawę do cieszenia się i przekonanie, że dokonaliśmy
dobrego wyboru. Jeśli oglądamy atrakcyjnych ludzi, mamy przekonanie, iż
znaleźliśmy się w odpowiednim towarzystwie. Takie są pierwsze,
najprostsze skojarzenia. W pierwszym przybliżeniu są one prawidłowe.
Pociąg do
atrakcyjności dotyczy znacznej większości ludzi. Ogromną moc, zwłaszcza w
młodym wieku, u młodych ludzi, ma pociąg seksualny, też do
„atrakcyjnych” partnerek, partnerów..
Cechy, jakie mamy w kupionym przedmiocie, lub u partnera/partnerki karzą nam się cieszyć –
mamy coś/kogoś atrakcyjnego, czyli – sukces! Mamy to, czego chceiliśmy, czego pragnęliśmy!
Niemniej
świat jest bardziej skomplikowany. Nieuznawanie komplikacji świata
nazywane jest naiwnością. W iluż filmach widziałem wskazanie, jak młodzi
ludzie kierują się pierwszym odruchem wpadają sobie w ramiona. Mają co
prawda dodatkowe odczucia, że coś jest nie halo, ale pierwszy odruch,
pierwotna siła instynktu jest tak przemożna, iż przekonuje ich, że
dokonują dobrego wyboru.
Jest to niestety wykorzystywane.
Nabieramy się w związkach, w relacjach
Gdyby nie
aktywne siły rozwalające/niszczące relacje, zaburzające powstawanie
związków, relacji między ludźmi, to relacji szczęśliwych mielibyśmy o
wiele więcej!
Jedną z przyczyn są błędne nawyki, wzorce – to sugerują psycholodzy. Mają rację.
Jednakże są również inne, nie wiadomo, czy nie silniejsze, obciążenia duchowe , które nie pozwalają ludziom szczęśliwie żyć.
O tych
obciążeniach niestety nie mówi się, bo niemalże nikt o nich nie wie, a
psycholodzy nie dostrzegają ich, ponieważ z definicji nie wchodzą w
świat duchowy.
Psycholodzy zauważają zjawisko, ale nie zauważają przyczyny – ciągle się dziwią, dlaczego tak się zdarza.
Jest to bowiem wiedza z zakresu ezoteryki,
która jest z definicji poza zainteresowaniami akademickimi. I na tej
podstawie uważana jest za niewartą zainteresowania.
Atrakcyjność jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.
Przyjęcie
krokodyla na pokład [do swoich ciał subtelnych] jest to bardzo – można
powiedzieć – przebiegły sposób obciążenia człowieka, ponieważ wygląda na
coś przeciwnego, na wzmocnienie go. „Obciążenie” kojarzy się nam z
noszeniem czegoś, co nam ciąży, co zmniejsza nasze możliwości. A tu –
pozornie wydaje się, że człowiek został wzmocniony. Natomiast tak
naprawdę – osobowościowo, z punktu widzenia takiego prostego, ludzkiego –
istotnie taki ktoś ucierpiał. Może to się dopiero po jakimś czasie
wydać, jednak jest to ktoś wręcz niepełnosprawny w relacjach, w
związkach. A co najmniej ktoś momentami przykry, nieczuły, chłodny,
dystansujący się.
I taki
wzmocniony człowiek wydaje się od razu atrakcyjniejszy, niż zwykły.
Jednak jest to pozór, jest to wyjście poza coś ludzkiego.
Tym, że jest
to obciążenie, czyli coś niekorzystnego, można tłumaczyć tak duże
kłopoty w nawiązywaniu szczęśliwych relacji w parach z takimi osobami.
Nie spotkałem pary, w której jedno miało krokodyla a oboje żyli w
porozumieniu, szczęściu i miłości.
Spotkałem zaś WIELE par, w których jedno miało krokodyla i oboje mieli kaszankę, a nie związek partnerski, związek miłości.
[do takich dużych kłopotów w partnerstwie
zaliczają się – niezrozumienie partnera/ki, oschłość, chłód uczuciowy,
agresja, rozwód, bycie zapłodnioną przez [i noszenie dziecka] chłopca,
który nie chce być mężem, itd. to tylko kilka z tych przykładów, które
mam na podorędziu u znajomych. Są i większe patologie.]
Tak więc, moim zdaniem, jeśli:
1.
zdobędziesz wiedzę na temat kto prawdziwie jest kimś atrakcyjnym – sam z
siebie, a kto przyjął na pokład pewną istotę dodającą atrakcyjności
2. zdołasz rozróżnić między takimi osobami
3. nauczysz się [co może nie być łatwe] usuwać się z drogi takim osobom nieziemsko atrakcyjnym
– to masz szansę na to, aby uniknąć dużych, poważnych błędów życiowych.
Jak one to robią?
Żeby nie być
gołosłownym, to przytoczę nauki pewnego pana, który uczy młodych
mężczyzn, jak podwyższyć swój poziom atrakcyjności u kobiet. Otóż w
poniższym filmie:
ten pan uczy
[zupełnie zresztą sensownie], jak nabyć w rozmowie z kobietą trzy
cechy, które tak bardzo przekonują dziewczyny do chłopaka. Oto, jakie to
cechy:
a) upbeatness – czyli optymistyczny, zadowolony, mający poczucie własnej wartości, zasobności,
b) dominanace – wypowiadanie się z przekonaniem o swojej dominującej postawie
c) a bit of sensuality – zawarcie szczypty zmysłowości w wypowiedzi
Jest to
szczera prawda – to właśnie przekonuje do atrakcyjności, mężczyźni
„naturalnie” posiadający takie cechy są określani przez kobiety jako
„super seksy”.Takich panów odbierają panie swoimi odczuciami, emocjami
jako takich, którym nie mogą się oprzeć…
I tego uczy
ten pan, jak się stać takim gościem. I może to mu się udawać, tego można
się nauczyć, można to wręcz skopiować. Nie o tej nauce jednak mowa.
Chodzi o to,
iż taką właśnie atrakcyjność, określaną takimi właśnie cechami
odnajdziemy u krokodyli. Taką przemożną, nie do odparcia, a
jednocześnie.. niewyuczoną. „Słowa same płynęły mi z ust” – słyszałem
kiedyś takie opowiadanie pewnego człowieka o swoim doświadczeniu, w
którym rozpoznałem, że u niego był uaktywniony kr.
Cechy
atrakcyjności bezwiednie „wytwarzane przez kr” to nie jest tylko kwestia
atrakcyjności u mężczyzn. Kobiety mające podobne cechy tak samo są
postrzegane jako super atrakcyjne i mężczyźni za nimi szaleją.
Można powiedzieć, że póki:
- ludzie będą mieli pragnienie rywalizacji,
- zwyciężania ponad innymi,
- osiągania lepszej pozycji poprzez wysiłek, nie zaś zmianę wibracji osobistych,
- póki będą ciągnąć sznurem nieprzytomnym za ładną kobitką,
- póki będą chcieli zatykać dziury w poczuciu własnej wartości byle czym,
- póki nie będzie im się chciało pracować nad sobą,
to krokodyle usłużnie będą się skradać i
poddawać propozycje swoich usług. Póki bycie lepszym będzie cool, póty
ludzie z takimi intencjami będą poszukiwać zastępczych sposobów na
podbudowanie własnej słabości także poprzez wzięcie krokodyla.
Symbiont jest depresantem
Depresant to
ktoś lub coś, co po ewentualnej początkowej euforii wywołuje zwykle o
wiele dłuższą depresję, czyli przygnębienie, osłabienie woli życia,
kłopoty i co tam jeszcze chcecie. Np. alkohol po początkowej euforii
może dać na drugi dzień poczucie braku sensu, rozbicia, niechęci do
życia, po prostu kaca [tu myślę o bardziej kacu moralnym niż o efektach
zatrucia organizmu].
Krok jest
bardzo dobrym depresantem, ponieważ przyciąga, obiecuje wiele a potem
nie dotrzymuje obietnic, kręci, manipuluje, w cięższych przypadkach
srogo gryzie [ciała subtelne] poprzez:
- brak wdzięczności,
- zranienia uczuć partnerki/partnera,
- zapominalstwo,
- brak szacunku,
- ostre słowa,
- wywyższanie się,
- brak wyrównywania usług [ty dla niego
wiele, on dla ciebie prawie nic – trochę komercyjne określenie, ale dla
dusz i w terapii Berta Hellingera jest to bardzo zrozumiałe].
Na
płaszczyźnie energetycznej symbiont zostawia zaś pogryzienia, czyli
rozszarpaną aurę z powyrywanymi dziurami, bolesnymi miejscami plus
kotwiczki i łącza do siebie samego, żeby ofiara pamiętała go i
wróciła/odezwała się. W sumie daje to efekt uzależnienia od osoby
nosiciela: raz, że rani, a drugi raz, że przyciąga ponownie tak Duszę,
której wydaje się, że ma jeszcze z nim coś do zrobienia, wyrównania.
Uzależnienie jak od alkoholu, lub narkotyku. Rani a jednocześnie mocno
przyciąga.
Z mojej odpowiedzi na czyjś list:
Zgadzam
się z tym, co piszesz o tym, że krokodyle są agresywne. Jest ileś osób
[zarówno nosicieli, jaki i ich ofiar], którzy nie są chętni, aby ten
temat był nagłaśniany, więc niemal zawsze znajdzie się oponent z
„prawdziwymi argumentami”. Ale to już nie jest moja sprawa, niech się
żrą sami ze sobą. Wiem, że przebywając w akwarium z agresywnymi rybami
trudno nie być przez nie tkniętym, trzebaby być „swiętym”, albo
cudotwórcą,
Niektórzy
utożsamiają agresorów z Reptilianami. Ja uważam, że ta nacja jest obecna
wśród nas właśnie w postaci krokodyli, czyli energetycznych,
agresywnych „wstawek” w Duszy.
Krok przyciąga, obiecuje wiele. Robi wiele nadziei, a potem…
.. potem
budzimy się sami ze sobą, z niespełnionymi oczekiwaniami i nadziejami
oraz z energetycznymi łączami/kotwicami do symbionta. Jednym słowem –
pogryzieni przez kr. Od niego bowiem nie jest tak się łatwo odłączyć.
Zarzuca kotwiczki, które utrzymują sznury energetyczne, po których
wysyłana jest do symbionta energia gdy poruszone jest nasze ciało
bolesne. Po ataku, gdy myślimy, że jest już wszystko ok, najczęściej te
kotwiczki i linki nadal są w aurze.
Po dłuższym
czasie obcowania z nosicielem i jego zwierzątkiem, w momentach, gdy
przelewa się czara goryczy i zaczynamy się gniewać, czujemy się
zranieni, gdy protestujemy, wtedy krokodyl najwięcej zyskuje. Zyskuje
energię oraz jeszcze większe przywiązanie ofiary do niego. Żale i
wylewane bóle ofiary nie robią na nim specjalnego wrażenia. A ofiara
zwykle ma poczucie skrzywdzenia i chęć wyrównania krzywdy.
Tu ku otrzeźwieniu przydaje się hasło:
„Oczekiwania przyczyną rozczarowań”
W wielu
związkach rozczarowania np. kobiety biorą się z tego, iż wiąże się z
mężczyzną, który nie jest w stanie spełnić jej oczekiwań. Wiele
obiecuje, wydaje się super, ale.. to tylko złuda, co wychodzi po jakimś
czasie.
Co więcej,
poprzez nieczułość i manipulacje symbionta wiąże ją do siebie jeszcze
mocniej. Nie miłością, a poprzez zranienia, pogryzienia. Większość pań
wtedy chce dochodzić swoich racji, bezpośrednio w rozmowie [kłótni] ze
swoim oprawcą, powołując się na krzywdy, jakich doznały. Jest to
niestety najgorsza droga. Takie roszczenia [legalnie słuszne] oczywiście
kr uznaje za dobrą okazję do dalszego pustoszenia partnerki.
Jeśli chcą
wyjść z koła [spirali] krzywdzenia, trzeba zastosować metodę braku
oczekiwań. To jest również ciężkie, zwłaszcza dla pań, dla których
właśnie związek, związywanie się, pogłębianie relacji jest ważniejsze. I
można to oglądać na codzień, widząc jak wiele kobiet daje się żywcem
zjadać, pozostając przy krzywdzącym partnerze [w tym przypadku to
przewrotna nazwa na groźnego agresora].
Jeśli chcesz
się wycofać od agresora, trzeba nie odpowiadać na jego oczekiwania. Na
tej stronie jest wiele o tym. Trzeba postąpić „wbrew naturze”, a co
najmniej wbrew odczuciom.
Krokodyl w skórze partnerki/partnera
Atrakcyjność, w tym atrakcyjność dla przeciwnej płci jest jedną z pierwszych cech, jakie rozwijają krokodyle.
Związek z
kimś, kto ma krokodyla wydaje się na pierwszy rzut oka bardzo ciekawy,
podniecający, motywujący do działania, starania się. Niemniej po jakimś
czasie staje się coraz gorszy, aby przejść w fazę czasami dużego
nieszczęścia dla partnera/partnerki, które nie ma tego obciążenia.
Przykładem koronnym i zresztą bardzo częstym jest alkohol. Nie mówię
nawet alkoholizm, ale po prostu odchodzenie w uzależnienie – mniejsze,
większe, odejście od bycia razem.
I tu odpowiedź, dlaczego KOBIETY tak często wybierają obciążonego partnera. Jest takie powiedzenie w języku angielskim:
„It feels so good, it fells so right!” [czuję to tak dobrze, tak prawidłowo to czuję, tak prawdziwie, całą sobą]
Najbardziej typowy układ rodziny zaburzonej
Jak mąż ma kr na jakimś ciele, to żona najpewniej ma na tym ciele pogryzienia od kr. męża
i może sobie pomagać wejściem, aby zwalczać mężowego kr. – to najbardziej typowy schemat rodziny alkoholowej.
Wejścia i kr mają różne rodzaje energii.
Fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Monikę Białek
z Urszulą Dudziak i Andrzejem Setmanem
nadanego w radio VOX 22.X.2006
„
Urszula Dudziak, znana polska śpiewaczka jazzowa, mająca już sporo lat doświadczenia, wyznaje:
„Mężczyzna musi być:
inteligentny, bystry, nieprawdopodobne poczucie humoru, może mieć 150 lat, może być brzydalkiem, ale musi mieć te cechy.
Nie musi być bogaty, ale musi mnie cały czas trzymać w napięciu intelektualnym i muszę być uśmiechnięta. „
„
i jak widzę, wiele pań zgodziłoby się na te kryteria.
A są to kryteria DOKŁADNIE określające
osobę z krokodylem. Zwykle taki ktoś mając wygląd chama nie jest ładny,
bogaty nie jest, bo łatwo wyciekły pieniądze, a krokodyl super lawiruje
dając bystrość i „inteligencję” [czyli manipulatywność]. To zrozumiałe,
że pani D. podobają się tacy – jeśli ją zmanipuluje, to i ludzi z
zewnątrz też okręci wokół palca, a więc – dobry materiał na męża.
Kobiety często najpierw same testują przyszłego partnera różnymi
zagrywkami, badając jego wytrzymałość.
… niestety,
przy krokodylu partnera te odczucia, motylki w brzuchu, które są na
początku PRZEMOŻNE, niestety prowadzą na srogie manowce.. To obciążenie
potrafi świetnie „zasymulować” dobrą osobę do związku. Dobrą, rokującą
nadzieję, atrakcyjną właśnie.. Takie poddanie się odczuciu „it feels so
right” daje przegraną. I potem zdziwienie.
Taa.. i
panie, które najbardziej działają na emocjach, które najmocniej się
poddają odczuciom, uczuciom wpadają w pułapkę. Pewnie przykładów na taki
związek masz sam/a kilkanaście bez mozolnego przypominania sobie.
Ataki
cytat:
„..co do krokodyli, to też długo się
głowiłam nad tymi wcieleniami, aż nie załapałam, że krokodyl wcale nie
wygląda jak krokodyl, co więcej praktycznie nie ma wiele wspólnego z
gadzimi/jaszczurzymi energiami w sensie pochodzenia. krokodyl to dość
wydaje mi się niefortunna nazwa, choć coś tam opisuje. to po prostu jest
taka ostra kotwica, jaką jedna istota zarzuca z poziomu jednego ciała
na to samo ciało innej istoty i przez nie po prostu wyszarpuje w
gwałtowny i natychmiastowy sposób energię. czyli jak masz krokodyla w
astralnym, to robisz dziurę komuś w ciele astralnym. jak w przyczynie to
w przyczynie.
najciekawszą sprawą tutaj jest różnica
między krokodylem a zwykłym wampiryzmem. wampir energetyczny kradnie
innym energię i sie nią napełnia, żywi. nosiciel krokodyla otrzymuje
oczywiste (doraźne) korzyści od istoty wyżej, która jest właścicielem
krok., ale która żywi się pobranymi energiami. czyli nie nosiciel
zyskuje wyszarpaną energię, a prawdziwy władca tego haka, krokodyla,
który działa przez nosiciela.”
Dajmy
przykład ataku krokodyla. Krokodyl potrafi być poprawny politycznie a
jednocześnie mocno poszarpać aurę, energie drugiej osoby.
Dwie panie: A i B rozmawiają między sobą na forum o żywieniu:
A:
Zaczne od
tego ,ze od lat walcze z nadwagą . Próbowałam mase rożnych czasami
dziwnych diet zaczynając od […] Przez przypadek trafiłam na diete Protal
wymyśloną przez francuskiego lekarza dr. Pierra Dukana.
Dziś mam 10 dzien tej diety i 7 kg. mniej!!!! Najwazniejsze jest to,ze nie chodze głodna, jem kiedy i ile chcę .
Dieta składa się z czterech następujących po sobie etapów: [i tu następuje opis]
[osoba A się cieszy!]
B:
Jesli schudlas 7 kg w 10 dni (w co nie wierze) to 5 kg z tego to napewno woda z Twojego organizmu i zasiedziale „odpadki”.
A sama dieta to chyba cos jak dieta Plaz Poludniowych (South Beach).
[trzy momenty poniżające osobę A:
– nie wierzę ci, czyli mówisz nieprawdę
– w organiźmie masz odpadki i to zasiedziałe
– ta dieta to żadna nowość, czym się tu tak ekscytować?!]
A:
Zastanawiam sie dlaczego zarzucasz mi kłamstwo?
Nikogo nie namawiam do robienia tej diety, jesli ktos jest chętny to bardzo prosze.
[osoba A
poczuła się dotknięta, jeśli nie podjedzona. Aura człowieka jest
elementem bardzo delikatnym i krokodyl ma łatwość jej rozrywania. Osoba A
czuje się skrzywdzona.]
B:
Powinnas sie
nauczyc czytac ze zrozumieniem. Nie napisalam ze klamiesz,tylko ze ja w
to nie wierze. Mysle ze nie zabronione jest wyrazanie swojej opini.
Sama napisalas ze w czesci to woda, a wiec pozbycie sie wody to niestety
nie chudniecie. Na internecie pisze wiele osob ktore podniecaja sie ze
tak szybka gubia kilogramy. To fajnie ze sie chca tym podzielic z
innymi,ale czy nie narazaja ich na szok dla organizmu i choroby? Nie
pisze tego zeby Cie urazic,tylko zeby przestrzec.
Nie diety a poprostu zdrowe odzywianie i ruch powinno doprowadzić do spadku wagi.
[tu typowy docinek krokodyli! :-)
Zamiast przyznać, że sporo skubnął i poniżył, to kr. wskazuje, że to A
jest winna. Przeprosiny nie wchodzą w grę. Oczywiście – w sensie
literalnym B ma rację – i do tego krok się doskonale odwołuje. Sprawy
emocji, uczuć? Dla niego na pozór nie istnieją. Jednakże umie bardzo
dobrze wygrywać na emocjach i manipulować. Osoba B nadal kontynuuje
poniżanie os. A. B chce „przestrzec”, jest przecież tak przyjazna! –
piękny kamuflarz]
Co ciekawe,
osoba B, kobieta, niespecjalnie się przejęła tymi kłopotami w dyskusji z
A. To też pokazuje, jak wiele pań ma tendencję do lekceważenia
znaczenia emocji. Kobiety o wiele łatwiej radzą sobie z emocjami i nie
odbierają „potyczki” emocjonalnej tak istotnie jak mężczyźni. Z jednej
strony przez to naturalne wyposażenie mają łatwiej w wychowywaniu
dzieci, które są czasami baaaardzo emocjonalne i trzeba istotnie mieć
takie predyspozycje jak panie, żeby nie zwariować.
A
jednocześnie to pomijanie istotności emocji czyni kobiety bardziej
otwartymi na ataki i przyssanie się krokodyla. Kobiety [osoby o cechach
yin] o wiele częściej bywają ofiarami krokodyli.
Tu poniżej
ciekawy przykład „gier”, które mają bilans ujemny dla grającego. Takie
gry z „ujemną wypłatą” psychologiczną zwykle są tworzone przez kr.
Człowiek, który posiada empatię nie zrani tak drugiego. Dzieci lubią
takie „gierki”, ponieważ nie mają zwykle jeszcze rozeznania na ciele
buddialnym [wartości], że dzieje się coś niepokojącego, niekorzystnego
dla nich samych.
A zagrywki,
których się nie spodziewają po prostu cieszą je: „o, coś się dzieje,
czego nie kontroluję, to jest ciekawe! Niech się dzieje dalej, to jest
ekscytujące.”
Krok jest mistrzem w ekscytacji ofiary. Można sobie to zapisać na ścianie, jeśli właśnie się chcesz od niego uwolnić.
Więc spójrzmy: obrazek pochodzi z pewnego profilu na Naszej Klasie.
Nazwałem ten
tekst „poniżającą wyliczanką”. Bardzo sprawnie angażuje ciekawość
podświadomości i kotwiczy ją [NLP] w silnie doznawanych obszarach, jakim
jest ciało. Poniża czytelnika w wielu punktach. Po przeczytaniu go
podświadomość osoby czułej ma kilka wprowadzeń negatywnej energii
krokodyla. Nie ważne, że go nie widzisz, w sferze niewidzialnej. Opiekun
Kr. i tak zbiera swój energetyczny haracz. A wystarczyło dosyć lekkie
poruszenie emocjonalne. Osoba nieczuła nie ucierpi z tego obrazka.
Nieświadomemu dziecku, a zwłaszcza dziewczynkom będzie się to jeszcze
podobać – „ktoś potrafił mną tak zakręcić!”
No i dodatkowo czarna ramka, też niedobra. Nie usuwałem jej, żebyś widział/a, postrzegł/a tą energię z ramką związaną.
Dziecku
wydaje się, że większość rzeczy jest bezpieczna. Wliczając w to gorący
czajnik z wrzątkiem oraz rodzica z krokodylem. Tak samo rówieśnicy
wydają się bezpieczni – nie widać w nich zagrożenia. Nie widać na
zewnątrz, więc dziecko może wejść w kłopoty.
—
Jak już jest temat sieciowy, to tu jest łącze do Wikipedii, hasło trollowanie [link]. Tu też rozpoznamy aktywność symbionta, jakże wyraźnie!
„Osoba stosująca trollowanie zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne
reagowanie na jego zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla
niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne
emocje i przyczynia się do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj
takie wrażenie, jakby troll „sycił” się nimi.
cechy – np.:
# prowadzanie zamieszania w stosunku do własnej osoby, przedstawianie siebie jako ofiary
# celem trolla jest tutaj nadanie większego znaczenia swoim wypowiedziom,
# regularne ogłaszanie swojego definitywnego odejścia z forum lub grupy dyskusyjnej i za każdym razem,
# tworzenie „klonów” (np. „Troll” może także występować w tym samym okresie także jako „Uczestnik1” i „Uczestnik2”),
Najskuteczniejszą
obroną przed trollowaniem jest całkowite zignorowanie wszelkich
zaczepek trolla, w momencie gdy się zorientujemy, że mamy z nim do
czynienia.
„
—
Przy atakach
przypomina mi się moje wydarzenie z dzieciństwa. Opisałem je w liście
do dwóch osób, które akurat przeżyły mocny atak.
cytuję:
„To co piszesz przypomina mi wspomnienia z dzieciństwa, kiedy czułem,
że z moją mamą jest coś nie tak – z jej intencjami wobec mnie. Kiedyś
jak wracała z pracy chciałem to wypróbować, na ile jest istotnie w
dobrych intecjach wobec mnie.
A więc czekałem w domu aż przyjdzie z pracy [miałem 10 lat] i
ustaliłem sobie, że będę tak grzeczny i przyjazny wobec niej jak tylko
można. [żeby tylko uniknąć kłótni, nieprzyjemnych chwil]
Gdy weszła to widziałem, że coś jest mocno nie tak [ dziś wiem – kr
uruchomiony]. Nie miała się czego czepić u mnie, ale jednak coś
przekręciła i tego się czepiła, jednym słowem zaatakowała
energetycznie. Ja, tak jak sobie ustaliłem, robiłem wszelkie uniki,
ale nie dało się. Nasze połączenie energetyczne i konieczność
fizycznego bycia w tym samym mieszkaniu robiła swoje. Czułem się
ohydnie, wykorzystany i zdradzony.
W Waszym przypadku może być tak samo. Kr będzie chciał żreć –
jeśli nie dziś to jutro. I nie obchodzi go, że jest niewiarygodny, że
wygląda jak ostatnia łajza. On chce żreć i tyle go to obchodzi.
Nosicielka jest tu też tylko do posługi, jej zdrowie się praktycznie
nie liczy w obliczu głodu kr.
[akurat tu jest przypadek już mocnej degradacji nosicielki]
Na szczęście macie tego wszystkiego świadomość. Dla mnie największym
wyzwaniem było przejście ponad prostą logiką, która mówi, że jak ktoś
coś mówi, to to właśnie ma na myśli, a słowa służą konkretnemu celowi,
bezpośrednio wyjawionemu w tych słowach.
U nosiciela to:
1. ani to, co mówi to tego nie ma na myśli
[bo nosiciel mało co w ogóle rozumie ze swojego położenia, można
powiedzieć, że jest mocno zagubiony w sieci manipulacji kr. Myśli, że
jest podmiotem, a jest przedmiotem]
2. ani też słowa z jego ust nie służą bezpośrednio temu czemu wydają się
służyć [mają zaś odsłonić ofiarę, zabełtać jej emocje tak, aby były
łatwiejsze do spijania przez kr, w ogóle zabełtać jej w głowie, pomieszać w obrazie świata].
np.
obietnice tak często opowiadane przez osoby z kr. służą [sprawdźcie
sami] w dużej części temu, żeby otoczenie przestało mu d.. truć
[zawracać głowę] i się zadowoliło słowami, które wywołują w umyśle
nadzieję [obietnica w umyśle kobiety zwłaszcza dobrze robi nadzieję].
Jednakże nosiciel dostaje sporo wolnego, swobodnego czasu dzięki temu i
kr. może wyprawiać, co chce. Zobacz sobie nosiciela obiecującego – na
ile tak naprawdę ma intencję, aby „się poprawić”, a na ile jest to
spławienie wierzgającej ofiary. A ofiara – wierzy.
Wierzy w to, w co chce uwierzyć.
Tak więc wspieram was w tych trudnych czasach, akurat przyszedł kryzys,
niemniej kiedyś musiał. Z drugiej strony kryzysy bardzo przyspieszają
nieuniknione wydarzenia. Jeśli jesteśmy po prawidłowej [zdrowej] stronie, to
możemy spodziewać się ulgi.”
Ochrona nosiciela przez symbionta
>Czy mógłbyś coś powiedzieć o tym, w jaki sposób drona chroni swojego
nosiciela?
wg mnie drona/krok chroni nosiciela
poprzez swoją aktywność [najbardziej]. Aktywność krok jest tak duża, że
potrafi zdobywać tyle pokarmu, zasobów, że sporo przypada nosicielowi,
poza tym wspiera energetyką np. emocje, daje odprężenie, poczucie
radości itp. Poza tym aktywny krok z jednej strony mocno zadziwia a też
mówi swoimi działaniami „nie podskakuj, bo zobaczysz, że pożałujesz!” A
więc ma zarówno marchewkę jak i kij dla tych, którzy są wokoło.
Dochodzenie do podobnego poziomu funkcjonowania z użyciem własnych
„sił” i umiejętności można osiągnąć, ale na innej ścieżce, związanej z
inną filozofią, niż ta, z którą się wiąże zjawisko krok. inne niż walka,
rywalizacja, wysiłek, podległość, manipulacja. Wg mnie dopiero, gdy
wychodzimy poza te okoliczności [wspierane przez krok.] możemy działać
na zasadach mających większą swobodę.
Krok. jest mistrzem zaciskania
pierścienia wokoło swoich ofiar. Razem z nosicielem, on, ona też są
ofiarą kr. Pod koniec życia wielu z nosicieli są strzępami człowieka.
Wielcy Inspiratorzy
Żeby temat uczynić nieco lżejszym, to
powiem, że krokodyle niesłychanie inspirują! Same zresztą o tym dobrze
wiedzą i używają tego jako argumentu na swoją działalność i do
przekonania nosiciela. Oraz oczywiście oklaskującej występ publiczności!
Kiedyś pewna panienka zwróciła się do
mnie z panicznym pytaniem: „przecież wszyscy ludzie osiągający sukcesy
nie mogą mieć krokodyli!!”
A jakby większość właśnie miała? – odpowiedziałem.
Panienka była przerażona, bo właśnie była
na drodze do robienia kariery i obawiała się, że będzie mieć kr. I
chyba już go miała, bo tak zamieszała w korespondencji, że poczułem się
moooocno podjedzony, pomieszany w energiach.
Teraz dwie piosenki:
jedna bez krokodyla – poruszająca, ale w naturalny sposób [raczej bez kr. chociaż nie badałem]
druga z krokodylem
Można poczuć tą atmosferę wysokich wibracji, swobody, luzu, zabawy..
Mika: Grace Kelly
niebardzo czyste wibracje, ale jakie
wysokie.., są one bardzo pociągające i bardzo inspirujące: – ja też tak
chcę! – takie odczucie można mieć, prawda?] Warto kliknąć w obrazek, aby
otworzyć Youtube i oglądać na pełnym ekranie i głośniej! :)
jest w tym coś nadludzkiego, nieziemskiego.. i ludzie to uwielbiają :)
Jest – pomimo bałaganu na planie taki „czysty”. To jest też cecha
symbiontów, że potrafią iść prosto do celu.. a przynajmniej się
zamierzać.
I to też ludzie podziwiają. Gesty
władcze, komenderujące. Wiedzenie czego się chce. Swoboda w momentach,
gdy inni by czuli napięcie, skrępowanie czy tremę.
I to bez względu, czy ktoś jest prywatnie świnią czy dobrym kumplem.
No i wielu nosicieli jest po prostu
szczupłych, tak jak Mika. A to bardzo się podoba, tyle, że ci bez kr.
mogą się natyrać a takiej szczpułości i tak nie osiągną.
Generalnie krokodyle [i nosiciele oczywiście], są podziwiani.
[jakby nie działało, to należy wejść na youtube.com i poszukać „mika grace kelly”]
Albo tu, Queen, Bohemian Rapsody, pamiętam jak mnie ciarki przechodziły, jak to słyszałem ileś lat temu.
Freddie ma potężnego krokodyla
przyczynowego, oraz pogryzione ciało mentalne. Mimo, że go nie ma już z
nam. Nie wyleczył się z tego.
I kolejna piosenka bez krokodyla, z uczuciem, takim trochę bezwiednym, dziewczęcym:
Ta pani ma obecnie nieco więcej latek.
Wtedy jak śpiewała to było to bez kr. [2006r.], ale okazuje się, że
przez te lata coś takiego mało ludzkiego weszło w jej śpiewanie i w nią
samą [2010r.]. Ja nazywam to, że ktoś aspiruje do krokodyla. Wtedy była
wręcz nastolatką wraz z taką „niewinnością” nastoletnią, ale być może
nie zachowała jej, pozwalając – może bezwiednie – na obciążenie. Obecnie
jest inaczej.
Często kobiety odwołują się do pomocy kr.
gdy ktoś atakuje na ich seksualność. Wziecie kr. może być kewstia
chwili, gdy pani jest zdesperowana. Kobiety robią to nieświadomie, ale
skutecznie. Stają się potem bardzo silne, bezwzględne.
O bestii w kobiecie można poczytać tu [link].
Wzięcie krokodyla skutecznie odgradza od naprzykrzających się
superaśnych kolesi [którzy sami zwykle mają kr.]. Jednakże taka pani
zaczyna również odgradzać się od mężczyzn, których by tak naprawdę
chciała poznać. Nie sama się odgradza, to symbiont odstrasza owych
panów, już jest bariera. Poza tym pani staje się tak silna i bezwzględna
[„wiedząca czego chce”, mówiąca „gdzie ci mężczyźni” itp..]. Przestaje
być w ogóle atrakcyjna dla zdrowych na psychice mężczyzn. Bo kto by
chciał mieć taką za partnerkę? Chyba masochista. Takich też się sporo
znajduje [np. wcześniej pokrzywdzonych w domu rodzinnym.] Jednak to nie
oznacza, że jest to zjawisko zdrowe.
Jeśli ktoś nie wierzy, że można BEZ kr.
zrobić coś naprawdę ekstra, to zapraszam do obejrzenia tego filmu. Tu
jest osiągnięcie bez kr.
Tu jest piosenka inspirująca, o tym, jak się uwolnić od zasad, które trzymają nas w klatce.

Tekst jest dwuznaczny. Oczywiście, wiele, wiele osób chce się uwolnić
od blokad, obciążeń, zatruć, kodów, więc słowa „Gdyby tak zapomnieć o
zasadach co trzymają w klatce nas” bardzo do nich przemawiają.
Autor ma dwa spore kr [atmaniczny i przyczynowy], więc łatwo się daje lubić, wręcz wchodzi z marszu na listy przebojów.
Jednakże czy autor proponuje oczyszczanie się, czy proponuje świadome oczyszczanie?
Połowicznie.
Mówi:
„Życie może być jak Babilon. Nie pozwalaj by cię zwabił on.”
co sugeruje niepoddawanie się obciążeniom, nieuleganie im. I to jest bardzo poprawne.
W tej piosence jest bardzo dużo optymizmu, pozytywnej inspiracji!
Ale także:
„Po co ciągle patrzeć wstecz. Po swoje musisz biec.”
A tutaj mówi o tym, że nie należy się oglądać. Wiecznie oglądać się nie
jest dobrze. Jednakże próba zignorowania własnych obciążeń, brak
refleksji wobec tego, z czym przychodzimy, na początku się udaje, ale po
iluś latach odbija się mocną czkawką.
A więc niepoprawnie.
Podsumowując: inspirujące, ale można się nadziać.
Wysokie wibracje przy obciążeniu? Niemożliwe!
„W wyższych poziomach wibracji subtelnych
jest tak pięknie! Takie śliczne istoty tam zamieszkują! a jakie są one
pozytywnie nastawione do ludzi! O, to tylko tu, na ziemi można
spodziewać się niewdzięczności. Tam w wysokich ciałach nie ma
niegodziwości, co ci przyszło na myśl!! ” „Jeśli jest jakaś zła energia
to w astralu. Na wyższych ciałach wszystko już jest w porządku” – tak
naprawdę wiele osób myśli. Także zainteresowanych duchowością.
Wibracje wysokich ciał, pochodzące od
krokodyli i ich opiekunów [bo jak się krokodyl bawi, to i jego opiekun
także, a co..], te wibracje wyglądają na czyste, ponieważ są wysokie.
Krokodyle są inspirujące, ponieważ mogą
rozwiać sfery astralne! To, co niektórzy nazywają astralem, a co
przytłacza, co utrudnia emocjonalnie życie, co powoduje, że czujemy się
nie w sosie – to wszystko krokodyl może jednym zamachem ogona usunąć!
Nie jest dziwne, że tak inspiruje!
„Ten człowiek to potrafi się cieszyć!
Jaka radość! Niech i ja skosztuję tej radości!” – możesz sobie pomyśleć.
To istotnie przedsmak Oświecenia [braku przeszkadzających myśli i
natrętnych emocji]. Taa.. jednak mało osób sobie zdaje sprawę z jakiej
przyczyny taka osoba się właśnie tak zachowuje.. Nie jest bowiem
mistrzem duchowym, który porzucił utożsamienia i przywiązania do rzeczy
światowych. Osoby z krokodylem mogą mieć całkiem konkretne pragnienia,
wręcz namiętności a jednocześnie tyyyyyle luzu.. Przecież to jest o
wiele przyjemniejsze niż porzucanie utożsamień, pragnień i przywiązań,
prawda? I mamy takie przykłady na wyciągnięcie ręki. Tyle, że… mało kto
wie JAK to się dzieje, DLACZEGO tak się może dziać.
Czyli jest to pewien jakby powiedzieć –
przekręt. Szukamy istotnie czystości, prostoty, szczęścia. I znajdujemy,
nawet więcej niż oczekiwaliśmy. Jednak prędzej czy później sprawy się
będą się wyjaśniać – czy za 5 minut, czy za 5 lat zobaczymy z dowodami,
że to tak całkiem nie jest czyste. Że jest jakiś przekręt.
Ktoś, kto jest cwany wygląda na mądrego,
prawda? Widziałem iluś profesorów z różnych uniwersytetów, którzy wcale
nie byli mądrzy, niektórzy byli nawet nieco prymitywni, chociaż
zdecydowana większość z nich posiadała bardzo wiele, wiele wiedzy i
nierzadko umiejętności.. To jest na takiej zasadzie. Jeśli ktoś nam mówi
o jakiejś wiedzy, która nas ciekawi, to myślimy sobie – o, mądry gość.
Tyle, że może on jedynie dużo mieć wiedzy, natomiast mądrości nie musi
mieć.
I jeśli szukaliśmy radości, szczęścia,
jeśli chcieliśmy się skolegować z osobami to przejawiającymi się – można
to osiągnąć. Jednak [jeśli mają symbionta] to po pewnym czasie sporo
piasku w trybach się pojawia. Owszem, idziemy, fajnie, ale kamyk w bucie
jest i nie przestaje nas uwierać! Przypomina, że mimo tej radości od
czasu do czasu jest COŚ jeszcze.
Co ciekawe, dla pań, takie wibracje
radości, swobowy, luzu powodują „dobre odczucia”wobec takiego kogoś…
taa.. Nierzadko motylki w brzuchu i inne podobne sprawy. Dla panów to
samo się tyczy. Nie dziwię się, bo to przecież wysokie wibracje, z
obszarów, które istotnie mogą być miejscem szczęśliwym. Dzieje się to
właśnie poprzez emanację tych wyższych energii. Natomiast symbiont może
tam być i tak. Jak smaczne jabłuszko z robakiem. I co – pytanie dla pań –
czy mogę istotnie tak wierzyć moim odczuciom? To istotnie trudne
pytanie, bo by się bardzo chciało, ale zagrożenie jest. A kobieca dusza
nijak nie chce rezygnować z odczuwania. Na szczęście nie musi –
wystarczy, że właścicielka dostanie informacje, podda je refleksji i
zmieni intencje i decyzje.
**
Trzy stadia „posiadania” kr:
1. aspirowanie
Dusza/osobowość pragnie wsparcia, widzi, iż inni mają wsparcie tak
potężne, tak dobrze oceniane w społeczeństwie. Sam/a czuje się
zagrożony/a, niepewny/a.
Osoba taka, zwykle dusza w wieku
młodszym, jest niejako „wpatrzona” w obrazy wzorcowe – ma ileś takich
„modeli”, którzy już kr posiadają i mocno z niego korzystają. Oczywiście
nie ma tu mowy o świadomości tego, iż trzeba za bycie nosicielem
zapłacić coś, zwłaszcza, że można mocno stracić z tego powodu.
Osoba aspirująca może otworzyć się na kr w
momencie dużego zagrożenia [życia, zdrowia], tak, aby się z tej
kłopotliwej sytuacji wydostać. Na normalnych wibracjach by się to
najpewniej nie udało. Może to być też sytuacja długotrwałego poniżenia
przez rodzinę, rodziców, jednego z rodziców, otoczenie rówieśników.
Wyższe typy krododyli przyjmują nosiciele właśnie dla „pokazania, że
jednak potrafię”. Osobowość ma już wtedy argument, że nie jest aż tak
źle, i to nie byle jaki argument.
2. noszenie
Dusza jest w trakcie bycia zamieszkałą przez kr – jest to „wstawka” w
duszę. Następuje częściowe zlanie z duszą i jej funkcjonowaniem. Oceny
pozytywne/negatywne dla kr są oczywiście zauważane przez nosiciela,
natomiast sam zainteresowany widzi to zjawisko jako jedność siebie. I
oceny dotyczące kr traktuje osobiście, zwłaszcza te pozytywne. O
negatywnych nie za bardzo chce słuchać. Ego, jako obraz siebie jest
mniej lub bardziej jednolity: „jestem raczej scalony, chociaż czasami
coś mocno wariuję, a sam nie wiem dlaczego”. Ocena negatywna postępków
krokodyla dotyczy więc samego siebie: „jestem czasami taki niedobry,
nieuczciwy”, jednakże symbiont w miarę szybko wygładza zmarszczki na
sumieniu i właściwie nosiciela za 10 minut to nic nie obchodzi.
3. opuszczanie
Dusza jest już raczej starą duszą, żeby zorientowała się, iż coś jest z
osobą nie tak. Osobowość zwykle już jest na tyle otwarta na krytykę
własnej osoby, że zaczyna się zastanawiać nad sobą. Tego poziomu
samoświadomości często oczekuje się od osób o młodszych czy dojrzałych
duszach, natomiast one mogą tego jeszcze nie posiadać i próżne walenie w
bramę – nie otworzą. Warto wiedzieć, z kim się ma do czynienia i czy w
ogóle warto rozmawiać o tym, co się z danym człowiekiem dzieje. Taki
ktoś widzi, czuje, chce zmian, natomiast może nie wiedzieć jak to
zrobić. Gdy dojdzie do niego, że ma „na pokładzie” obcego, będzie w
stanie radzić sobie z tym, od momentu uświadomienia, poprzez
rozpoznanie, pracę, aż do usunięcia kr.
Winien – nie winien?
Wydaje mi się, że nie należy w czambuł
potępiać osoby, która ma takie obciążenia. Zwykle ona ich sama
bezpośrednio i świadomie nie wybrała [o tym w tekstach]. Pojawiające się
zachowania nie są też bezpośrednio tworzone przez tą osobę. Jednakże –
tak czy siak – jest ona za nie w końcowym rozrachunku odpowiedzialna.
Zasługuje na szacunek nie z powodu swoich uczynków albo osiągnięć, ale
dlatego, że żyje.
Jeśli w łodzi podwodnej marynarz zostawi
uchylony luk, to wleci woda, gdy będą się zanurzać i pozalewa sporo
wnętrza. Marynarz miał dobre chęci. Był romantykiem, a niebo było takie
błękitne, że trudno nie popatrzeć.. zapatrzył się.. tak było miło..
No ale woda się sporo wlała i nie ona jest odpowiedzialna za zalanie, tylko ów matros marzyciel.
Podobnie jest z nosicielem krokodyla – „to nie on jest temu winien” – można błędnie, romantycznie stwierdzić.
Jednak za czyny symbionta-pasożyta
odpowiada nosiciel. Tu osoba z krokodylem, czyli nosiciel może czuć się
oskarżony, niewinnie karany. Tym trudniej jest mu to znieść, że nikt nie
uczy o takich sprawach, o których teraz czytasz.
Podobna sprawa jak z wodą, która się wlała do środka łodzi podwodnej, jest i z krokodylem
– jeśli jest agresorem, to czy go należy potępiać?
Jeśli jest to istota, która żeruje na cudzej energii, to może być bardzo nieprzyjemny, może powodować spore cierpienie.
Ale on już taki jest i nie można krokodyla „wyleczyć” z tej przypadłości jedzenia aury i energii.
Nie sposób też krokodyla „uczynić humanitarnym” i skierować na jedzenie energii z roślin czy z gniazdka sieciowego.
Powiedzenie sokołowi, żeby nie łowił
myszy i żeby jadł trawę mija się z celem. Natura takiego agresora jest
określona i niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest,
zaakceptować to i omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem.
.
Ukryta delikatność i ukryta depresja
Osoby „dotknięte” krokodylizmem są, co
ciekawe zwykle wewnątrz delikatne, wrażliwe. Nabycie krokodyla wydaje
się wtórne, zwykle pochodzi z chęci obrony. Prawdopodobnie, gdy takie
osoby nie mogą wytrzymać trudności, jakie przynosi życie w świecie –
stowarzyszają się z symbiontem.
[Ten opis może dotyczyć to poprzednich
wcieleń, gdy w tym wcieleniu brakuje takich wydarzeń a krokodyl jest.
Widziałem już bardzo małe dzieci z całkiem rozwiniętymi krokodylami.]
A więc jest paradoks – delikatna istota w opancerzonym ciele. Jak Dart Vader.
Często też tacy ludzie wyglądają bardzo
„do przodu”, ale jak się wgłębić, posłuchać ich historii, to mają
poczucie znacznego ciężaru życiowego. Mają nadal poczucie skrzywdzenia,
potraktowania gorzej, chociaż wokoło nie traktuje się ich gorzej – to
jest chyba kreacja symbionta, aby uprawomocnić swoje przebywanie.
Tacy ludzie po prostu gdzieś w głębi
czują się mocno depresyjnie. A że świat nie zezwala na uzewnętrznianie
tego – żyją z wizerunkiem, twarzą wykształconą przez symbionta –
aktywną, prosperującą.
Co ciekawe, kultura nie zezwala na stany
depresyjne komu? Mężczyznom. A kto ma zwykle obciążenia krokodylami?
Mężczyźni i te kobiety, którym nie dano być kobiecymi, nie dano rozwijać
cech kobiecych [w tym prawa do słabości]. Krokodyl maskuje stan
depresyjny.
Osoby z kr wyglądają na zewnątrz bardzo
miło, natomiast mają w sobie ukrytą poczucie bycia skrzywdzonym,
niewysłuchanym, niewystarczająco kochanym. A że sami nie czują się
wystarczająco silni, to krokodyl za nich „oddaje światu” za tą krzywdę,
jaką nosiciel przeżył.. I tak sieje jadem na lewo i prawo, kąsa boleśnie
tych, których zdoła zaznajomić i przytrzymać.
Przy osobach z wejściami wejście jest tym
czymś, co „za nich” gniew, agresję wyraża. Kto ma przeważnie wejścia
lub współuzależnienie? Kobiety i ci „mili” mężczyźni, którym zabroniono
wyrażania gniewu, wściekłości.
==
Osoby z kr często cierpią na pustkę wewnętrzną. Zarabiają spore
pieniądze, wydają je ze znawstwem, używają życia.. a czują niedosyt,
czują pustkę. Często ich ciała bolesne wysmykują się i żebrzą o
współczucie – wiele dusz nosicieli kr słyszałem, jak mówiły „czego ode
mnie chcesz, co ja ci zrobiłem?! czemu się na mnie obrażasz, czemu
ludzie się do mnie tak niechętnie odnoszą? Dusza niestety jest głucha i
ślepa na obecność kr. w ciałach takiego człowieka, przynajmniej tak się
na pierwsze widzenia wydaje.
..
Pewni naukowcy angielscy badali jak
ludzie tłumaczą różne swoje niecne czyny. Okazało się, że owe różne
mniejsze i większe występki motywowali oni tym, że są w jakiś sposób
„słuszne” i dawali sobie na nie prawo. Może „słuszność” nie jest tu
najlepszym słowem, może lepszym byłoby, że takie wybrane przez kr.
działanie nie jest sprzeczne z uznawanymi normami. To oczywiście wiele
mówi o bezwzględności czy nieludzkości tych norm.
Zresztą wszelakie obciążenia duchowe i
działania na ich podstawie można wytłumaczyć jakimś rodzajem radzenia
sobie z cierpieniem. Radzenia sobie z bólem, z odczuciem dyskomfortu,
nieprzyjemności. Prawdziwej czy wyobrażonej. Obecnej, przeszłej czy
oczekiwanej. Akurat krokodyl jest to „ucieczka do przodu”, czyli
zastosowanie zwielokrotnionej umiejętności poradzenia sobie. Bo jeśli
„kiedyś mnie tak to dotknęło, to już obiecuję sobie, że mnie już nigdy
nic nie dotknie”. Oczywiście takie „uwolnienie się” od cierpienia nie
jest prawdziwym oczyszczeniem, a tylko pewnym rodzajem ucieczki od
cierpienia, od bólu.
Pewnie tak można tłumaczyć różne
nieprzyjemne działania kr. uprawomocnione przez nosiciela. Nosiciel po
prostu jest przekonany, że ma w jakiś sposób prawo tak czynić, jak
czyni, że biorąc pod uwagę wszelkie występujące warunki, można się
zgodzić na takie działanie, jakie kr. podejmuje. Czyli nie ma nic w
poprzek moralności, wszystko jest oki.
A że ktoś inny cierpi? No to akurat często nosiciela nie zajmuje, a tym bardziej kr.
Nadużycia seksualne wobec dzieci
Atak na sferę seksualną najczęściej jest
związany z krokodylem witalnym. Na witalnym [eterycznym] poziomie
zachodzi nawiązywanie się więzi partnerskiej.Gdy
dziecko jest obiektem seksualnym dorosłego, zwłaszcza mającego kr.
uszkadzane są bardzo wrażliwe i delikatne struktury witalne. Jest to
równoznaczne z pogryzieniem na ciele witalnym. Wchodzą w to pedofilia,
obnażanie się wobec dzieci [system witalny jest bardzo delikatny u
dzieci, stąd naturalny wstyd – chroni przed uszkodzeniami systemu
witalnego], współżycie dzieci, nastolatków. To wszystko mocno uszkadza
dalsze możliwości życiowe w obszarze związków partnerskich.
Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za
pogryzienie na ciele witalnym, czyli nadużycia seksualne, także
dokonywane na dzieciach. To skutkuje blokadami na seksie i bliskości i
niemożnością zawarcia satysfakcjonującego związku.
.
Co zrobić???
Po pierwsze – rozpoznanie.
Nie jest aż tak łatwo na pierwszy rzut oka poznać, kto istotnie,
prawdziwie jest atrakcyjny sam z siebie, w takim ludzkim, prawdziwym
znaczeniu.
Ale jeśli czujesz, że robisz coś nieświadomie, nawykowo, co
przewyższa możliwości innych – sprawdź opisy funkcjonowania kr. na tej
stronie.
Dopiero jednak prawdziwe przyczyny zmian prowadzą do prawdziwych przemian i prawdziwych sukcesów.
Prawdziwe rozpoznanie prowadzi do prawdziwych wniosków.
Dopiero działania oparte na prawdziwym rozpoznaniu prowadzą do prawdziwych uwolnień.
Podstawowa sprawa: krokodyla bierze się na pokład na konkretne
potrzeby [np. dobrej prezencji, wymiatania w towarzystwie, bycia znanym i
lubianym].
Jeśli chce się go pozbyć, trzeba zastanowić się jak odejść od tych intencji, jak je oczyścić.
Np. kr. astralny może być przyjmowany aby być mniej wrażliwym, bardziej twardym, nie poddawać się dominacji.
Kr. astralny włączając się robi osobie z otoczenia na złość, a
jednocześnie śmieje się z tego, robi się „ubaw”, bo komuś się nie
powiodło. Bardzo popularne są grupki małych chłopców, którzy dominują
nad słabszym i się z niego śmieją. Niejeden z nich będzie miał kr.
astralnego.
Jak mieliby się jednak oczyścić? Mieliby stwierdzić to, co zresztą im
nauczycielka mówi, że powinni być przyjacielscy wobec tego słabszego, a
nie bawić się jego kosztem. Dla małych chłopców takie tłumaczenie jest
pozbawione sensu, przecież tak im fajnie, jak tamtego gnębią, czują ulgę
w swoim [często przykrym] życiu.
Natomiast podobne zalecenia są do dorosłego nosiciela krokodyla: być
przyjacielskim, oprzeć swoje relacje na miłości wobec drugiej osoby
[najczęściej już partnerki]. Działać z pozycji czakramu serca.
Oczywiście jest tu wstyd, żeby się przyznać, że tak się dzieje, może
nawet jest łatwiej tak zdominować partnerkę. Niemniej bez zmiany
postępowania nie ma co liczyć na oczyszczenie.
Oczyszczenie kr. astralnego wiązałoby się z byciem na powrót bardziej wrażliwym, mniej twardym.
Dalsze wskazówki poniżej na stronie,
**
Jak rozróżnić kr od wejścia?
> bronię usilnie swoich prawd, które uważam za słuszne, denerwuje mnie to, że ktoś może mieć inne zdanie
> chęć panowania nad ludźmi, która czasem się objawia, chęć bycia
atrakcyjnym dla innych, twardym, bezbłędnym, mającym zawsze rację,
pouczającym otoczenie. Paradoksalnie, kiedy gromadzi się wokół mnie
grupka osób, które patrzą na mnie „z dołu”, irytuje mnie to trochę i nie
chcę tego.
rozpoznanie kr. jest proste.
Jeśli dokonujesz posunięć na ciałach mentalnym i przyczynowym bez
żadnego kłopotu, niejako „samo się dzieje” i przez to ustawia się ludzi
wraz z ich przekonaniami po kątach – to jest krok.
Jeśli jednak postawa:
>bronię usilnie swoich prawd,
wymaga poczucia, że jest walka, że trzeba się przeciwstawić bo [coś tego wymaga],
że trzeba koniecznie wywierać presję w danej sprawie,
że trzeba wysiłku,
że jeśli nie ty, to nikt tego nie dokona, nie naprawi,
a jednocześnie czasami czujesz się nie aż tak silny jak przeciwnik,
to wtedy to jest wejście.
Kr zwykle bowiem:
– jeśli coś działa, nawet w warunkach trudnych, to nie daje poczucia trudu,
– jeśli działa, to jest to jak jechanie na łyżwach po lodzie, bez oporu,
– nie będzie myślał o społecznych skutkach swoich działań,
– jak działa, to czuje się panem, bezwzględnie panującym nad sytuacją [nawet jeśli wda się w konflikt z innym kr]
—
Anatomia zjawiska
Tu wreszcie kilka słów o dwoistości takiej osoby, o tym, jak przejawia się taka osoba i to coś, co ją obciąża.
Bardzo wiele wskazuje na dwoistość takiej
osoby, „posiadającej krokodyla”, na dwoistość zachowania. Patrząc się z
ezoterycznego punktu widzenia tak rzeczywiście jest, można powiedzieć –
nawet zupełnie literalnie. David Icke w swoich wykładach pokazuje
rysunek, jak to wygląda biorąc pod uwagę to, co widać w świecie energii.
Jako energie widzimy dwie istoty, które są w pewien specyficzny sposób
złączone.
Wyobraźmy sobie człowieka. Za jego
plecami widać istotę podłączoną do człowieka niewidzialnymi łączami. Tak
mniej więcej wygląda kr i jego nosiciel.
Jak patrzeć na krokodyle z pozycji duchowej? Dlaczego coś takiego po świecie chodzi?
Krokodyl dajmy na to astralny wchodzi na
przerośnięte ciało astralne, jak na obrazku poniżej. Dzieje się tak,
ponieważ ciało o jeden poziom wyższe, mentalne nie jest w stanie
ochronić, „przykryć” ciała astralnego.
Krokodyle [wraz ze swoimi opiekunami] mogą działać na różnych
poziomach ciał subtelnych. Sam krokodyl jest jakby plug-inem, wtyczką w
ciało subtelne człowieka – na obrazku jest przedstawiony akurat k.
astralny. Jest bardzo „płaski” w swoim przeżywaniu czy percepcji,
ogranicza się do sfery astralnej. Zresztą jeśli siedzi w jednym ciele,
to gospodarz zwykle ma wiele innych jeszcze ciał, w których się może
wykazywać.
Dopiero ich Opiekun k. jest z „wyższych sfer”, czyli jest obecny w ciałach wysokich, jak atmaniczne, anupadaka czy adi.
Dokładniejsze opisy obrazujące różne istoty i poszczególne typy obciążeń
można obejrzeć tutaj.
Pytanie:
> coz to za cudowny dopalacz ten krokodyl buddialny ? To znaczy, ze wplywa na wyznawane wartosci zyciowe Pana J?
Poziom krokodyla z moich badań raczej jest związany z jego
„jakością”, możliwościami i na ile gładko się wślizga w życie ofiary. Te
niższe robią większe zniszczenia i powodują grubsze kłopoty i robią
zamieszanie. Te wyższe już tylko w umyśle sieczkę robią. No i oczywiście
wszystkie – zgodnie z poziomem zaburzają energie i je kradną.
Natomiast na TREŚCI [także umysłowe] u nosiciela krokodyle nie
wpływają. Jakby wpływały, to by się nosiciel domyślił, że nie jest sam,
bo by widział cudze treści we własnym umyśle. Tak więc krokodyl jest
mniej lub bardziej przeźroczysty, transparentny. Ale jest.
Krokodyl fizyczny nie będzie zmieniał sposobu poruszania się
człowieka, ale może [na jakiś czas] zwiększyć jego możliwości, np
wydolność [człowiek może się wtedy forsować ale potem jest spłata długu i
degradacja, czyli choroba, tak jak na innych ciałach].
Krokodyl witalny może dawać poszerzenie doznań, zintensyfikowanie ich
[i pewnie „lepsze”, bardziej sycące doznania], natomiast nie zmienia
pragnień witalnych, czy instynktów ciała.
Krokodyl witalny jest odpowiedzialny za pogryzienie na ciele
witalnym, czyli nadużycia seksualne, także dokonywane na dzieciach. To
skutkuje blokadami na seksie i bliskości i niemożnością zawarcia
satysfakcjonującego związku
[więcej tutaj].
Gdy podejrzewasz się o pogryzienie na ciele witalnym możesz przesłać mi
zdjęcie, zobaczymy, czy to to może być przyczyną kłopotów.
Krokodyl astralny nie zmieni treści emocji nosicielowi, natomiast tak
wzmocni jego energetykę emocjonalną, że nosiciel będzie uważany za
„nadczłowieka” [może takiego z podwórza, z sąsiedztwa, ale jednak
mogącego więcej, np. przewodzącego bandzie]
Czyli krokodyl mentalny nie będzie wpływał na treści myślowe
nosiciela. Ale będzie ogromnie wspierał jego intelekt. Doda mu
turbodoładowanie intelektualne.
Krokodyl przyczynowy nie zmieni nosicielowi decyzji, nie będzie
wpływał na nie, jednak mocno wesprze możliwości ich realizacji i
przekona nosiciela, że tak wiele jest możliwe do osiągnięcia! Albo da mu
awans w drabinie dyrektorskiej, albo przynajmniej całkiem konkretne
podstawy do takiego awansu.
Krokodyl buddialny nie będzie zaburzał czy modyfikował wartości u
nosiciela. Ale będzie sprawiał, że nosiciel będzie wyglądać jako ktoś
„specjalny”, ktoś o zupełnie specjalnych możliwościach w zakresie
konstruowania wizji przedsięwzięć.
Pewien człowiek z kr atmanicznym każe się tytułować zaufanym
„Bogiem”, i zachowuje się wobec nich jak Bóg. Ma co prawda ileś
niezwykłych możliwości, ale czy to jest argument, żeby tak się
wywyższać?
Awiessałom Podwodnyj opisuje zjawisko kr.
Mówi, iż jeśli subtelne ciało wyższe nie przykrywa ciała niższego, to
może uruchomić się zasiedlanie takiego „odsłoniętego” ciała przez
krokodyla.
Przykład odsłoniętego ciała mentalnego:
Ciało wyższe, mniej rozwinięte: przyczynowe.
Cało niższe, bardziej rozwinięte: mentalne.
Sytuacja w Ciele przyczynowym
Jeśli ciało przyczynowe
jest niewielkie to równa się temu, że dana osoba nie jest
zainteresowana poszukiwaniami związków, zależności istniejących w świecie.Taki
ktoś może nie chcieć oglądać zależności, podlegać im. Jego intencją
może być pragnienie wolności. Tak sobie ustalił sam z sobą, bo np. miał
nadmiernie kontrolującą matkę. Pragnąc nieskrępowanej wolności nie
będzie on także chciał się podporządkowywać innym, grupowym ciałom
przyczynowym.
Nie chce rozważać nauk
Kościoła, nie chce się specjalnie zainteresować co psychologia ma do
powiedzenia – to nie dla niego, to by go ograniczało. Jeśliby w pokorze
spróbował przyjąć, a chociażby rozważać zasady grupowe, na jakich
społeczeństwo działa, to owe przyczynowe ciała grupowe osłoniłyby jego
ciało mentalne. Dałyby inspirację dla tego ciała. Może nie byłaby to
inspiracja doskonała, ale chroniłaby ona przed obcym zasiedleniem.
Tak więc nasz bohater
nie rozwija własnego ciała przyczynowego. Gdyby rozpoczął choćby od
rozważań tematów z poziomów przyczynowych, to miałby szansę aby z czasem
wykształcić swoje własne ciało przyczynowe odpowiadające wielkością
posiadanemu ciału mentalnemu. Jednak bunt „przeciwko autorytetom” nie
pozwala na to. Nie musiałby podporządkowywać się autorytetom, wystarczy,
żeby rozważał ich twierdzenia. Ale niestety, on nie chce okazywać
szacunku. Nie wie, że dałoby to mu zdrowie duchowe.
Sytuacja w Ciele mentalnym
Nasz bohater jest
bardzo aktywny intelektualnie. Może mieć dużo zasobów umysłowych, dużo
zainteresowań czyli ciało mentalne bardzo aktywne.
Efekty
Taka sytuacja pokazuje,
jak niższe ciało może być większe niż wyższe. Do takiego kogoś może
łatwo przywrzeć krokodyl, zasiedlić wystające ciało mentalne. Jest w
pierwszym momencie idealnie zgodny z linią działania i myślenia tej
osoby. Także nie chce podlegać autorytetom, także nie chce przyjmować
treści, które płyną z w miarę zdrowych wyższych ciał grupowych [grup
spłecznych, rodzinnych, naukowych, religijnych]. W tym się zgadzają i
nosiciel i krokodyl.
Jednakże to jest tylko
na początku. Krokodyl ma ukryty plan. Wydaje się, że wspiera upragnioną
wolność swojego nosiciela, jednakże sam MA swojego Opiekuna.. I z czasem
owa wolność zaczyna być przenikana inspiracjami z obcego źródła, z
obcego [dla ludzi] ciała wyższego. Widać to na obrazku.
I zaczyna się. Zaczyna
się „nieludzkie” działanie takiego człowieka. Będąc połączony
energetycznie z bytami żerującymi na energiach innych ludzi, uczestniczy
w tym żerowaniu. Co prawda nie uczestniczy w tym procesie bezpośrednio.
Dlatego też nie jest go świadomy. Można robić wyrzuty takiemu
nosicielowi, a on tylko ironicznie się uśmiechnie i powie: „czego ty ode
mnie chcesz, nic takiego nie czułem! odczep się ode mnie, nie masz
żadnego dowodu” Nawet nie powie „nie masz racji” – to jest już jakaś
forma rozmowy. Nosiciel nie wchodzi w ogóle w rozmowę ze swoją ofiarą.
Taka jest strategia, widziałem to wiele, wiele razy i słyszałem tysiące
opowieści. Nosiciel [za sprawą krokodyla] jest wyłączany z podejrzeń.
Krokodyl umie chronić swojego żywiciela, jest mu on przecież potrzebny.
Ta ochrona jest bardzo konkretna energetycznie – jest to coś w rodzaju
welonu z energii o wysokiej wibracji, posiadającej intencję: „nie masz
prawa przystępu, jestem nietykalny”. Możesz to sam zaobserwować u
kolejnego gościa w dresach czy z rozrośniętym karkiem, jeżdżącego BMW.
Nie ma co z takim zaczynać, te energie są silniejsze od energii
ludzkich.
Nieziemskie moce
Krokodyl jest tak potężnie działający,
ponieważ to jego Opiekun posiada iście nieziemskie moce [to mój
wniosek]. Podwodnyj nie mówi o Opiekunach Krokodyli. Sam krokodyl
jeśliby tylko był na poziomie np. mentalnym, to możnaby go „załatwić” z
poziomu przyczynowego lub buddialnego. A to nie jest wykonalne. To
dlatego krokodyl posiada tak nieziemskie moce, ponieważ ma Opiekuna:
– Na ciele atmanicznym [ciele idei] jest w
stanie zrobić taką ideę jaką będzie chciał i „sprzedać ją” ludziom.
Jest tu zupełnie swobodny. Nie żądajmy od Krokodyla czy Opiekuna jakiejś
moralności. Ludzie przecież są dla nich jak mrówki.
– Na ciele anupadaka [ciele wyboru,
wolności] jest w stanie swobodnie i zupełnie bez jakiegokolwiek wahania
wybrać taki sposób postępowania, jaki mu się wymarzy. Nie ważne, że ktoś
wokoło ma z tym problem, że komuś to zawadza, czy ktoś sobie tego nie
życzy – jest to dla Opiekuna niezmiernie błahe.
– Na ciele adi [ciele wyboru znaczenia,
przypisywania znaczeń] może Opiekun przydać takich argumentów
nosicielowi, że otoczenie wpadnie w osłupienie, że ktoś tak w ogóle mógł
pomyśleć! I dodatkowo, że nie można jakoś się przeciwstawić takiemu
rozumowaniu [dodajmy – wyzutemu oczywiście z jakiejkolwiek wrażliwości.
krokodylom i ich Opiekunom wrażliwość nie jest potrzebna. Potrzebna im
energia i niewidzialne ciała ludzi. I ładnie je sobie pobierają od
ludków. Z pobierania ani jednego ani drugiego nie muszą się tłumaczyć,
ponieważ po prostu zaprzeczą, że cokolwiek się stało. Przecież nic nie
było widać. [hehe.. mędrca szkiełko i oko dokąd prowadzi..]
Duchowość?
Krokodyle nie mają duchowej jakości,
duchowej świadomości [co prawda ich Opiekunowie „siedzą” na tak wysokich
ciałach, że z marszu i krokodyla można postrzegać jako kogoś „nie z
tej ziemi”.Opiekun, silnie z kr połączony pracuje na ogromnie wzniosłych
wibracjach i one to wlewają się przez połączenie do kr i
rozprzestrzeniają wokoło. Stąd taka „władcza postawa” u nosicieli, takie
poczucie własnej ważności, często wyższości [nieco maskowanej, aby
lepiej wyglądać]. Te cechy nie są zmyślone, bazują one na konkretnych
wysokich [choć nieczystych] wibracjach duchowych.
Co innego krokodyle. Same krokodyle
działają niemalże mechanicznie, można je nazwać pół-istotami. Ich
priorytetem jest przetrwanie. No oczywiście bez przesady, bo zwykle
czują się jak paniska.Wielokrotnie zwiewałem z widoku krokodylom poprzez
zastosowanie prostego tricku. Na ciele, na którym akurat krokodyl
występował nieruchomiałem, nie wykonywałem żadnego ruchu. Np. dla kr
mentalnego zaprzestawałem myślenia, dyskutowania, oceniania. Krokodyl
głupiał, bo przestawał mnie widzieć, nagle nie byłem widoczny. Dla kr
astralnego częstego u alkoholików, gdy przestawałem poruszać
jakiekolwiek emocje, taki koleś coś nadal błebłał w malignie, ale jako
że nie miał zaczepienia emocjonalnego zastanawiał się, czy warto dalej
gadać i gdzie znaleźć kolejnego rozmówcę z czynnymi emocjami. Tak na
krótką metę można uchronić się przed atakiem.
Krokodyle nie mają jakichś ambicji
oświecenia, dojścia do Boga. To ich akurat nie zajmuje. Mogą oczywiście
przedstawiać różne wywody, które mają być dla zmylenia ofiary, czy też pokazujące swoje zaawansowanie lub przewagę.
Także w obszarach idei duchowości. Mają pewne zrozumienie dla
„szczytnych celów”, „wysokich idei”, a co najważniejsze dla ambicji.
Dzięki ambicjom zresztą kr. nabywają wiele, wiele swoich nowych ofiar.
Jednakże celem końcowym nie ma być pokora
– wręcz przeciwnie oddawanie czci, szacunku i energii IM. Jeśli kr.
uznają duchowość, to taką, której podstawowym pytaniem jest: „czego sam
chcesz?” [zwykle w rozumieniu „czego JA chcę?”]. Jeśli rozłożymy przed
kr. opowieści o wzmacnianiu osobistej mocy, osobistych możliwości
wywierania wpływu [tu pasuje np. kreacja lub działania energetyczne], to
kr. się zgodzi z tymi naukami, przytaknie, że są wartościowe. A to
przecież nie rozwój duchowy a magia.
Jeśli zaś byśmy chcieli opowiadać o
pokorze, łączności z Bogiem, współpracy, to dla kr. jest to z gruntu
niezrozumiała idea i postawa. Jakbyśmy mówili Murzynowi z buszu o
śniegu. Bo jak może rozumieć pokorę wobec Boga istota z natury
agresywnie niepokorna?
Krokodyle są sprytne, cwane, ale nie są
mądre. Cwaniactwo nie jest mądrością, cwaniactwo nie może się z
mądrością i miłością równać, ponieważ w perspektywie duchowej jest
puste. Jak widzicie takiego „pustego” acz
atrakcyjnego, pociągającego człowieka, to warto sobie te słowa przypomnieć.
„Stworzone światy” krokodyli
coś podobnego do tego, co się określa terminem „niestworzone historie”..
pewien dość istotny szczegół.
Jest to „stwarzanie świata”. Taa.. jak to opisać?
Koń jaki jest, każdy widzi – to cenna
uwaga pokazująca, że sami możemy oglądnąć świat i poznać go poprzez
odczuciowe doświadczenia.
Oczywiście wiele, wiele szkół duchowych
tak spowiło postrzeganie, a zwłaszcza odczuwanie w kody posłuszeństwa
czy też różnorakiej „wiedzy” [w cudzysłowie bardzo], że ludzie nie mają
zaufania do swojego odczuwania.. Przykładowo w katolicyzmie: „masz
wierzyć, nie zaś doświadczać, czy odczuwać”. [brak zaufania do odczuć
jest bardzo częstą przyczyną wchodzenia w toksyczne związki czy to z
nosicielem kr, czy to z osobą z wejściami..]
„Masz wierzyć, nie zaś doświadczać, czy
odczuwać”. Z tej pozornej niemożności postrzegania wyszło prawdziwe
niedowierzanie własnym odczuciom.
Jest dodatkowo mocno wpajane przez kr.
przekonanie wszystkim wokoło, że „świata nie pojmiesz” – taki kodzik,
który sporo się przeciwstawia prostemu acz głębokiemu widzeniu zjawisk.
„świata nie pojmiesz” – to nabiera wyglądu głębokiej prawdy, jeśli pobędziesz trochę z nosicielem kr i jego fabulacjami..
Krokodyle bardzo sprytnie tutaj używają
preparowania wizerunku rzeczywistości [preparowania, czyli „tworzenia”,
czy też „robienia” czegoś nieprawdziwego w miejsce prawdziwego i
podawania go do „postrzegania”]. Preparowania wizerunku niemożliwego do
pojęcia przez przeciętnego człowieka. Dopiero opierając się o pomoc czy
zrozumienie od NIEGO [kr.] coś niecoś jesteśmy w stanie pojąć – tak kr.
by chciał, abyśmy to postrzegali. Czyli kolejna lina na naszą szyję..
Otóż – jak zauważyłem, każda osoba z
krokodylem posiada – mniejszą lub większą – „zrobioną teorię”
rzeczywistości. Są to pomysły powiedzmy trochę z księżyca, co prawda
bardzo przekonujące i .. bardzo skomplikowane, żeby nie powiedzieć
pomieszane w sobie.
Wygląda mi często na to, że kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” dla wielu celów:
a) żeby odciągnąć uwagę od przeżywania zarówno nosiciela jak i jego bliskich
Zwykle jest to wizja świata bardzo „w
głowie, w myślach” [kr. mentalny], „w faktach, w tym, co można osiągnąć”
[kr. przyczynowy], lub „w wizjach przedsięwzięć” [kr buddialny]. Każdy
ze stworzonych światów pociąga i dobrze odciąga nosiciela od odczuwania i
obniża wagę owego odczuwania. Obniża również u słuchaczy poziom
postrzegania własnej wartości, bo owe krokodyle wizje są tak
przekonujące, tak bardzo „większe” od tego, co nam, maluczkim może się
zalęgnąć w umyśle.. Tak wizja, to jest coś.. myślimy sobie.
Kr. przekonuje, że za pomocą odczuwania
niewiele co daje się zrobić. Odczuwanie u osób wokoło jak i u nosiciela
mogłoby dla kr. nie istnieć! I to by było bardzo dogodne dla niego, bo
można by bez konsekwencji obdzierać z energii i ranić osoby z
otoczenia..
Oczywiście – jest to dla kr. wygodne, bo właśnie poprzez odczuwanie można kr. łatwo namierzyć a i łatwo można się od niego uniezależnić postępując za wskazaniami odczuwania.
Mój znajomy, który ma kr. mentalnego jest
świetny w intelektualnych rozważaniach. Gdy zaś z innymi osobami
próbowaliśmy mu powiedzieć, że jest coś, co potrafimy odczuć – uczucia,
energie, to odpowiadał „ale ja nic nie czuję”. Kiedyś zawziąłem się,
mówię, „przecież niemożliwe jest NIC nie czuć”. No i zrobiłem koledze
sesję uczulania bioenergetycznego. Na koniec mówi, „rzeczywiście,
czuję”. Ale co z tego, gdyż po kilku tygodniach ponownie powróciła
mantra „ale ja nic nie czuję” w odpowiedzi na argumenty, że ktoś coś
czuje i jest to realne i jest to faktem. Krokodyl dla nosiciela jest
niezwykle przekonujący, to warto zapamiętać..
b) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby „stworzyć świat”, gdzie będzie kr. paniskiem na włościach i, kiedy ofiary przyjmą ten punkt widzenia, to będzie po prostu krokodylowe niebo
To chyba jest bardzo zrozumiałe.
c) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby uprawomocnić swoją obecność – w wielu „zrobionych światach” taka postać jak „wspierający” krokodyl okazuje się niezbędna dla nosiciela
Np. Jeśli wizja świata niewidzialnego
jest pokrętna i pełna wielu niezbadanych i przerażających tworów, to
taka „wspierająca istota”, taki „mądry przyjaciel” wydaje się
człowiekowi jak najbardziej na miejscu, wręcz może on odczuwać
wdzięczność jej za bycie, wspieranie czy inspiracje. Bez takiego
wsparcia świat może wydawać się tragicznie przytłaczający, osaczający.
Albo gdy świat wydaje się tak skomplikowany, to jakże nie wziąć kr. który pozwoli na przetrwanie w takim ciężkim świecie?
Albo, jeśli w szkole nie można „się wybić”, „być kimś”, tylko takim szarakiem, to gdzie szukać pomocy, aby „się pokazać”? U kr.
I dalej – wygląda mi często na to, że
d) kr. tworzy taki „zrobiony swój świat” żeby dać argumenty nosicielowi dla tego, aby oplątywanie nowych, kolejnych ofiary miało pewne podstawy.
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w jakieś mocno
skomplikowane konstrukty myślowe, to może zbałamucić niejeden
intelektualnie nastawiony umysł. [kr. mentalny]
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w konieczność
realizowania swojego popędu płciowego w sposób „nietypowy”, to może
spokojnie zacząć uwodzić nowe ofiary [czy to dorosłe, czy też
nastoletnie] [kr. witalny]
Np. Jeśli nosiciel uwierzy w prawo do
wyładowywania się energetyczno-emocjonalnego, to zacznie mocno obciążać
emocjonalnie rodzinę w poczuciu prawa do tego. [kr. astralny]
Jakieś wnioski?
- Pewnie takie, że świat jest O WIELE prostszy, niż mówią to: w
mediach, tzw. autorytety, osoby na wysokich stanowiskach, itd.. czyli
generalnie wszyscy nosiciele.
- Sami możemy spokojnie podchodzić do świata, bez przestrachu, że go nie pojmiemy
[to przekonanie, że nie pojmiemy go też kr. bardzo pielęgnują]
- Każdy może być badaczem swojego świata,
chociaż zachodzi możliwość, że może wejść na ścieżkę „skomplikowanego
świata” jaką podpowiada kr. [symbiont] jakiegoś guru, czy terapeuty, ale
i wtedy można się z tego uwolnić opierając się na swoich odczuciach.
Wnioski o krokodylach:
Krokodyle są jakby cieniem, jakby
blaknącym odblaskiem światła Boskiego, boskiej energii. Ich ścieżka jest
schodząca – jest to ścieżka degradacji. Nie, kr. nie degradują siebie.
Krokodyle degradują osobę z której żerują, jej duszę.
W porównaniu do tego istoty dążące do
miłości i mądrości są połączone ze Światłem, z Bogiem. Ścieżka takich
istot jest wznosząca, jest to ścieżka rozwoju, nie degradacji, ścieżka,
na której dusza się rozwija, a ja świadome nabiera większej świadomości.
Z takiego porównania można odpowiedzieć na pytania o cel istnienia krokodyli.
Podobnie, jak w naturze istnieją procesy
degradacji – gnicia, rozkładu, tak w świecie duchowym istnieją procesy
degradacji reprezentowane przez działania krokodyli.
Definicja Kompostu:
Nawóz naturalny, uzyskiwany poprzez rozkład przez mikroorganizmy odpadów roślinnych i zwierzęcych.
Tak jak w naturze kompost poprzez gnicie i
rozkład daje sobie radę z niedziałającymi poprawnie organizmami, tak
krokodyl daje sobie radę z źle działającymi duszami.
Krokodyl – jeśli mu się pozwoli – rozkłada duszę.
Jest też coś, co może nie od razu poznać w
bogatej osobowości nosiciela krokodyla, ale co i tak i tak wychodzi na
jaw. Czasami w najmniej odpowiednim momencie:
Brak szacunku
Uważam, że szacunek jest to jedna z
istotnych wibracji… i przez to często w rozwoju duchowym przeoczana.
Dusze bardzo dobrze znają i rozumieją szacunek. W świecie dusz jest
bardzo wiele relacji opartych na szacunku. Więcej, w ustawieniach rodzin
Berta Helllingera, czy też w podejściu Łazariewa [„Diagnostyka karmy”]
przez odzyskanie szacunku dokonują się uzdrowienia relacji czy nawet
problemów osobistych a także zdrowotnych.
Szacunek to wibracja
- nie tak silna jak moc
- nie tak widoczna i ogarniająca jak miłość
- nie tak praktycznie przydatna jak mądrość
Ale myślę, że jest od nich może nawet
wyższa, szczytniejsza, wręcz może być ich początkiem. Jest związana z
akceptacją drugiego kogoś. Chodzi nie o respekt, a o akceptację.
Bo z szacunku może pochodzić poprawna miłość, poprawna mądrość i poprawna moc,
natomiast co to za:
- moc bez szacunku?
- mądrość bez szacunku?
- miłość bez szacunku?
A takie właśnie namiastki
mocy [potęga, górowanie, przewaga, wygrywanie],
mądrości [cwaniactwo, krętactwo, manipulacja]
i miłości [pożądanie, pragnienie posiadania drugiej osoby]
takie namiastki mają [przejawiają] nosiciele krokodyli.
Na pewno szacunek to wibracja bardzo
znana i ceniona przez Dusze. Kr zaś nie lubią czegoś takiego jak
szacunek wobec kogoś innego niż one same. Stąd kr. nie lubią dusz, wobec
których musiałyby mieć postawę szacunku, po prostu są ponad to – żywią
się Duszami.
**
Tu [kliknij]
możesz dowiedzieć się, jakie są stopnie obciążenia – jak wygląda
niewielkie, średnie i duże obciążenie symbiontem. Opisuję też intencje
do oczyszczenia się takiej osoby. I dlaczego jest to osoba tak bardzo
przekonująca. I dlaczego nie warto żalić się osobie z krokodylem, czy
też domagać się od niej wyrównania krzywdy nam wyrządzonej.
Czy on/ona jest zdolny/a do miłości?
Pytanie:
Czy ta osoba jest zdolna do miłości?
Odpowiedź:
Oczywiście, że jest zdolna!
Tak jak każdy z nas jest zdolny. Zapewne nie jeden raz przeżyła Pani
doświadczenie, które upewniało Panią w tym, że on kocha Panią.
Jedynie w tym kłopot, że ów ktoś ma
krokodyla który również, dodatkowo gryzie ciała subtelne i zadaje
cierpienie temu, kogo kocha nosiciel.
Wydawałoby się [i wydaje się stale wielu,
wielu ludziom], że nosiciel kr. jest osobą jednolitą. Tak nie jest. I
to nie jest tylko kwestia krokodyli. Wielu z nas ma różne fazy
osobowości, że tak to nazwę, i pokazuje się na różne sposoby w różnych
okazjach. Jednakże aspektem jednoczącym te różne przejawy jest wygląd i
stale jednakowy głos, który wydaje człowiek. Z tego powodu ludzie ciągle
myślą, że mają do czynienia z JEDNYM kimś. Ma ów ktoś także jeden dowód
osobisty, jedno imię i nazwisko, jeden pesel. Natomiast złożoność
psychiczna owego kogoś umyka w takim sposobie patrzenia.
Tak więc nosiciel ma dwie twarze, dwie
osobowości. Jedna z nich zdecydowanie jest zdolna do miłości i na pewno
kocha. Nie ma co demonizować tego kogoś! Jednak też jest i druga twarz,
druga osobowość [a przynajmniej pół-istota, jak to nazywam], krokodyl,
który nie umie kochać, ale umie za to pożerać ciała subtelne z wielką
przyjemnością.
Życie z kimś takim jest wystawieniem się na ogromny dysonans poznawczy!
Jakże bowiem zespolić w jednej spójnej wizji dwa, tak różne obrazy człowieka?
Bardzo trudno. Zaś osoby, [zwłaszcza
kobiety – żony, partnerki, matki] mające do czynienia z nosicielami chcą
go całego kochać, ale „nie daje się” tego zrobić. Naturalnym jest
oczekiwanie, że druga strona będzie odwzajemniać miłość, a tu tylko
część osoby odwzajemnia miłość, a część ma dla nich w zamian za miłość
okrutne działania!
[więcej o takich sytuacjach – link].
Jak tu sobie z tym poradzić? Jak to
ułożyć, jak się nie daje ustalić jednej spójnej wizji tego człowieka?
Czy można mieć nadzieję, że kiedyś się zmieni, że „moja miłość go
uleczy?”
Takiej nadziei nie ma.
„Nie przez ciebie zaczął pić i nie przez ciebie przestanie” – mówią mądre kobiety z grup wsparcia
Al-Anon,
na które chodzą żony alkoholików. Pani nadzieja, Pani miłość go nie
uleczy, ponieważ ma inne motywacje do podtrzymywania krokodyla
[motywacje są opisane na stronie o kr.]
Racjonalne podejście ujmuje dwie strony
medalu, dwie, które prawdziwie się przejawiają. I TO może Pani zrobić,
może Pani przyjąć właśnie taki punkt widzenia, że jest ich dwóch. Dzięki
temu:
a) nie zwariuje Pani.
b) pokaże Pani, że kocha jego samego, tego, który istotnie jest zdolny do miłości
c) nie akceptuje Pani jego obciążeń, które Panią boleśnie ranią.
Nie chodzi o odrzucanie człowieka, który z
pewnością ma do Pani co najmniej ciepłe uczucia. Jednak należy
przedsięwziąć kroki aby mocno siebie ochronić przed tym, co Pani
zagraża, a to zagrożenie jest bardzo konkretne [np. „jest podły i
manipuluje”].
W razie zamętu w głowie, proszę przeczytać powoli tą odpowiedź kolejny raz :)
Jest to bowiem zupełnie inne spojrzenie, poza tym w wielu zdaniach są
całkiem konkretne wskazania co robić – i to nie jest często moja wiedza,
ale zapożyczona od mądrzejszych, mających większe doświadczenie ode
mnie, choćby pań z Al-Anon.
Szacunek dla … drania?
Jak takiemu niewdzięcznikowi z kr. okazywać szacunek!@#$%? On nie zasługuje na szacunek!@#$%~! Po tym, co mi zrobił?!!?@%$#%?
Po takich opisach możnaby sądzić, iż mamy
do czynienia z takim podłym kimś, komu nie należy się szacunek. Którego
nie należy zaakceptować. Którego należy piętnować! Starsze panie
pewnego ugrupowania bardzo chętnie wydają takie wyroki skazujące..
zresztą nie tylko starsze panie, istnieje wiele osób, które nadal, mimo
oficjalnej tolerancji i szacunku dla osoby ludzkiej powywieszałoby tego i
owego.
Wiele osób poszkodowanych przez symbionty
buduje swoją postawę na swoim pokrzywdzeniu i bólu od pogryzienia przez
symbionta. Nie są w stanie zdobyć się na szacunek dla osoby z
krokodylem [zwłaszcza, jeśli chodzi o tego, kto zaatakował, albo kogoś,
kto go przypomina]. Nie dziwię się, lata w towarzystwie gada, lata, w
czasie których nie wiadomo, czy się żyje, czy wegetuje, ostro dają w
kość.
Najczęstszym przykładem są żony
alkoholików, które wręcz nienawidzą swoich mężów. Albo dzieci
alkoholików. Dopiero praca nad sobą [oczyszczanie, terapie] dać może
oczyszczenie, po którym taka osoba jest w stanie ponownie oddać szacunek
komuś takiemu.
Tu jednak trzeba powiedzieć prawdę. W
postaci krokodyla [i połączonego z nim Opiekuna] mamy do czynienia z
bardzo wzniosłą istotą. Zobacz sobie na postacie wielkich złoczyńców z
różnych filmów – w wielu przypadkach był to „ktoś”, a nie za
przeproszeniem śmieć. Dlaczego tak jest? Wibracje bowiem opiekunów
krokodyli pochodzą z bardzo wysoka.
Nie mnie jest oceniać tego rodzaju zjawiska, mnie natomiast przypadły kontakty z takimi istotami. Wiem, że:
a) warto, żebym zachował szacunek wobec
tego człowieka. Szacunek nie oznacza, że mam go lubić. Nawet nie
oznacza, że „powinienem go kochać”. Mogę go nawet nienawidzieć [i jest
to w wielu przypadkach ze wszech miar uzasadnione uczucie]. Natomiast
szacunek wobec niego – i tu paradoks – jest potrzebny bardziej MNIE, niż
temu komuś..
b) nie muszę być od nich zależny [chociaż
to czasami się nie podoba ego – w kompanii z krokodylem można się
nieźle też obłowić różnych dóbr ziemskich],
c) nie muszę ich oceniać [to i sam odejdę
nieoceniony]. Nie mnie oceniać tych ludzi. Jeśli mnie poniżają,
atakują, to najlepsze, co zrobię, to się zmyję z ich widoku – żadne
wskazania na moją krzywdę, prośby, czy groźby nie przekonają takiego
kogoś.
d) jeśli potrzeba mogę być bezwzględny, tak bardzo jak będzie to konieczne.
Do punktów c) i d) – szacunek jest
potrzebny nie tamtej osobie, ponieważ ona jest i tak ode mnie silniejsza
[poprzez działanie symbionta]. Natomiast, jeśli nie zachowam wobec niej
szacunku, to ja ucierpię, a nie on/a [to wynika z praw naturalnych, w
których poruszają się Dusze, Hellinger też o nich dużo mówi].
Co zaś tyczy bezwzględności, to jeśli
naruszone zostało jakieś moje prawo, to mogę się bronić [albo moich
bliskich] i to tak bezwzględnie, jak tylko potrzeba. Zresztą wobec osób
bezwzględnych krokodyle odczuwają respekt – współmierny do wielkości
owej bezwzględności. Sądzą bowiem po sobie. Mają same ogromną
bezwzględność i brak współodczuwania. Jeśli zaś ktoś wobec nich jest
bardzo bezwzględny, to mogą nawet odczuć wobec niego.. szacunek. Dziwne?
Dlatego nie dziwi mnie fakt, że kobiety
ćwiczą się w bezwzględności [zwłaszcza ostatnio], ponieważ może
podświadomie wiedzą, że to jest dobry oręż przeciwko obciążeniom kr.,
które mają najczęściej mężczyźni.
Wobec kr. nie ma zakazu obrony, natomiast
powinienem zachować szacunek. To bardzo dobrze jest oddane w kodeksach
rycerskich. Oczywiście lepiej jest oczyścić siebie i karmę [własne
intencje wobec takiej sytuacji] i nie wchodzić w żadną walkę. Lepiej
nie wchodzić w relacje z kr, bo to jest po prostu droga ku traumie. Mam
wrażenie, że za zaniechanie walki nie z tchórzostwa, a z mądrej
kalkulacji przyznawane są „dodatkowe punkty” od Wszechświata :)
_____________________________________________________________
Jakieś rady, jak z tym postępować?
Czarek mówi o tym [za Podwodnym], że trzeba uruchomić ciało subtelne o jedno wyżej od tego, na którym jest kr.
Czyli jak jest kr. astralny, to trzeba
uruchomić mentalne. A jak? Zacząć odwoływać się do logiki, zacząć
opisywać rzeczywistość – budując strukturę pojęciową. [dla mnie to jest
tak proste, że aż prostackie, ale na kr. astralnego działa..] Uruchomić
jakąkolwiek systematykę [najlepiej związaną z zainteresowaniami
nosiciela, albo z bezpośrednim otoczeniem danej sytuacji. Np. nazwać
kolor i rozwinąć zakres słownictwa. „O, widzisz, flaga, kolor jest
czerwony. Ale mogą być fioletowy, karmazynowy, różowy czy purpurowy. Bo
wiesz, każdy z tych kolorów może oznaczać coś innego..” i takie
historyjki dalej ciągnąć. Wyglądają bardzo powiedzmy prosto, ale dla
osoby „uwięzionej” w emocjach [kr. astralny to jest kr. w ciele emocji],
możliwość wyjścia ponad emocję, we w miarę chłodne rozumowanie może
wydać się odświeżająca i uwalniająca.
Można np. odwoływać się do zjawisk kulturowych. O, widzisz, pijesz wino.
Ale picie wina już od wieków było uważane za pewien rytuał. Obecnie są
ludzie, którzy z próbowania wina uczynili zawód, dochodowy zawód. Znają
się na tym jak mało kto..” itd. Takie „bajeczki”.
Wydaje się, że jest to ucieczka od
problemu. I istotnie – jest to ucieczka od krokodyla i jego aktywności,
ucieczka w górę, na wyższe ciało. Jak wyższe ciało się rozwinie, to
„otoczy opieką” niższe, astralne. I kr. nie będzie mógł już tak
bezkarnie hasać – strumienie z ciała wyższego będą ustawiać przeżywanie
na niższym ciele i kr nie będzie mógł się szarogęsić. Nosiciel może zaś
odczuwać wdzięczność, że zajęliśmy się bardziej szczytnym tematem, niż
te emocje, które nim targają, będzie doceniać tę rozmowę. Będzie
literalnie eksplorować nowe regiony: „o, coś takiego, to to jest
możliwe?” pozna nowy świat.
Dla kr. mentalnego ciało o 1 wyżej to
ciało przyczynowe. A więc opowiadanie o wydarzeniach, o ciągach
przyczynowo- skutkowych, o tym, co się wcześniej wydarzyło, a co dalej
jest tego konsekwencją, i dlaczego właśnie to, a nie coś innego, takie
opowieści będą lecznicze. Co słychać, jakie masz plany?, co chcesz
zrealizować? spróbujmy zrekonstruować wydarzenia, – takie tematy operują
w obszarze ciała przyczynowego. Gdy nosiciel się zaangażuje, to jego
postawa nie jest już tak twarda, jak przy aktywności na ciele z kr.
Są osoby, które świadomie ze sobą pracują w oczyszczeniu z kr.
Jako, że przykład najlepiej motywuje, to
wklejam tu wypowiedź znajomego z forum o tym, jak się pozbył kr.
[robiłem mu badanie wahadełkiem – istotnie było wskazanie ‚krokodyl
obecny’, a potem już go nie było, po kilku dniach, na nowym zdjęciu, i
stare się też trochę oczyściło.
już w sumie o tym pisałem, ale wszystko zebrane do kupy wrzucam.
moja historia o tym jak pozbyłem się krokodyla. sprawdzone i potwierdzone

uwalnianie jakieś skomplikowane nie było.
powiedziałem po prostu, że uwalniam się od krokodyla, dziękuję mu za
swoją obecność i wzmacnianie mnie w trudnych momentach (krokodyla sobie
zainstalowałem kiedy byłem dzieciakiem i mój ojciec pił. dał mi on
takiego jakby kopa żeby radzić sobie w życiu jakoś – teraz przypominają
mi się także momenty jak z zazdrością patrzyłem na moich przebojowych
rówieśników i chciałem być taki, jak oni). później powiedziałem, że
teraz nie jest mi już potrzebny i zwalniam go z funkcji jaką pełnił.
podczas tego zwalniania itd pokierowało mnie do opiekuna krokodyli.
pogadałem z nim, ale jednak ciągle czułem, że coś jest nie tak, więc i
od niego się uwalniałem.
nie wiem czy to fakt, że jestem człowiekiem sprawia, że tak łatwo idzie
mi uwalnianie. ja po prostu mówię, że rezygnuję z krokodyla, z jego
energii, zwalniam go z funkcji jaką pełnił, powiązań ze mną, rezygnuję z
jego energii i wycofuję swoje energie od niego, proszę miłość o
wyrównanie energii między nami i już. z opiekunem robiłem to samo.
opiekun mnie trochę zaskoczył, bo nie przejął się specjalnie moim
uwolnieniem, tylko dalej zajmował się swoimi krokodylami. powiedział mi,
że na krokodyle jest masa chętnych i jak nie chcę to nie, zaraz się
ktoś zgłosi

czuję też duże powiązanie krokodyla z alkoholizmem ojca.
w moim przekonaniu jednak pozbycie się krokodyla jest bardzo proste.
najważniejsze jest chyba zdanie sobie sprawy z tego, że się go ma i
pogodzenie się z tym faktem. potem pytamy skąd on się wziął i po co on w
ogóle jest. jak już wiemy, to można zacząć uwalnianie. akurat ja jestem
bardzo otwarty na uwalnianie i pozbycie się tych „super umiejętności”
jakie dawał mi krokodyl nie było dla mnie problemem ani poczuciem
straty. myślę, że to też może wiele osób zniechęcać. w końcu tak fajnie
jest być przebojowym i mieć koło siebie wianuszek fanów

u mnie nie było z tym problemu i z łatwością zaakceptowałem fakt, że
coś „stracę”. domyślam się, że nie każdy tak chętnie pozbędzie się tych
cech. pojęcie straty nie jest jednak tak do końca trafne, ponieważ w
miejsce tych krokodylich cech pojawia się spokój i akceptacja. nie ma
już potrzeby bycia przebojowym. czujesz się ze sobą dobrze bez tego
przychodzi mi też do głowy, że są różne jakości krokodyli :p np ten mój
był bardzo niepewny. nie działał cały czas. często miałem taką lekką
gadkę ale czułem ją jako taką sztuczną, nie płynącą wprost ode mnie,
trochę nieprzytomną, mówiłem jak w transie, ale widziałem, że to działa,
więc nie analizowałem tego specjalnie i dalej wyrzucałem z siebie
słowa. nie jestem do końca pewien czy to kwestia krokodyla czy mojej
osobowości. ciężko stwierdzić. czasami było też tak, że po prostu nie
miałem tej umiejętności. podejrzewam, że to zależy w dużej mierze od
opiekuna krokodyla, od umowy jaką z nim zawieramy. ja najlepszego dila w
życiu w tym przypadku nie zrobiłem ;]
a teraz to mniej przyjemne, czyli skutki uboczne

krokodyla posiadałem mentalnego.
dawał on sporo przebojowości, łatwości nawiązywania kontaktów i tzw gładkiej gadki. ciągnęło mnie do ludzi, a ludzi do mnie.
kiedy pozbyłem się krokodyla, wszystko to po prostu wygasło. zniknęła
potrzeba kontaktu z ludźmi, szukania partnerów do rozmowy, ciągłego
szukania atrakcji. można by powiedzieć, że zrobiło się nudno… ale jest
jakoś inaczej, zapanował spokój, zniknęło ciśnienie na ciągłe szukanie
sobie atrakcji, silnych emocji, pewnego rodzaju adrenaliny. ciągle
dobrze czuję się w towarzystwie znajomych, ale jestem jakby
spokojniejszy. nie mam tej potrzeby widywania się z nimi. są – świetnie,
nie ma – też spoko.
często jednak występuje sytuacja, że nie wiem o czym z ludźmi rozmawiać,
brakuje tematów. wcześniej występowało to bardzo rzadko, ale wtedy
czułem się niezręcznie, jakbym to ja miał obowiązek podkręcania rozmowy,
a obecnie… po prostu jest ok

krokodyla porównałbym do swego rodzaju narkotyku. daje kopa, pobudza,
dodaje sił i mocy wewnętrznej, ale kosztem zdrowia emocjonalnego i
poczuciem takiego jakby napięcia, które na dłuższą metę jest bardzo
upierdliwe.
trochę brakuje mi tej gładkiej gadki, ale nie dlatego, że czułem się
dzięki niej lepszym człowiekiem. krokodyla miałem bardzo długo, chyba od
dzieciństwa i funkcjonowanie z nim było dla mnie stanem naturalnym.
teraz muszę się NAUCZYĆ jak żyć bez niego, ale to kwestia czasu i nie
długiego jak sądzę

mam nadzieję, że coś nowego napisałem. jakbym mógł ci jeszcze jakoś pomóc w tej kwestii to pisz. chętnie się wypowiem.
Zagłodzić bestię!
Odkrywca zjawiska krokodyli [jak sądzę]
Awiessałom Podwodnyj radzi „zagłodzić krokodyla”, czyli nie dać mu żreć
na jego poziomie, nie dawać mu dojść do aktywności, natomiast nasuwać o
jeden wyższe ciało subtelne [o czym piszę w moim długim artykule o
krokodylach].
> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?
Czego do tego potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.
A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.
Proponować coś?
Np. analizować przebiegi
przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady
obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.
Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a
to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. Dla niego
liczy się wolność! [dla mnie tak właśnie wygląda reakcja kr. mentalnego –
zdrowe rozważania na poziomie o jeden wyższym o zasadach, o wzorcach, o
prawach, o porządku [np. Hellingerowskim] powodują wściekłość kr.
mentalnego Dlaczego? Bo rozwija się to wyższe ciało poprzez takie
rozważania i zaczynamy głodzić krokodyla].
No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać, ale przyczynowe jest ważniejsze przy pozbywaniu się kr mentalnego.
Dla kr. przyczynowego warto rozważać,
medytować na ciele buddialnym. Przykładowo rozważać sprawy dotyczące
wartości, dobroci, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych
itp. [Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie
wobec innych ludzi atakuje.] Gwarantuję, że to rozsierdzi krok.
przyczynowego. Tym bardziej, jeśli będziemy szeroko pojmować wartości,
nie tylko z punktu widzenia kr.
Powtórzmy:
Natura takiego agresora jest określona i
niezmienna. Warto sobie uświadomić, że tak jest, zaakceptować to i
omijać takiego agresywnego gościa szerokim łukiem. Powiedzenie
terapeutów: „Osobowość alkoholika jest wykuta w skale”.
Jeszcze raz cytat:
„Wycofajmy się w porę [z relacji z taką
obciążoną osobą]. Psychopaci mogą zniszczyć naszą pewność siebie i
przekonać nas – oraz naszych znajomych
– że jesteśmy ich niewarci, a nawet popadamy w obłęd.
Im bardziej ustępujemy, tym bardziej jesteśmy wykorzystywani, aby zaspokajać psychopatyczną żądzę władzy.”
Oczywiście te rady są na wyrost. Dla dusz ludzkich krokodyle są OGROMNĄ lekcją.
Wielu ludzi:
– uzależnionych [np. od alkoholu, biorących narkotyki],
– osób współuzależnionych żyjących z osobą uzależnioną,
– ich dzieci,
– wiele osób związanych z ludźmi wymienionymi na początku np. w pracy,
uczestniczy w tych, można powiedzieć –
powszechnych – doświadczeniach. Stąd owe „dobre rady” można zrozumieć
„na głowę”, jednakże prawdziwe życie w taki sposób, aby unikać obrażeń
związanych z krokodylami, jest nie lada mądrością.
[Dobre rady można sobie wsadzić w buty, i tak najważniejsze,
czy coś potrafisz, gdy jesteś postawiona/y wobec takiego człowieka obciążonego,
twarzą w twarz wobec krokodyla , czy coś wtedy potrafisz? Czy też tańczysz, jak Ci zagrają?
Czy potrafisz podjąć odpowiednie decyzje w życiu, będąc w relacji z takim kimś?]
Moja odpowiedź na list osoby z krok.:
Dobrze, że piszesz, to będziesz miała jakieś wskazówki co z tobą jest.
Czakry masz niewielkie [może i lepiej, bo kto wie, co by się działo]
oprócz 3 oka, które jest ogromne. Oprócz pierwotnego obiegu na 3 oku
jest obieg buntu – pochylenie wahań w prawo. Czyli Dusza jest zbuntowana
najprawdopodobniej na otoczenie, jak wymieniłaś ojca, to pewnie w
pierwszej kolejności na niego..
Jakie masz obciążenia:
pogryzienie na ciele. mentalnym
krokodyl spory. astralny i niewielki na ciele anupadka
jest też zatrucie energią wejścia
Obraz jest dosyć spójny: Dusza inkarnowała się pewnie tutaj, aby
„oddać” rodzicom czy bliskim to, co złego zrobili jej kiedyś, aby wejść w
te sytuacje, które są duszy znajome.
To, co przeżywasz, to jest aktywność Duszy, której nie umiesz
powstrzymać, nie umiesz odpowiednio przekonać argumentami. Dlatego Dusza
czuje, że to co robi, jest w porządku i pewnie będzie to dalej robić,
aż do momentu, aż dostanie przekonujące ją argumenty.
To wymaga pracy nad sobą, terapii, aby dojść do przeszłych przyczyn
takich postaw, takich zranień. Bo pewnie wtedy narodziły się te postawy,
decyzje o przyjęciu kr. i postawy buntu.
Ale i tak masz sporą samoświadomość, a więc zadanie wydaje się, że nie jest ponad Twoją miarę.
W pierwszym rzędzie spróbuj się dowiedzieć od Duszy [np. przez
afirmacje z odpowiedziami, poprzez pytania: dlaczego tak się zachowuje,
co chce od rodziny, od bliskich, znajomych, czego od nich oczekuje.
Następnie możesz popytać się, dla jakich celów wzięłaś dwa krok. – są
one oczywiście formą obrony lub jakiejś kompensacji – coś uważałaś, że
jesteś zbyt słaba i pozwoliłaś na wzięcie pomocników – trzeba się
dowiedzieć na jakich zasadach, i po co mieli ci być.
Jeśli uda Ci się głęboko przekonać się samą, że te ataki, ten bunt
jest błędem, to Dusza to oczywiście zostawi. Natomiast potrzeba mocnego
podwyższenia wibracji, aby osiągnąć poziom świadomości, na którym
mogłabyś sobie pokazać , że te działania [a także przeszłe] są oparte na
błędnie pojmowanych odczuciach. Może nawet już masz tak wzniesione
energie, więc wystarczy sama praca nad zawartością umysłu, przyczynami
powzięcia tych postaw, które masz.
Trzeba znaleźć ZASADĘ na której Dusza to robi, co robi. Bez odnalezienia
zasady można tłumić [ataki krokodyla] ile wlezie i w długim horyzoncie
nic specjalnego to nie da – Dusza jest silniejsza od osobowości.
Oczywiście, czasowe zmniejszenie intensywności procesu jest pomocne, aby
trochę odetchnąć i mieć trochę czasu na zastanowienie i praktykę.
Wzorce w osobowości w obszarze współpracy z krokodylem
Oczyszczanie z krokodyli ma dwie fazy:
A) spowodowanie, aby energetyczny intruz – symbiont wypiął się z ciała subtelnego
B) praca nad własnymi wzorcami w osobowości służącymi współpracy z krokodylem.
To pierwsze jest do zrobienia za pomocą pracy z Duszą, z symbiontem, opiekunem.
To drugie jest to praca z pozostałościami po życiu z symbiontem.
Życie z gadem jest wynagradzające, „godne”, dające poczucie
zabezpieczenia, często satysfakcji, ponieważ można swobodnie osiągać to,
czego zwykli ludzie nie są w stanie osiągać. Po odejściu symbionta …
osobowość nadal pozostaje taka jak była. Bo cóż miałoby ją zmienić? Samo
odejście obcej energii nie zmienia u takiego człowieka wzorców zachowań
wypracowywanych przez lata, ba, często wcielenia. I tutaj jest pole do
pracy. Większość tych zachowań, które opisałem od początku artykułu jest
zakorzenione w osobowości. Krokodyl oczywiście modyfikuje energie tak,
aby te zachowania były skuteczne.
I teraz sobie wyobraźmy, że już kr nie ma. Otóż nosiciel próbuje
nadal zachowywać się jak poprzednio. A tu nie ma wsparcia. Żona mająca
wejście zaczyna wściekłą kłótnię, zajadle drąży chcąc osiągnąć cel.. a
tu jej mąż jakoś wydaje się dzisiaj jakiś niedysponowany, słabszy, już
nie ma tych argumentów z rękawa, które tak zwalały z nóg. Po prawdzie
bardzo je lubiła w swojej chytrości, ponieważ dawały jej poczucie, że
jej mąż poradzi sobie w świecie, w życiu. Dawały jej przekonanie, że
jest to dobry wybór, ten mąż! [zobacz co za przewrotność, co za
nieczyste ukryte intencje!]. A teraz? Teraz coś odpowiada, niby podobny
głos, niby podobnie mówi, a tu.. nie ma już tego poczucia, że obcuje z
kimś specjalnym.. Co się dzieje? – pyta się małżonka sama siebie, trochę
zdziwiona i trochę bardziej zaniepokojona.
Takie sytuacje są oczywiście jak najbardziej możliwe. Podobnie z
mężem pijącym, pracującym na wysokim stanowisku – jak zaczyna trzeźwieć,
jak chodzi na mitingi Anonimowych Alkoholików, to on po prostu zaczyna
się robić „zwykły”. Mimo tego, że nadal jest wiceprezesem, to już nie to
samo co dawniej. Żona obawia się, że go zdejmą z tego stanowiska, że
przestanie tak dobrze zarabiać. A i on sam też wie, że już nie pójdzie
na imprezę zakrapianą, że już nie załatwi kolejnego kontraktu przy
kieliszku wybornego burgunda czy brandy.
Osobowość nosiciela ma przed sobą duże wyzwanie. Jak tu zacząć żyć po
nowemu? To jest tak, jakby się na nowo urodzić – tym razem będąc
pozbawionym wsparcia. Dusza już może nie dawać takich możliwości, mogą
się ukrócić niektóre dostępy do zasobów energetycznych. Stojąc przy
innych ludziach czuje się taki jakiś… normalny, jak zwykle czuł albo
dumę, albo przewagę z samego powodu bycia sobą. A tutaj .. już nie, już
jakoś nie jest takim luzakiem, chociaż nawykowo łapie ten luz, ale
zaraz się orientuje, że nie ma pod nim jakiejś większej argumentacji.
Na szczęście może w tym stanie jest bardziej ludzkim, jest w stanie
nawiązać bardziej serdeczne relacje. Trzeba jednak, aby skupił się na
tym, co inni czują, żeby przeznaczał połowę czasu spotkania na wypowiedź
drugiej osoby: fifty-fifty. Bo znam wielu nosicieli, którzy transują
strasznie, przeciągając swoje monologi w nieskończoność, będąc jakby
„jedyną osobą w parze”, w relacji dwóch osób. Jedyną z punktu widzenia
swojej ważności.
To przerośnięte poczucie swojej ważności spowodowane krokodylem w
ciele trzeba będzie przyciosać, żeby zacząć normalnie żyć z ludźmi.
Przykre pewnie, ponieważ nosiciel jak ognia unikał życia „normalnego”,
na swoją miarę. Krokodyl mu dawał potężną dawkę energii, by żyć ponad
stan. A teraz, po oddaniu krokodyla, trzeba się nauczyć żyć tak jak
inni, bez tych ekscesów.
Terapie dla osób uzależnionych i ich rodzin [link]
Moje doświadczenie
.
Powiem tak, jak ja osobiście sobie z tym radzę.
Jeśli krokodyl jest astralny,
to taki człowiek prowokuje na ciele astralnym. Widać często młodych
wyrostków, którzy mają minę, jakby komuś chcieli przywalić. Nie raz
mówią do swoich równolatków: „co, stawiasz się?” No właśnie – kr.
chciałby, żeby się przeciwnik „postawił” i odpowiedział na zaczepki,
prowokacje. Ja osobiście robię się niewidzialny :)
w takich razach wchodząc w stan zupełnej ciszy astralnej [emocjonalnej]
i taki ktoś niemalże mnie nie widzi. Krokodyl z danego ciała postrzega
tylko je, jest więc „płaski”.
I – o ile jest możliwe – odsuwam się z
fizycznej bliskości od tej osoby – daleko, daleko. I nie przypominam
się, że jestem. Nie pyszczę, nie odszczekuję się, nie próbuję dochodzić
„swoich praw” [jak niektórzy psychologowie radzą, wprowadzając ofiarę
ponownie w paszczę jedzącą]. Idę swoją drogą.
Krokodyl mentalny
prowokuje do tzw. „dyskusji” [czytaj: prowokuje i ustawia sobie ofiary
do jedzenia energii]. Fora dyskusyjne [także „duchowe”, a jakże] są
pełne ludków posiadających krokodyle.
Kr. mentalny będzie chciał właśnie „podyskutować”.
„Przecież to takie twórcze, to takie rozwijające! Co, nie chcesz
wymienić poglądów? Bo my, my to bardzo chcemy, jesteśmy tacy otwarci,
gotowi..!”
No nie, nie chcę, nie chcę być mocno nadgryziony kolejny raz.
Ja oczywiście przez lata sam na forum
próbowałem się uporać z niereformowalnymi trollami [tak – jak dla mnie –
są nazywane osoby obciążone kr.], próbowałem tłumaczyć, wyjaśniać,
opisywać. A jak zostałem pojedzony, to tylko ja sam wiem. Ogromnie.
Wprost proporcjonalnie do moich wysiłków „wypowiedzenia się”, aby „być
zrozumianym”. Widzisz więc, że są takie fora, gdzie niby jest wszystko
dobrze. Fora duchowe są tu do przykładem, że także osoby zainteresowane
duchowością także nie wiedzą o tym zjawisku.
Na dzień dzisiejszy już nie mam ochoty
kolejny raz wychodzić z otwartymi ranami na ciałach niewidzialnych. A
zdarzało się to dość często. Aż pojąłem w czym rzecz, gdzie jest kłopot.
I to, że ja owego kłopotu nie naprawię, ani też tych ludków nie uleczę.
Ich sprawa. Moją sprawą zaś jest dbanie o siebie, żeby nie ucierpieć
jaka jest moja własna kondycja i czy o nią dbam.
Na te słowa [lub podobne] na jednym z forów odparował pewien użytkownik:
„ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe… ;)”
– typowa jest dla nosicieli taka „wesoła”
złośliwość. Wydaje się taki ktoś wyluzowany, natomiast jest pewna
cząstka takiego cynizmu, nieuszanowania odczuć drugiej osoby, zwłaszcza
niewygodnych dla symbionta. A moje odwoływanie się do szanowania uczuć
OD RAZU wydaje się być takie staroświeckie, nienowoczesne, czy jeszcze
jakieś [negatywne]. Taaa. tutaj możesz zaobserwować owo oddziaływanie
bardzo wysokich energii subtelnych pochodzących od Opiekuna Krokodyli.
Odczucie, że moje odpowiedzi są
nienowoczesne, takie jakieś nieskładne, jakbym nie umiał się
wypowiadać.. takie jakby koślawe.. to wszystko zasługa odwołania się
symbionta do swego Opiekuna i jego postawy na wysokim ciele duchowym.
Stamtąd to właśnie pochodzi inna postawa – taka gładka [wiele razy się
słyszy przymiotnik „gładka wymowa”, biegła, płynna, bezwysiłkowa. No
jak krokodyl ma nie mieć swobodnej wymowy jak jest bezpośrednio pod
mentorem mającym ciała subtelne o trzy-cztery ponad moim mentalnym?
To się w głowie nie mieści, jaka jest to
różnica w swobodzie i płynności. Ale ja nie popuszczam. Moją, często
ułomną, niedoskonałą wymową, uporczywym drążeniem dochodzę do – tak
nieprzyjemnych dla niektórych – wniosków..
W ciałach subtelnych są atmaniczne, wyżej
– anupadaka i adi. Anupadaka jest [jak opowiadam gdzie indziej] ciałem
wolności, wyboru. Opiekun Kr. działa na nim i swobodnie wybiera swoją
zdobycz, sposoby działania. Czuje się jak panisko. Natomiast są jeszcze
poruszenia, postawy na ciele adi Opiekuna, skutkujące już zupełną
dowolnością. Ciało adi to ciało przypisywania znaczeń. Pamiętasz reklamę
akcji przeciw przemocy w domu „Bo zupa była za słona?” To właśnie
przykład działania Opiekuna z ciała adi. Opiekun swobodnie zmanipulował
znaczenie wydarzenia. Dla gospodyni, żony alkoholika, przesolona zupa
jest przypadkiem i raczej się starała, przecież zrobiła zupę. Natomiast
wkurzony krokodyl chciał jeść nie zupę, a żonę nosiciela i jej energie.
Zupa mu na nic. Więc jaką wybrał przyczynę swego ataku? Jakąkolwiek,
jaka akurat się nawinęła. Przesolona zupa była na wyciągnięcie ręki.
Dla zwykłego, kulturalnego człowieka
przesolenie zupy jest pewną niedogodnością, ale nie jest przyczyną do
awantury, do gniewu czy bicia. Taki człowiek nie ma krokodyla i raczej
będzie akceptujący i doceni dobre intencje – żona się starała.
Natomiast mąż – nosiciel to zupełnie inna
para kaloszy. Tu mamy właśnie chęć żeru na poziomie ciał subtelnych. I,
jeśli nawet taki mąż wydawał się bardzo atrakcyjny na początku związku,
to po jakimś czasie systematycznie będzie żerował na żonie. Będzie
żerował krokodyl, z użyciem postawy na ciele adi swojego Opiekuna. Ta
postawa i wynikające z niej wysokie [choć nieczyste] energie są tak
oszałamiające wręcz, że żona będzie skołowana: „czuję, że miał rację, a
jednocześnie trudno mi to przyznać, przecież co ja takiego zrobiłam, że
on się wydzierał i bił mnie?” Tak, nawet proste logiczne myślenie wydaje
się być „głupie” dla ofiary krokodyla. Sam/a spytaj żony alkoholika,
jak się czuje, jak jest skołowana, jak ma pomieszane przez odczucia w
głowie.
Zwłaszcza kobiety nabierają się na to,
ponieważ ich wnioskowanie zachodzi na niskich poziomach subtelnych – na
eterycznym rozważają ostatecznie. Jeśli coś jest dla nich „dobrze czuć”,
to jest to bardzo duży komplement z ich strony. Jeśli odczucia są
dobre, kobieta wyciąga wniosek – sprawa nie śmierdzi, można w nią
wchodzić. I tak biedne panie wchodzą w paszczę wytwarzającego „dobre
odczucia” krokodyla. A to, że później bywają poniżane, okrzyczane a
nawet bite, to jest dla nich kwestia nawet można powiedzieć wtórna [cóż
za ironia]. Poszukaj sobie badań na temat tego, dlaczego dziewczyny
związują się z chuliganami i bandziorami? Dlaczego ich wybierają? Bo w
nich samych wywołuje to odczucie bezpieczeństwa – a tego szukają. „To
nic, że jest drań, ale jakie błogie odczucie bezpieczeństwa odczuwam!!!”
– tak dziewczyna nie powie, bo to trochę głupie na rozum jak wziąć,
ale.. nadal będzie się trzymała tego odczucia i tego drania [ang. jerk].
powtórzę:
„ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe… ;)”
[samo rozważanie, analizowanie rozjusza
symbionta, będzie opowiadał, że jest to czepianie się, że jest to zamach
na wolność wypowiedzi, itp. byle tylko zostawić temat, byle tylko go
nie rozpoznać, żeby mógł dalej, nierozpoznany szarpać ludzi. Pewnie, że
powtarzanie jest nieco nudnawe, ALE jeśli chcę dobrze przeanalizować
sprawę, to trzymam na niej uwagę nawet godzinę czasu! Dla krokodyla jest
to koszmarnie długo, ponieważ boi się rozpoznania.]
„ojej, jaki biedny…
A fora duchowe są takie złe… ;)”
Taka wypowiedź wydaje się być
nonszalanckia i przekonująca. Taki spokój i luz. Wydaje mu się, że
rządzi. I istotnie, rządzi, aż do momentu, gdy przyjdzie ktoś ze
świadomością. Takiemu komuś kr może zrobić co prawda krzywdę, ale go nie
uzależni na dłuższą metę.
POWTÓRZĘ [co może symbionty wkurzać do
białości, takie stanie przy swoim..] Obserwuję u kr wręcz nieludzką,
nieziemską gładkość, płynność, swobodę. Pewna mądra psychoterapeutka
mnie na to naprowadziła mówiąc iż psychopaci mają taki rys nieludzkości w
swym charakterze. Psychopata to termin bardzo specjalistyczny, nikt
przy zdrowych zmysłach nie używa go w świecie codziennym [złe odczucia
wywołuje :)]. Ale rys nieludzkości jest do zaobserwowania.
Nonszalancja, postawa bardzo
przekonująca, swoboda, spokój po wierzchu, gładkość, płynność, swoboda. A
jednocześnie w głębi napięcie. I cynizm, chłód, intelekt. Tego szukaj,
jeśli chcesz symbionta złapać na gorącym uczynku.
Osoba ta odpowiedziała, że owszem, są
różne poglądy, ale właściwie wszystko można wytłumaczyć różnymi
wzorcami. To stara śpiewka nosicieli. Brzytwa Ockhama – ja tworzę
dodatkowy astral, w który wierzę, i dlatego dla mnie może to wydawać się
prawdą.
TYLKO, że wszelakie światy niewidzialne,
także astral jest do obcięcia brzytwą Ockhama, nie tylko symbionty. Dla
symbionta pierwszorzędną sprawą jest to, żeby go nie było widać! Więc
taki ktoś, kto powołuje się tu na Brzytwę Ockhama tnie wg. swojego
interesu, tam, gdzie mu wygodnie. Astral mu się podoba i jest niegroźny,
nawet jest pożyteczny, bo można w nim upchać odczucia ze spotkań z
symbiontem. A więc astral zostawiamy :)
Krokodyle inne podobnie
działają. I podobnie można się od nich uwolnić – zostawić je,
jakakolwiek interakcja z nimi degeneruje duszę, uszkadza ciała subtelne,
drenuje ekspresowo z cennej energii życiowej.
.
Uwaga na bunt i gniew
Warto myślę zastanowić się, czy nie
próbujemy wzmacniać się „w walce przeciwko ciemiężcy”, albo czy nie
rozbudowujemy systemu naszego zranienia. Możemy bowiem nieświadomie
zacząć uważać się za „ważniejszych” [w rozumieniu – bardziej godnych
pociechy, bo bardziej skrzywdzonych], niż inni ludzie z tego powodu, że
jesteśmy pogryzieni. A pogryzienie bywa baaaardzo bolesne. Stąd może
mocno motywować do przeciwuderzenia. Można mieć duuuużo gniewu,
wściekłości wobec agresora. Można wspominać bolesne chwile i ich
tragiczną niesprawiedliwość, którą tak dotkliwie odczuwaliśmy, ba, takie
wspomnienia same bezwiednie przychodzą nam do głowy.
Bo pogryzienie mocno boli i jest bardzo dla skrzywdzonej Duszy przekonujące.
Niestety, w tej „słusznej walce przeciwko symbiontowi” na nic nasza słuszność nam
się nie przyda. To naprawdę NIC nie dodaje do chwały, że zostałeś
poturbowany. Ani na krztynę nie dodaje Ci to większych praw. Jeśli
jeszcze tego nie wiesz, to pewnie Wszechświat ma jakieś doświadczenie z
tego pola.
Ani też „wiedza”, którą posiedliśmy w
szkołach czy w rodzinach też nie uprawomocnia nas do postrzegania się
jako „lepsi”, „mądrzejsi” [bo wiemy lepiej], czy „bardziej
pokrzywdzeni”. Chociaż wiele, wiele osób uważa, że będąc „naumianymi”
mają jakieś większe prawa od Wszechświata. No raczej nie, jeśli już coś
tacy ludzie mają z Wszechświatem, to to, że mniej go słuchają, jak mówi
do nich.
I taka wiedza nie wzmacnia nas zwykle w
konflikcie z symbiontem. Jeśli jakoś motywuje, to chyba tylko do tego,
jak się z owej walki wyplątać i poszukać prawdziwej wiedzy.
To, że „mamy słuszność”, czy, że
„zostaliśmy niesłusznie i podstępnie zaatakowani” tak naprawdę
Wszechświata nie zainteresuje. Ani tym bardziej agresywnego krokodyla.
Niestety – z pozycji człowieka
zaatakowanego – nie mamy najmniejszych szans w „walce” przeciwko
symbiontowi.. energetyczna struktura krokodyla i jego Opiekuna [co
ważniejsze] jest tak mocna, iż nie ma co się oszukiwać.
Wiedza, nawet najszersza nie da
możliwości istotnego energetycznego przeciwstawienia się gadzinie. No
niestety. Przykro, ale tak to akurat jest. Wiele razy mi się zdawało, że
jestem w stanie skonfrontować symbionta, próbowałem, próbowałem i…
obrywałem za każdym razem. Czasami dopiero po trzech dniach zdarzało mi
się przyjść do siebie i pozbierać własne pole energetyczne.
Walka przeciwko komuś, czemuś bardzo mocno wzmacnia poczucie własnego ja
i – oczywiście – poprzez emocje, adrenalinę wzmacnia motywację do
walki. A więc jest to mechanizm samonakręcający się. Warto sobie
uświadomić, iż krokodylowi zależy na tym, żeby posiadał przeciwnika,
który chce go zwalczyć. Nielogiczne? Logiczne, o ile zwrócisz uwagę, że
krokodyl ZAWSZE z człowiekiem wygra. A więc posiadanie przeciwnika równe
jest posiadaniu niewolnika, oddającego swoje energie i swoje ciała
subtelne do jedzenia.
Walki z kr. więc nie można wygrać. Ale ile walka z kr może dodać adrenaliny, ile poczucia żywotności!
Krokodyl z hipermarketu
Ostatnio w hipermarkecie chodziłem sobie,
oglądałem towary. Aż tu nagle trafiam do „zaczarowanej” alejki z
przyprawami, idę dalej i co słyszę – przekleństwa. Otóż jeden piękny i
młody adorator pewnej panienki wystawiającej towar na półki zechciał do
niej przyjść do pracy do sklepu i powiedzieć jej coś ze swojego świata.
Jak dureń zwróciłem mu uwagę, że przekleństwa to raczej tu nie pasują i
takie tam. Tak, domyślacie się :), miał owe tałatajstwo [kr.] i oberwałem z miejsca.
Przyjrzałem się zaraz sobie i zobaczyłem,
że ogromnie wzrosła mi adrenalina! Jakbym włączył turbo w silniku
diesla. Obserwowałem przez dłuższą chwilę, jak takie „niewinne”
zwrócenie uwagi dało mi duży wrzut hormonu do krwi.
Odszedłem od tego gościa, bo oczywiście
nie było z kim rozmawiać, ale najciekawsze trwało we mnie. Poczułem się
ogromnie ożywiony, witalniejszy, chociaż też wkurzony. Miałem od razu
poczucie, że coś jest warte działania, nagle stanąłem na nogi, jak to
się mówi. Dzięki gostkowi i jego symbiontowi.
Na krótką metę, na bieżąco, wygląda to
więc bardzo zachęcająco. W sposób konkretny, cielesny mocno przekonuje,
że robimy coś istotnego [walcząc o słuszną sprawę, przeciwstawiając się
symbiontowi]. Chodząc pomiędzy półkami i przebierając pomiędzy kolejnymi
artykułami pewnie bym wszedł w lekką nudę, a tu przydaża się taka
akcja! To bardzo przekonuje podświadomość! bardzo ją uruchamia, podobnie
jak i ciało. No, ale cóż może podświadomość o mentalności czterolatka z
takiego spotkania zrozumieć? Nic dobrego na dłuższą metę.
Kobiety są bardziej narażone na to, że
zostaną przekonane właśnie za pomocą takich środków do tej misji
‚uczłowieczania’, przywracania kultury. Dlaczego? Dlatego, że panie o
wiele bardziej ufają swoim odczuciom. [a po drugie, że mają dużą
potrzebę „poprawności”, żeby wokoło było „poprawnie”, np. posprzątane]
Kiedy stwierdzają, że kochają chłopaka? Wtedy, kiedy „odczuwają”, że kochają. Pięknie jest to wyrażone w słowach angielskich:
„IT FEELS so right.”
czyli po polsku „to tak dobrze odczuwam, to co czuję jest takie w porządku”. normalnie szczęście wpływa nogawkami.
Nie bez przyczyny Jan Paweł II
powiedział, iż miłość jest wyborem i wiernością temu wyborowi. Wskazał
na to, że niekiedy można popełnić błąd opierając się na samych
odczuciach.
Cóż, krokodyle, jak pokazało się na mnie
samym, potrafią dać ogromnie dobre odczucia w zetknięciu z nimi. Wzrost
żywotności u atakującego je. Wzrost poczucia sensu owego ataku! Dają
odczucia, że to właśnie kontakt z NIMI daje owe pozytywne odczucia.
Jednakże kontynuowanie walki przeciwko
kr. nad dłuższą metę może mocno odrzucić, odseparować nas od przeżywania
spokoju czy szczęścia. Wchodzi się w świat nierealny, „zrobiony” na
potrzeby omamienia. Po prostu wkręca jak narkotyk. I już nie jest tak
„feeling right”.
Odpowiadam na pytania:
> Czy opiekunowie krokodyli to demony?
Tak można je nazwać, tylko są to demony z
wysokich ciał subtelnych. „Zwykłe” opętanie odbywa się z poziomu
eterycznego-astralnego. Opiekun kr. astralnego działa na poziomie
atmanicznym-anupadaka. A więc 4-5 poziomów różnicy. Istna przepaść.
> Czy obecność krokodyla można utożsamiać z opętaniem (w rozumieniu Kościoła katolickiego)?
Wg Kościoła człowiek z kr. to człowiek,
który zaprzedał swoją duszę diabłu. Oczywiście nikt tego głośno nie
mówi, natomiast dawne opisy diabła [chociażby pan Twardowski] dokładnie
przedstawiają ową transakcję. Na dzisiaj Kościół nie chce uchodzić za
wstecznika, więc nie rozgłasza swoich nauk. Jednakże nigdy się nie
wyrzekł nauk o diable. I słusznie, ponieważ kr. jest to dosyć powszechna
przypadłość.
> Czy w jednym nosicielu może być zarówno krokodyl/krokodyle, jak i wejście?
> W co on się musiał „bawić”? Zapytałam wprost już na samym
początku, czy kiedykolwiek w życiu uczestniczył w jakichś obrzędach
okultystycznych. Stanowczo kilkakrotnie zaprzeczył.
I odpowiedział słusznie, pobieranie
bowiem krokodyla nie musi się zupełnie wiązać z ŻADNYM rytuałem
okultystycznym, czy jakimkolwiek związanym z grupami zajmującymi się
różnego rodzaju nieprawidłowymi praktykami – duchowymi czy nieduchowymi.
Tyle jest wokoło ludzi, którzy mają kr, którzy brylują w towarzystwie,
grupie, środowisku zawodowym, społecznym, że wystarczy je zacząć
naśladować, a.. za jakiś czas zapuka do takiego człowieka kr. z
[najczęściej bezsłowną] propozycją ułatwienia życia. Oddanie swojej
duszy nie musi być tak bardzo świadome! Wystarczy „pozwolić sobie” na
jakieś ulgi w moralności, w zasadach.. Wystarczy, że taki człowiek
stwierdzi, że pozwala sobie stale na coś niegodziwego [z dowolnym
wytłumaczeniem, natomiast bez wyrzutów sumienia].
> Czy to może być jakiś „spadek” po nieżyjących już rodzicach nosiciela?
Dziecko może się zapatrzyć w rodzica z
kr. i podążyć jego ścieżką, natomiast często to ono samo przynosi ze
sobą kr. z poprzedniego wcielenia jako spadek karmiczny po poprzedniej
inkarnacji.
> [czy to przez] Braki w samoocenie, brak „wysycenia” miłością,
poczucie pokrzywdzenia przez los – to mogą być konsekwencje relacji
rodzinnych w dzieciństwie.
to oczywiście mogą być czynniki wspierające, aktywizujące, natomiast
one same nie przesądzają. Przesądza wewnętrzna postawa, wewnętrzna
intencja. Nawet u najmniejszego dziecka.
> Jak „technicznie” odbywa się przyjęcie krokodyla? Jakim aktem?
Pytam w kontekście „czego jak ognia unikać”, czyli przed czym
przestrzegać innych w sposób szczególny.
Najczęściej jest to chęć „dogonienia”
kogoś, „reszty świata”, której się tak lepiej powiodło, a ja czuję się
taki niezgułowaty, taki pozbawiony szans. Zamiast pracować z tym,
zamiast otworzyć się na prawdziwe wartości, wynikające ze ścieżki
duchowej, takie jak miłość, dobro, radość, prawdziwe prosperity, to on
otwiera się na .. zakorkowanie swoich lęków, niepokojów krokodylem
[krokodyl jest literalnie „wtyczką” w ciałach subtelnych].
Kilka razy od osób z kr. słyszałem opowieści, jak to w szkole taka
osoba czuła się gorsza, i – żeby koledzy się nie śmiali i nie robili
docinków – zaczęła rozwijać pewne specjalne, właściwe tylko sobie
zdolności. Tak przyjęła krokodyla. Owe zdolności się rozwijały, osoba
bazowała na nich coraz mocniej, także zawodowo. Jeśliby chcieć teraz
oddać owe „dodatkowe zdolności”, to jakby takie życie tej osoby miało
wyglądać? Jak musiałaby ona funkcjonować – na ile gorzej? Te pytania
naturalnie zadają sobie osoby mające kr. i będące go świadomymi.
Opisałem jednakże na witrynie inne sposoby radzenia sobie z kr. [Czarek
też opisał] – praca z rozwijaniem wyższego ciała subtelnego.
Po przyjęciu kr. te odczucia „bycia gorszym” nadal pozostają u
nosiciela, natomiast kr. przykrywa je czapą zapomnienia [przynajmniej
dla otoczenia, które nigdy by nie zgadło, że tak dobrze radzący sobie w
życiu człowiek może przeżywać poczucie poniżenia, poczucie niskiej
wartości, porzucenia, itp.]
Czego unikać? Unikać nieszczerości wobec siebie samego i wobec
innych. Otworzyć się z poczuciem niskiej wartości, wyznać je [tak jak
się wyznaje grzechy]. Opowiedzieć o tym, być ludzkim – tzn. być czasami
ułomnym, upadającym, niedoskonałym. Włączyć te przeżycia do swojego
repertuaru odczuć, nie chcieć „wyrzucać ich za burtę” życia. Wtedy taki
ktoś staje się prawdziwy, staje w prawdzie swojej ludzkiej, często
ułomnej kondycji. Czasem przegrać znaczy wygrać.
> Czy żeby nosiciela z tego wyciągnąć, to tylko egzorcyzm wchodzi w grę?
Przykro powiedzieć, ale egzorcyzmy nie
chwytają kr. Oczyszczają jedynie niskie poziomy energetyczne [eteryczny,
astralny, ], natomiast wyższe istoty jak były tak pozostają i śmieją
się w nos. Chodzi o to, aby nosiciel zastanowił się Dlaczego wziął kr. i
po namyśle z niego zrezygnował. To działa.
> Czy w jego sytuacji możliwe jest umiejętne skłonienie do pracy nad rozwojem duchowym?
Można próbować pracować nad wyższym ciałem subtelnym:
https://swiatducha.wordpress.com/2010/11/07/praca-z-krokodylami/
i jeszcze warto poczytać opisy pracy z kr innych osób obciążonych nimi [a już świadomych tego]:
– tu jest dużo ciekawego materiału :
http://swiatdusz.pl/index.php?board=31.0
[może trzeba będzie się anonimowo zarejestrować na witrynie
swiatdusz.pl]
> Przecież tu chodzi o akt woli duszy, prawda? O akt wolnej woli. O odzyskanie kontroli.
Zdecydowanie, chodzi o wolę. Natomiast proszę nie mieć złudzeń.
Kr. zwykle TYLE daje nosicielowi, że on nie chce nic z tym robić. Jest to zbyt komfortowe, żeby taką sytuację przerywać.
Kr. zwykle TAK BARDZO jest zrośnięty z nosicielem, że on nie chce nic
z tym robić obawiając się o własną integralność, [obawa przed
„rozłożeniem się na części”. I ma trochę rację – jeśli się będzie
uwalniał, trzeba będzie mocno przebudować ego – zrobić coś, o czym pisał
prof. Dąbrowski: dezintegrację pozytywną, a potem ponownie poskładać
się w nowe „coś”, czego ani on, ani ja ani Pani jeszcze nie
wiedzieliśmy, nie znamy.
„A przecież TERAZ jest tak w porządku. Więc o co chodzi?”
To tyle o nim. Teraz moje pytanie: o Panią. Jak zwykle, w relacjach z
kr. to zjawisko jest tak zadziwiające, przykuwające uwagę, niepokojące,
drażniące, wkurzające, nie dające żyć, że zapomina się o sobie. Stąd
moje pytanie:
Jaka jest Pani kondycja, samopoczucie, cele życiowe, pomysły na życie z/bez tej osoby?
Przykład
Tu mój przykład. Przez wiele wcieleń
próbowałem wgrzmocić gadzinom. Próbowałem na różne sposoby, walka była
jedną z nich. Bardzo oczywiście byłem krokodylami i ich nadzwyczajnymi
umiejętnościami zainteresowany, wręcz zafascynowany. Można powiedzieć,
iż zszedłem w obecne wcielenie „za zapachem krokodyli”. Istotnie
wcieliłem się w rodzinie, gdzie były krokodyle i to silne. Myślałem –
naiwnie, jako dziecko – że coś się da z tym zrobić. Na początek byłem
oczarowany. Myślałem, że osoby z mojej rodziny mają tak wielki
potencjał! [tak pięknie się kr. pokazywały]. Po jakimś czasie zacząłem
widzieć, że coś mocno tu nie pasuje i że tak wspaniale roztaczane
horyzonty sukcesów są tak naprawdę tylko fantazjami. I takimi były od
początku. Co więcej, z czasem, gdy wsiąkałem w rodzinną atmosferę i
rodzinne uzależnienia zrozumiałem, że tak naprawdę stawałem się ofiarą
symbiontów [wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to symbionty, byłem zły na
konkretne osoby, w tym moją mamę]. Próbowałem tłumaczyć, pokazywać,
przekonywać, pomagać w chwilach upadku, wspomagać z nadzieją na poprawę.
Niestety, po kilkunastu latach życia
stwierdziłem, że się moje działania nie udają, zacząłem siebie leczyć i
oczyszczać i dochodzić do tego dlaczego JA tak bardzo chciałem mieć
relację z takimi ludźmi [- nosicielami kr]. No i powoli, powoli
nabierałem dystansu i zdrowiałem.
Proszę sobie wyobrazić, jak bardzo
wieloletnie obcowanie z krok. i jego nosicielem odsuwa człowieka od
spokoju i dobrostanu.. Bardzo mocno. Jak wiele odczuć nieszczęścia ta
sytuacja generuje. [dobrym przykładem jest tu osoba żyjąca z nosicielem –
czy to małżonek, czy dziecko, czy też rodzic] Osoby takie, zwłaszcza
dzieci uczą się świata pełnego agresji, gdzie atak następuje nagle,
nieprzewidywanie, niezależnie od przewidywanych przyczyn. Przysłowiowa
tu jest żona alkoholika, która czeka na męża i myśli: „przyjdzie… nie
przyjdzie? … zbije …. nie zbije?” [normalnie totalna nerwica. i to
jeszcze na energiach łączących z krokodylem, czyli jednak wcześniej czy
później przyjdzie, zrobi kłótnię i zbije.
Jak bardzo [z powodu specjalnego typu
manipulacji krokodyla] w ofiarach zakorzenia się niezdrowy system
przeżywania przykrych chwil, zamiast przeżywania chwil spokojnych i
wypełnionych bezpieczeństwem.. Pogryzienia – tak nazywam ten kompleks
traumy
[więcej tu] stanowią bardzo przykrą teraźniejszość przebywania przy atakującym krokodylu, stanowią bolesną spuściznę z takiego czasu.
Można się zastanawiać, czy „oddanie”
krzywd, zadanych razów da nam spokój. Wiele osób na mitingach DDA bardzo
mocno wyraża żal, odkrywa swe zranienia. Ja to nazwałem dla siebie, że
„upuszczają żółci”. I to sporo. Dobrze jest o tym móc mówić. Dobrze jest
mieć miejsce na bezpieczne i świadome wyrażenie złości i rozżalenia. To
daje upuszczenie energii bolesnej, energii zranienia. To tak, jakby z
zaropiałej rany wypuszczać ropę – będzie mniej boleć.
Jednocześnie warto jednak patrzeć, czy
nie próbujemy się wzmacniać naszą trudną historią, czy nadal jesteśmy
prości w tym przeżywaniu.
„On mnie tak załatwił, tak mnie zranił,
to teraz będę nieustępliwa, bezwzględna, teraz dopiero pokażę, jak świat
ma mnie szanować. Jak znajomi mają mieć o mnie pojęcie jako o osobie
totalnie asertywnej, która jest nieugięta. Jeśli nawet kiedyś byłam
zraniona, to teraz już na to nie pozwolę!”
Przy przyjęciu takiej postawy jest spore niebezpieczeństwo, że ta osoba powtórzy ścieżkę swojego oprawcy.
Ofiary krokodyli
Tu moje rysunki, jak wygląda atak krokodyla:

Widoczne są zarówno jakby haki-zęby jak i zaburzenie energii na niskich czakrach.
Jak wygląda szczegół ataku – te zęby-haki, które jakby się obracały jak piła tarczowa – posuwa się i rżnie:
Jak wygląda osoba pogryziona – ma
wyszarpaną aurę wzdłóż przedniej strony ciała i ma mocno zaburzoną
podstawę [niższe czakry] tak, że ma trudności z odnalezieniem się w
świecie. Stąd biorą się wzorce ofiary i symptom wyuczonej bezradności.
Nawet psychologowie [z doświadczeń na zwierzętach] zauważyli, że symptom
wyuczonej bezradności nabiera się szybko, natomiast aby odtworzyć
poprawne funkcjonowanie potrzebowali ok 200 pozytywnych doświadczeń.
Dlatego mówię, że pogryzienia nie leczą się same z czasem.
Pionowe kreski niebieskie od głowy w dół
symbolizują rany w aurze. Wibracje na spodzie to osłabiona lub chora
aura na niskich czakrach. Bywa także, że w aurze są obecne podłączenia
do agresora – może wtedy czerpać energię na odległość, wystarczy np.
połączenie telefoniczne lub telepatyczne.
Ofiary krokodyli to osoby, które
przebywały w pobliżu osoby obciążonej. Długo, albo krótko. Można długo
żyć w jednym domu z osobą obciążoną, i wtedy zwykle pogryzienie jest
głębsze, boleśniejsze, zmiany w psychice są istotniejsze. Można też być
krótko wystawionym na bycie z taką osobą i też można dostać, przeżyć
atak i ucierpieć z powodu pogryzienia przez krokodyla. Więcej na ten
temat
w osobnym tekście [link]. Proszę pamiętać, że takie pogryzienie nie goi się samo z siebie – niestety trzeba nad tym popracować.
Dobrymi dla kr. ofiarami są osoby mające
tzw. „wzorce ofiary”. Gdzieś podświadomie mają zakodowane, że w życiu to
często się obrywa i cierpi. No i osoby z krokodylem potwierdzają takie
nieświadome przekonania. Dzieje się to często bez świadomej refleksji –
dwoje ludzi „się spotyka” i już wiedzą, że są „dla siebie pisani”. Na
nieszczęście to pisanie jest bardzo przykrym pisaniem, obejmującym
wykorzystanie psychiczne, emocjonalne, a czasami i fizyczne. Drogą
wyjścia jaką podają specjaliści jest zauważnie tej relacji z nosicielem
krokodyla, ocena: ile zyskuję a ile tracę na tej relacji. I na koniec –
decyzja – czy dalej tak chcę żyć.
Grupy samopomocowe Al-Anon
są dobrym miejscem, aby się przyjrzeć sobie i swojej trudnej relacji.
Chodzą na nie osoby poszkodowane przez krokodyle [zwykle żony
alkoholików], wyprowadzają swoje życie na prostą.
W terapiach regresywnych można
prześledzić sobie własne postawy związane z wzorcami ofiary i – jeśli ma
się szczęście – oczyścić je.
Inny typ ofiary dla krokodyla
Osoby mające wejścia
są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę
udowadniania różnych rzeczy! Są tak żądne dowodzenia swoich praw i
ferowania oskarżeń! Są przekonane o swojej WYŻSZEJ WARTOŚCI ponad innymi
ludźmi [często wyłącznie nieświadomie].
A krokodyl tylko na to czeka!!! Będąc w
obecności krokodyla zwykle czuję energetyczne „węszenie”. „Kto mi chce
podpaść? Czy ktoś tutaj obecny się stawia?” – tak mniej więcej w słowach
można opisać to węszenie. Zresztą niektórzy młodzi ludzie z kr. używają
tych słów przy rozpoczęciu bójki „Co, stawiasz się? Chcesz zarobić?” –
ewidentnie szukają nie pokoju tylko zaczepki. Tylko im potwierdzenia
potrzeba do rozpoczęcia ataku. Na szczęście możemy odmówić [o ile nie
jesteśmy w zbyt bliskich relacjach z nosicielem, bo jeśli jesteśmy, to
bardzo często same sytuacje związane z relacją już stanowią podstawę do
ataku]
Powtórzę:
Osoby mające wejścia są mocno drażliwe i przewrażliwione, tak mają wielką potrzebę udowadniania różnych rzeczy!
A kr. przecież na to właśnie liczy! K.
potrafią wychwycić najlżejszy oddźwięki swoich własnych agresywnych
działań, swoich prowokacji, presji. Są w tym świetne. Jeśli tylko się
popatrzysz na takiego kogoś z nutką negatywnej oceny – zaraz Cię zacznie
agresywnie traktować. A nawet nie trzeba negatywnej oceny – samo
popatrzenie się może być zidentyfikowane jako ocena czy atak – który
domaga się odpowiedzi [kr. jest o tym przekonany].
W pełnych pretensji i braku akceptacji osobach z wejściami K. znajdują super odbiorców swoich prowokacji i swojej agresji.
Najbardziej jawnym przykładem tego
wspólnego, tragicznego związku z krokodylem jest alkoholik i żona
alkoholika. Te dwie osoby stanowią dla siebie super toksyczny duet [żeby
użyć eufemizmu].
Wejścia są również przystąpieniem obcego
ducha do człowieka, jednakże jest to tylko penetracja, nie zaś zlanie,
jak jest w przypadku krokodyli. Osoby z wejściami są niejako są
stworzone do tego, aby rozsierdzać krokodyla.
Wielkie pytanie: DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO???
Z pewnością wiele, wiele osób się nad tym
zastanawia. Słyszałem już niejedną żonę alkoholika, która na mitingu
mocno się zastanawiała, czym sobie zasłużyła na tak paskudne
traktowanie. Oczywiście nie znajdując odpowiedzi. Piszę „oczywiście”,
ponieważ oglądając wydarzenia ze zwykłej perspektywy trudno znaleźć taką
przyczynę.
Natomiast, jeśli się wzniesiemy nieco i popatrzymy na sprawę z pozycji Duszy, możemy odkryć ciekawe zależności.
Otóż, patrząc na człowieka z wyższej
pozycji widzimy Duszę, która się wciela niejednokrotnie. Ale to nie jest
najważniejsze. Najważniejsze jest to, iż dusza potrafi mieć sporą dawkę
pychy, czyli wynoszenia się nad innych, przekonania o swojej wyższej
wartości. I z tym wchodzić we wcielenie. W odróżnieniu od zdrowego
poczucia własnej wartości, wynoszenie się bazuje na udowadnianiu, że
inne osoby są mniej ważne, a na pewno „my” jesteśmy lepsi, znaczniejsi.
Jeśli wierzyć
Łazariewowi [link],
to taka postawa wynoszenia się wywołuje naturalny sprzeciw
Wszechświata. Tu można doszukiwać się onej Sprawiedliwości Bożej, jeśli
ktoś jej szuka. Taka wynosząca się osoba „dostaje” bowiem za partnera
kogoś, kto to wynoszenie się będzie temperować. W przypadku dzieci
alkoholików jest to zaś rodzic.
I – mówi
Łazariew
– np. kobiety są bardzo ziemsko nastawione, w odróżnieniu od panów [co
zresztą widać w rodzeniu dzieci, praktyczności podejścia, itp.] Owa
ziemskość powoduje z jakichś powodów właśnie pychę [albo może właśnie
istoty bardziej „pyszne” inkarnują się w ciała kobiet, aby przeżywać
większą wyniosłość. Dzieje się to oczywiście bezwiednie, na poziomie
Duszy, która nie ma specjalnie refleksji, która tylko dąży do
przeżywania doświadczeń.
Tu można zauważyć, że płeć jest jakby
drugorzędna – wiele jest także mężczyzn, którzy mają takie relacje ze
swoimi partnerkami. Pamiętajmy, że wciąż mówimy o Duszy i relacjach na
jej poziomie.
Takiej wynoszącej się pani bardzo będą
podobać się panowie z krokodylem. Osoby potrafiące „okiełznać”
rozpasanie duszy, które czasami samej posiadaczce owej duszy się może
trochę źle kojarzyć. Leczące się żony alkoholików ciągle mówią o nich
„mój alkoholik”. Mają tak wielkie trudności z odejściem, z porzuceniem
sytuacji opresji!
Zdumiewające ale prawdziwe – kobiety źle
traktowane przez mężów lgną do swoich oprawców. Bardzo zdumiewało mnie
zawsze to, gdy widziałem, jak dziewczyny ostro traktowane jakoś sobie to
chwaliły. Wiele może tu być wytłumaczeń, natomiast Wszechświat ponoć
zsyła wyrównanie na duszę za jej postawę.
To wszystko wskazuje, że jednak wynosząca
się Dusza akceptuje owo ukrócenie, poddaje się „karze” za wynoszenie
się. Nieświadomie takie osoby o rozdmuchanym ego pragną kogoś, kto da im
bardzo ostre granice. Dusza wręcz – paradoksalnie powiedziawszy – ceni
sobie takie cugle, nałożone przez krokodyla i jego ponadludzką moc
kontroli zachowania człowieka.
Wyjście?
Krok Pierwszy [i mój ulubiony] Programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików brzmi:
Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem,
a jego najważniejszymi elementami, słowami kluczowymi, są bezsilność i to, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
W momencie, gdy zakwestionujemy własną
postawę dumy, mamy szansę na uzdrowienie. Nawet jeśli jesteśmy wewnątrz
delikatni, jeśli mamy wewnątrz depresję. To wzięcie krokodyla jest formą
wchodzenia w dumę, w bycie „lepszym” [nawet jeślibyśmy tego na początku
nie wiedzieli].
W jakim stopniu mamy zakwestionować tą
własną postawę wielkościową [jak to określają psycholodzy]? Bardzo mocno
zakwestionować. Należy stwierdzić, iż te wszystkie momenty, w których
tak na prawdę oszukiwaliśmy otoczenie były.. kłamstwem. Na mitingach
[spotkaniach] grup wsparcia nikt nie żąda od nas, żeby to robić na
oczach świata – to ma być nasze własne przyznanie się, rozgrywające się w
naszym własnym sercu. [stąd AA to ruch całkowicie anonimowy]. To
przyznanie się, to dochodzenie do prawdziwości jest pierwszym krokiem
uzdrawiającym. Ten krok przybliża nas ku własnemu sercu, a oddala od
krokodyla.
Poprzednie wcielenia
INNY, równie istotny trop to poprzednie wcielenia. Mogący być jednocześnie prawdziwy i ważny.
Znam pewną panią, która w tym wcieleniu
jest obciążona, tak samo jak w poprzednich była. Można przypuszczać, iż
co wcielenie nieco mocniej.
Przenosi się to z jednego życia na
następne. Widziałem niejedno dziecko w wieku do 12 lat [a nawet 3-4
letnie], które posiadało totalnie przekręconą energetykę, od razu
wskazującą na gadzinę za pazuchą. Sprawa jest prosta – jeśli w jednym
wcieleniu osoba zdecyduje, iż takie coś, jak kr. jest jej potrzebne, to
oczywiście w następnym ów diabli pomocnik będzie na jej usługi.
Czy można to oczyszczać poprzez
oczyszczanie poszczególnych poprzednich wcieleń? Na pewno warto próbować
[metodami regresyjnymi, np. regresingiem]. Wiadomo, że przy zdaniu
sobie sprawy co do intencji w dawnych wcieleniach i przy zmianie owych
intencji, dzisiejsze zachowania i motywacje się zmieniają, ponieważ
postawa taka przenosi się na sprawy teraźniejsze.
________________________
Do tego tematu:
Jak oficjalna nauka wypowiada się o „gadziej części mózgu” ?
[kliknij tu]
W tej części mamy mechanizmy przetrwania, i bardzo dobrze, że je
posiadamy. Jednakże, jeśli zostaniemy tam „złapani” z naszą aktywnością,
czy jakoś „utkniemy” w tym stanie bycia, niż tylko działając w reakcji
na niebezpieczeństwo, to zamykamy się z aktywnością w tej „gadziej”
części mózgu i działamy zgodnie z jej ustaleniami. Wszelakie długotrwałe
odczucia lęku, niepokoje, zamykają nas w tej części. Wniosek:
relaksujmy się!
:)
Po przeczytaniu moich tekstów o k może być to bardzo inspirujące, ponieważ pokazuje różne inne strony zagadnienia.
..
Jak się mam sam/a oczyścić z krokodyla?
Duchowa uzdrowicielka i jasnowidz, moja znajoma, Elwira pomaga oczyszczać te obciążenia, które są opisywane na mojej witrynie.
Tel. 885 400 777, skype: naturalneterapie. Proszę powiedzieć, skąd macie kontakt do niej.
Można zadzwonić i skonsultować sytuację. Można jej opisać to, co już
zrozumiałaś po czytaniu tych tekstów i jakie masz pytania. Ona dobrze
sobie radzi w jasnowidzeniu, wielu osobom pomogła wyjaśnić sytuację tak,
że mało kto by przypuszczał, że taka sytuacja ma miejsce. Jest
zwłaszcza dobra w odkodowywaniu zaburzonych relacji w rodzinach,
jasnowidzenie się mocno w tym przydaje..
W
dłuższym tekście nt. krokodyli [link] napisałem nt. „zagłodzenia” krokodyla, który to sposób jest podawany przez Podwodnego.
Uzdrawianie z krokodyli – tutaj więcej o tym.
> Czy mółbym Cię prosić o przykład działania na zagłodzenie krok. mentalnego?
Co potrzeba? Potrzeba rozszerzyć wyższe ciało.
A więc na mentalnego – przyczynowe rozszerzyć.
Proponować coś?
Np. analizować przebiegi
przyczynowo-skutkowe różnych procesów, wgłębiać się w zasady
obowiązujące tu i tam, i mnie, mnie wobec innych ludzi.
Znam osobę z k.mentalnym, która bardzo a
to bardzo nie lubi mówić i myśleć o zasadach, prawidłach itp. [to dla
mnie jest właśnie reakcja kr. mentalnego – zdrowe rozważania na poziomie
o jeden wyższym powodują wściekłość kr.].
No i można również próbować nieco wyżej – buddialne rozwijać.
Przykładowo rozważać sprawy dotyczące
wartości, współodczuwania, współczucia, szacunku dla innych itp.
Zwłaszcza w obrębie relacji z innymi ludźmi, jako że kr. właśnie wobec
innych ludzi atakuje.
________________________________________________
„Trzeba się oczyszczać, trzeba.. „- nie
trzeba! Nikt nie narzuci wam tego, nie będzie nawet tego w stanie
zrobić. Jest wolna wola.
Tutaj kilka sugestii, co do tego, jak można ewentualnie się kierować..
Przyjmuje się krokodyla z pewną intencją,
więc i oczyszczanie z krokodyli jest też związane z pracą nad własnymi
intencjami. Wtedy sam krokodyl nie jest aż taki straszny. Najgorsze jest
to, żeby zrezygnować z intencji, które mogły sporo dać w naszym życiu.
Któż by chciał się tego pozbywać [jeśli skutki nie są tak jakieś
straszne]..
Jeśli wzięło się kr. dla swojej obrony – trzeba z tej obrony zrezygnować [i widzieć coś innego w zamian].
Jeśli wzięło się kr. dla swojego komfortu – trzeba z tego komfortu zrezygnować. [a ego pewnie nie będzie chciało.
Jeśli wzięło się kr. dla posiadania
pewnych ponadprzeciętnych umiejętności – trzeba z tego wspomagania
zrezygnować. [znowu, trzeba wiedzieć dla czego, z konkretnymi
argumentami, z konkretnym innym pomysłem na życie, a może nie być lekko
taki znaleźć, bo kr. dają dużo błyskotek.]
Powyższy obrazek podpisałbym „Możesz więcej – z krokodylem!”
Koronnym metaforycznym przykładem tutaj jest dla mnie
bajka o Panu Twardowskim.
Kto jak kto, ale on, to istotnie ma przenośnie profil nosiciela
krokodyla. Proszę tu zwrócić uwagę – diabeł = krokodyl. Przydaje
możliwości, ale też zabiera duszę [w naszym wywodzie – degraduje duszę].
Na pewno, jeśli się obawiamy k. u siebie to warto z tym tematem się zapoznać i można dalej z tym pracować.
No niestety, nie jestem terapeutą, jestem tylko analitykiem, więc nie
mam pomysłów co do konkretnej terapii, chociaż można wyróżnić pewne
wskazania. Jeśliby się znalazł jakiś terapeuta, których chciałby się tym
tematem zajmować, to chętnie go polecę.
Tutaj jest link do tekstu o terapii cienia, która zajmuje się właśnie takimi osobami, w których „coś jest” i które nie potrafią sobie z sobą samymi poradzić.
Tu jest link do grupy dyskusyjnej Anonimowych Alkoholików – bardzo mądre opisy.
_________________________
Krokodyli nie ma
Proszę mnie nie zachęcać do
przekonywania, że krokodyli nie ma, albo, żeby komuś udowodnić, że
istnieją. Było kilka osób, które miały symbionty i im o tym
powiedziałem, bo były ciekawe. Jednakże nic sobie z tego nie zrobiły –
przeszły mimo tej wiadomości i tego, że mi robią krzywdę. Pomimo swojej
niebagatelnej wiedzy duchowej. Bo tym, którym powiedziałem o tym
obciążeniu mieli szansę to zrozumieć. Niestety, moje opowieści zostały
potraktowane z lekką urazą = „co mi będzie mówił, ja wiem, co ze mną
jest”. OK, nie moje życie, nie moja sprawa.
W przypadku krokodyli jest jeszcze trudniej rozmawiać z takim kimś, kto ma obciążenie, niż np. w przypadku wzorców.
Często osoba z krokodylem nawet chciałaby
się oczyścić, ale nie wierzy w to, że ma obciążenie typu symbiont.
Symbiont ukrywa się WEWNĄTRZ ciała energetycznego człowieka, wewnątrz
aury. Dana osoba postrzega działania symbionta jako swoje. Więc z czego
mam się oczyszczać? z czego uwalniać? – jeśli to jestem „ja”? Jest to
inny typ obciążenia niż wzorce. We wzorcach mamy przekonanie, że jest to
coś ZEWNĘTRZNEGO wobec nas, np. „mam lęk wysokości”. Ten „lęk
wysokości” nie jest mną, jest czymś zewnętrznym, a poza tym
niepożądanym. Więc i łatwo z tym czymś zewnętrznym działać [bo to nie
jestem ja], a także jest to nieprzyjazne dla moich osiągnięć. W wypadku
kr. obie opcje są odwrotne – zarówno jest to coś „we mnie”, jak i jest
to coś sprzyjającego mi. Więc: a) trudno się do tego ustosunkować, b) po
co w ogóle zaczynać pracę i zmniejszać własne możliwości?
Jest to obciążenie tak niezwykłe i
nieznane [przynajmniej wśród ezoteryków i gospodyń domowych], że trudno
się dziwić, iż w ogóle myślowe ogarnięcie sprawy jest trudne. A co
dopiero dla samego zainteresowanego. Odpowiedzi były takie: jak mogę
mieć „to coś”, jestem przecież sobą, czuje siebie, i czego ja od tego
kogoś chcę? A że czasami ciągnie takiego kogoś do wódeczki? czy do
agresywnych zachowań? czy inna osoba ma przemożny trans palenia trawy
przez tydzień? – tego akurat nie biorą jako coś „swojego”. To coś, to im
się przydarza. I mają rację – bowiem jest to związane bardziej z
aktywnością symbionta, nie ich samych. Jednak nie chcą za to wziąć odpowiedzialności, mimo, iż to oni przeżywają, na to zezwalają w swoim życiu. Mimo, iż za to są odpowiedzialni.

Już nie raz mówiłem do pewnych osób, że
„zagadałeś mnie totalnie, czuję się wypruty z energii i to z powodu
symbionta, który przez ciebie działa”. To oczywiście nie dało specjalnie
nic, oprócz spojrzenia na mnie, jak na debila. Mimo, iż o symbiontach
taki ktoś wiedział, co to jest, bo mówiłem.
Jeśli ktoś mnie oszukał a nie ma
krokodyla, to raczej nie chce się ze mną kontaktować i przyznaje, że „to
on zawinił”, ma poczucie winy. I że przeprasza.
A nosiciel symbionta wcale nie będzie przepraszał. Nie będzie miał poczucia winy!
[to piszę ku pamięci ofiar kr., nie miejcie złudzeń!] Przecież nosiciel
nie ma świadomości działań symbionta. Nie ma też empatii. I oczywiście
będzie miał doskonałe krokodyle tłumaczenie:
„Ale o co chodzi?” – to częsta riposta
nosiciela/kr. Wcale nie postrzega obciążenia krokodylem oszustem, jako
coś, co JEMU się przydarzyło. To ja miałem pecha, że mu się tak udało
mnie na szaro zrobić.
„Przecież takie mądre rzeczy mówiłem”.
„Mógł mnie nie zaczepiać, to bym go nie
pobił, przecież widział, że jestem w złym humorze. Sam się prosił.” –
to częste tłumaczenie.
„Śmierć frajerom” – takie powiedzenie ma
tu zastosowanie. A jego lżejsza odmiana może brzmieć „przecież ja nie
chciałem – to nie mnie się przytrafiło, to on ma skutki pokrzywdzenia,
więc dlaczego ja miałbym się martwić, że kogoś pokrzywdziłem?”
Oczywiście tu mocno się pokazuje, jak
bardzo ofiary są podatne na atak, wręcz ciągnie je do sprawcy, do
oprawcy, do agresora. Np. tak bardzo chcą go „poprawić” i zaczynają np.
moralizować, czy tłumaczyć, czy poprawiać. Aż się trzęsą! Aż ich korci i
świerzbi. A krok tylko na to czeka! Mam prawo do wolności, więc masz w
dziób! i oddawaj energię.
Ja taki byłem – tak byłem święcie
przekonany o własnej mojej mądrości, o poprawności moich sądów, że byłem
przekonany, iż mogę innych pouczać czy też ich ustawiać, jak mają żyć.
Bez względu na moje przekonania [czy były słuszne], to często bardzo
mocno dostawałem energetyczne wciry. No i fizyczne też dosyć często. Bo
jak nie oberwać, jak się wchodzi w grupę bandziorów i zaczyna ich
moralizować? Sam się prosiłem!
Jak dostawałem po głowie, to czułem się
pokrzywdzony – o ja biedny! Oni nie tylko nie usłuchali moich mądrych
słów, jak powinni się zachowywać, ale także mnie zbili/pokrzywdzili. No i
rozpoczynała się długa melodia zawodzenia i pragnienia rewanżu/zemsty
wręcz.
Nosiciel symbionta za coś takiego nie
będzie przepraszał. Nosiciel zwykle nie wierzy że w ogóle coś takiego
jak symbiont dziwnego istnieje. Dobrze się jej z nim żyje, bo za bardzo
[na początku] nie gryzie gospodarza. A jaki komfort !! Normalnie
ameryka. Wszędzie wejdzie, wszędzie będzie podziwiany. Zresztą wielu
nosicieli/nosicielek jest zatrudnianych na stanowiskach, gdzie potrzeba
jest przekonywania do siebie, do własnej teorii, do własnego produktu.
Wtedy krokodyl wybitnie się przydaje.
I jak ja mam komuś takiemu powiedzieć, że
ma obciążenie? Nikt mi za to nie płaci, nikt mnie nie zrozumie, a ja
nie jestem chętny podjęcia się tej niewdzięcznej pracy.
Jeśli ktoś zechce się przekonać do tego,
że istnieje taki typ obciążeń, to informacji na tych stronach znajdzie
bardzo dużo. Jeśli ktoś nie zechce – nawet jakbym z nim gadał osobiście
przez tydzień – będzie bronił swojego zdania i miał swoje argumenty.
Jedyne co, to mogę mu powtórzyć za moim kolegą: „strzałka na drogę!” Rób
co chcesz, to twoje życie.
Większość nosicieli nie wie o swojej
duchowej przypadłości [oprócz może świadomości nałogu]. Zdecydowana
większość nie chce o tym nic słyszeć. Niektórzy nosiciele wątpią w to,
iż są obciążeni, i starają się mi to wyperswadować. Podobnie jak
alkoholik nie chce przyznać, że jest chory na taką dziwną chorobę. Jest
to jednak częścią choroby, stąd jest ona nazywana „chorobą zaprzeczeń”.
Sama dyskusja jest przejawem aktywności
typu konfrontacja. Nie mam potrzeby udowadniać komuś czegokolwiek, czy
przekonywać do czegoś, zwłaszcza, że ma to, czy tamto… Tak jak na
stronie tytułowej powiedziałem – rozwój duchowy jest taką dziedziną, w
której adept sam dowodzi sobie prawdziwości własnych przekonań.
Dobry obiekt do obwiniania – c.d.
Oprócz tego, że osoba z krokodylem jest
interesująca i dobrze sobie radząca, to zwykle często rani otoczenie.
Dlatego też wydaje się bardzo dobrym obiektem, wobec którego mamy
pretensje. Niekiedy bardzo duże. No bo jak mnie pogryzł, jak czuję się
jak szmata, sponiewierana, pokrzywdzona… to jak tu naturalnym jest
przyjęcie założenia, że to nie moja wina. To przecież ON/ONA mnie tak
podźgała, zaatakowała, zmieszał/a z błotem, to on/a tak mnie niesłusznie
oskarżył/a!!! ACH, JAKI GNIEW czasami powstaje!
I jak bardzo wydaje się być
usprawiedliwiony! Oczywiście, to ja nie, ja taki grzeczny wróbelek, a tu
ohydna gadzina przyszła i jak mnie nie capnie, jak mnie zębiskami nie
zacznie jeść! – To zupełnie dobrze oddaje poczucie energetyczne, jakie
ofiara kr. ma.
Jednak – w przeciwieństwie do typowych
wyobrażeń o agresji, symbionty i ich nosiciele nie są generalnie
nachalni [oprócz krokodyli typu yin np u żebraków albo cyganek „choć
panocku to ci powruze”]. Są tylko nieliczne momenty, gdy kr. naprawdę
daje sobie prawo do ataku. Dzieje się tak, gdy:
- ofiara jest już z nosicielem kr.
złączona, czy to więzami małżeńskimi, umową, koleżeństwem, przyjaźnią i
po prostu ma z nim „normalne” relacje
- gdy krokodyl jest głodny i „węszy”, kto
tu wokoło chciałby podskoczyć.. Takie zachowanie często mają symbionty u
nieletnich przestępców, chłopców z patologicznych rodzin. Wysyłają oni
prowokacje do środowiska: a to zaklnie, a to wyrzuci niedopałek czy
puszkę po piwie. A to po prostu rozsiewa wokoło [ok. 100m] wściekle
wibrującą energię z aury. Wystarczy się na taki haczyk nadziać, i już
mamy do czynienia z atakiem. Ostatnio w Warszawie policjant po służbie
zwrócił nosicielowi uwagę, że ten koszem na śmieci wali w tramwaj.
Skończyło się atakiem i dźgnięciem nożem. Policjant nie przeżył.
- gdy my sami „chodzimy” z emocji, może
tłumimy gniew. Łatwo wtedy o zaczepienie aury kr. To wystarcza, żeby
zadziałał odwet. Mój znajomy kiedyś szedł Krakowskim Przedmieściem w
Warszawie. Po drugiej stronie szły chłopaczki, domyślasz się jakie.
Znajomy miał taki poziom gniewu w sobie, że wystarczyło, że się na nich
popatrzył, a ci przebiegli ulicę i zaczęli go bić. Na szczęście udało mu
się uciec.
Żeby mieć kontakt z krokodylem to zwykle
„trzeba chcieć”. Często jest to chcenie przeniesione z poprzedniego
wcielenia, co osobowości wydaje się jakoby było „niezawinione” przez
nią. Istotnie, osobowość nie ma z tym nic wspólnego, bo dopiero co się
urodziła. Natomiast Dusza ma już zwykle sporą historię obcowania z
takimi gadami no i kolejne wcielenie jest często tylko kontynuacją
poprzednich „chceń”. Może nawet Dusza ileś razy zmagała się „w
nierównej, choć jakże prawej walce” z takim przeciwnikiem – u mnie tak
było. Tak więc karmiczny kontakt z kr. jest z zasady obciążeniem,
którego nie bardzo jest sposób oczyścić bez jakiejś, choćby słabej
świadomości, że mogło coś być przed tym wcieleniem.
Osoby które są najeżone, obrażone na kr., oskarżające wobec kr. tak naprawdę same kiedyś się w takie relacje wdały.
Nie jest łatwo omijać krokodyle,
zwłaszcza w Polsce, gdzie alkohol, uzależnienia [i symbionty na tym
żerujące] są na porządku dziennym. Ale jest to możliwe, o ile nasze
intencje wobec innych ludzi i siebie są czyste. Co to oznacza?
- Że nie chcemy nikomu nic złego zrobić, że nie chcemy na nikim się
wyżyć, na nikogo nie chcemy zrzucić naszego gniewu, wściekłości, tylko
się z nim sami „rozprawiamy” – oczyszczając go. Są ludzie wręcz
buchający tłumionym gniewem, mający poczucie skrzywdzenia, porażki,
tragedii, która „bezzasadnie na nich spała”. Tacy z pewnością są pierwsi
do spotkania się z krokodylami. Gdy zajmiemy się swoimi emocjami i damy
im spłynąć, gdy nie będziemy mieć podstaw do kolejnej fali emocji –
będzie zdecydowanie łatwiej.
- Czyste intencje wobec innych to także akceptacja otoczenia, takiego,
jakim jest. Kto bowiem dał nam prawo do osądzania innych? Do wydawania
wobec nich sądów? Są jacy są. A jeśli społeczeństwo sobie pozwala
[poprzez policję i ustawodawców] na robienie krzywdy i szkód, to
społeczeństwo ma O WIELE większą Duszę zbiorową niż nasza Dusza i nic
nam do postaw czy poruszeń tamtej Duszy, ma do nich prawo. Warto się
zająć sobą.
- Dobre intencje wobec siebie skutkują także wejściem w taką postawę,
że osoby z zewnątrz mnie nie krzywdzą. A więc podświadomość zarówno ma
przekonanie, że nie potrzeba mnie krzywdzić, jak i nie stwarza takich
okoliczności, nie wchodzi w takie sytuacje. A – jak wykazały badania,
podświadomość ma sporego nosa gdzie wchodzić – po prostu jest tego
świadoma, nawet jeśli osobowość tego nie jest świadoma.
Gdy jednak pozytywne intencje przyjmiemy i gdy będą w nas to nie ma czego się martwić – krokodyle nam nie straszne.
Opisy z zewnątrz
Spróbujmy podać cytaty, jak bliska osoba postrzega życie z takim człowiekiem – nosicielem krokodyla. [
cytaty ze strony blogu – tam też bardzo dobry opis takich osób]:
Trzeba dodać, że są to opisy osób, które
już mocno ucierpiały w życiu z nosicielem i jego zwierzątkiem. A więc
będzie tu gniew, żal, zgorzknienie, ale też i konkretne informacje.
„To przystojny, elegancki, inteligentny
erudyta, który torturował mnie psychicznie (manipulował mną tak
sprytnie, że trudno byłoby to udowodnić), a w sytuacjach trudnych
dosłownie … uciekał. [..] Zawsze występował z pozycji “biednego, małego
misia”, którym trzeba się zaopiekować. Nie jest w stanie kochać, on
nawet nie wie, co to miłość. Najbardziej odpowiada mu pierwszy etap
uwodzenia ofiary. Potem bez słowa porzuca upolowaną zwierzynę i …
kolejny romans, kolejne psychiczne zwłoki i pozostawione po sobie puste
wnętrza.”
„Mój mąż jest psychopatą – wszystko na to
wskazuje. Życie z takim człowiekiem to koszmar. Niestety brak fachowej
pomocy. Interwencja policji i co dalej. Odnotowanie interwencji.
Błękitna linia – przemoc w rodzinie. Już zgłaszałam. nikt się rodziną
nie zainteresował. Nie było pomocy psychologa czy innej.”
„Z doświadczenia wiem, ze nawet wyroki
śędziów czy wizyty kuratorów nie rozszyfrowały tej tajemnicy, która ja
odkryłam kim jest mój mąż po 20 latach z nim męki.”
„Tylko jak wypchnąć takiego typa z życia
bez szwanku dla siebie,…pranie mózgu to pikuś w porównaniu z tym co po
takim związku ma się w głowie”
„To osobnicy calkowicie
nieprzewidywalni,ale jesli zaczynamy “wiedziec” z kim mamy do czyniena,
to mozna znalezc sposob na calkowite uwolnienie sie od niego. Czesto
“oni” natychmiast znajduja nowa ofiare, co w tym przypadku sie stalo.
Problemem jest brak wiedzy i naiwnosc otoczenia. Potrafia omotac
otoczenie, do tego wybieraja jednak osoby,ktore dadza sie zmanipulowac,
od innych trzymaja sie z daleka.”
„Pan K. jest wykształconym, elokwentnym
człowiekiem, który podobno wzbudza zaufanie. Potrafi się wypowiedzieć,
wie co i kiedy mówić. Do tego ma pieniądze. A ja. Szara sponiewierana
myszka, która gubi się w sądzie, denerwuje. Przegrałam sprawy mimo
mnóstwa dowodów, adwokata.”
„Od zawsze regularnie kłoce się z męzem,
nic by nie było takiego dziwnego w kłótniach gdyby nie to w jaki sposób
one przebiegają. Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i powiem
szczerze że jestem w szoku – kim jest moj mąż, dopiero teraz sobie
uswiadomiłam, przejrzałam na oczy!!!
Pamiętam jak się spotykaliśmy jeszcze
przed małżeństwem – kłociliśmy się regularnie co miesiąc , kończyło się
to zawsze moimi łzami, rozchwianiem psychicznym, strasznie się dołowałam
, uwazałam ze to ja byłam za to wszystko odpowiedzialna.
Potrafiący smiac mi się prosto w oczy gdy
doprowadza mnie do łez i ostateczności,a nastepnego dnia być słodki,
zrobić mi śniadanie, zaproponowac wspolną wycieczkę jakby nigdy nic – to
wygląda tak jakby nasycił swój psychopatyczny głód. nie liczy się z
moim zdaniem, jego potrzeby są najważniesze, średnio interesuje się
dzieckiem.
Czuję się strasznie samotna i zdołowana.
Nie raz myslałam o skończeniu ze sobą ale mam wspaniałego syna który
trzyma mnie przy życiu. Nie chce juz tak zyć.
Uswiadomiłam sobię tez jedno że sama
wywodzę się z takiej rodziny gdzie moj ojciec strasznie nas wszystkich
dołował, przy tym sam czuł się umęczony i poszkodowany, pastwił się nad
nami psychicznie. Wybierał sobie ofiarę (jednego członka rodziny) i
dawał mu do “pieca””
„Gadamy ze soba jak najlepsi przyjaciele,
wszystko jest w porzadku. Przychodzi nastepny nasz kolega i sie
zaczyna. Nie wiedziec czemu psychopata zaczyna mnie obrazac, wyzywac i
ponizac.”
„Psychopaci nie raz dają do zrozumienia, że to oni cierpią, a winnymi ich nieszczęścia są krzywdzeni przez nich ludzie.”
– ze „zwykłego” kursu psychologii pewnie
nie dacie wiary temu stwierdzeniu, przyjmowane bowiem jest, że taki ktoś
ma „jedną, zaburzoną osobowość” i w ramach jej oszukuje siebie i
otoczenie. Psycholodzy ciągle, z uporem godnym lepszej sprawy traktują
nosiciela [wraz z kr] jako monolit, jako jedną tożsamość. Nie rozpoznają
bowiem u nich symptomów wielokrotnej osobowości, więc wszystko jest OK –
„mamy do czynienia z jednym kimś” – tak rozumują.
Trochę to jest mało logiczne z punktu
widzenia ezoteryki. Gdy są bowiem dwa różniące się zespoły zachowań,
warto poszukać także „pasażera na gapę”. Oficjalna psychoterapia uznaje
jedynie ciężkie przypadki opętań. Gdy zaś pan przychodzi w garniturze i
nie toczy piany z pyska, to uważa, iż jest „w miarę w porządku”.
Niektórych ludzi jest łatwo zwieść takim sztafażem jaki daje symbiont na
dzień dobry.
Tak więc, jeśli nosiciel daje do
zrozumienia, że on sam nie wie w czym rzecz, że sam na tym cierpi, ja
skłonny jestem mu uwierzyć. Wierzę również w to, iż on/a sam/a do tego
się doprowadził/a swoimi decyzjami i działaniami. Decyzje takie nie
musiały być świadome – to nie musiał być wybór świadomy. Jednakże
pobranie do siebie krokodyla mogło nastąpić.
„Osobowość psychopatów jest w znacznej mierze “wykuta w skale” [to opis pochodzący z terapii alkoholików].
Jest mało prawdopodobne, że nasze działania wywołają fundamentalne i trwałe zmiany w ich postawie wobec siebie i innych.”
– no właśnie. Można sobie wyobrażać, że
takiego człowieka się zmieni, że się mu przemówi do rozumu. Kto jeszcze
się łudzi, proszę jeszcze spróbować, tak mocno-mocno, żeby zobaczyć, czy
to coś da. Ja już jestem po drugiej stronie – uważam, że ‚nawoływanie’
do odwrócenia się od nałogu czy negatywnego sposobu zachowania się jest
skazane na porażkę. Posiadanie krokodyla przez nosiciela jest
uwarunkowane O WIELE WIĘKSZĄ I SILNIEJSZĄ motywacją, niż się ludziom
zwykle wydaje. Dość powiedzieć, iż dopiero teraz, po wielu wiekach w
miarę świadomej cywilizacji ludzie się dopiero biorą za ten temat.
Motywacja nosiciela jest wewnętrzna, skrywana, i wypływa z bardzo
sporych korzyści, jakie nosiciel posiada z powodu zasiedlenia przez
krokodyla.
Wyrachowanie symbionta [zupełnie zresztą nieświadome]
Zbyszek Popko mówi, że bardzo istotną
sprawą umożliwiającą rozwój duchowy jest brak wyrachowania. Przez
wyrachowanie rozumie to, że dany ktoś [często nieświadomie] zasklepiony
jest w umysłowych działaniach na własną korzyść. Krokodyle właśnie tak
działają – zadziwiająco sprawnie przetwarzają wszelakie sytuacje, okazje
na swoją korzyść. Możemy posłuchać wideo:
Za wyrachowanie nie ma co być „złym”. To
tak, jakbyś był zły na grad, że pada z nieba. Tak się dzieje, to jest
zupełnie naturalne zachowanie dla gradu, że pada czasami, a dla
symbionta, że jest wyrachowany. To jego natura.
**
Wiele stron w internecie bardzo dobrze
opisuje te osoby, jednakże nie znalazłem takiej, na której by było
opisane JAK sytuacja ta wygląda z punktu widzenia budowy duchowej tego
zjawiska [ezoteryki], jak opisać osobę tak obciążoną biorąc pod uwagę
ciała subtelne, czyli opisać o dokładniej. Psychologia to robi
pozostając przy objawach, nie mogąc sięgnąć do niewidzialnej struktury
człowieka, z powodu swoich naukowych założeń [tylko szkiełko i oko]. W
moim przekonaniu dopiero opis, który daje jakąś nadzieję na znalezienie
konkretnej przyczyny jest wart szerszej publikacji. Powierzchowne opisy
można porównać do opisu zasady działania samochodu na podstawie
następującej opowieści:
– .. i dlaczego samochód jedzie?
– bo mu się koła kręcą! Zbudujmy taką budę z desek, postawmy na kołach i popędzimy w siną dal!!
– .. ale dlaczego tak popędzimy? co nas tak mocno będzie napędzać?
– no.. nie wiem.. przecież koła się same kręcą w autach, nie? ludzie po prostu wsiadają i jadą, te koła się kręcą, co nie…?
:) :) :) to jest właśnie rozumowanie na poziomie obecnego zrozumienia zjawiska obaciążenia krokodylami. :) :) :)
..
Ciekawym jest u krokodyla poczucie
izolacji, chłodnego, bezwzględnego samostanowienia, poczucie mocy,
zauważanie swojej dominacji, niepodlegania normom.
W wielu normach istotnie społeczeństwo
mogłoby to i owo poprawić. I psychopata to dobrze widzi. Jednakże nie
czuje się jakoś związany z innymi ludźmi. Trudno się dziwić – samemu nie
da się naprawić społeczności. Jednakże brak szacunku dla tego ludzkiego
zbiorowiska i jego drogi jest bardzo istotny. Jeśli weźmiemy pod uwagę,
iż krokodyl jest tu nie po to aby żyć z kimś,
ale żeby kogoś wysysać, to będzie jasne, dlaczego nie ma chęci myśleć o
współczuciu, które jest jak najbardziej w jego kręgu zrozumienia.
Jednak jego cele są inne, więc zrozumieniem nie obdarzy.
Nosiciele krokodyla są doskonałymi
żebrakami! Czy to chodzi o 50 groszy, czy też o miłość. Wywołują super
poczucie winy, jeśli nie dostają tego czego chcą.
Wracałem dzisiaj wieczorem, po zmroku do
domu. Z bramy wyszło kilka młodych ludzi, w tym dwie ładne dziewczyny i
trzech chłopców. Jeden z nich głośno powtarzał zwracając się do ładnej
dziewczyny: „ZRÓB MI LASKĘ! … ZRÓB MI LASKĘ! … ZRÓB MI LASKĘ!”
Bezwzględnie, obscenicznie, na cały głos, w typie „ja tu rządzę, nikt mi
się nie przeciwstawi. Oczywiście krokodyl.
Domyślacie się, że dziewczyna była
wściekła i było jej bardzo przykro. Jednakże nie miała możliwości
przeciwstawienia się, ponieważ oto właśnie atakował ją krokodyl z pełnym
impetem. Ja sam bardzo mocno się wzburzyłem, ponieważ od razu wychodzą
na wierzch gniew wobec takiego podłego traktowania, gniew na chłopaka,
który „zasłużył sobie” na .. właśnie na co?
Pierwszy impuls to pójść mu wlać. To
oczywiście bardzo mocno by zaspokoiło jego krokodyla, który mocno
atakując i prowokując tylko na to czeka, żeby ktoś mu „oddał”, im
mocniej, tym kr. się bardziej cieszy, bo bardziej rośnie. Oczywiście
odczułem tak typowe w tych momentach obruszenie [tąpnięcie] planów
energetycznych, skutkujące taką łatwością natychmiastego pojawienia się
zdenerwowania, gniewu, chęci odwetu.
No ale już to znam. Takie numery nie ze
mną, Bruner.. Przykro tylko w stosunku do młodzieży. On będzie się
wbijał w egoistyczną dumę, pychę, moc nie z siebie i będzie zatracał swą
duszę. Dziewczyna będzie zaś łapała coraz większe zranienie
energetyczne i wściekłość do mężczyzn. Jeśli nie będą się oczyszczać,
ich przyszłość rysuje się w burych kolorach.
Odpowiedzi na listy
Witaj!
Dobrze zrobiłeś, że przedstawiłeś siebie pomiędzy innymi zdjęciami osób, które mi podesłałeś, nie mówiąc, że to Ty sam :) Dzięki temu nie miałem sugestii co do wahań, nie miałem emocjonalnego stosunku do tej fotografii.
Co do wątpliwości czy masz krokodyla – po
pierwsze, tak jak piszę na stronie – wszelkie moje twierdzenia w
pierwszym przybliżeniu warto brać jako nieprawdziwe. To zdecydowanie
łagodzi całą sprawę i rozluźnia sytuację. Niezależnie, czy mamy
jakiekolwiek obciążenia, czy też nie Bóg nas i tak kocha.
Ciekaw jestem jak przyjmiesz moje słowa.
Przyznaję, dziwna to wiedza i niezwyczajna. Nikt o tym nie uczy, ale to
nie oznacza, że nie może tak być, jak mówię.Ja co prawda, nie ukrywam
moich przemyśleń, za to to, co sobie ktoś pomyśli o nich – jest poza
moją kontrolą. Nikt o tym nie mówi, bo sprawa jest bardzo ambiwalentna –
wydaje się, że żadnego obciążenia nie ma, wręcz przeciwnie – jest
zwiększenie i to spore możliwości, potencjału, realizacji siebie w
życiu. Daje to możliwość uzyskania większych osiągnięć, większego
prestiżu. Któż przy zdrowych zmysłach chciałby z tego rezygnować?
Twoja sytuacja, jak siebie opisujesz na blogu wydaje się można powiedzieć ponadprzeciętna.
Masz dużą łatwość w działaniu, w
rozumowaniu. Niewielu ludzi ma to tak rozwinięte jak Ty. Zwykle jest to
podziwiane i dawane za przykład – ucz się tego, ucz się od takiego
przedsiębiorczego człowieka. Będziesz miał w życiu łatwiej.
Istotnie, łatwość w życiu jest zwykle
bardzo pożądana. Jednakowoż mało osób zastanawia się nad ceną – ceną
duchową za to. Wydaje się w pierwszym rzucie oka, że są jedynie
pozytywy, prawda? Że nie ma żadnej „ceny duchowej”, że wszystko jest
„za”. Jednak Bóg nie stworzył cywilizacji technicznej. Kahunowie i ich
cywilizacja, którzy dobrze sobie radzili w
działaniach duchowych nie mieli zainteresowań ku takiemu działaniu
jakie jest w naszej cywilizacji oceniane jako prestiżowe.
Bardzo wiele osób, w tym zajmujących się
rozwojem duchowym jest nakierowane prestiżowo. Nawet bezwiednie –
uznają, że realizacja celów pokazywanych przez cywilizację, realizacja
bezwysiłkowa, kreowaniem poprzez umysł, jest równoznaczna z osiąganiem
celów rozwoju duchowego. Dziwią się oni kahunom, że byli tak zacofani.
Dziwią się mnichom buddyjskim, dlaczego stawali się tak biednymi.
Dzisiaj swobodne przemieszczanie się,
wymiana informacji, zarabianie, a właściwie pozyskiwanie sporych sum
pieniędzy stało się tak mało okupione wysiłkiem, jak nigdy przedtem. Ale
też w naszych czasach jest dużo obciążeń w aspekcie ich powszechności,
też – jak nigdy przedtem. Można to porównać do samochodów. Nigdy
przedtem tak wielu ludzi nie posiadało własnego auta w Polsce. I też
nigdy wcześniej nie było takich zatorów na drogach.
I też nigdy wcześniej tak dużo ludzi nie miało owego typu obciążenia, które nazywam krokodylem.
Nie dziwię Ci się, że powątpiewasz w
posiadanie takiego obciążenia. Przecież jak bardzo dobre, wręcz
prestiżowe funkcjonowanie łączyć z obciążeniem? Nie bardzo to się
kojarzy, prawda?
Sęk w tym, że duchowość to co innego, a
dążenie do dobrego funkcjonowania też co innego. Nie wykluczają się one,
natomiast mogą się wydawać jedne drugim. można mieć to i to, ale bez
przesady z łącznością – nie jesteśmy w stanie poświęcić się obu
równocześnie. Nic złego w dobrym funkcjonowaniu. Jednakże – jak mówią
Anonimowi Alkoholicy – bieda to nie grzech, to jedynie mniejszy komfort.
To jest postawa duchowa. Samo rozwijanie zasobności może być częścią
ścieżki rozwoju, ale tylko częścią. I nie przesądza to o całej ścieżce
[jak sobie ją rozważyć w strukturze ciał subtelnych i ich wzrostu i
dojrzewania].
A jakby brzmiała postawa nieduchowa,
pseudo duchowa? Bieda jest grzechem. Jeśli jesteś biedny, jesteś
nierozwinięty duchowo. Wiele osób z kręgu rozwoju duchowego ma takie
podświadome przekonanie. Co może spotykać osoby z krokodylem mentalnym?
Po pierwsze nie rozpoznasz krokodyla jako coś NA ZEWNĄTRZ SIEBIE. Nie
jest to obciążenie, które podobnie jak wiele nawiedzeń działa
przyczepiając się. Jasnowidz nie zauważy niczego ‚z zewnątrz’. No
ewentualnie jak nosiciel się posunie w
działaniach, to przyjdą demony i będą żarły ochłapy pozostające po
akcjach krokodyla. Ale to są tylko sprawy wtórne.
Krokodyl siedzi wewnątrz struktury energetycznej człowieka, zlewa się z nim samym. Dlatego:
a) tak trudno się od niego uwolnić
b) tak trudno przyznać się nosicielowi,
że coś z nim jest nie tak. Bo krokodyl wchodzi w skład ego człowieka [w
skład myślowego obrazu
siebie samego, który mów: „jestem właśnie tym”]
Popatrz na alkoholików. Każdy alkoholik
jest obciążony krokodylem, chociaż zwykle „prymitywniejszym” niż
mentalny, czyli kr. astralnym lub witalnym.
Dlatego
a) tak trudno w ogóle postępować w terapii uzależnienia od alkoholu
b) tak trudno alkoholikowi przyznać się, ze jest uzależniony.
Alkoholizm to nie wada charakteru. To coś, co siedzi w strukturze energetycznej osoby i nie chce wyjść.
Alkohol świetnie odstresowuje na
początku, daje spore fory nad otoczeniem. Przez lata całe alkoholik
dostaje od symbionta wiele podarunków. Jednakże potem przez lata całe
zżera go i otoczenie.
A krokodyl mentalny? Jest bardziej subtelny od astralnego i witalnego, które są domeną alkoholików.
Oktawa wyżej w przeżywaniu – nie jest już
tak prostacko jak przy alkoholikach. Działania w polu mentalnym wydają
się być czyste, a co najmniej znacznie czystsze od emocjonalnych. Są
racjonalne. Zresztą dlatego uczeni, naukowcy nie znajdą krokodyla
mentalnego, ponieważ ich domeną działania jest ciało mentalne i
przyczynowe. Nie wyżej.
Krokodyl daje nosicielowi przewagę nad
otoczeniem – otoczenie tak tańcuje, jak krokodyl mu zagra. W przypadku
mentalu jest to takie kierowanie myślami, takie rozumowanie [zupełnie
swobodne, pozbawione niejako barier, granic] jest niesłychanie
atrakcyjne. Któż nie chciałby tak swobodnie sobie poczynać? Tak
bezwysiłkowo właśnie działać? Wielu by się znalazło. I tylko bardzo
nieliczni, którzy wiedzą, jak płaci się za przekraczanie granic i
pobieranie do siebie kr. nie chcą być AŻ TAK efektywni.
[bajka o Panu Twardowskim jest tyko bajką, ale przenośnie daje dużą naukę o obciążeniu krokodylem]
Dlaczego coś takiego im się przydarzyło?
Z moich obserwacji jest to wynik braku
akceptacji sytuacji w jakiej się znaleźli. Przyjęcie krokodyla zwykle
może być spowodowane tym, że ktoś uważa, że sytuacja jest tak zła, że
już „nic nie pomogło” i że już może zrezygnować ze zwykłego utrzymywania
higieny duchowej – może zrezygnować z barier społecznych [nie
przejmować się nimi, mieć je gdzieś] W pierwszym wcieleniu może to mieć
postać buntu „ja wam pokarzę, jak wy tak, to ja mam was w d..”,
W przypadkach prymitywniejszych albo w
kolejnych wcieleniach jest to np. brutalny sprzeciw przeciwko prawu:
„kradnę, a jedynym kłopotem jest to, że mnie mogą złapać. On siedzi ale
cały wstyd jest za to, że dał się złapać na kradzieży czy przestępstwie,
nie zaś za to, że popełnił to przestępstwo.”
W przypadkach silniejszego, twardszego
obciążenia mocna jest postawa „sam sobie winien, że go skrzywdziłem,
mógł nie prowokować”, „sam sobie winien, że go skrzywdziłem, śmiesznie
było mu dać nożem w brzuch” i „śmierć frajerom” A jak patrzy na innych,
którzy nie mają takiej postawy – jak na słabeuszy, jak na przegranych,
jak na frajerów, którzy nabierają się, są po prostu tępi.
W kolejnych wcieleniach w przypadkach
krokodyli na wyższych ciałach jest to postawa władcza [świadoma lub
nieświadoma]: „życie jest w moich rękach. to ja stawiam ograniczenia
mojemu życiu, to ja wyznaczam cele i prawa w moim życiu, to ja decyduję w
moim życiu. cokolwiek robię, mam prawo do tego.” Tak postępuje , taką
ma postawę osoba z krokodylem. I co więcej – w dużej części przypadków
udaje się jej to, udaje się jej tak postępować, co dodatkowo ją
przekonuje o słuszności własnego postępowania.
Brak akceptacji tego, że nie kieruję własnym życiem, bunt i przyjęcie symbionta.
Przykład: chłopak miły, przyjazny,
związał się z dziewczyną. Jednak taki stan swobody jaki miał przed
związkiem nie trwał długo, zaszła ona w ciążę. Chłopak spanikował,
widzi, że jego swoboda zostaje mocno nadszarpnięta, że nie radzi sobie z
życiem. Potrzebuje pieniędzy, ale do tego by potrzeba mocno przyjąć
pokorę pracy. Ma przykład innych mężczyzn, którzy działają bez zasad
[mają symbionty], którzy np. odchodzą od partnerki w ciąży, lub
dorabiają się niezasadnie. I on też
podświadomie zaczyna to robić – uważa, że
jeśli przydarzyło mu się takie nieszczęście jak ciąża partnerki, to ma
prawo do przekraczania zasad, praw innych osób. I dajmy na to bierze, co
nie jego. To oczywiście już działanie krokodyla. Bardzo ‚uzasadnione’ w
oczach działającego.
> zaś podejrzenia odnośnie tworu typu krokodyl miałem tylko w dwóch przypadkach…
Jak chcesz popróbować odnaleźć krokodyla, spróbuj sprawdzić najpierw najprostsze przypadki – ewidentne.
Mówię o alkoholikach. Zobacz sobie ich,
wybierz tych „czystszych”, tych „z górnej półki”, którzy nie mają
specjalnie jakichś demonów. Ci prymitywniejsi zwykle są oblepieni ciemną
energią, demonami itp. Ale ci „lepsi” to dobry przykład
Może być np. Agnieszka Osiecka, albo
osoby jej pokroju – podziwiane, sławne, czy też na prestiżowych
stanowiskach, „świecące” w społeczeństwie.
> Niemniej, ża żadne skarby nie możemy dopatrzeć się u mnie zadnego bytu… poza
> wzorcami, które faktycznie są czasami uprzykrzające dla innych…
Wzorce, postawy są, bo to one są
odpowiedzialne za utrzymywanie krokodyla, i odwrotnie, krokodyl wzmacnia
wzorce. To jest klincz, stąd te wzorce nie jest łatwo puścić, powrócą
za sprawą krokodyla, który nie chce puścić zdobyczy.
A bytu „obcego” względem Ciebie samego
nie ma. Nie znajdziesz żadnego „obcego bytu”. Jeśli jest Krokodyl to
jest „w Tobie”, w ciałach subtelnych danego człowieka, stąd utożsamienie
z własnymi ciałami powoduje niemożność zobaczenia go jako coś innego od
siebie samego. Przykładem tego może być choroba rak [jest to odmiana
kr. fizycznego]. Człowiek z zewnątrz nie jest atakowany, nie pojawiają
się agresorzy fizyczni, nie ma nikogo kto by go np. bił, dźgał nożem,
czy podobnie atakował. Nie widać kogokolwiek oprócz tego człowieka
samego.
Pozdrawiam, Andrzej.
_________________________
Symptomy niewielkiego obciążenia:
- nieprzeciętna/y, miły/a, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą,
- może bardzo szybko awansować, zresztą ma duże ambicje,
- imponuje, ponieważ „może wiele więcej zrobić/dokonać” niż inni „zwykli” ludzie,
- tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, zwłaszcza powątpiewa w niedoskonałość, w trudności.
- przebojowy, bardzo się przez to podoba w naszych czasach, „ma wzięcie”
- ma mały zakres przeżyć, niewielką mimikę, ma niedużo odczuć, często
więc zabiega o przeżycia, potrzebuje sporo ekscytacji, żeby się nasycić
Czasami wystarczy jedna, dwie cechy, aby się krokodyl przejawiał.
Taka osoba może być komunikatywna, nawiązywać przyjaźnie. Jej stopień wyizolowania się jest niewielki.
Jednak często uważa, że wszelakie
zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo.
Czasami bardzo się wzdraga przed jakąś sensowną analizą własnych
zachowań. Ma „swoją prawdę”, niezwykle często wynikającą z
racjonalizowania [usprawiedliwiania] swoich działań.
Nic dziwnego, że może powątpiewać w
jakieś „obciążenia”, jeśli uważa je za przyczynę swoich osiągnięć
życiowych. Kto by chciał się pozbywać kury znoszącej złote jajka w
świecie, gdzie złoto jest bardzo cenione?
Taka może mieć obciążenie z poprzednich
wcieleń. Wówczas możemy mieć dziecko posiadające już obciążenie
krokodyla od poczęcia. Gdy dorasta, może mieć np. spore kłopoty z
socjalizowaniem się, może rozrabiać, być wulgarnym. Ale może również
być dobrym człowiekiem, tyle, że mającym spore kłopoty w życiu. Może
mieć symptomy ADHD.
Jednakże to ten właśnie człowiek jest
predystynowany do spoooorych kłopotów życiowych. Posiadanie krokodyla
nie równa się byciu psychopatą, lecz droga ta jest prawdopodobna.
Tu trzeba powiedzieć, iż nosiciel [czyli
osoba obciążona k.] ma jakby dwie osobowości. Jedna część takiej osoby
jest ludzka, zazwyczaj życzliwa, normalna [taką normalnością, której
szukamy u ludzi]. Druga część – ów Mr Hyde posiada cechy obciążenia.
Może być tak, że te dwie twarze się pojawiają na przemian. Przy
obciążeniu niewielkim większość czasu osoba jest „normalna” i wydaje się
nieobciążona. Przez co dodaje to wątpliwości, czy rzeczywiście może się
mylimy, posądzając ją o tak niecne zachowania, podczas gdy pokazuje się
twarz zupełnie inna, dobra i życzliwa.
Myśląc, iż człowiek powinien być
jednorodny, aż trudno uwierzyć nam, że może taki ktoś prezentować
skrajnie przeciwne cechy czy też zachowania. NASZE WĄTPLIWOŚCI tej
treści należy zaliczyć po stronie „MA” w rozsądzaniu, czy ktoś jest
obciążony. Takie bowiem wątpliwości są celem strategii zmylenia i
oszukania, którą to strategię stosuje sam symbiont [k.]. On to właśnie
chce, żebyśmy zaczęli wątpić, ponieważ jest mistrzem w wyprowadzaniu
wątpliwości na własną korzyść.
Osoba, która ma niewielkie symptomy
posiadania symbionta jest jeszcze w stanie coś z tym zrobić. Jest w
miarę jeszcze świadoma i nieprzeżarta wewnętrznie. Dusza jeszcze należy
do świadomości, jeszcze świadomość jest w stanie coś z duszą zrobić.
Znam kilka osób, które mają krokodyle na ciałach subtelnych, natomiast
nie są jakoś mocno agresywne, czy nie krzywdzą mocno bliźnich. Wydaje
się, że mają je z poprzednich wcieleń przeniesione [jakkolwiek to
mogłoby się odbyć]. Na przykład byli żołnierze niemieccy wyższego
szczebla [oficerowie], inkarnowani w Polsce. Mają nieco kłopotów
życiowych, ale nie na tyle, żeby mieć średnie czy duże symptomy
obciążenia k..
Wydaje się, że nie należy lekceważyć takich spraw.
Można powiedzieć – e tam, jeśli jestem w miarę dobry dla ludzi, to dlaczego miałbym się leczyć? Bo z czego?
.
W następnych stadiach zasiedlenia
stopniowo możliwość oczyszczenia się kończy i osoba zwykle do końca
życia wzrasta w patologicznym związku z pasożytującą cząstką w sobie.
Symptomy średnie:
to, co wcześniej, plus
- jest interesujący/a dla otoczenia, może [nie musi] przyjacielski/a,
potrafi łatwo być politycznie poprawny a jednocześnie okazać się osobą
bez moralności,
- opanowany, spokojny, czasami do granic możliwości, często słabo reaguje na bodźce, potrzebuje silnych bodźców
- [chociaż to tak naprawdę jest wejście w nieczułość, zdystansowanie się],
- tworzy swój świat, powątpiewa w świat innych, w chwilach „romantyzmu” czuje się niezrozumiany/a
- jest czarująca/y, dużo obiecujemy sobie po kontakcie z taką osobą,
ale ona nie jest w stanie utrzymać takiej bliskości, takiej otwartości,
takiej czułości, jaką jej sygnały zapowiadają,
- mimo zewnętrznej atrakcyjności nie jest w stanie wytrwać w związku partnerskim,
- zaniedbuje swoje zdrowie w konfrontacji z nałogiem.
- są momenty, gdy w najlepszej nawet relacji z inną osobą „coś go
ponosi”, coś go od środka wierci, żeby zacząć spór, kłótnię, [czy bójkę w
przypadkach prostactwa]. Krokodyl nie jest w stanie wytrzymać
prawdziwego spokoju. coś go nosi. po prostu, gdy jest spokój, to
krokodyl nie otrzymuje tyle zaburzonej energii emocji, ile potrzebuje,
więc prowokuje. W niektórych takich momentach potrafi być ostry/a,
bardzo zdecydowany/a, bezwzględny/a, nie liczący się z nikim i niczym.
On i tylko on sam się liczy.
- ma momenty upadku, znacznie gorszego nastroju, gdy go po prostu
możemy nie poznawać [krokodyl się wycofuje i widzimy samego tego
człowieka – sporo zagubionego. niemniej on sam zaraz „się podniesie”,
symbiont powróci]
Ta osoba już nie jest „zwykłą” osobą. Już
pojawiły się potrzeba samopotwierdzenia i izolacji. No bo jeśli
otoczenie nie akceptuje moich zachowań, a uważam je za słuszne, to kto
mnie wesprze – ja sam/a! Tu zaczyna się tworzenie własnej bajki. Zaczyna
się niedostrzeganie innych osób, ich potrzeb, tworzenie swojego systemu
wartości skupionego na sobie samej/samym.
Stopień usprawiedliwiania siebie i swoich
działań jest tu już o wiele większy niż wcześniej. Po pierwsze,
znacznie wzrasta potrzeba usprawiedliwiania [racjonalizowania] tych
działań które są podane wyżej w liście. Otoczenie przestaje powoli
chcieć dawać nabierać się na takie manewry, czy też już krzywdzenie. I
kilku ludzi z otoczenia zaczyna się stawiać.
A to żona dopomina się o dobre
traktowanie. Krokodyl męża bowiem nie zna partnerstwa, zna tylko
poddaństwo – albo on jest komuś poddany, albo ktoś jemu. Oczywiście dąży
do podporządkowania sobie żony. A ona się stawia.
A to mąż w innej rodzinie dopomina się,
żeby żona doceniała to, co wnosi do wspólnego domu. Krokodyl żony bowiem
nie zna poczucia rewanżu, zobowiązania. Zna zaś daniny od męża, czego
zaczyna wymagać. A mąż zaczyna nie chcieć być wykorzystywany.
Nosiciel k. może zauważać, że coś jest
nie tak, ale przecież „to jest on sam”, więc o co chodzi? Krokodyl
usłużnie podpowie najlepszą woltę aby usprawiedliwić czy to konieczność
poddania żony, czy też konieczność daniny ze strony męża. Tak się tworzy
system usprawiedliwiania. Pamiętajmy, że k. jest obciążeniem duchowym
SILNIEJSZYM od człowieka, stąd ten system usprawiedliwiania wydaje się
bardzo przekonujący i trudno znajdować przeciwko niemu argumenty
[zwłaszcza, jeśli ktoś jest troszkę naiwny, czy uczuciowy].
Usprawiedliwianie się jest intensywne
także dlatego, że osoba obciążona umie o wiele łatwiej się wyłgać czy
„usprawiedliwić”. I to w taki sposób, który na zwykłych ludziach robi
wielkie wrażenie. Bo widzieli jedno, a wytłumaczone zostało im zupełnie
coś innego. Ta podmiana obrazu na inny jest bardzo typowa dla krokodyli.
Jeśli zobaczysz najpierw sytuację tak jak ją widzisz, a potem nagle
przy tłumaczeniu zobaczysz coś kompletnie innego, to oznacza, że
zadziałał krokodyl i jego opiekun.
Tu, dla zilustrowania „własnego świata” i
„własnego widzenia” nosiciela kr. przytoczę sposób tłumaczenia się
17-letniego chłopaka przed sądem [program telewizji TVN], który powiesił
za kurtkę swojego znajomego na palu nad wodą o głębokości 1,5 metra.
Tamten był przerażony, nie umiał pływać, spadł i utopił się. [P –
prokurator]
P: Powiesił go pan za ubranie i odszedł?
– Ja mu powiedziałem, że odejdę, ale będę
go zza krzaków obserwować. To była ściema [krokodyle są często
prostackie, co ujawnia się w mowie, zwłaszcza mężczyzn.]
P: Czyli denat nie wiedział, że nikt go nie obserwuje?
– Ja temu dałnowi nic nie zrobiłem,
tylko dla żartów powiesiłem go, ja nie utopiłem go. Sam się utopił.
[widoczna pogarda, sąd upomina]
P: A jaka była temperatura wody? – był październik.
– Była lodowata.
[Jakakolwiek refleksja na miejscu
zdarzenia, ani też po nie była obecna. Zresztą krokodylowi nie jest
potrzebna refleksja, ponieważ jego celem jest raczej kamuflaż, więc po
co ma pozwalać na ujawnianie się?]
.
Niestety, z powodu tego, że krokodyle są
tak efektywne w działaniu, są – paradoksalnie – niezauważane. Więcej –
osoby z symbiontami wspierają siebie. Jedno będzie deklarować, że drugie
po prostu ma „silną osobowość” i to jest raczej coś dobrego, ponieważ
daje zdolność „przebicia się”. Przebicie tutaj akurat jest dobrym
słowem, ponieważ symbiont [krokodyl] przebija się z łatwością przez
energetyczne powłoki ochronne i wchodzi do aury ofiary.
Dodatkowo, krokodyle będąc tak efektywne
od razu włączane są do ego – czyli do wizerunku własnej osoby. Ta osoba
tworzy „swój świat”, w którym jest w swoich oczach RÓWNIEŻ owym
pasożytem, który tak dobrze funkcjonuje. Po prostu widzi siebie,
postrzega siebie, jako właśnie tak dobrze funkcjonującą.
Symptomy duże:
- może się wydawać fascynujący, zagadkowy, bardzo inspirujący swoją efektywnością
- jest przebiegły/a, potrafi zdumiewająco bezczelnie zabiegać i bronić swojej racji,
- nie przejmuje się tym, co inni mówią, nawet na to nie zwraca uwagi,
- niewdzięczny/a, zapomina uprzejmości, bez wzajemności,
- samookłamujący się, tworzy swój świat z siłą wodospadu, i co gorsza – wierzy weń,
- nie dba o twoje życie ani o swoje,
- chłodny/a emocjonalnie, nie jest empatyczny, chociaż lgnie do swoich ofiar,
- pozbawiony/a litości, w sytuacji stresu liczy się tylko on/a, i jego punkt widzenia,
- kłamca, chociaż trudno oprzeć się sile jego/jej argumentów,
- krzywdzi innych, ale zaprzecza temu, i wiele osób daje się na to nabrać,
- nie przypuszczasz tego, ale odczucia/uczucia nie są dla niego/niej żadnym argumentem,
- bezwzględny, nie potrafi się niekiedy powstrzymać od agresji, „coś z niego wychodzi”
- podły/a, wredny, krzywdzący bliskich,
- krańcowo uzależniony od alkoholu, narkotyków, gniewu, itp..
- psychopata/ka, socjopatka/a
Można powtórzyć, z lekką zmianą:
Bezwzględnie uważa, że wszelakie
zachowania, które ma, są w porządku. I że NA PEWNO nie krzywdzą nikogo.
Zawsze odrzuca jakąkolwiek sensowną analizę własnych zachowań. Nie
powątpiewa w siebie. Ma „swoją bezwzględną prawdę”, wynikającą z
racjonalizowania [usprawiedliwiania] swoich działań w sposób
zadziwiający dla środowiska. Jak się go słucha, to wygląda naprawdę
przekonująco, tak JAKBY to było wszystko prawdziwe. Ale.. to jest tylko
właśnie jakby prawdziwe…
Symptomy dotyczą zarówno mężczyzn jak i
kobiet, niezależnie od statusu materialnego, poziomu wykształcenia,
pochodzenia, itp. czynników.
Czy trzeba potępiać taką osobę, karać ją za jej zachowania? Raczej nie.
Ten strzał nie trafi do celu. A poza tym osobowość nie jest istotą sprawczą problemów.
Gdy strzelamy do krokodyla, on się
zręcznie uchyla i strzał dostaje osobowość – która zupełnie nie wie
dlaczego została zaatakowana. ZA CO? – biedna i czująca się niewinnie
zapyta.
Dobra, wyobraźmy sobie – zostaliśmy zaatakowani przez krokodyla. Czujemy wściekłość.
Próbujemy powiedzieć mu, że czujemy się źle, że czujemy złość, że nam zrobił to i to i to nas boli.
[dokładnie tak jak uczą psycholodzy na asertywności]
Oczekujemy jakiegoś ludzkiego odzewu, jakiegoś wczucia się w naszą sytuację, przeproszenia.
A tu nic…
Dlaczego wściekłość na pokrzywdzenie ze
strony tego człowieka jest błędnie adresowana? Ponieważ w momentach
agresji, krzywdzenia – działa krokodyl, dający w/w symptomy.
Natomiast gdy chcemy „oddać” krzywdzicielowi, powiedzieć, jak nas
brzydko potraktował, to jego już tam nie ma, schował się. Mamy jedynie
pierwotną osobowość, które nie czuje się winna, bo po prawdzie nie ona
to uczyniła. A w nas wrze jeszcze bardziej…
Jednakże bez winy nie jest. Wiele, wiele
osób, które mają krokodyla uważają, że nic się takiego nie stało, nie
mają współczucia dla ofiar, a mają ogromne współczucie i wybaczenie dla
siebie samego/samej. Są przy tym baaaaardzo przekonujące.
Jednakże to dusza i osobowość są odpowiedzialne za przyzwolenie na panoszenie się krokodyla.
Przykład: Alkoholik cierpi od nałogu.
Dodatkowo mocno cierpi jego otoczenie – jego chamskie zachowania,
niewybredne odzywki, itp. Jego bez pokrycia obietnice. On jest bezsilny
wobec tego, co krokodyl [nałóg] z nim robi. JEDNAKŻE JEST OPDOWIEDZIALNY
za to, że się nie leczy. Że nie idzie na terapię, jeśli widzi, co się z
nim dzieje. I w tym rozumieniu jest winnym tego wszystkiego, co się
dzieje z powodu zaniechania terapii.
Zwykle osoby posiadające symbionta są
„lustrzanym odbiciem” osób współuzależnionych. Jeśli osoby
współuzależnione skłonne są krzywdzić siebie kosztem innych, to osoby
uzależnione [tu – posiadające krokodyla] zwykle są na tyle egoistyczne,
że siebie nie skrzywdzą, natomiast o innych zapomną. Zapomną o żone, o
synu, o córce. I mogą ich przez to krzywdzić, sporo krzywdzić, nie
pamiętając, że ktoś oprócz nich żyje na świecie.
Psycholodzy o psychopatach mówią, iż są
to osoby, które postrzegają innych ludzi jako „tło”, jak papierowe
kukiełki, nie będące czującymi istotami. Czy dobrze byś się czuł/a,
gdyby traktowano Cię jak przedmiot? [a może masz takie doświadczenia?]
Psychopaci mogą się oczywiście odnosić do
innych ludzi z pewną kulturą, ale robią to bez poczucia zobowiązania,
bez poczucia szacunku do drugiej osoby. Brak zobowiązań i całkowita
wolność mogą być ich ideałem, albo celem, do którego nieświadomie dążą.
Pewna klasyfikacja psychologiczna nazywa takie osoby unikającymi
bliskości.
_________________________
Jeśli pasjonujesz się niezwykłościami, to
owe symbionty przy bliższej analizie mogą przedstawiać się jak film
science fiction. Jednakże jest ta różnica, iż mamy je na co dzień.
Niewidzenie ich – niedostrzeganie – sprawia, iż żyją sobie w najlepsze.
Obciążenia te opisałem w długim artykule, z licznymi przykładami, łącze do niego
[tutaj kliknij].
Próbowałem w nim wyjaśnić różne cechy k., takie jak ich:
- zachowanie takich obciążonych osób,
- budowę, strukturę, umiejscowienie tego obciążenia w ciałach niewidzialnych,
- funkcjonowanie takiego symbionta, w tym jak wyglądają ataki w ciałach niewidzialnych,
- jak się mają ofiary krokodyli [psychopatów, narcyzów].
Inni autorzy też opisują krokodyle w książkach:
[co prawda pod innymi nazwami]
można się doszukać cech kr w opisach klinicznych chorób psychicznych [psychiatrycznych], np.
(F60.3) Osobowość chwiejna emocjonalnie
Cechuje się wyraźną tendencją do działań impulsywnych bez przewidywania
konsekwencji tych działań; nastrój zmienny i nie dający się przewidzieć.
Występuje też skłonność do wybuchów emocjonalnych, niezdolność do
kontrolowania działań impulsywnych, tendencja do zachowań zaczepnych i
konfliktów z innymi, szczególnie wtedy, gdy te zachowania są potępiane
lub kończą się niepowodzeniem. Wyodrębniono dwa rodzaje tych zaburzeń:
typ impulsywny, którego cechą dominującą jest niestabilność emocjonalna i
brak kontroli działań impulsywnych oraz typ „borderline” (z
pogranicza), w którym dodatkowo zaburzony jest obraz samego siebie,
swoich celów i preferencji, stałe uczucie pustki wewnętrznej, skłonność
do wchodzenia w intensywne i nietrwałe związki z innymi oraz tendencja
do działań samouszkadzających, w tym do gróźb i prób samobójczych.
Osobowość (zaburzenia):
– agresywna
– „borderline”
– eksplozywna
Nie obejmuje: osobowość dyssocjalna (F60.2)
Co prawda sugerowano mi, że Latawiec =
krok. Owszem Lat. jest podobny do kr, prawda i z opisu też można
skorzystać. Ale Castaneda sugeruje powszechność Latawca, że każdy jest
nim otępiony. A to z kolei wskazuje na ego. Bowiem kr mają tylko
niektóre osoby. Kr. jest niezwykły z natury, a przecież nie wszyscy
ludzie są niezwykli.
a oto cytaty z książki:
„Odkryli, że mamy towarzysza na całe
życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który
przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego
więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas
potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje
zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego
nie robili.
Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich
pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy
życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy
zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co
jeść.
– Ale jak można tego dokonać, don Juanie?
– zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą
nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
– Nie, nie robią tego w ten sposób. To
idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie
skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby
zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy
wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu
widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych,
przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co
mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem.
Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny,
przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada
chwila.
[…]naszym przeciwnikiem nie jest zwykły
drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie
przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek,
istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa.
Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia
hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i
kretyńskich.
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników –
ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną.
Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę,
wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten
manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca
instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak
oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umysłu latawca staje
się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia
umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego
dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska
zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie
będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować
kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze
przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest
to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten,
który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po
trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można
na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa
bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko
przygotowania.
[…] Bo widzisz, umysł latawca nie ma
konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z
własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł
latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po
czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty
powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób
zostajemy pokonani.”
„Od tego dnia będziesz musiał się opierać
na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto
by ci powiedział, co masz robić.”
Komentarz:
Tylko, że ten dzień może trwać wiele lat.
I bitwa może odbywać się praktycznie w kompletnej ciemności, na oślep,
mimo, że jest pełno książek o tym itp. I tak się czuję, zero własnej
inwencji, nie wiedząc, co robić.
Są też filmy wideo o tym temacie: David
Icke „Beyond the Cutting Edge” – jest to bardzo ciekawy film na YouTube.
A właściwie cały cykl filmów z wykładu. Bardzo dużo opowiedziane.
David Icke nazywa symbionty Reptilianami, od angielskiego reptile – gad.
Trzeba samemu wyszukać na YouTube, bo jest co raz blokowany, dlatego nie podaję łącza.
Aby mieć pozytywne wsparcie i uniknąć niepokoju przy czytaniu takich tekstów,
przeczytaj to.
Proszę pamiętać, że obciążeniami warto
się zajmować wtedy gdy czujemy się źle, czujemy dyskomfort. Wtedy jest
to wartościowe, nawet bardzo.
Natomiast, gdy sami nie czujemy się źle, i
gdy widzimy, że nie krzywdzimy innych [to ważne], to warto się
całkowicie skupić na pozytywnych aspektach życia, na miłości, radości,
dobrym samopoczuciu, relaksie, wypoczynku, itp. Samo czytanie o
kłopotach nie musi być miłe..
W poniższym opisie możesz rozpoznać
własne spotkanie z innymi ludźmi, którzy mają pewne specyficzne
obciążenie. Czytając możesz odkryć, że nie chcesz już tak żyć, że chcesz
np. odejść z niekorzystnego związku, relacji. I może to się udać.
Natomiast warto pamiętać, że w ogóle znaleźliśmy się w takiej sytuacji w
jakiś sposób jest efektem kreacji naszej podświadomości. Warto sobie
zdać sprawę z własnych intencji, dlaczego w taką sytuację weszliśmy, że nam się w życiu ona przydarzyła.
Dopiero jak uświadomimy sobie, co takiego chcieliśmy osiągnąć w niej [i
to wcale nie muszą być jakieś szczytne motywy, a wręcz przeciwnie, coś
co może być wstydliwe], wtedy możemy się tego pozbyć i przestać się
wdawać w sytuację tworzącą cierpienie.
[tu więcej]
Podobnie, jeśli sami czujemy się
obciążeni jakimś typem obciążeń, warto jest dociekać dlaczego, dla
jakich pobudek, dla jakich celów nabyliśmy owo obciążenie? Co ono miało
nam dawać? Co podświadomość chciała osiągnąć za pomocą tego obciążenia?
Gdy zobaczymy intencje [a zwykle nie jest to proste i wymaga sporo
pracy], dopiero wtedy nawykowe odtwarzanie owego obciążenia przestaje
się zdarzać i istotnie oczyszczamy się na dobre.
O czym jest na tej stronie?
Temat jest obszerny:
- Jak zauważyć krokodyla?
- Kr. jako wielki inspirator[muzyczka]
- O tym, czy winić kr., agresora?
- Jak to zjawisko widać w ciałach subtelnych?
- O nieziemskich mocach krokodyli
- O degradacji Duszy
- Co z tym zrobić?
- O moich doświadzeniach i jak się nie dać zjeść
Aleksander
Lowen – znany psychoterapeuta, twórca bioenergetyki poruszał w swoich
tekstach min. ciągle aktualny temat psychopatii. Oto wybrane fragmenty:
Charakter psychopatyczny
„Psychopata
może robić lub mówić rzeczy, które ranią innych i być przy tym
nieświadomym rezultatu tego, co robi. Wrogość nie jest zamierzona i
prawdopodobnie dlatego osoba psychopatyczna nie dostrzega w swoich
działaniach żadnej wrogości. W uzasadniony sposób będzie zaprzeczała że
miała złe intencje, posunie się jednak dalej i zaprzeczy też oczywistemu
sensowi swoich działań”.
„Psychopaci
są znani z tego, że z łatwością potrafią cię zwieść. Zmuszą cię do
uwierzenia, że to, co mówią jest prawdą, być może dlatego że sami w to
wierzą albo też dlatego, że sami nie wierzą w nic. Przekonają cię o
własnej niewinności nawet jeżeli sam byłeś świadkiem, że zrobili coś
złego. I przebłagają cię dzięki swojej niewiarygodnej otwartości”.
„Jeżeli
psychopata jest w stosunku do ciebie niewrażliwy albo obojętny, to
dzieje się tak dlatego, że rzeczywiście dla niego nie istniejesz.
Świadom jest ciebie jako obrazu w swoim umyśle, a jego reakcje są
reakcjami na ten obraz, nie na żadną czującą osobę istniejącą w formie
cielesnej. Potrafi cię bezkarnie zniszczyć, bo to co robi to dla niego
jest tylko wymazaniem obrazu ze świadomości”
„Może
wyabstrahować swoje uczucia do poziomu kosmicznego stając się
mistykiem. Na tym poziomie będzie rozprawiał o uczuciach, ale będą to
tylko abstrakcje lub duchy, a nie zwykłe codzienne uczucia przeżywane
przez istoty ludzkie, których życie jest dążeniem do prostych
przyjemności i radości”.
ze stronki: https://swiatducha.wordpress.com/obciazenia-duchowe/krokodyle/