Nastawienia i uprzedzenia
Patrzysz na ten świat i coś cię drażni. Dla kogoś innego może to być
obojętne lub przyjemne, więc oburzasz się na jego głupotę, bądź
znieczulenie. Kiedy patrzysz na cokolwiek, masz do tego jakieś
nastawienie. Czegoś od tego chcesz, może nawet oczekujesz. Jeśli to, na
co oczekujesz, wydaje ci się przyjemne, zaczynasz tego pożądać. Kiedy
jednak oczekujesz czegoś nieprzyjemnego, odczuwasz coraz większą
niechęć. Tak czy owak, jesteś uprzedzony. Patrzysz na świat nie bez
oczekiwań.
Kiedy jednemu coś wydaje się ważne, inny to ignoruje. Kiedy jeden
pożąda, inny nienawidzi. To wszystko angażuje emocjonalnie, a czasem
prowadzi do zupełnie bezsensownych działań, lub nawet do walki między
ludźmi mającymi odmienne oczekiwania.
Zupełnie inne skutki pociąga postrzeganie nieuprzedzone. Pozwala ono
zobaczyć, że coś może być wykorzystane zarówno pozytywnie, jak i
negatywnie. Nieuprzedzone postrzeganie, to postrzeganie wolne od
uprzedzeń. Takie podejście ma sens.
Możliwości stosowania rzeczy nie tkwią w rzeczach, lecz w ludziach,
którzy się nimi posługują. Nóż sam z siebie nie jest ani dobry, ani zły.
Podobnie jest z samochodem i nawet z bombą atomową. Wszystko to może
być użyte w dobrych, jak i w złych celach.
O ile zgodzimy się z takim poglądem w odniesieniu do przedmiotów
martwych, to znacznie trudniej nam pojąć, że podobnie jest z ludźmi. Nie
są ani dobrzy, ani źli. Tylko od nas zależy, do czego ich używamy.
Dziwisz się?
Brzmi brutalnie, bezczelnie, ale prawdziwie! Właśnie to chciałem
powiedzieć: napotykanych ludzi używamy zgodnie z naszymi intencjami. I,
co więcej, spotykamy takich ludzi, którzy mają być przez nas do czegoś
użyci.
Brzmi to niewątpliwie paranoidalnie, ale jak się temu bliżej przyjrzeć, okazuje się, że to ma sens.
1. Dlaczego trzymasz się swojej rodziny?
2. Dlaczego zależy ci na tych, a nie na innych, znajomych?
3. Dlaczego chodzisz do lekarza, do piekarza itp.?
Ci wszyscy ludzie wydają ci się w jakiś sposób potrzebni, a więc chcesz
ich do czegoś używać. Gdyby tak nie było, już dawno zająłbyś się kim
innym.
Rozumiem, możesz sobie tłumaczyć, że to ty im jesteś potrzebny, że bez
ciebie nie daliby sobie rady. Pomyśl jednak, jak mądre to przysłowie:
„ludzie umierają, a świat istnieje dalej”. Nie ma ludzi niezastąpionych.
To tylko ty się chcesz dowartościować uważając, że tylko ty jeden na
świecie możesz robić to, co robisz. Myślisz, że nikt cię nie zastąpi w
służeniu innym?
Pocieszę cię: na zwolnione przez ciebie miejsce czeka kolejka ofiar
chętnych do jeszcze większego poniżenia i wysługiwania się innym. Twoja
rezygnacja z życia nie jest jednak aż tak niezbędna. Jeśli nie wierzysz,
to poproś Boga, by na twoim miejscu postawił kogoś innego, kto bardziej
nadaje się do pełnienia tej roli, a tobie żeby wskazał lepsze miejsce i
lepszą rolę. I nie protestuj, jeśli cię to zaskoczy. Czyżby strach cię
obleciał? Czego się boisz utracić?
Jeśli szczerze sobie odpowiesz na to pytanie, otworzy się przed tobą
droga do wolności. To, co ci potrzebne, może do ciebie przyjść przez
innych ludzi. Ale jeśli będziesz się bać, że „na starość nikt ci nie da
nawet szklanki wody”, zapewne tak się stanie. A to dlatego, że nasze
oczekiwania kreują naszą rzeczywistość.
A więc już dziś pracuj na swoją lepszą przyszłość, zamiast się o nią
martwić i obawiać. Pamiętaj przy tym, że wysługiwanie się innym, to
kiepska inwestycja.
Zainwestuj w siebie. Zainwestuj czas i przeznacz na zmianę nastawienia.
Naucz się, że wszystko jesteś w stanie osiągnąć z pomocą Boga, że On cię
ochrania i wspiera, że dobrze ci życzy. Naucz się wreszcie, że możesz
osiągać sukcesy nawet bez zabiegania o poparcie, bądź wsparcie finansowe
innych. Jeśli sam wiesz, że masz innym do zaoferowania coś cennego i
oferujesz to, wówczas oni ci się odwdzięczają. Wiek nie gra tu roli.
Pracowałem kiedyś z pewnym panem, o którym myślałem, że jest w wieku
przedemerytalnym. Był on instruktorem zawodu uwielbianym przez młodzież i
prowadził ponadto własny zakład produkcyjny w tych czasach, kiedy
wszystkim było ciężko. Odnosił sukcesy, był przy tym pełen radości życia
i wewnętrznego spokoju. Pewnego dnia usłyszałem, że został odznaczony
orderem za 70 lat pracy w górnictwie. Myślałem, że się przesłyszałem,
ale potwierdzono mi, że tak właśnie jest. Wiedział, że to co robi, jest
wartościowe i cenne. Pomimo podeszłego wieku i pozbawiania dodatkowych
zajęć wszystkich rencistów i emerytów, on nadal pozostawał instruktorem
zawodu. Kilka lat później człowiek ten nagle umarł w pełni sił, między
jedną pracą a drugą. Miał wówczas ponad 90 lat.
Podobne przykłady można mnożyć. Świadczą one o ogromnej sile pozytywnego
nastawienia. Z kolei o niszczącej sile negatywnych nastawień świadczy
fakt, że najwięcej zgonów notuje się w pierwszym roku po przejściu na
emeryturę.
Kiedy ktoś ograniczał swe życiowe cele do wychowania dzieci i chodzenia
do pracy, wówczas nie potrafi znaleźć się w nowych warunkach i traci
chęć do dalszego życia. Ktoś, kto nie ma jasnej wizji swego życia na
przyszłość, wybiera z reguły śmierć.
A więc warto odkryć siebie prawdziwego, zanim będzie na to za późno.
Warto też stworzyć jak najbardziej pozytywną wizję swego przyszłego
życia. Nigdy nie jest za późno!
Leszek Żądło

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz