"Nasza opinia o innych ludziach zależy mniej od tego,co my widzimy w
nich, a bardziej od tego,co dzięki nim widzimy w sobie samych."
Sara Grand
Jak okazywać uczucia
Kiedy Gale Sayers i Brian Piccolo, Murzyn i biały, obaj będący w
drużynie futbolowej Chicago Bears, zamieszkali razem w 1967 roku,
okazało się to pierwszym tego typu zdarzeniem między zawodowymi
piłkarzami. Także dla każdego z nich było to pierwsze takie przeżycie.
Sayers nigdy przedtem nie miał białego przyjaciela, może z wyjątkiem
George'a Halasa, a Piccolo nigdy NAPRAWDĘ nie znał czarnego człowieka.
Jednym z sekretów ich wzrastającej przyjaźni było podobne poczucie
humoru. Na przykład, przed grą pokazową w Waszyngtonie w 1969 roku
pewien poważny reporter wszedł do ich pokoju hotelowego w celu
przeprowadzenia wywiadu.
- "Jak się wam razem mieszka? - spytał dziennikarz.
- W porządku, dopóki on nie korzysta z łazienki - odrzekł Piccolo.
- A o czym rozmawiacie? - dziennikarz pytał dalej, ignorując śmiech swoich rozmówców.
- Głównie o sprawach rasowych - odrzekł Gale.
- Po prostu o rasizmie - dodał Piccolo.
- Gdybyście mieli wybierać - kontynuował reporter - kogo wybralibyście na współlokatora?
- Jeżeli pyta pan, jakiego białego włoskiego obrońcę z Wake Forest, powiedziałbym, że Picka - odpowiedział Gale."
Ale pod przykrywką śmiechu i żartów ukryta była głęboka lojalność
jednego względem drugiego, a w filmie "Brian's Songs" (Pieśni Briana)
wyraźnie pokazano, że przyjaźń Sayersa i Piccolo była największą w
historii sportu.
Potem, w sezonie 1969 roku, okazało się, że Piccolo jest chory na raka.
Starał się jeszcze grać, chociaż jeden sezon, ale w końcu więcej
przebywał w szpitalu, niż na boisku. Gale Sayers starał się być razem ze
swoim przyjacielem tak często, jak tylko mógł.
Wcześniej planowali spędzić wspólnie razem z żonami obiad podczas
Professional Writers (corocznej imprezy pod nazwą Zawodowi Reporterzy
Futbolu) w Nowym Jorku, gdzie Sayers miał otrzymać nagrodę S. Halasa,
przyznawaną najlepszemu zawodnikowi futbolu. Niestety, choroba przykuła
Piccolo do łóżka. A kiedy Sayers stał w oczekiwaniu na nagrodę, łzy
pojawiły się w jego oczach. Na ogół lakoniczny czarny atleta miał
powiedzieć, przyjmując nagrodę:
"Wyrażacie uczucie dla mnie, dając mi tę nagrodę, ale oświadczam wam, że
przyjmuję ją dla Briana Piccolo. To on jest tym człowiekiem, który
powinien otrzymać tę nagrodę. Kocham Briana Piccolo i chciałbym,
żebyście i wy go kochali. Gdy uklękniecie wieczorem do modlitwy, proszę
pomódlcie się też za niego."
"Kocham Briana Piccolo". Jak często można usłyszeć mężczyznę
wypowiadającego takie słowa? O ile bogatsze mogłoby być nasze życie,
gdybyśmy ośmielali się okazywać nasze uczucia tak, jak to zrobił Sayers
tamtego wieczoru w Nowym Jorku.
Zatem trzecią zasadą polepszenia stosunków interpersonalnych jest:
OŚMIELAJ SIĘ MÓWIĆ O SWOICH UCZUCIACH
Z obawy przed okazaniem się sentymentalnymi, wielu z nas powstrzymuje
się od wyrażania uczuć i dlatego tak wiele traci z bogactwa przyjaźni.
Mówimy "dziękuję", gdy mamy na myśli "niech Bóg cię błogosławi"; mówimy
"do zobaczenia", mając na myśli "będzie mi ciebie bardzo brak". G. K.
Chesterton, angielski pisarz, powiedział kiedyś, że najmniej uzasadniony
jest strach przed sentymentalizmem. A przecież tak wiele mogłoby to
dać, gdybyśmy czuli się bardziej wolni w wyrażaniu swoich uczuć. Jezus
miał swoją metodę robienia tego. Na sto sposobów mówił uczniom, że ich
kocha, przez co w żaden sposób nie mogli mieć co do tego wątpliwości.
Dlaczego tak bardzo jesteśmy przeciwni otwartemu mówieniu, że nam na
kimś zależy? Powodów jest kilka. Jednym z nich jest obawa, że nasze
uczucia nie będą odwzajemnione, oraz że zostaniemy odrzuceni. A co
gorsza, zwłaszcza między mężczyznami, boimy się wyśmiania nas przez
innych z powodu naszej sentymentalności. Istnieje niewiele bardziej
przerażających uczuć, niż poczucie zmieszania i zakłopotania. Dlatego
staramy się z całych sił nie dopuścić nawet do możliwości ich powstania.
Jednak ludzie, których inni kochają, to tacy, którzy odrzucają obawy i
deklarują otwarcie swoją miłość. Na przykład Thomas Jefferson był
prawdziwym mężczyzną, a mimo to był chyba najbardziej uczulony na
odrzucenie. W pewnym momencie jego kariery, kiedy był przybity po
przegranej z Hamiltonem w Waszyngtonie, wysłał swoje książki i meble do
domu w Monticello, odwołał prenumeraty gazet, zerwał swoje kontakty
polityczne i przez następne 37 miesięcy praktycznie nie wytknął nosa z
domu. Jak widać, Jefferson był wręcz przesadnie czułym człowiekiem.
Ale czy powstrzymało go to od wyrażania miłości, gdy ta nadeszła? M.
Brodie, biograf Jeffersona, mówi: "Listy Jeffersona do jego dwóch
dorosłych już córek , Marty i Marii, są tak przepełnione uczuciem i tak
niewinnie uwodzicielskie, że stały się dla niego oknem na świat." A
pisząc w roku 1819 do swojego przyjaciela, Johna Adamsa, Jefferson
wypowiada tak "sentymentalne" zdanie, jak: "Uważaj na siebie i bądź
pewien, że jesteś mi ciągle miły."
Mimo obfitej korespondencji, Jefferson i Lafayette nie widzieli się już
od 35 lat, kiedy prezydent Monroe zaprosił w 1824 roku wielkiego
generała francuskiego do odwiedzenia Ameryki. Lafayette miał wtedy 67
lat, a Jefferson 81. Po przyjeździe do USA Lafayette pozostał w Quincy i
Massachusetts tylko jeden dzień, a potem pospieszył na południe
zobaczyć się z Jeffersonem.
Tego listopadowego ranka, gdy powóz Lafayette'a dotarł do Monticello,
oczekiwał go tam już cały tłum. John Randolf, który pomagał w urządzaniu
całej uroczystości, opowiadał, jak jego dziadek schodził po schodach z
tarasu, kiedy Lafayette wysiadł z powozu. "Jefferson - powiedział -
ruszył starczym galopem, aż wreszcie padli sobie w objęcia ze łzami w
oczach."
W pracy z ludźmi rozwiedzionymi, bardzo często chciałbym dać im lekcję
tego, co tak wspaniale robili Gale Sayers, Thomas Jefferson i Jezus -
śmiałości w pokazywaniu uczuć. Wiele kobiet sądzi, że powinny okazywać
wręcz oziębłość, bo inaczej stracą mężczyznę. Chociaż są nim oczarowane,
zachowują swe uczucia dla siebie. Ale przecież takie zachowywanie
dystansu niszczy ich cel. Nie ma nic tak przyciągającego mężczyznę, jak
świadomość, że kobiecie na nim zależy.
Przykro jest, gdy spotyka się dwoje ludzi, którzy się polubią, ale z
powodu nieśmiałości nie deklarują swoich uczuć. Uczucie wtedy umiera.
Tragedią jest, jeżeli miłość nie wraca, ponieważ jest niezadeklarowana.
Fragment książki Alan Loy McGinnis „Sztuka Przyjazni”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz